Samochody Strażackie w Brzesku: Historia i Rozwój

Historia i ewolucja taboru straży pożarnej w Polsce, w tym w regionie Brzeska, jest ściśle związana z powojennymi wyzwaniami, centralnymi zakupami oraz rozwojem krajowej myśli technicznej. Od skromnych początków i adaptacji pojazdów, po nowoczesne, specjalistyczne samochody ratowniczo-gaśnicze, droga ta odzwierciedla dążenie do zwiększenia bezpieczeństwa i efektywności działań ratowniczych.

Nowoczesny średni samochód ratowniczo-gaśniczy Renault Trucks D16 HIGH K P4X4

Współczesne Wyposażenie Straży Pożarnej w Regionie Brzeska

Do jednostek Państwowej Straży Pożarnej trafiają nowe średnie samochody ratowniczo-gaśnicze w standardzie pierwszowyjazdowym z napędem 4×4, zamówione w ramach projektu DROGI-V. Jedną z jednostek, do której trafił taki pojazd, jest Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Brzesku. Pod zabudowę 28 średnich samochodów ratowniczo-gaśniczych wykorzystano podwozie Renault Trucks D16 HIGH K P4X4 280E6 z napędem na wszystkie koła (4×4) i wysokoprężnym silnikiem o maksymalnej mocy 210 kW (286 KM).

Fabryczna kabina załogowa umożliwia przewóz sześciu strażaków w układzie (1+1+4). Z przodu pojazdu zamontowano wyciągarkę elektryczną o uciągu 9979 kg. Wykonana z aluminium zabudowa pożarnicza posiada siedem skrytek sprzętowych - po trzy z każdej strony pojazdu oraz jedną z tyłu.

Wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Maciej Wąsik zatwierdził 22 lutego 2023 roku listę jednostek OSP, które w 2023 roku otrzymają dofinansowanie na zakup samochodów ratowniczo-gaśniczych. W skali kraju do Ochotniczych Straży Pożarnych ma trafić 675 wozów strażackich. Poseł Wiesław Krajewski stwierdził w Uściu Solnym, że są to rekordowe środki finansowe na zakup nowoczesnego sprzętu, zwracając uwagę, że w powiatach tarnowskim i dąbrowskim do OSP trafi kolejnych sześć wozów. W powiecie brzeskim nowe wozy trafią do trzech jednostek, a w bocheńskim do czterech.

Komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej bryg. Jacek Ryncarz zauważył, że wzmocnienie OSP to jednocześnie wzmocnienie Państwowej Straży Pożarnej. Stwierdził on: „Wszystko to sprowadza się do naszego bezpieczeństwa. Dofinansowanie dla pojazdów w postaci czterech samochodów na teren naszego powiatu, trzech średnich i jednego lekkiego, znacząco poprawia nasze bezpieczeństwo”. Bryg. Janusz Potera, komendant powiatowy PSP w Brzesku, dodał, że w ostatnich latach podwoiła się ilość zakupowanych nowych samochodów dla jednostek OSP powiatu brzeskiego. Od 2016 roku jednostki zostały doposażone w 11 samochodów, nie licząc trzech, które zostaną zakupione w bieżącym roku.

Mirosław Siudak, strażak OSP Ispina i wiceprezes zarządu powiatowego Związku OSP w powiecie bocheńskim, podkreślił, że bez wspierania młodzieżowych drużyn pożarniczych sam sprzęt niewiele znaczy. „Dzięki temu zauważyliśmy ożywiony zwrot wstępowania w nasze szeregi. Gdyby nie ta młodzież, gdyby nie to młode pokolenie, jednostki OSP przestałyby istnieć. Sprzęt to jedno, a człowiek, który potrafi nieść pomoc, to drugie” - zauważył.

Historyczne zdjęcie strażaków i ich pojazdu z okresu powojennego

Historyczne Wyzwania i Odrodzenie Polskiego Taboru Pożarniczego (Po 1945 Roku)

Po 1945 roku, aż do połowy lat 50., zaopatrzenie strażaków w pojazdy gaśnicze było katastrofalne. Strażacy radzili sobie w tej sytuacji na różne sposoby. Do momentu dostarczenia większej liczby pojazdów gaśniczych z zagranicy, ratowali się, jak mogli. Sprzedawali na przykład złom i organizowali zbiórki, by móc jak najdłużej utrzymać w sprawności technicznej poniemieckie samochody, motopompy i armaturę. Niejednokrotnie na własną rękę zdobywali sprzęt. W 1947 roku OSP w Mysłowicach pozyskała od miasta podwozie samochodu ciężarowego, a karoserię pożarniczą członkowie tej jednostki zbudowali sami. Przypadek ten opisano na łamach „PP” nr 3 z 1947 roku, opatrując artykuł tytułem „Własnym wysiłkiem zdobywamy sprzęt”.

