26 kwietnia 1986 roku w elektrowni jądrowej w Czarnobylu doszło do wybuchu, który na zawsze zmienił bieg historii energetyki jądrowej. Katastrofa ta, uznawana za największą w historii, ujawniła liczne niedociągnięcia systemu panującego w ZSRR. Choć oficjalne dane mówią o 31 bezpośrednich ofiarach, w większości byli to strażacy gaszący pożar reaktora, szacuje się, że pośrednich ofiar, które zmarły z powodu przewlekłej choroby popromiennej, może być nawet 200 tysięcy.
Przyczyny i przebieg katastrofy
Wybuch w Czarnobylu był wynikiem kilku czynników, z których bezpośrednią przyczyną były błędy konstrukcyjne reaktora oraz ludzkie zaniedbania. W nocy z 25 na 26 kwietnia pracownicy przeprowadzali zaległy test systemów bezpieczeństwa czwartego reaktora. Miał on wykazać, jak długo w sytuacji awaryjnej energia kinetyczna ruchu obrotowego turbin jest w stanie produkować wystarczającą ilość energii elektrycznej dla potrzeb awaryjnego sterowania reaktorem. Co istotne, w ramach przygotowań do testu technicy wyłączyli niektóre z systemów kontroli pracy reaktora, w tym system automatycznego wyłączania w razie awarii.
Początkiem katastrofy był zrzut prętów bezpieczeństwa do rdzenia reaktora. Te pręty, w ramach testu, miały przerwać działanie reaktora i go wygasić. Jednak błędna konstrukcja, polegająca na wykorzystaniu grafitowych końcówek, które wypychały chłodziwo, sprawiła, że zamiast wygaszać, zwiększyły one moc reaktora. Doszło do przegrzania rdzenia, kanały paliwowe popękały, a w ciągu zaledwie trzech sekund moc reaktora wzrosła do 530 MW. Moc cieplna osiągnęła 30 GW, niemal dziesięciokrotnie przekraczając normalny poziom.
O godzinie 01:24 wzrost ciśnienia pary wodnej w reaktorze doprowadził do pierwszej eksplozji pary. Następnie, po znacznie większej, drugiej eksplozji wodoru i tlenu, wysadzona została ważąca 1200 ton pokrywa ochronna reaktora, niszcząc budynek czwartego bloku. Do reaktora dostało się powietrze, co spowodowało zapłon kilku ton grafitowych bloków izolujących reaktor. Te płonęły przez dziewięć dni, uwalniając do atmosfery największą ilość izotopów promieniotwórczych. Toksyczne pyły uniosły się w powietrze nawet na 10 km.
Humanitarny wymiar przyczyn katastrofy również jest znaczący. W ZSRR zasady bezpieczeństwa często nie były priorytetem. Eksperyment, pierwotnie planowany dla dziennej zmiany, został przeprowadzony przez nocną grupę pracowników, która nie była zaznajomiona z procedurami. Operatorzy byli nieświadomi zatrucia ksenonowego i niestabilności reaktora. Pomimo zwiększenia mocy reaktora do poziomu trzykrotnie niższego niż wymagany do eksperymentu, kontynuowano go. Na jego kontynuację nalegał Anatolij Diatłow, nadzorujący program wyłączenia reaktora, który zlekceważył zastrzeżenia operatorów, domagając się bezmyślnego posłuszeństwa.

Pierwsi na linii ognia: Strażacy z Czarnobyla
Tej strasznej nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku w czterech blokach elektrowni atomowej pracowało 176 osób, w tym pracownicy dyżurni i utrzymania ruchu. Ponadto na dwóch budowanych blokach pracowało 286 pracowników budowlanych. Po eksplozjach, operator głównych pomp obiegowych, Walerij Chodemczuk, nigdy nie został odnaleziony, a jego ciało zostało zasypane gruzem. Pracownik Władimir Szaszenok zmarł o godzinie 6:00 w wyniku złamania kręgosłupa i poparzeń.
