Dnia 11 sierpnia 1929 roku w Załubicach wybuchł groźny pożar, który doszczętnie strawił zabudowania pięciu gospodarstw. To tragiczne wydarzenie, choć lokalne, wpisywało się w szerszy kontekst niestabilnej sytuacji pożarowej w Polsce międzywojennej, charakteryzującej się wysoką częstotliwością zdarzeń i dotkliwymi stratami. Aby w pełni zrozumieć jego wagę, warto przyjrzeć się zarówno historii samej wsi, jak i ogólnokrajowej panoramie pożarów tamtych lat.

Zarys historyczny Załubic
Początki osadnictwa i średniowieczne korzenie
Najstarsze źródła historyczne, jakie znaleziono na terenie okolic Załubic, pochodzą z IX wieku. Były to skorupy gliniane i narzędzia kamienne, pochodzące według archeologów z cmentarzyska pogańskiego. W XIV wieku ta część Mazowsza, ze względu na pokrywające ją wielkie puszcze, nazywała się Mazowszem Leśnym. Pierwsi osadnicy to była drobna szlachta mazowiecka oraz wolni kmiecie.
Pierwsze znane dokumenty o Załubicach pochodzą z XIV wieku. W jednym z nich Jan Książę Mazowiecki potwierdza w roku 1386 sprzedaż wsi Załubice za 90 grzywien. W tym samym roku Książę Jan zezwolił na zmianę prawa lokacyjnego Załubic z polskiego na prawo chełmińskie, dające możliwość szerokiego samorządu oraz uprawiania rzemiosła. Chodziło między innymi o plecenie koszy z łubów, które dzisiaj nazywamy łubiankami. Stąd, jak można przypuszczać, pochodzi nazwa wsi Załubice.
Załubice pod zarządem klasztoru i rozwój w XIX i XX wieku
W czasach późniejszych Załubice stały się własnością klasztoru kanoników regularnych laterańskich w Czerwińsku, jednego z najbogatszych na Mazowszu. Opat Czerwiński puszczał wieś w tzw. zarząd, pobierając od zarządców czynsz. W 1580 roku Załubice miały sześć i pół łana ziemi uprawnej, to jest około 200 hektarów, 2 zagrody i młyn.
W czasie spisu w Królestwie Polskim w 1827 roku wieś liczyła 28 zagród i około 200 mieszkańców. Była wówczas gminą w powiecie stanisławowskim, miała młyn, karczmę, browar i kuźnię. W czasie spisu przeprowadzonego w 1921 roku w Załubicach były 43 nieruchomości, 45 budynków mieszkalnych, w których mieszkały 74 rodziny liczące łącznie około 300 osób. Areał ziemi uprawnej wynosił 591 mórg.
Na wschodnim skraju wsi znajdowały się zabudowania folwarku Załubice. Centralny punkt stanowił dwór, który został spalony prawdopodobnie po I wojnie światowej, podobnie jak budynki gospodarcze i stajnie. Obory, chlewnie i stodoły przetrwały nieco dłużej. Najdłużej zachowały się czworaki, czyli budynki mieszkalne dla służby folwarcznej. Część tych budynków spłonęła w okresie międzywojennym, część zaś dopiero w czasie wielkiego pożaru jesienią 1944 roku.
Koloniści niemieccy w pobliżu Załubic
W pobliżu Załubic, miejscem osiedlenia kolonistów niemieckich, była wieś Dąbrowa. Koloniści zajmowali się głównie hodowlą bydła. Byli oni na ogół dobrymi sąsiadami, choć starali się separować od otoczenia polskiego. W 1921 roku liczba kolonistów w Dąbrowie wynosiła 100 osób.
Pożar w Załubicach 11 sierpnia 1929 roku
Skutki katastrofy i powstanie lokalnej straży pożarnej
Dnia 11 sierpnia 1929 roku wybuchł w Załubicach groźny pożar, który doszczętnie strawił zabudowania pięciu gospodarstw. Spłonęły kolejno stojące obok siebie obejścia od Stankiewiczów w Nowych Załubicach do Pakaszewskich w Starych Załubicach. Z ludzkiej biedy zrodziła się wola utworzenia we wsi Ochotniczej Straży Pożarnej, o którą już w 1919 roku zabiegał załubicki nauczyciel Wacław Mierzanowski.

