Historia pożaru Rafinerii Nafty w Czechowicach-Dziedzicach, który miał miejsce w czerwcu 1971 roku, to jedna z największych tragedii przemysłowych w historii Polski. Wydarzenia z 26 i 27 czerwca 1971 roku były wstrząsem dla całej społeczności, ale też impulsem do wielu zmian w ochronie przeciwpożarowej.
Początek tragedii: burza i uderzenie pioruna
26 czerwca 1971 roku, wieczorem, po godzinie 19:00, nad Czechowicami-Dziedzicami przeszła niewielka, krótka burza. Około godziny 19:50 jeden z piorunów uderzył w kominek odpowietrzania (oddechowy) zbiornika 251, który znajdował się na zbiorniku magazynowym na terenie rafinerii nafty (przy ul. Prusa).
W zbiorniku o pojemności 12 500 m³ znajdowało się 9 000 m³ ropy naftowej. Był to zbiornik starego typu, bez dachu pływającego, co oznaczało, że w dużej części był wypełniony łatwopalnymi oparami. Iskra z pioruna (podobno był kulisty) spowodowała zapłon, a w jego następstwie wybuch. Eksplozja zniszczyła dach, a płonąca ropa rozlała się w tacy zbiornika.
W rejonie zbiornika 251 znajdowały się zbiorniki 252, 253 i 254. W odległości około 110 metrów znajdowała się grupa 5 zbiorników magazynowych etyliny. W odległości około 50 metrów przebiegała ulica. Wymiary każdego ze zbiorników to: średnica - 33 metry, wysokość na osi zbiornika - 18,3 metra. W płonącym zbiorniku 251 znajdowało się 8850 ton ropy. W chwili rozpoczęcia pożaru na kolektorze odbioru ropy stało 30 cystern, z których ropa była pompowana do zbiornika 254. Zostały one odłączone i odciągnięte przez lokomotywę w bezpieczne miejsce.

Pierwsze godziny akcji gaśniczej
Do akcji gaśniczej jako pierwsza przystąpiła jednostka straży pożarnej (3 niepełne sekcje bojowe), która stacjonowała na terenie czechowickiej rafinerii. Rafineryjne instalacje gaśnicze były niesprawne, więc straż była zdana tylko na sprzęt przywieziony na wozach.
Po kilkunastu minutach na miejsce pożaru przybyły 3 sekcje straży pożarnej (zawodowe) z Bielska-Białej, OSP z terenu Czechowic-Dziedzic oraz ówczesnych powiatów bielskiego, oświęcimskiego, cieszyńskiego. Do akcji przyłączyły się jednostki straży z Czechowic-Dziedzic i okolicznych miejscowości i wsi. Przyjeżdżały sekcje z powiatu bielskiego, z Chorzowa, Bytomia, Gliwic, Mysłowic, Zabrza, Katowic i Krakowa. Z Oświęcimia, Trzebini, Jasła, Blachowni Śląskiej i Kędzierzyna Koźla przybywały jednostki straży pożarnej z ciężkim sprzętem do podawania piany. Wezwano także straże dysponujące ciężkim sprzętem do podawania piany gaśniczej.
Akcją ratowniczą dowodził mjr pożarnictwa Tadeusz Baniak, komendant zakładowej straży pożarnej w rafinerii, oraz jego zastępca por. Jerzy Seńczuk. O 21:30 dowodzenie akcją gaśniczą przejął zastępca komendanta wojewódzkiego SP z Katowic, ppłk poż. Stanisław Ponikiewski, a o 23:00 dowodzenie przejął wojewódzki komendant SP z Katowic płk poż. Stanisław Komorowski; będzie on dowodził do końca. Z bielskiej jednostki wojskowej 3131 o godz. 21:00 zarządzono alarm i przewieziono 160 żołnierzy na miejsce walki z żywiołem, gdzie pracowali przy uszczelnianiu i usypywaniu wałów zabezpieczających, układaniu worków z ziemią okrzemkową, organizacji ruchu pojazdów i ewakuacji mieszkańców.
Do rafinerii przybywały kolejne drużyny straży pożarnej: z Ząbkowic Śląskich, z Bydgoszczy, Olsztyna i z Grudziądza. Były to specjalistyczne sekcje pożarnicze - samoobrony przemysłu chemicznego. W niedzielę, 27 czerwca, około godziny 1:00 w nocy w akcji było 18 sekcji zawodowych i 24 sekcje OSP. Był zaplanowany generalny atak na źródło ognia. Sądzono, że po wejściu do działań jednostek z ciężkim sprzętem po kilku godzinach pożar zostanie ugaszony.