Już o godzinie 01:28 na miejsce wypadku, czwartego bloku elektrowni jądrowej, przybył dyżurny zmilitaryzowanej straży pożarnej nr 2 (HPV-2), strzegącej elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Załoga liczyła 14 strażaków, dowodzonych przez szefa straży, porucznika służby wewnętrznej Władimira Pawłowicza Pravika (1962-1986). Miał zaledwie 23 lata, młodą żonę i córkę. Ukończył Czerkaską Szkołę Pożarno-Techniczną w 1982 roku.
Siły HPV-2 były niewystarczające, dlatego o godzinie 01:35 na miejsce przybył personel i sprzęt z SVPCh-6 z Prypeci - 10 strażaków pod dowództwem porucznika służby wewnętrznej Wiktora Nikołajewicza Kibenki (1963-1986), również 23-letniego oficera, który ukończył tę samą szkołę co Pravik. Kibenok był strażakiem dziedzicznym, jego dziadek i ojciec również służyli w straży pożarnej. Ludzie Kibenki zaczęli gasić pożar na dachu, wspinając się po zewnętrznych schodach przeciwpożarowych.
O godzinie 01:40 na miejsce zdarzenia przybył szef zmilitaryzowanej straży pożarnej nr 2, major Służby Wewnętrznej Leonid Pietrowicz Telyatnikov (1951-2004). Pochodził z Kazachstanu, ukończył Szkołę Ogniowo-Techniczną w Swierdłowsku oraz Wyższą Szkołę Inżynierii Pożarno-Technicznej w Moskwie. Mimo że był na wakacjach, natychmiast ruszył na miejsce katastrofy. Pod jego osobistym kierownictwem zorganizowano rozpoznanie i gaszenie pożarów. Strażacy nie posiadali dozymetrów, lecz doskonale zdawali sobie sprawę z wysokiego promieniowania, jednak uznali walkę z ogniem za swój obowiązek.
Akcja gaśnicza trwała do godziny 06:35. W ciągu pięciu godzin strażacy ugasili główne źródła ognia na powierzchni około 300 metrów kwadratowych. Kierownictwo straży pożarnej było świadome, że pierwsi strażacy byli praktycznie zamachowcami-samobójcami, otrzymując niezwykle wysokie dawki promieniowania. Już w pierwszej połowie dnia 26 kwietnia zostali oni wysłani do Moskwy na leczenie.

Losy bohaterów: Czy przeżyli?
Ofiary śmiertelne wśród strażaków
Wielu strażaków, którzy jako pierwsi odpowiedzieli na wezwanie, zmarło w krótkim czasie z powodu choroby popromiennej.
- 10 maja 1986 roku w moskiewskim szpitalu zmarł sierżant służby wewnętrznej Władimir Iwanowicz Tishura (1959-1986), starszy strażak SVPCh-6.
- 11 maja 1986 roku w 6. Szpitalu Klinicznym w Moskwie zmarł porucznik Władimir Pawłowicz Pravik, który otrzymał niezwykle wysoką dawkę promieniowania. Pośmiertnie został odznaczony tytułem Bohatera Związku Radzieckiego. Pozostawił żonę Nadieżdę i córkę Natalię.
- Tego samego dnia, 11 maja 1986 roku, zmarł również porucznik służby wewnętrznej Wiktor Nikołajewicz Kibenok. On także otrzymał pośmiertnie tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Pozostawił żonę Tatianę.
- 13 maja 1986 roku zmarł starszy sierżant służby wewnętrznej Wasilij Iwanowicz Ignatenko (1961-1986), dowódca oddziału SVPCh-2. Jego ciężarna żona Ludmiła, pozostając przy nim w szpitalu, otrzymała dawkę promieniowania i straciła dziecko. Wasilij Ignatenko został pośmiertnie odznaczony Orderem Czerwonej Gwiazdy, a w 2006 roku tytułem Bohatera Ukrainy.
- 14 maja 1986 roku zmarł sierżant służby wewnętrznej Nikołaj Wasiljewicz Waszczuk (1959-1986), dowódca sekcji wartowniczej 2. SVHR.
- 16 maja 1986 roku zmarł starszy sierżant służby wewnętrznej Nikołaj Iwanowicz Titenok (1962-1986), strażak SVPCh-6. Pozostawił żonę Tatianę i syna Sieriożę.