Jak cenne były urządzenia i pojazdy gaśnicze, niech pokaże przykład strażaka z Komendy Miejskiej Straży Pożarnych w Rybniku, który w latach 50. otrzymał pisemną naganę z wpisem do akt za dopuszczenie do przepalenia żarówek w pojeździe. Dokumenty dotyczące tej sprawy znajdują się w zbiorach Centralnego Muzeum Pożarnictwa (CMP) w Mysłowicach.

Związek Straży Pożarnych próbował radzić sobie z tą trudną sytuacją. Niedługo po zakończeniu działań wojennych, a na szerszą skalę od 1947 roku, Wydział Techniczny Związku pośredniczył między jednostkami straży pożarnych w zakupie i sprzedaży sprzętu pożarniczego, w tym samochodów zdobycznych i poniemieckich. Wydział skupował również zużyty sprzęt, który następnie rozkładano na części wykorzystywane później przy naprawach pojazdów w lepszym stanie.

Wreszcie nadszedł moment dużych zakupów centralnych sprzętu z krajów zachodnich. Pod koniec 1947 roku, prawdopodobnie jako jedne z pierwszych, dotarły z Francji do Polski podwozia ośmiocylindrowego samochodu marki Ford V8, wraz z częściami zamiennymi, w liczbie 100 sztuk. Miały one stanowić podstawę modeli przyszłej zabudowy pożarniczej różnego rodzaju, wykonywanych w kraju, w tym na przykład autocystern. Warto dodać, że w tym czasie zawodowe straże pożarne, np. w Łodzi, Poznaniu i Raciborzu, dysponowały już własnymi warsztatami przystosowanymi do wykonywania na własne potrzeby nadwozi pożarniczych (por. „PP” 1949, nr 1).

Polsko-francuską umowę na zakup podwozi samochodów marki Ford V8 dla polskich straży pożarnych realizowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w porozumieniu z Wydziałem Technicznym Związku Straży Pożarnych. We wrześniu 1947 roku dotarło do Polski 100 Fordów V8. Z tego przydziału m.in. Centralna Szkoła Pożarnicza w Warszawie (obecnie Szkoła Główna Służby Pożarniczej) otrzymała dwa podwozia na własny użytek, ale pozostałe 98 pojazdów tymczasowo znalazło swoje miejsce na placu przed tzw. Domem Strażactwa CSP (por. „PP” 1947, nr 7).

W tym samym roku Polska Agencja Prasowa podała do publicznej wiadomości, że rząd brytyjski odsprzeda Polsce towary pochodzące z tzw. nadwyżek wojennych, wśród których znalazł się również sprzęt dla straży pożarnych: samochody, motopompy i węże strażackie z łącznikami. W lutym 1948 roku na dziedzińcu CSP w Warszawie rozstawiono kilkadziesiąt skrzyń, w których znajdowało się m.in. ponad 950 motopomp. Związek Straży Pożarnych został zobligowany do sprawdzenia w kolejnych miesiącach stanu technicznego sprzętu, przeprowadzenia ewentualnych remontów, a następnie przekazania go do oddziałów straży pożarnych w całej Polsce, które rozdysponowywały je wśród najbardziej potrzebujących jednostek ze swojego terenu. Wiadomo również, że podobne dostawy trafiły do Polski ze Szwecji, Danii i Czechosłowacji. Remontami pożarniczego sprzętu zajmował się głównie Wydział Techniczny Związku Straży Pożarnych, ale także Państwowe Zakłady Inżynierii, które naprawiały głównie ciężarowe Chevroley oraz Gazy. Pojazdy tych marek przekazywał Motozbyt, który miał swój park samochodowy na Zieleniaku przy ul. Grójeckiej w Warszawie.

