Tragiczny Pożar w Białymstoku: Trzy Ofiary Śmiertelne i Proces Oskarżonych

Dramatyczny Poranek: Ogień w Drewnianym Domu

Wczesnym rankiem, nad ranem, w Białymstoku doszło do tragicznego pożaru drewnianego domu, który pochłonął życie trzech osób. Ogień pojawił się w nocy z 12 na 13 maja 2019 roku, w drewnianym budynku, który w różnych relacjach określany jest jako położony przy ulicy Grunwaldzkiej lub ulicy Stołecznej, niedaleko dworca PKS.

płonący drewniany dom w nocy, widok z daleka

Gdy strażacy przyjechali na miejsce, zastali płonący budynek. Ogień na dole budynku był już na tyle rozwinięty, że nie pozwalał im wejść do środka. Dodatkowe zagrożenie stwarzał strop objęty pożarem.

Akcja Ratunkowa i Bilans Ofiar

Na miejsce zdarzenia wysłano dziesięć zastępów straży pożarnej i blisko 40 strażaków. Ogień dostrzegli mieszkańcy sąsiedniego bloku przy ul. Monte Cassino, którzy ruszyli na ratunek. Płonął parter, a ogień odciął drogę ucieczki trzem osobom znajdującym się na pierwszym piętrze, które również było częściowo objęte pożarem. Z okna pomocy wzywała młoda dziewczyna. Zanim straciła przytomność, zdążyła powiedzieć, że razem z nią jest ojciec i wujek (matki nie było w domu).

Ze względu na znaczny rozwój pożaru, świadkowie nie mieli jednak możliwości, żeby pomóc poszkodowanym. Do służb informacja dotarła tuż po godzinie 2:30. Strażacy, przy pomocy drabiny, ewakuowali z piętra trzy nieprzytomne osoby i oddali je pod opiekę załogi karetki. Jednocześnie trwała intensywna walka z żywiołem.

Wybuch i pożar w bloku przy ul. Mickiewicza w Białymstoku

Kiedy możliwe było wejście do środka, w pomieszczeniu na tyłach budynku, mundurowi znaleźli dwa zwęglone ciała mężczyzn. Zwłoki były do tego stopnia zwęglone, że w pierwszym momencie ratownicy nie byli w stanie rozpoznać płci. Dwie osoby spłonęły na miejscu, a trzecia osoba - jeden z uratowanych mężczyzn - zmarła po dwóch miesiącach w hospicjum. Sekcja wykazała, że przyczyną jego śmierci było ostre zatrucie tlenkiem węgla.

Czadem zatruła się też uratowana kobieta i jej ojciec, który dodatkowo miał oparzenia dróg oddechowych i leżał pod respiratorem. Rodzina mieszkała na pierwszym piętrze.

Szczegóły Tragicznej Nocy: Przyczyny i Okoliczności

Do tragedii doszło w drewnianym domu wielorodzinnym, w którym było sześć mieszkań, ale używane były tylko dwa. Na piętrze mieszkała kobieta z mężem, córką i bratem. Parter należał do innej osoby i był praktycznie pustostanem. Po poprzednim pożarze (z listopada 2018 r., kiedy zapalił się przewód kominowy) zburzono tam piec kaflowy, odłączono prąd, a okna zablendowano.

schemat usytuowania budynku i rozprzestrzeniania się ognia

Mimo to brat właścicielki - Adam T. - czasem zapraszał tam kolegów i pił z nimi alkohol. Tak było tragicznej nocy z 12 na 13 maja 2019 r. Biesiadowało w tym mieszkaniu w sumie pięciu mężczyzn. Jak ustalili śledczy, do oświetlenia używali parafinowych wkładów do zniczy, ponieważ w lokalu nie było prądu.

