Wieczorem 26 czerwca 1971 roku w rafinerii nafty w Czechowicach-Dziedzicach wybuchł pożar, który pochłonął 37 istnień ludzkich, przeszło 100 osób zostało poparzonych i odniosło inne obrażenia. Była to jedna z największych tragedii w czasach PRL-u i najtragiczniejszy pożar przemysłowy w historii Polski. W akcji gaszenia zginęło 37 osób, a 105 zostało rannych.
Geneza tragedii: uderzenie pioruna i pierwsze minuty pożaru
26 czerwca 1971 roku, w sobotę, po godzinie 19:00 nad Podbeskidziem przeszła burza. Jeden z piorunów uderzył w tak zwany kominek oddechowy zbiornika ropy. Piorun trafił w zawór oddechowy zbiornika nr 251 czechowickiej rafinerii, gdzie doszło do zapalenia, zapadnięcia się dachu i rozerwania płaszcza. W zbiorniku znajdowało się w tym momencie około 9 tys. ton ropy. Uderzenie wywołało zapłon oparów zgromadzonych w zbiorniku, w którym znajdowało się blisko 9 tys. ton ropy, ponieważ zbiorniki w rafinerii nie były wówczas wyposażone w "pływające dachy", które uniemożliwiają gromadzenie się mieszaniny wybuchowej nad powierzchnią ropy. Eksplozja zniszczyła dach, a płonąca ropa rozlała się w tacy zbiornika.
W ciągu kilku minut pożar, który rozpoczął się od pioruna, objął dach, powierzchnię zbiornika oraz ropę rozlaną na tzw. "tacy". Ogień szybko ogarnął zbiornik oraz ropę rozlaną na "tacę" przy nim. Huk eksplozji słychać było w odległości kilku kilometrów.

Kontekst historyczny i stan rafinerii
Tragiczny pożar był już trzecim, jaki wydarzył się w 1971 roku w czechowickiej rafinerii. Wcześniej, w styczniu, zapaliła się wieża destylacyjna, a na początku czerwca pożar objął kilkadziesiąt cystern pod nalewakiem. Czechowicka rafineria należała, obok rafinerii w Jedliczach, do najstarszych w kraju. Ich budowę amerykański koncern Sokony Vacuum Oil Incorporation New York rozpoczął w 1903 roku. Od wielu lat nie prowadzi się tu już rafinacji ropy.
Początek akcji gaśniczej i napotkane trudności
Pierwsze zastępy straży pożarnej zaczęły docierać na miejsce szybko. Na miejsce przybyły 3 sekcje Zakładowej Straży Pożarnej (ZSP) z Bielska-Białej, Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) z terenu Czechowic-Dziedzic oraz ówczesnych powiatów bielskiego, oświęcimskiego i cieszyńskiego. Wezwano także straże dysponujące ciężkim sprzętem do podawania piany gaśniczej. Z jednostki wojskowej 3131 z Bielska-Białej przyjechało 160 żołnierzy, pomagając w akcji. O godzinie 1 w nocy w akcji brało udział 18 sekcji zawodowych i 24 ochotnicze.
Pojawił się jednak problem - instalacja gaśnicza rafinerii była niesprawna, strażacy byli zdani tylko na własny sprzęt. Samochody zdolne do podawania piany i środki pianotwórcze były w owym czasie rzadkością.
Katastrofalna eksplozja: rola wody w zbiorniku
Akcja gaśnicza trwała do północy, łącznie brało w niej udział ponad 2,6 tys. osób. Później przerwała ją eksplozja. Tego, co się stało, nikt się nie spodziewał. Jeden z młodych wówczas strażaków-ochotników, który był przy rafinerii w momencie wybuchu, wspominał: „Zgłosiliśmy się do dowódcy, który skierował nas do akcji chłodzenia zbiornika. Pamiętam, że nagle zrobiło się cicho, ziemia jakby zaczęła drżeć, a wokół przez chwilę jakby zabrakło powietrza. Usłyszeliśmy syczenie w zbiorniku”. Był to moment, w którym wydawało się, że pożar jest ugaszony, a niebezpieczeństwo zażegnane. Udało się zabezpieczyć zbiornik i ograniczyć powierzchnię palącej się ropy.