Po zbudowaniu w Starych Załubicach remizy strażackiej w 1934 roku, większe zabawy zaczęły odbywać się w sali widowiskowej, którą tam specjalnie przygotowano. Były to imprezy publiczne z prawdziwego zdarzenia, z bufetem, organizowane z dużym rozmachem, stanowiąc ważny element życia społecznego w odbudowującej się po pożarze wsi.
Krajobraz pożarowy II Rzeczypospolitej
Skala i specyfika pożarów w okresie międzywojennym
Tragiczny pożar w Załubicach nie był odosobnionym przypadkiem. Straty powodowane przez pożary w okresie międzywojennym były bardzo dotkliwe. Nierzadko płonęły całe wioski, zniszczeniu ulegały budynki, inwentarz, plony i sprzęt gospodarczy. Tragiczne pożary często obejmowały wiele budynków jednocześnie, ponieważ na wsi i w miastach przeważała zabudowa drewniana. Według danych Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych w 1930 roku na 1 411 351 budowli w miastach i miasteczkach było aż 1 094 867 budynków drewnianych.
Na skutek pożarów przestrzennych tylko w latach 1919-1920 spłonęły między innymi:
- Zawieprzyce (powiat lubelski) - 264 budynki
- Wizna (powiat łomżyński) - 146 budynków
- Tyszowce (powiat tomaszowski) - 144 budynki
- Turza Wielka (powiat mławski) - 142 budynki
- Gnojno (powiat konstantynowski) - 102 budynki
- Wieliszew (powiat warszawski) - 99 budynków
- Huta Stara (powiat częstochowski) - 91 budynków
W latach 1924-1930 w całym kraju zarejestrowano 73 485 pożarów, w których spłonęło lub zostało uszkodzonych 246 185 budowli. Tendencja była rosnąca: w 1924 roku odnotowano 6 624 pożarów, a już w 1930 roku było ich 16 753. Najwięcej pożarów, bo aż 89%, powstawało na terenach wiejskich i tam też odnotowywano największe szkody, sięgające 93% ich ogólnej wartości.
W latach 1933-1937 zarejestrowano ogółem 98 100 pożarów, w których spłonęło lub zostało uszkodzonych 276 600 budynków. Na jeden pożar w województwach centralnych, południowych i wschodnich przypadały średnio trzy budynki spalone lub zniszczone, a w województwach zachodnich - 1,8. W 1937 roku w pożarach w kraju (bez województwa poznańskiego) zginęło 156 osób, a 832 osoby zostały ranne lub poparzone, w tym 59 strażaków.
Przyczyny i statystyki pożarów
Dominującymi przyczynami pożarów w latach 1933-1937 były podpalenia (szczególnie na wsiach województw centralnych, południowych i wschodnich) oraz wady w budowlach. Częste podpalenia wynikały najczęściej ze sporów majątkowych i innych konfliktów, zwłaszcza na wsi. Podpalaczami bywali najczęściej ludzie pozbawieni własności, parobkowie i robotnicy rolni.

Nierzadko pożary wywoływano celowo, dla uzyskania wysokiego odszkodowania. Ten proceder, nazywany podpaleniem asekuracyjnym, szczególnie rozwinął się w połowie lat 20., wraz z upowszechnieniem się ubezpieczeń majątkowych od pożarów. Liczba podpaleń w Polsce systematycznie rosła:
- 1923: 1603
- 1924: 1689
- 1925: 2007
- 1926: 2218
- 1927: 2094
- 1928: 2352
- 1929: 2521
- 1935: 3104
- 1937: 4889
W latach 1928-1933 Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych notował także znaczną liczbę pożarów spowodowanych wyładowaniami atmosferycznymi. Przykładowo, w 1929 roku było to 2008 pożarów. Piromania, zjawisko często przypisywane chłopcom w okresie dojrzewania i służącym, odpowiadała za prawie 18% wszystkich pożarów. Podpalano najczęściej stogi siana, zabudowania pokryte słomianymi strzechami, szopy i składnice towarów - obiekty, które podpalano w najprostszy sposób. Odrębną grupę podpalaczy stanowiły dzieci nieostrożnie bawiące się zapałkami. Do wzniecenia ognia sprawcy używali łatwopalnych płynów - nafty, benzyny i spirytusu, a także tzw. kwaczy (kilku zwiniętych i nasyconych naftą szmat) oraz łuczywa.