Różnorodność stanu i marek wozów strażackich w garażach OSP dominowała przez 17-20 lat po zakończeniu wojny. Początek nowym realiom w zmotoryzowaniu straży pożarnej dał dopiero samochód Star 20. Jego produkcja ruszyła w 1952 roku. Wersje pożarnicze tej ciężarówki były pierwszymi nowymi wozami profesjonalnie przygotowanymi do działań pożarniczych, które zaczęły zasilać jednostki OSP w całej Polsce.

Stary samochód strażacki Chevrolet w muzeum

Era Polskich Samochodów Pożarniczych: Od Stara do Jelcza

Namacalne ślady strażackiej przeszłości motoryzacyjnej można zobaczyć w niektórych jednostkach OSP w różnych częściach kraju. Zalicza się do nich OSP w Odrzykoniu koło Krosna, gdzie w garażu jednostki cały czas stoi sprawny wojenny samochód Dodge WC 51. Jak mówią strażacy z Odrzykonia, samochód pożarniczy Dodge nie jest w podziale, jednak w dalszym ciągu okazuje się pomocny w razie potrzeby.

Chevrolet ze względu na wszechstronność od samego początku istnienia w Polsce był chętnie wykorzystywany m.in. przez strażaków. Chevrolety trafiły do polskich remiz tuż po odzyskaniu niepodległości. Jeden z pierwszych strażackich Chevroletów, model z 1922 roku, zachował się w warszawskim Muzeum Pożarnictwa. W latach 1926-1927 polski importer sprowadził z montowni w Kopenhadze kilkadziesiąt ciężarowych podwozi. Część z nich została skarosowana jako wozy pożarnicze i wcielona do jednostek Zawodowej Straży Pożarnej na terenie całej Polski.

Chevroletowskie podwozia ciężarowe z fabryki w Danii były dużo tańsze od konkurencyjnych marek, ale nadal dość kosztowne jak na krajowe warunki. Sytuacja zmieniła się diametralnie latem 1928 roku, kiedy z warszawskiej montowni Chevroleta zaczęły wyjeżdżać samochody osobowe i ciężarowe oraz kompletne podwozia do karosowania we własnym zakresie. Za sprawą dobrze zorganizowanego cyklu produkcji ceny pojazdów były bezkonkurencyjnie niskie. Na zakup samochodu mogły pozwolić sobie nawet oddziały z małych miast. W latach 1925-1930 tylko Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych przeznaczył na ochronę przeciwpożarową 20 mln zł. Z tej sumy ponad sto miejscowości zakupiło samochody strażackie. Na początku 1930 roku straż pożarna miała 276 samochodów.

Pożarnicze Chevrolety pojawiły się w oddziałach straży pożarnej, zawodowej i fabrycznej, we wszystkich dużych miastach: Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Łodzi, Kielcach, Lublinie, Białymstoku, Grodnie, Brześciu, Gdyni, Katowicach, Częstochowie, Siedlcach, Lwowie i Wilnie. Ceny podwozi Chevroleta były na tyle przystępne, że mogły pozwolić sobie na nie nawet Ochotnicze Straże Pożarne. Na przykład w 1929 roku OSP w Staniszewie kupiła pożarniczego Chevroleta, który pozostawał w służbie aż do roku 1962. Także jednostki ochotnicze w Pruszkowie i Nadarzynie wzbogaciły się o Chevroleta. Kolejna fala zakupów przyszła wraz z uruchomieniem w Warszawie drugiej montowni Chevroleta w latach 1936-1939. Pożarnicze auta tej marki trafiły m.in. do OSP w Chęcinach, Mosinie i Rembertowie. W 1938 roku dwa Chevrolety kupiły Siedlce dla Miejskiej Straży Ogniowej. Na koniec listopada 1938 roku urzędy zarejestrowały 784 pożarnicze samochody, a minimalne zapotrzebowanie było oceniane jeszcze na 300.

W wykazie samochodów Straży Ogniowej m.st. Warszawy z dnia 1 września 1939 roku, wśród 63 wymienionych pojazdów znajdowało się 13 Chevroletów, w tym 2 osobowe. W czasie wojny polska straż pożarna straciła większość taboru - został zniszczony podczas przejścia frontów albo zagrabili go niemieccy i rosyjscy okupanci. W znajdującym się w archiwum Muzeum Pożarnictwa w Warszawie wykazie stanowiących własność Warszawskiej Straży Pożarnej samochodów pożarniczych zarekwirowanych i wywiezionych przez Niemców w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku, wymienionych jest 40 samochodów pożarniczych, w tym 8 Chevroletów (7 ciężarowych i 1 osobowy). Po wojnie strażacy oceniali, że wycofujący się Niemcy zrabowali około 400 strażackich samochodów, z których Polacy odzyskali jedynie 20.