Ci, którzy przeżyli: Leonid Telyatnikov
Major służby wewnętrznej Leonid Pietrowicz Telyatnikov miał więcej szczęścia. Otrzymał wysoką dawkę promieniowania, ale dzięki swojej fizycznej sile (był bokserem) udało mu się przeżyć. Podobnie jak Kibenok i Pravik, major Telyatnikov otrzymał wysoki tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Po leczeniu w Moskwie wrócił do Kijowa, gdzie kontynuował służbę w Wojskach Wewnętrznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ZSRR. Stał się jednym z najbardziej znanych "ocalałych z Czarnobyla", reprezentując strażaków na imprezach międzynarodowych i krajowych. Został nawet przyjęty przez premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, a Brytyjski Związek Strażaków przyznał mu medal „Za odwagę w pożarze”.
Po rozpadzie Związku Radzieckiego Leonid Telyatnikov służył w Wojskach Wewnętrznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy, a w 1995 roku przeszedł na emeryturę w stopniu generała dywizji Służby Wewnętrznej, choć jego zdrowie zostało poważnie nadszarpnięte. Cierpiał na ostrą chorobę popromienną, przeszedł operację szczęki, a jego twarz została zniszczona przez brodawczaka. W 1998 roku Telyatnikov stanął na czele Kijowskiego Towarzystwa Ochotniczej Straży Pożarnej. Zmarł 2 grudnia 2004 roku na raka, pozostawiając żonę Larisę Iwanownę i dwóch synów. Jeden z nich, Oleg, poszedł w ślady ojca i ukończył szkołę pożarniczą.
Niezauważony bohater: Władimir Maksimczuk
Wśród likwidatorów awarii warto wspomnieć generała dywizji Służby Wewnętrznej Władimira Michajłowicza Maksimczuka. Wiosną 1986 roku, będąc podpułkownikiem służby wewnętrznej i szefem wydziału operacyjno-taktycznego Głównej Straży Pożarnej ZSRR, został włączony do Komisji Rządowej i na początku maja 1986 roku wysłany do Czarnobyla. W nocy z 22 na 23 maja 1986 roku w pomieszczeniach głównych pomp obiegowych trzeciego i czwartego bloku wybuchł pożar, który groził jeszcze straszliwszą katastrofą niż ta z 26 kwietnia. Podpułkownik Maksimczuk bezpośrednio nadzorował gaszenie tego pożaru, które trwało 12 godzin. Otrzymał ranę popromienną w nogę oraz oparzenia dróg oddechowych, po czym został przewieziony do kijowskiego szpitala MSW.
Na szczęście Władimir Michajłowicz przeżył i kontynuował służbę, awansując w 1990 roku na stopień generała dywizji służby wewnętrznej. Pracował jako pierwszy zastępca szefa Głównej Straży Pożarnej ZSRR, a później jako szef moskiewskiej straży pożarnej. Choroba jednak dała o sobie znać. Osiem lat po katastrofie w Czarnobylu, 22 maja 1994 roku, generał Maksimczuk zmarł. W sumie spośród 85 strażaków biorących udział w akcji gaśniczej, około 50 zostało narażonych na działanie wysokiego promieniowania i trafiło do szpitala. Konsekwencje te wpłynęły na zdrowie i długość życia nawet tych, którzy przeżyli pierwsze miesiące i lata po katastrofie.

Misja "nurków": Ratowanie przed drugą eksplozją
Zaledwie pięć dni po wybuchu, 1 maja 1986 roku, ratownicy dokonali straszliwego odkrycia: większość z 211 prętów kontrolujących pracę rdzenia reaktora stopiła się, a żar trawił beton pod reaktorem. Pod metrową warstwą betonu znajdowały się zbiorniki na wodę z ewentualnych wycieków. Istniało ryzyko, że po przedostaniu się stopionej masy do wody w zbiornikach, mógł nastąpić kolejny, bardzo silny wybuch, który wyrzuciłby w powietrze jeszcze większe masy skażonej pary wodnej i materiału promieniotwórczego.