Jednym z najbardziej znanych podpalaczy okresu międzywojennego był Jakub Nowak ze wsi Chomęcice w powiecie poznańskim, który przez kilka miesięcy 1928 roku podpalał stodoły i stogi na terenie pięciu powiatów Wielkopolski. W ten sposób mścił się na ich właścicielach za odmowę jałmużny. Ujęty w listopadzie 1928 roku, przyznał się do 28 podpaleń, a spowodowane przez niego straty oszacowano na 420 tys. zł.
Nowe wozy dla Ochotniczych Straży Pożarnych
Walka z podpaleniami i system prawny
W Kodeksie karnym z 11 lipca 1932 roku przestępstwo to zostało opisane w art. 215, który stanowił: „Kto sprowadza niebezpieczeństwo pożaru, zawalenia się budowy albo katastrofy w komunikacji lądowej, wodnej lub powietrznej podlega karze (…)”. Odpowiedzialność ciążyła nie tylko na tym, kto już sprowadził pożar, ale i na tym, kto sprowadził jego niebezpieczeństwo. Za umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa pożaru przewidziana była kara więzienia od 6 miesięcy do 15 lat, zaś za nieumyślne - od tygodnia do roku lub grzywna od 100 do 1 mln zł. Za przygotowanie do popełnienia tego przestępstwa groziła kara od 6 miesięcy do 5 lat.
W 1937 roku sądy województwa pomorskiego wydały w sprawie pożarów 14 wyroków, a w 1938 roku - 42 wyroki. Za podpalenia najczęściej skazywano na od roku do dwóch lat więzienia. Surowsze kary wymierzano sporadycznie; jedynie sprawcę pożaru, w wyniku którego zginęły dwie osoby, skazano na karę śmierci. Łagodniej traktowano sprawców nieumyślnych pożarów, wobec których orzekano od jednego do sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Ponadto nałożono 134 kary administracyjne za spowodowanie pożarów wynikających z niedbalstwa, nieostrożności lub przekroczenia przepisów policyjno-ogniowych. Łącznie orzeczono winę w 148 przypadkach.
Według komisarza Policji Państwowej Lucjana Gałczyńskiego, jednego z najlepszych policyjnych ekspertów w sprawach pożarów, wykrycie sprawców podpaleń działało na nich odstraszająco. Podczas czynności śledczych zwracano uwagę na szybkie przybycie policjantów na miejsce zdarzenia, oględziny pogorzeliska i jego otoczenia, poszukiwanie źródła ognia, resztek lontów, świec w słomie, śladów łatwopalnych płynów (z użyciem m.in. niemieckiego środka Rhodocrit) oraz soczewek. Przesłuchiwano świadków, sprawdzano alibi, a nieletnich podpalaczy często szukano wśród gapiów.
Podpalenia asekuracyjne stały się w okresie międzywojennym nagminne, dlatego też wprowadzono procedury mające przyczynić się do poprawy ich wykrywalności. Policjanci mieli obowiązek ustalić właściciela obiektu oraz kwotę ubezpieczenia nieruchomości. Rażące różnice między kwotą ubezpieczenia a wartością realną pozwalały podejrzewać, że było to podpalenie.
Sytuacja pożarowa w Warszawie (1924-1938)
Warszawa, zamieszkała przez ponad milion mieszkańców, również borykała się z problemem pożarów. Według danych Warszawskiej Straży Ogniowej, w latach 1924-1938 rejestrowano rocznie średnio ponad 600 pożarów w budynkach. Najmniej pożarów powstało w 1934 roku (551), a najwięcej właśnie w 1929 roku (827). Pożary najczęściej zdarzały się w budynkach mieszkalnych (średnio w ponad 400 przypadkach), a także w obiektach przemysłowych i publicznych. Co ciekawe, celowe podpalenia w Warszawie należały do rzadkości (zaledwie kilka rocznie), choć w 1934 roku odnotowano ich aż sześć.
W ostatnim roku przed wybuchem wojny, w 1939 roku, odnotowano w stolicy 653 pożary. Ich przyczynami były najczęściej nieostrożność (205 przypadków), wady konstrukcyjne (121) oraz inne lub nieustalone powody (319).