W okresie powojennym zrabowane auta zostały zastąpione przez Chevrolety, które w latach 1945-1947 trafiły do Polski różnymi drogami - Lend-Lease, UNRRA, zakupy rządowe w zachodnim demobilu. Sama tylko UNRRA przysłała 2400 aut strażackich. Po adaptacjach demobilowe Chevrolety stawały się wozami pożarniczymi oddziałów Zawodowej i Ochotniczej Straży Pożarnej. Chevrolety służyły m.in. w powstałej w 1946 roku Zakładowej Straży Pożarnej w Zakładach Papierniczych w Fordonie (do 1970 roku!). Chevroleta miała także cukrownia w Szamotułach. W 1945 roku Chevrolet trafił do strażaków z OSP w Złotokłosie, w kolejnym roku samochód tej marki otrzymali strażacy z Solca Kujawskiego.

Chevrolety były długowieczne. Jeszcze w 1964 roku strażacy OSP z Więcławic kupili od Przyzakładowej Straży Pożarnej Kopalni w Jaworzynie samochód terenowy marki Chevrolet. Pojazd miał napęd 4x4 i wyciągarkę mechaniczną. Nie był zbyt szybki, ale za to nie bał się bezdroży. Do dziś w jednostce wspominana jest akcja podczas pożaru w Żerkowicach: „Wjeżdżając pod strome wzniesienie Chevrolet został wyprzedzony przez samochód strażacki Star, ze straży w sąsiedniej gminie. Załoga Stara śmiała się z powolnego Chevroleta. Kawałek dalej Star ugrzązł w błocie, a Chevrolet pojechał przed siebie. Strażacy z OSP Więcławice ugasili pożar, a wracając z akcji wyciągnęli kolegów”. Wartym odnotowania jest również Chevrolet, którego w pierwszych latach po wojnie otrzymała OSP Młochów. Nie było to auto demobilowe, a wóz strażacki z przełomu lat 20. i 30., prawdopodobnie zbudowany w warszawskiej montowni Chevroleta. W pamięci strażaków Chevrolety pozostały do dziś synonimem sprawdzonego, pewnego i niezawodnego towarzysza w walce z „czerwonym kurem”.

Początki Produkcji Specjalistycznej w Polsce

Produkcja samochodów pożarniczych ma w Polsce długą tradycję. Często podejmowały ją przedsiębiorstwa zaopatrujące wcześniej strażaków w sprzęt. Przykładem jest Fabryka Narzędzi Pożarniczych „Strażak” z Warszawy, założona w 1898 roku, która w 1929 roku uruchomiła wydział karoserii. Przed II wojną światową samochody pożarnicze, zwane wówczas „autopogotowiami”, były produkowane również w Zakładach Mechanicznych Ursus SA, spółce Lilpop, Rau i Loewenstein czy „Unii Strażackiej” we Lwowie. Ogółem działało kilkunastu dostawców.

Pierwszym polskim miastem, które zmotoryzowało strażaków, był Poznań. Trzy wozy bojowe na niemieckich podwoziach Daimlera weszły do służby w listopadzie 1911 roku. Z chwilą rozpoczęcia produkcji samochodów w Polsce, zaczęto montować zabudowy pożarnicze na krajowych podwoziach. Na początku głównie Ursusa A i Polskiego Fiata 621 oraz ich wariantów. Cięższe wozy powstawały na podwoziach importowanych.

Pierwszy samochód pożarniczy opracowany po II wojnie światowej powstał w 1948 roku w Państwowych Zakładach Lotniczych w Mielcu na podwoziu angielskiego Bedforda OLBZ. Później produkcję samochodów strażackich rozpoczęła Sanocka Fabryka Wagonów „Sanowag”, której spadkobiercą jest obecny Autosan. W latach 1952-58 powstało tam nieco ponad 2500 wozów gaśniczych na podwoziach ówczesnych Starów. W 1958 roku produkcję pojazdów pożarniczych rozpoczęły Jelczańskie Zakłady Samochodowe.

