24 listopada 1994 roku pozostaje jedną z najbardziej tragicznych dat w historii Gdańska. Podczas koncertu zespołu Golden Life w hali Stoczni Gdańskiej wybuchł pożar, który w ciągu kilkunastu minut zmienił życie tysięcy młodych ludzi. W wyniku zdarzenia śmierć poniosło 7 osób, a ponad 300 zostało rannych, w tym ciężko poparzonych.

Przebieg tragicznego wydarzenia
Koncert promował najnowszą płytę zespołu pt. „Natura”. Oprócz występu na żywo, na telebimach prowadzona była transmisja z wręczania nagród MTV w Berlinie. W hali znajdowało się około 2 tysiące osób, w większości uczniowie szkół podstawowych i średnich. Początek występu zaplanowano na godzinę 20:00.
Wśród uczestników była 16-letnia wówczas Anna Golędzinowska, obecnie radna miasta Gdańska. Jak wspomina, początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia:
- „Pamiętam, że na początku, kiedy pojawił się ogień, nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że stało się coś niebezpiecznego. Miałam przekonanie, że jest to efekt pirotechniczny”.
Ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie, zajmując kurtyny oraz drewniany dach. Wybuchła panika, a tłum zaczął napierać na wyjścia ewakuacyjne. Sytuację pogorszył fakt, że dwa z pięciu wyjść były zamknięte.
Walka o przetrwanie i akcja ratunkowa
Dramatyzm sytuacji potęgował chaos przy głównym wejściu, które szybko się zatamowało. Jak relacjonuje Golędzinowska, która wraz z innymi uczestnikami trafiła do przedsionka między halą a wejściem, szansa na ratunek pojawiła się dopiero po zawaleniu się dachu:
„Chwilę po zamknięciu drzwi do przedsionka runął dach i ogień zyskał nową drogę wyjścia, a my poczuliśmy napływ chłodniejszego powietrza. Było trochę lepiej, ale wciąż mieliśmy problem z wydostaniem się”.

Akcja straży pożarnej trwała około 20 minut, przy temperaturze wewnątrz hali sięgającej tysiąca stopni. Wśród ofiar znaleźli się m.in. 13-letnia Dominika Powszuk, operator telewizji Sky Orunia oraz ochroniarze, którzy do ostatnich chwil wynosili nieprzytomne osoby z płonącego budynku.
Skutki długofalowe i rehabilitacja
Anna Golędzinowska spędziła w szpitalach (m.in. w Siemianowicach Śląskich) około dwóch miesięcy, lecząc oparzenia twarzy, szyi, rąk i nóg. Rehabilitacja w trybie codziennym trwała półtora roku. Podkreśla jednak, że wsparcie kolegów, nauczycieli oraz mieszkańców Śląska, którzy otoczyli ofiary opieką, było kluczowe dla procesu powrotu do zdrowia psychicznego i fizycznego.
Dla wielu młodych ludzi ten dzień był końcem beztroski. „Świat stał się bardzo okrutny” - wspomina radna. Po latach jednak w jej relacji dominuje wdzięczność za solidarność, której doświadczyła od obcych ludzi, lekarzy oraz służb ratunkowych.
| Parametr | Dane |
|---|---|
| Data pożaru | 24 listopada 1994 r. |
| Ofiary śmiertelne | 7 osób |
| Osoby poszkodowane | Ponad 300 rannych |
| Przyczyna | Podpalenie (sprawców nie ustalono) |
Pamięć o ofiarach
Dziś w miejscu dawnej hali stoi pomnik wykonany z elementów konstrukcji budynku: kolumn i metalowej belki. Widnieje na nim cytat z utworu zespołu Golden Life, napisanego po tragedii:
„Życie choć piękne, tak kruche jest, zrozumiał ten, kto otarł się o śmierć”.
W rocznice wydarzeń pod pomnikiem przy ul. Jana z Kolna gromadzą się władze miasta, ocaleni oraz mieszkańcy, aby uczcić pamięć ofiar minutą ciszy i złożyć kwiaty.
Wspomnienia Ireny Tyszeckiej, Świadka ukraińskiego ludobójstwa na Polakach
tags: #anna #goledzinowska #pozar #w #stoczni