Około godziny 23 sąsiad "z góry" poszedł do siebie spać. Dwóch gości usnęło w mieszkaniu Adama T. Gospodarz, Adam T., i oskarżony Maciej Cz. mieli zostać na ganku. Po kolejnej dawce piwa oraz taniego wina usnęli i oni.

Według przypuszczeń biegłego z zakresu pożarnictwa, przyczyną pożaru było nieumyślne zaprószenie ognia. Hipotezy są dwie: od papierosa lub przewróconego wkładu od znicza. Z czyjej winy? Tego już nie udało się ustalić. W efekcie prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie spowodowania pożaru.

Proces i Zarzuty: Nieudzielenie Pomocy

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku oskarżyła 43-letniego Adama T. oraz 31-letniego Macieja Cz. o nieudzielenie pomocy ofiarom żywiołu. Zdaniem śledczych, oskarżeni mogli bez narażenia siebie pomóc ofiarom i powiadomić służby ratunkowe. Nie zrobili tego. Zamiast tego uciekli i obserwowali pożar z pewnej odległości. Oskarżeni zgodnie twierdzili, że pożar był już zaawansowany i uciekli.

Adam T. relacjonował w śledztwie: „Rozbudziłem się, poczułem jakiś smród. Otworzyłem drzwi od sieni. Zobaczyłem, że pali się u mnie pod drzwiami. Obudziłem Maćka.” Twierdził, że próbował butem gasić wycieraczkę, ale „Zajrzałem przez dziurkę od klucza, w środku było pomarańczowo. W sieni było pełno dymu. Wiedziałem, że można się zaczadzić. Skierował się w stronę wyjścia.” Przed sądem Adam T. tłumaczył: „Byłem pijany. Jeszcze rano badanie wykazało, że mam 4 promile. Wszystkiego nie pamiętam. Nawet nie wiedziałem, że ktoś jest w środku. Nie wiedziałem, że ogień będzie się tak szybko rozprzestrzeniał. Krzyczeć nie mogłem, bo musiałbym nabrać powietrza, a wtedy mógłby upaść i nie wyjść stamtąd w ogóle.” Dodał również: „Wyszliśmy szybko stamtąd przez korytarz, żeby gdzieś u kogoś zadzwonić.”

Maciej Cz. przed sądem nie chciał wyjaśniać. W śledztwie twierdził, że był bezsilny: „Przecież to mój brat, ja bym go na plecach wyniósł. Ale jak ja miałem ich uratować, przecież sam bym zginął. Otworzyliśmy drzwi do mieszkania. Buchnęły na nas płomienie, tak jak z filmu. Nie dało się nic zrobić, nie było możliwości wejścia do środka. Wiedziałem, że tam jest Tomek i jego kolega, ale takiego ognia to się nie spodziewałem. Spanikowaliśmy, opuściliśmy na chwilę budynek. Odeszliśmy na chwilę za płot i akurat nas policja wyprzedziła, od razu wezwała straż. To może było z 3 minuty po tym, jak opuściliśmy dom.”

Wybuch i pożar w bloku przy ul. Mickiewicza w Białymstoku

Chowających się za zaparkowaną w pobliżu ciężarówką, a potem w krzakach 43-latka i 31-latka zauważyli policjanci z patrolu. Mężczyźni byli okopceni, czuć było od nich zapach dymu. Mimo to twierdzili, że palili grilla, w płonącym budynku nie byli, wracają ze sklepu. Adam T. wyjaśnił, że miał zamiar zadzwonić na straż, ale wcześniej został zatrzymany przez policję.

Adam T. i Maciej Cz. usłyszeli zarzut nieudzielenia pomocy ofiarom pożaru, co skutkowało nieumyślnym spowodowaniem śmierci dwóch osób, spowodowaniem śmiertelnych obrażeń ciała innej, a także uszkodzeniem ciała dwóch kolejnych. Za ten czyn grozi kara do 3 lat więzienia.

tags: #bialystok #tragiczny #pozar #przy #stolecznej #trzy