Jelcz 003

Kultowe Modele PRL-u: Jelcz 003, 004 i 005

Jelcz 003 ("babcia")

Obecnie jednym z najczęściej spotykanych wśród najstarszych polskich samochodów pożarniczych jest Jelcz 003 na podwoziu Stara 25, tzw. „babcia”. Produkowano go od 1969 do 1975 roku. Był rozwinięciem Jelcza 028 wprowadzonego do produkcji w 1966 roku. Jelcz 003 oraz jego poprzednik Jelcz 028 powstały na podwoziu Stara z 6-cylindrowym silnikiem benzynowym i niesynchronizowaną skrzynią biegów. Ciężarówki te były nieszybkie, ale wszechstronne i nie bały się złych dróg.

Jelcz 003 był zaliczany do średnich samochodów gaśniczych wodno-pianowych. Masa własna wynosiła 5,05 t, całkowita 8,6 t. Nadwozie pożarnicze typu N-762 mieściło czterech strażaków. Dwóch następnych jechało w kabinie kierowcy. W stosunku do poprzednika Jelcz 003 miał zwiększony ze 120 do 200 l zbiornik na środek pianotwórczy. Wprowadzono również ulepszony napęd autopompy z podwójnym łańcuchem Galla. Tak jak Jelcz 028, również Jelcz 003 miał podwozie Stara A26P. W porównaniu ze stosowanym wcześniej podwoziem A25P miało kilka zmian. Do ważniejszych należało wprowadzenie nadciśnieniowego wspomagania hamulców oraz przedłużenie ramienia kierowniczego w układzie kierowniczym, co poskutkowało zmniejszeniem promienia skrętu do 8,6 m.

Poza tym wciąż był to poczciwy, benzynowy Star ze 105-konnym silnikiem, 5-biegową, niesynchronizowaną skrzynią i napędem tylnej osi. Zawieszenie było mało komfortowe, hałas dokuczliwy, a droga hamowania długa. Lecz samochód był uniwersalny i bez większych obaw można było nim pokonywać drogi polne czy leśne. Jeszcze jako Jelcz 028 pozwalał używać autopompy i działka w trakcie jazdy. Ponadto był pierwszym polskim samochodem strażackim ze skuteczną linią szybkiego natarcia. Dzięki niewielkim wymiarom, długość wynosiła tylko 6,7 m, mógł wcisnąć się prawie wszędzie.

Ciężki samochód gaśniczy Jelcz 004 w akcji

Jelcz 004

W kategorii „najpopularniejsze wozy strażackie PRL-u” poczesne miejsce zajmuje Jelcz 004, wprowadzony do produkcji w grudniu 1974 roku. Ten ciężki samochód gaśniczy wodno-pianowy powstał na podwoziu Jelcza 315 MS z turbodoładowanym silnikiem wysokoprężnym SW 680/105 o mocy 243 KM, produkowanym w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu na licencji Leylanda. Skrzynia biegów miała 6 przełożeń i była synchronizowana. Nadwozie pożarnicze mieściło m.in. zbiornik wody o pojemności 6000 l i zintegrowany z nim zbiornik środka pianotwórczego o pojemności 600 l, a także autopompę napędzaną wałkiem od przystawki przy skrzyni biegów. Standardową, jelczańską kabinę typu 113 przystosowano do przewozu czterech strażaków. Masa całkowita wynosiła 15,7 t.

Jelcz 004 miał turbodoładowany silnik o mocy 243 KM. Był szybki, miał duży zbiornik wody i w latach siedemdziesiątych XX wieku zbierał pochlebne opinie wśród specjalistów. Pierwotny wariant nosił oznaczenie GBA 6/32 i w 1979 roku został zastąpiony przez zmodernizowanego Jelcza 004M GCBA 6/32 z bardziej wydajnym układem wodno-pianowym. Zrezygnowano również z odmiany z dwoma działkami, w produkcji pozostały samochody z działkiem pojedynczym. Zmiana oznaczenia na GCBA wiązała się z wprowadzeniem w życie nowej Polskiej Normy, według której klasyfikowano samochody pożarnicze na lekkie, średnie i ciężkie. Czteroosobowa kabina nie była zbyt komfortowa. W porównaniu z innymi wozami strażackimi dostępnymi w Polsce Jelcz był szybki, a względnie nisko położony środek ciężkości zachęcał, aby nie żałować gazu. Kierownica miała wspomaganie hydrauliczne, co ułatwiało prowadzenie. Od 1982 roku Jelcze 004 budowano na ulepszonym podwoziu Jelcz 325 DS.