Jednego strażacy nie przewidzieli - w trakcie gaszenia do zbiornika dostało się kilkadziesiąt tysięcy litrów wody, które były podgrzewane przez palącą się na "tacy" ropę. Opadły one na dół zbiornika i były podgrzewane przez ogień. To tak, jakby próbować ugasić wodą gigantyczną patelnię z płonącym olejem. Po godzinie 1 w nocy, 27 czerwca, woda osiągnęła temperaturę wrzenia i zaczęła przedzierać się ku górze zbiornika, podnosząc lżejszą ropę naftową. W zbiorniku rozległo się potężne bulgotanie, a w chwilę później wystrzelił w górę, sięgający kilkuset metrów słup ognia. Na strażaków i stojące niedaleko od palącego się zbiornika samochody spadło około 7 tys. ton płonącej ropy.
W pewnej chwili woda osiągnęła temperaturę wrzenia i spowodowała nagły wyrzut ropy, w niektórych miejscach nawet na odległość 200 m. Żołnierz Józef Frączek tak wspominał eksplozję: „Zbiornik zaczął drżeć, a metalowe ściany poczęły nadymać się”. Płonąca piana, mająca kilka metrów wysokości, zakrywała ludzi, wozy i sprzęt gaśniczy, niszcząc wszystko na swojej drodze. Fale płonącej ropy odcięły drogę ewakuacji, a płonące drogi asfaltowe uniemożliwiały ucieczkę. Tadeusz Patan, dziennikarz „Kroniki Beskidzkiej”, napisał: „Ogień rozlał się szerokim, płonącym morzem. Pochłonął strażackie samochody, strawił zabudowania produkcyjne, stopił instalacje”.
Po chwili nastąpiła kolejna eksplozja. Płonąca ropa rozlała się po terenie zakładu, docierając również do zbiornika nr 254 i powodując jego wybuch. Po godzinie 14:00 eksplodował kolejny zbiornik, stwarzając zagrożenie dla zbiorników z benzyną. Około 23:00 pękł płaszcz zbiornika z ropą. Po wybuchu ogień rozprzestrzenił się na wydział destylacji acetonem, benzenem i toluenem, front odbioru ropy i stojące tam cysterny oraz kolumny destylacyjne. Zagroził też elektrociepłowni. "Ogromna jasność i gorąco były nie do wytrzymania. Udało mi się uciec na ul. Barlickiego, którą biegli ludzie i przewracali się. Wydawali nieludzkie jęki, krzyki, płacze, wzywali Boga."
Tragiczny Pożar Rafinerii W Czechowicach - Dziedzicach (26 czerwca 1971)
Ofiary i ranni
Podczas obu erupcji zginęły niemal natychmiast 33 osoby. Wśród nich było 13 strażaków ZSP, 7 żołnierzy, 7 członków OSP, jeden pracownik rafinerii oraz 5 strażaków z ZOSP i ZOS. Pozostałe cztery osoby zmarły w szpitalu wskutek oparzeń. W wyniku odniesionych ran i oparzeń zmarło jeszcze w ciągu kolejnych 2 miesięcy 4 ratowników. Łączna liczba ofiar śmiertelnych wyniosła 37 osób. Wiele osób zostało poparzonych gorącą "lawą", a obrażenia odniosło 105 osób. Był to wyjątkowo smutny dzień dla Czechowic-Dziedzic.
Dalszy przebieg akcji gaśniczej i skutki materialne
Po wybuchach bynajmniej nie nastąpił koniec pożaru rafinerii. Akcja gaśnicza trwała jeszcze kilka dni, a walka z żywiołem zajęła trzy długie dni. Przez kilkadziesiąt godzin strażacy nie byli w stanie opanować pożaru. Dopiero 29 czerwca po godzinie 15:00 przypuścili skuteczny atak. We wtorek 29 czerwca o godzinie 15:10 przystąpiono do generalnego natarcia, w którym brały udział siły z Polski i zagranicy. Po dwóch godzinach pożar ugaszono, jednak w jednym ze zbiorników doszło do ponownego, gwałtownego zapalenia się ropy.
Zanim przystąpiono do ostatecznego starcia z żywiołem, konieczne było usunięcie zwłok zmarłych strażaków. Ostatnie elementy instalacji dogaszano jeszcze na początku lipca. Do gaszenia pożaru zużyto od 26 czerwca do 1 lipca około 227 ton chemicznych środków gaśniczych. Ogółem w akcji brało udział 2610 strażaków z 371 sekcji, 313 wozów gaśniczych, 34 ciężkie wodno-pianowe oraz 197 pomp pożarniczych.
