Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Arkadiusza B. na karę dożywotniego pozbawienia wolności za zabójstwo 31-letniej Edyty Wieczorek, z którą poznał się na portalu randkowym. Wyrok ten, wydany po dziewięciu latach procesu, został podtrzymany przez Sąd Apelacyjny. Zbrodnia miała miejsce w 2005 roku w Warszawie, w mieszkaniu wynajmowanym przez oskarżonego.

Początek znajomości i motyw zbrodni
Edyta Wieczorek i Arkadiusz B. poznali się na jednym z portali randkowych. Mężczyzna roztaczał wokół siebie wizerunek doskonałego partnera - przystojnego, wysportowanego i inteligentnego. Do Edyty, którą nazywał swoją „gwiazdeczką”, obiecywał ślub. Kobieta, pracująca jako księgowa w austriackiej firmie, dobrze zarabiała, kupiła mieszkanie i samochód, a także pomagała finansowo rodzinie. Szukała ukochanego, a Arkadiusz B. perfidnie wykorzystał jej uczucia, rozkochując w sobie naiwną kobietę.
Prokuratura zarzuciła B., że oszukiwał Edytę Wieczorek, nakłaniając ją do pożyczenia mu ponad 70 tys. złotych. Według sądu, mężczyzna działał z niskich pobudek, z chęci zysku, co zasługuje na szczególne potępienie. Sąd nie dopatrzył się żadnych okoliczności łagodzących.
Zbrodnia i zacieranie śladów
Romantyczna kolacja, mająca przypieczętować świętowanie sukcesu biznesowego, zakończyła się tragicznie dla Edyty Wieczorek. 10 listopada 2005 roku, zaraz po pracy, kobieta pojechała do wynajmowanej przez Arkadiusza B. kawalerki na warszawskich Bielanach. Śledczy ustalili, że Edyta była w mieszkaniu Arka, a w łazience odnaleziono ślady jej krwi oraz włosy. W tej okolicy ostatni raz logował się jej telefon.
Ciała Edyty Wieczorek nigdy nie odnaleziono, podobnie jak narzędzia zbrodni. Mimo to, analiza dowodów ponad wszelką wątpliwość wskazała na zabójstwo. Sąd podkreślił, że nie ma dowodów na to, że Edyta mogła popełnić samobójstwo, ani nie zostawiła listu pożegnalnego. Według ustaleń sądu, Arkadiusz B. zaplanował zbrodnię, a następnie ukrył zwłoki i zatarł ślady. Mężczyzna wynajął mieszkanie miesiąc wcześniej, nie targując się, a po zbrodni dokładnie je wysprzątał, zużywając na to aż 700 litrów wody. Mieszkanie było wietrzone przez wiele dni, co wzbudziło zaniepokojenie sąsiadów. Istnieją także dowody i poszlaki wskazujące na to, że B. zacierał ślady świadczące o jego znajomości z Edytą.

Policja bezskutecznie przeszukiwała m.in. działkę Arkadiusza B. i miejsca nad rzeką, gdzie lubił wędkować, poszukując ciała. Przełomem miało być znalezienie w Wiśle w 2012 roku czaszki kobiety, jednak badania DNA wykluczyły, że należała ona do zaginionej Edyty.
Proces sądowy i wyroki
Proces Arkadiusza B. był procesem poszlakowym, bez bezpośrednich świadków zbrodni. Toczył się po raz drugi. W 2010 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił Arkadiusza B., który wcześniej spędził ponad cztery lata w areszcie. Sąd uznał wówczas, że brak jest jednoznacznego i kategorycznego dowodu na to, że zaginiona Edyta Wieczorek nie żyje, a także nie udało się ustalić, że zabił ją oskarżony. W 2011 roku Sąd Apelacyjny, na wniosek prokuratury, uchylił ten wyrok, argumentując, że Sąd Okręgowy niedostatecznie wziął pod uwagę opinie biegłych i nie opisał wątpliwości uzasadniających uniewinnienie.
Drugi proces i ostateczny wyrok
Wznowiony proces zakończył się skazaniem Arkadiusza B. Sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska w ustnym uzasadnieniu wyroku podkreślała, że w trakcie procesu ustalono „zamknięty łańcuch poszlak”, które ponad wszelką wątpliwość wskazują na to, że B. zamordował Edytę Wieczorek. Sąd dał wiarę bliskim i przyjaciołom 31-latki, którzy zeznali, że Edyta była otwarta i szczera, nie planowała ani wyjazdu, ani zmiany pracy, lecz planowała przyszłość i ślub z oskarżonym. Opinia sądowo-psychiatryczna wskazywała także na ponadprzeciętną inteligencję oskarżonego.
Arkadiusz B. nie przyznał się do winy i skorzystał z odmowy składania wyjaśnień. Sąd uznał szczątkowe wyjaśnienia złożone przez oskarżonego za niewiarygodną linię obrony. Prokurator Przemysław Ścibisz podsumował działania oskarżonego słowami: „Poznał, oszukał, zabił”. Prokuratura żądała dla Arkadiusza B. kary dożywotniego więzienia.
Argumenty obrony
Obrońca Arkadiusza B., mec. Zbigniew Jewdokin, przekonywał, że prokurator z góry przyjął tezę o winie jego klienta. Zdaniem adwokata, poszlaki nie stanowiły zamkniętego ciągu, co powinno uniemożliwić skazanie. Stwierdził także: „Nawet nie wiemy czy Edyta W. nie żyje”, a ślady krwi w łazience mogły pochodzić choćby ze skaleczenia. Obrona wnosiła o uniewinnienie, a sam Arkadiusz B. twierdził, że nigdy nikogo nie zabił.
Mimo argumentów obrony, pięcioosobowy skład Sądu Okręgowego uznał Arkadiusza B. za winnego. Matka Edyty Wieczorek po wyroku stwierdziła, że od początku wszystko wskazywało na to, że to B. zabił jej córkę. Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie został zaskarżony przez obronę do Sądu Apelacyjnego, ale po odroczeniu, Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok dożywocia.
Kara dożywotniego pozbawienia wolności
Arkadiusz B. (44 l.) został skazany na dożywocie za zamordowanie Edyty Wieczorek. Resztę życia spędzi za kratami. Morderca konsekwentnie milczy w sprawie losów ciała Edyty.
tags: #arkadiusz #b #podpalenie #londym