Jelcz 005 - charakterystyczny samochód strażacki z roletami

Jelcz 005

Od początku lat siedemdziesiątych, równocześnie z Jelczem 004, był projektowany Jelcz 005. Planowano, że będzie korzystał z podwozia nowej rodziny Starów i zastąpi Jelcza 003. Ponieważ uruchomienie produkcji Stara 200 i pokrewnych modeli przeciągało się, Jelcz 005 zaczął schodzić z linii produkcyjnej w 1976 roku. Jelcz 005 na podwoziu Stara 244 z napędem 4×4 był z założenia następcą Jelcza 003. Model 244 był uterenowioną wersją Stara 200 wyposażoną w napęd 4×4. Litera L (względnie P jak „pożarniczy”) oznaczała wydłużone podwozie z rozstawem osi 3900 mm. Ciężarówka miała silnik wysokoprężny S359 o mocy 150 KM i układ przeniesienia napędu podobny do stosowanego w terenowym Starze 266. Skrzynia biegów miała 5 przełożeń, ponadto zastosowano skrzynię rozdzielczą z reduktorem.

Za 2-osobową kabiną kierowcy zamontowano nadwozie pożarnicze z miejscem dla 4 strażaków. Dostęp do wyposażenia zapewniały charakterystyczne rolety po obu stronach. Z ich powodu samochód przezywano „coca-cola” albo „pepsi”. Zbiornik wody miał pojemność 2500 l, a środka pianotwórczego 250 l. Samochód był wyposażony w autopompę napędzaną od skrzyni biegów oraz pojedyncze działko o wydajności 1600 l/min.

Podobnie jak Jelcz 004, również 005 przeszedł w 1979 roku modernizację obejmującą zarówno starachowickie podwozie, jak i jelczańską zabudowę. Wprowadzono m.in. elektropneumatyczne sterowanie przystawką odbioru mocy i układ kierowniczy ze wspomaganiem firmy ZF. Zmodernizowano również instalację elektryczną podwozia i zabudowy, a działko Rosenbauer zastąpiono krajowym DWP16 produkowanym w Łodzi. Jelcze 005 produkowano do 1999 roku. Specjalnie wyposażone odmiany tych ciężarówek budowano w niewielkiej liczbie na potrzeby Zakładowych Zawodowych Straży Pożarnych PKP. W latach 1983-98 produkowano uproszczony wariant Jelcz 008 GBM 2,5/8.

Jelcz 005 miał masę całkowitą 10,6 t i osiągał prędkość maksymalną 82 km/h. Chwalono jego zdolności terenowe, a najsłabszym elementem konstrukcji okazały się rolety, które z upływem czasu zacinały się i psuły. Chociaż podobnie jak w Jelczu 003 możliwa była komunikacja między przedziałem załogi a kabiną kierowcy, strażacy preferowali pojedynczą kabinę załogową dla 6-8 osób z osobnym nadwoziem mieszczącym wyłącznie zbiorniki i sprzęt. W ostatnich latach XX wieku takie kabiny stały się w Polsce normą. Mimo to Jelcze 005 oraz 008 pełniły służbę jeszcze w XXI wieku, tak samo zresztą jak Jelcze 004. Najpopularniejsze wozy strażackie PRL-u pracowały długo po zakończeniu ich produkcji oraz zamknięciu zakładów, w których powstały. Dawne, polskie samochody pożarnicze zyskują z wolna status legendy. Szczególnie, że można je oglądać w akcji w starych, kultowych dziś filmach i serialach.

Kultowe auta PRL. Historia Bez Cenzury

Międzynarodowy Dzień Strażaka i Pielęgnowanie Tradycji

4 maja wypada Międzynarodowy Dzień Strażaka oraz święto patrona strażaków, św. Floriana. Tego dnia i przy innych okazjach znów będzie okazja zobaczyć zabytkowe wozy strażackie w wielu miejscach na żywo. Niektóre są już zabytkami, inne jeszcze pełnią służbę. Wyjeżdżając tylko do akcji i czasem od święta, nie osiągają dużych przebiegów. Starannie pielęgnowane, okazują się nader długowieczne. „Na emeryturze” wiele z nich przeszło remont i zostało maskotkami jednostek Państwowej lub Ochotniczej Straży Pożarnej.

tags: #auta #strazackie #brzesko