Straty materialne były ogromne - zarówno w sprzęcie gaśniczym (spłonęły 22 samochody strażackie i wiele sprzętu), jak i instalacji oraz infrastrukturze rafinerii. Ze zbiorników ocalał tylko jeden, zawierający 7 tys. ton ropy. Spaliły się kolektor, pompownia, część oddziałów furfurolu, filtrolu, instalacja ABT, magazyn techniczny i zajezdnia lokomotyw. Ewakuowano mieszkańców okolicznych bloków mieszkalnych.
Główne przyczyny tragedii
Jak oceniono później, tragedia w Czechowicach-Dziedzicach miała wiele przyczyn. Uderzenie pioruna było tylko katalizatorem tego, co mogło się tam wydarzyć w każdej chwili. Wśród głównych powodów wymieniano:
- Niesprawną instalację chłodniczą rafinerii oraz niesprawną instalację chłodzącą zbiorniki.
- Brak odpowiedniego sprzętu technicznego i środków gaśniczych.
- Zbyt ciasno rozmieszczone zbiorniki i ich przestarzałą konstrukcję, gdyż brakowało tzw. "pływających dachów".
- Nieodpowiednią instalację odgromową.
- Nieodpowiednio przygotowane drogi pożarowe, które były wylane asfaltem i przez co zapalały się pod wpływem żaru, stając się drogami śmierci.
Odbudowa i zwiększenie bezpieczeństwa
Odbudowa rafinerii trwała cztery miesiące, uzupełniono przy okazji wiele braków. Pożar przyczynił się do zwiększenia bezpieczeństwa w rafinerii. Nowe zbiorniki wybudowano w innej części zakładu, w bezpiecznej odległości od osiedli mieszkaniowych. Wyposażone zostały w nowoczesną instalację odgromową, gaśniczą oraz "pływające dachy", które uniemożliwiają zgromadzeniu się oparów nad powierzchnią ropy. Na miejscu tragedii stanął dystrybutor paliw.
Pamięć i upamiętnienie ofiar
Wydarzenia z 26 i 27 czerwca 1971 roku były wstrząsem dla całej społeczności, ale też impulsem do wielu zmian w ochronie przeciwpożarowej. 50 lat po tragedii przedstawiciele Grupy Kapitałowej LOTOS uczestniczyli w Czechowicach-Dziedzicach w obchodach rocznicowych. Mimo upływu pół wieku, pamięć o wszystkich tych, którzy zginęli wtedy walcząc z żywiołem ognia, jest wciąż żywa. "Jesteśmy tu dziś z ich rodzinami i bliskimi, by oddać hołd ofiarom tamtych wydarzeń" - wspominali uczestnicy obchodów.
Po tragedii ulicami Czechowic-Dziedzic przeszedł kondukt pogrzebowy. Na lawetach przewieziono trumny ze szczątkami ofiar wybuchu. Ku ich pamięci, na miejskim skwerze pomiędzy ulicami Barabasza i Niepodległości, ustawiono Pomnik pamięci ofiar pożaru rafinerii z 26 czerwca 1971 roku. Jest tam także granitowa tablica. Przed kilkoma laty w sąsiedztwie pomnika ustawiono tablicę, na której zamieszczono zdjęcia ofiar tragedii. Na Placu Jana Pawła II w Czechowicach-Dziedzicach znajduje się również wystawa upamiętniająca 50. rocznicę.
Obchody 50. rocznicy pożaru Rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach odbyły się 27 czerwca. Uroczystości rozpoczęły się złożeniem kwiatów na mogile zbiorowej na cmentarzu NMP Wspomożenia Wiernych w Czechowicach-Dziedzicach. Następnie o godzinie 12:00 odbyła się Msza Święta w intencji ofiar pożaru w kościele NMP Królowej Polski w Czechowicach-Dziedzicach. O godzinie 13:00 przed pomnikiem ofiar pożaru znajdującym się przy ul. Ks. J. N. Barabasza uczczono pamięć ofiar minutą ciszy i złożono kwiaty. Władze samorządowe Czechowic-Dziedzic zaplanowały zorganizowanie uroczystości z okazji 53. rocznicy tragicznego pożaru, które miały odbyć się w niedzielę 30 czerwca.

tags: #czechowice #dziedzice #pozar #ofiary