Służby i akcje ratownicze - Pożar Rafinerii w Czechowicach
Katastrofalne erupcje: "Boilover" i rozprzestrzenianie się ognia
W trakcie gaszenia do zbiornika 251 dostało się kilkadziesiąt tysięcy litrów wody, które były podgrzewane przez palącą się na tacy ropę. Po godzinie 1:00 w nocy, 27 czerwca, woda ta osiągnęła temperaturę wrzenia i zaczęła przedzierać się ku górze zbiornika. Podnosząc lżejszą ropę naftową, spowodowała jej gwałtowny wyrzut płonącej ropy z płonącego zbiornika na odległość do 250 metrów. W zbiorniku rozległo się potężne bulgotanie, a w chwilę później wystrzelił w górę, sięgający kilkuset metrów, słup ognia. Płonąca piana rozlała się szeroko, pokrywając wszystko na swojej drodze. Na strażaków i stojące niedaleko od palącego się zbiornika samochody spadło około 7 tys. ton płonącej ropy.
Piana mająca kilka metrów wysokości zakrywała ludzi, wozy i sprzęt gaśniczy, niszcząc wszystko na swojej drodze. Fale płonącej ropy odcięły drogę ewakuacji. Niemal natychmiast, podczas obu erupcji, zginęły 33 osoby (25 strażaków, 7 żołnierzy i jeden pracownik rafinerii). W wyniku odniesionych ran i oparzeń zmarły jeszcze w ciągu kolejnych 2 miesięcy 4 osoby. Łącznie liczba ofiar nocnego wybuchu zbiorników wyniosła 37 osób. Obrażenia odniosło 105 osób, w tym 40 ciężko poparzonych, którzy trafili do szpitali w Bielsku-Białej i do szpitala nr 5 w Katowicach-Wełnowcu. Temperatura była tak wysoka, że poparzeniom ulegali ludzie stojący nawet w sporej odległości od zbiorników.
Kilka sekund po pierwszym wyrzucie, eksplodował zbiornik 254. Po godzinie 14:00 w niedzielę, eksplodował zbiornik 252 (z powodu wysokiej temperatury powyżej 1000 °C), stwarzając realne niebezpieczeństwo dla zbiorników z etyliną. Zapaliła się ropa wewnątrz zbiornika, jak również ta, która wyciekła z niego na tacę. Po godzinie ogień przygasł i można było wznowić przerwaną akcję gaśniczą. W tym czasie zbiorniki 251 i 254 były już całkowicie zdeformowane i osiadły na wysokości 4-5 metrów. Jednak około godziny 23:00 nastąpiło pęknięcie płaszcza zbiornika 252.

Skala zniszczeń i zagrożeń
Straty materialne były ogromne - zarówno w sprzęcie gaśniczym, jak i w instalacjach oraz infrastrukturze rafinerii. Spłonęły 22 auta pożarnicze (w tym 5 Tatr i jeden Magirus SD-30 z autodrabiną z ZSP Bielska-Białej), 4 działka, 15 motopomp, 2 agregaty pianowe, 2 działka wodno-pianowe, węże tłoczne (około 20 000 m.b.), lokomotywa spalinowa, przyczepa samochodowa, około 1,5 km torów kolejowych i drobny sprzęt. Paliły się kolektor, pompownia, część oddziałów furfurolu, filtrolu, instalacja ABT, magazyn techniczny i zajezdnia lokomotyw. Zagrożone były zbiorniki oddziału ABT oraz zbiorniki z acetonem i amoniakiem. Płonęły drogi asfaltowe, stając się drogami śmierci. Rozpoczęła się ucieczka i ewakuacja mieszkańców z ulic sąsiadujących z miejscem pożaru.
Walka z żywiołem: ostateczne natarcie i dogaszanie
W dniach 27-29 czerwca opracowano plan ugaszenia pożaru. Przez niedzielę, poniedziałek i wtorek pracowały w rafinerii dwa zespoły specjalistów: pierwszy miał za zadanie zaplanować wysadzenie za pomocą materiałów wybuchowych dwóch pozostałych po wyrzucie zbiorników, a następnie całkowite wypalenie się ropy naftowej, a drugi miał przygotować akcję gaśniczą. Wybrano drugą opcję. W nocy z poniedziałku na wtorek usunięto zwłoki zmarłych.
