Ogromny pożar wybuchł na terenie dawnej cukrowni w Chybiu na Śląsku Cieszyńskim, angażując znaczące siły straży pożarnej i budząc obawy mieszkańców z powodu toksycznego dymu. Zdarzenie, które miało miejsce około godziny 17, szybko przekształciło się w zakrojoną na szeroką skalę akcję ratunkową i policyjne śledztwo.

Skala zdarzenia i działania służb ratunkowych
W ogniu stanął trzykondygnacyjny budynek o wymiarach 50 metrów na 20 metrów. Snop dymu z pożaru był widoczny z kilkunastu kilometrów. Początkowo mowa była o chemikaliach, później strażacy mówili także o innych odpadach, w tym gumy i plastiku, co utrudniało opanowanie żywiołu.
Zaangażowanie służb
Z ogniem walczyło kilkadziesiąt zastępów straży pożarnej z terenu powiatu cieszyńskiego i całego Śląska, między innymi z Pszczyny, Wodzisławia Śląskiego, Rybnika, Bielska-Białej, Tychów, Dąbrowy Górniczej, Knurowa, Jaworzna i Katowic. W szczytowym momencie w gaszeniu uczestniczyło 45 zastępów strażaków, co przekłada się na około 150 ratowników, w tym specjalistyczna grupa ratownictwa chemicznego z bielskiej komendy.
Trudności w gaszeniu
Akcję utrudniała wysoka temperatura w rejonie pożaru oraz niedobory wody, gdyż sieć hydrantowa była niewystarczająca. Aby zapewnić ciągłość dostaw wody, strażacy zbudowali magistralę wodną z pobliskiego zbiornika wodnego zlokalizowanego około 1,5 km od miejsca pożaru. Dodatkowym wyzwaniem była bliskość potencjalnie niebezpiecznych materiałów - tuż obok miejsca pożaru zgromadzonych było około 300 sztuk 1000-litrowych pojemników z różnymi substancjami, w tym niebezpiecznymi. Kilkaset metrów od miejsca akcji znajdowały się również dwie stacje benzynowe, co potęgowało ryzyko. Strażacy robili wszystko, by ogień nie rozprzestrzenił się na sąsiednie pomieszczenia. W czasie akcji jeden z ratowników źle się poczuł i potrzebował pomocy lekarza.

Zakończenie akcji gaśniczej
Właściwa akcja gaśnicza zakończyła się około godziny 22:00. Około tej samej godziny pożar został opanowany. Dogaszanie trwało do godzin porannych następnego dnia, a pogorzelisko było dozorowane przez strażaków do godziny 7:00.
Zagrożenie dla mieszkańców i środowiska
Toksyczny dym i apele władz
Nad starą cukrownią w Chybiu unosił się gryzący, toksyczny dym. Z relacji mieszkańców wynikało, że chmura toksycznego dymu dotarła w okolice Czechowic-Dziedzic, Zabrzega, Goczałkowic-Zdroju, a także części Bielska-Białej. W związku z tym w czwartek około godziny 19:00 wicewojewoda śląski Jan Chrząszcz zwołał sztab zarządzania kryzysowego i zaapelował do mieszkańców gminy Chybie oraz okolicznych miejscowości, takich jak Czechowice-Dziedzice i Strumień, o pozostanie w domach, szczelne pozamykanie okien i obserwowanie swojego stanu zdrowia. Śląski Urząd Wojewódzki poinformował późnym wieczorem, że „nie paliły się ciecze czy niebezpieczne substancje, lecz szmaty i folia składowane w magazynach” - przekazał Adam Wilk, zastępca śląskiego komendanta PSP, zapewniając, że nie ma zagrożenia ekologicznego i że nie płonęły substancje ropopochodne ani rozpuszczalniki. Ze względu na trwającą i zakrojoną na szeroką skalę akcję gaśniczą, z ruchu wyłączono zdecydowaną większość miejscowości Chybie. Zamknięto główne ulice (Cieszyńską i Bielską), a ruchem kierowali policjanci.
Reakcje mieszkańców
Mieszkańcy okolicznych miejscowości nie wierzyli w te zapewnienia. Ich zdaniem w powietrzu było czuć chemikalia - Pan Zenon, mieszkaniec Bronowa, określił to jako „smród palonego plastiku w połączeniu z czymś słodkim”. Już na etapie rozwijającego się pożaru pojawiały się głosy, że właściciel składowiska nie usunął odpadów w wyznaczonym terminie, co nasuwało podejrzenia o celowe działanie i świadome truciu ludzi.
Scientists send a drone into a fire to capture microbes in the smoke | Science News
Monitorowanie sytuacji
Strażacy z zastępu ratownictwa chemicznego na bieżąco monitorowali stan powietrza w rejonie pożaru. Agata Bucko-Serafin, Śląski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, zapowiedziała przyjazd specjalistycznego samochodu do Chybia, który miał zbadać zanieczyszczenia wywołane pożarem. Służby wojewody również monitorowały sytuację w najbliższych godzinach.
Śledztwo i odpowiedzialność karna
Zatrzymania i zarzuty
Wkrótce po opanowaniu pożaru do akcji wkroczyła policja i prokuratura. Już dzień po zdarzeniu policjanci z cieszyńskiego wydziału do walki z przestępczością gospodarczą zatrzymali czterech mężczyzn podejrzanych o spowodowanie pożaru odpadów w hali magazynowej w Chybiu. Zatrzymani mężczyźni w wieku 24-54 lat pochodzą z województwa opolskiego, a jeden z nich z dolnośląskiego. Komendant powiatowy policji w Cieszynie powołał kilkunastoosobową grupę, która zajmowała się wyjaśnieniem okoliczności, od początku biorąc pod uwagę hipotezę, że pożar nie był zdarzeniem losowym.
Zatrzymani zostali przewiezieni do Prokuratury Rejonowej w Cieszynie, gdzie usłyszeli zarzut doprowadzenia do pożaru zgromadzonych nielegalnie odpadów, przez co spowodowali zdarzenie, które zagrażało życiu lub zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach. 54-letni mężczyzna i jego trzej pracownicy odpowiedzą za spowodowanie katastrofy. Dwóch mężczyzn, w tym dysponujący halą przedstawiciel jednej ze spółek, zostało tymczasowo aresztowanych, a dwóch objęto policyjnym dozorem. Mężczyźni złożyli wyjaśnienia. Grozi im kara do 10 lat więzienia.
Nielegalne składowanie odpadów
Rzecznik cieszyńskiej policji zwrócił uwagę na problem firm wynajmujących magazyny i inne nieruchomości, w których później gromadzone są odpady. Po wypełnieniu takiego obiektu wynajmujący często znika, pozostawiając kłopotliwy ładunek właścicielom, na których spoczywa obowiązek kosztownej utylizacji, liczonej nawet w milionach złotych. Przypomniał również, że nielegalne pozbywanie się odpadów we własnym zakresie, poprzez przykładowo podpalenie, zakopywanie lub wylewanie do ziemi, jest karalne.