29 czerwca, we wtorek, o godzinie 15:10 przystąpiono do generalnego natarcia. W akcji brało udział 47 sekcji z ciężkim sprzętem gaśniczym - w tym 6 sekcji z Czechosłowacji i 27 sekcji ze sprzętem krajowym. Odwód taktyczny stanowiły 24 jednostki OSP oraz 5 sekcji z ciężkim sprzętem gaśniczym z Czechosłowacji. Odprawom załóg, które miały prowadzić „główne natarcie”, przewodniczył późniejszy pierwszy sekretarz KC PZPR Stanisław Kania. Podkreślał on niezwykły spokój przygotowujących się do akcji strażaków. Około 16:15 pożar został ugaszony.
Łącznie w akcji gaszenia pożaru rafinerii wzięło udział 2610 strażaków z 371 sekcji pożarniczych, zarówno zawodowych, jak i ochotniczych (w tym 58 strażaków z 13 sekcji z Czechosłowacji). Użyto 313 samochodów gaśniczych, 49 samochodów ciężarowych, 34 samochody ciężkie wodno-pianowe, 6 samochodów proszkowych, 2 autodrabiny, 15 agregatów pianotwórczych, 11 działek pianowych, 197 pomp pożarniczych, 81 000 m.b. węży. Zużyto 277 ton środków gaśniczych. Jeszcze przez kilka kolejnych dni (do 1 lipca) trwało dogaszanie pogorzeliska. Jednak 30 czerwca o 19:30 stwierdzono w zbiorniku 251 żarzenie się związków piroforycznych, co doprowadziło 1 lipca o godzinie 0:10 do gwałtownego zapalenia się ropy. O godz. 3:15 pożar został ostatecznie ugaszony. Zbiorniki tliły się do 2 lipca. Ze zbiorników ocalał tylko jeden, zbiornik nr 253, zawierający 7000 ton odgazowanej ropy.
Przyczyny katastrofy i wnioski
Jak oceniono później, tragedia w Czechowicach-Dziedzicach miała wiele przyczyn. Uderzenie pioruna było tylko katalizatorem tego, co mogło się tam wydarzyć w każdej chwili. Wśród głównych powodów wymieniano:
- Zbyt ciasno rozmieszczone zbiorniki i ich przestarzała konstrukcja, gdyż brakowało tzw. „pływających dachów”, które uniemożliwiają gromadzenie się mieszaniny wybuchowej nad powierzchnią ropy.
- Niesprawna instalacja chłodnicza rafinerii oraz nieodpowiednia instalacja odgromowa.
- Brak odpowiedniego sprzętu technicznego i środków gaśniczych (np. piana była niskiej jakości).
- Źle wybudowane drogi pożarowe, które były wylane asfaltem, przez co zapalały się pod wpływem żaru, stając się drogami śmierci.
Pamięć i dziedzictwo
Odbudowa rafinerii trwała 4 miesiące i zaowocowała nowoczesną instalacją odgromową, gaśniczą oraz „pływającymi dachami”, które uniemożliwiają zgromadzeniu się par węglowodorów nad powierzchnią ropy. Po pożarze, jeszcze przez wiele miesięcy, jednostki straży pożarnej nie mogły na terenie Czechowic-Dziedzic jeździć na sygnale, gdyż mieszkańcy na dźwięk syren wpadali w panikę.
Po tragedii ulicami Czechowic-Dziedzic przeszedł kondukt pogrzebowy. Na lawetach przewieziono trumny ze szczątkami ofiar wybuchu. Ku ich pamięci na miejskim skwerze ustawiono pomnik z listą ofiar. Na Placu Jana Pawła II w Czechowicach-Dziedzicach znajduje się również wystawa upamiętniająca 50. rocznicę tych wydarzeń. Wydarzenia z 26 i 27 czerwca 1971 r. były jedną z największych tragedii w czasach PRL-u.
Przedstawiciele Grupy Kapitałowej LOTOS uczestniczyli w Czechowicach-Dziedzicach w obchodach rocznicowych. Jak wspomniała Zofia Paryła, prezes Zarządu Grupy LOTOS: „Choć minęło już pół wieku, to nadal pamiętamy o wszystkich tych, którzy zginęli wtedy walcząc z żywiołem ognia. Jesteśmy tu dziś z ich rodzinami i bliskimi, by oddać hołd ofiarom tamtych wydarzeń. Ta była wstrząs dla całej społeczności, ale też impuls do wielu zmian w ochronie przeciwpożarowej.”