Konieczne było spuszczenie wody z tych zbiorników, co wymagało znalezienia trzech ludzi, którzy zeszliby do labiryntu korytarzy, odnaleźli zawór spustowy i przekręcili go. Był to plan, który zakładał prostą wymianę: życie milionów ludzi prawdopodobnie za życie trzech bohaterów. Ku zaskoczeniu ekspertów, tacy ludzie znaleźli się niemal natychmiast. Byli to: starszy inżynier Aleksiej Ananenko, inżynier pośredni (według innych źródeł wojskowy po studiach inżynierskich) Walerij Bespałow oraz kierownik zmiany (według innych źródeł robotnik z elektrowni) Borys Baranow. Ochotnicy, świadomi zagrożenia, założyli stroje nurków i zeszli pod reaktor, brodząc w śmiercionośnej brei w poszukiwaniu zaworów. W ciemności, gdy ich lampa zaczęła się wypalać, po omacku wymacali i przekręcili fajki zaworów, a następnie wyczołgali się spod reaktora. Ich pojawienie się wywołało euforię wśród ratowników, którzy poczuli, że mogą wygrać z żywiołem. Ci trzej ratownicy doskonale wiedzieli, czym jest promieniowanie, i mimo to poszli ratować innych.
Mit i rzeczywistość: Co stało się z "nurkami"?
Pierwszy artykuł na temat trzech nurków w sowieckiej prasie ukazał się w 1986 roku. Wiele lat później, w 2016 roku, ukazała się książka Andrew Leatherbarrowa „Chernobyl 01:23:40: The Incredible True Story of the World's Worst Nuclear Disaster”, według której wszyscy trzej nurkowie przeżyli akcję. Jeden z nich miał żyć jeszcze w 2015 roku. W sieci można znaleźć wywiad udzielony przez Aleksieja Ananenkę wiele lat po katastrofie, choć według innych źródeł, Ananenko udzielił wywiadu zaraz po wyjściu z kanałów.
Według Marka Żelazniaka, autora bloga o ukraińskiej nauce, nie ma wątpliwości, że Ananenko, Baranow i Bespałow wykonali „zabójczą pracę” i pomogli w odprowadzaniu wody z pomieszczeń pod reaktorami. Nie nurkowali w zalanych obszarach, tylko brodzili w wodzie, błądząc w ciemności i przyjmując niebezpieczne dawki promieniowania. Żelazniak uważa, że to, iż "nurkowie" zmarli w maju 1986 roku, jest mitem. Wskazuje na zdjęcie Aleksieja Ananenki z 2011 roku, a także informuje, że w 2012 roku Ananenka miał być na emeryturze i pracować w organizacji pozarządowej zrzeszającej naukowców jądrowych. Mimo to, podczas kontaktów z autorem bloga, nigdy nie opowiadał o swoich pracach z kwietnia-maja 1986 roku. Jeden z badaczy katastrofy twierdzi, że w czasie ich akcji obecność wody w pomieszczeniach pod reaktorami nie mogła już doprowadzić do eksplozji termicznej, choć wtedy prawdopodobnie tego nie wiedziano. To w niczym nie umniejsza ich bohaterstwa.
Bitwa o Czarnobyl [Lektor Pl]
Długofalowe skutki i pamięć
Władze ZSRR początkowo próbowały zatuszować informację o katastrofie. Pierwsza informacja o wybuchu w Czarnobylu podana przez władze Polski pojawiła się dopiero 29 kwietnia, trzy dni po katastrofie. Prawdopodobnie ówczesny kierownik propagandy uznał taką informację za zbyt "antyradziecką". Mimo to, 28 kwietnia 1986 roku, elektrownia atomowa w Forsmark w Szwecji odnotowała zwiększony poziom promieniowania, wskazując okolice Kijowa jako źródło. W Polsce, mimo uspokajających komunikatów, narastała panika, a społeczeństwo rzuciło się do aptek po płyn Lugola, który dziś wiadomo, że nie był wówczas konieczny.
Katastrofa bezpośrednio dotknęła około 350 tysięcy osób, które musiały opuścić miejsce zamieszkania, nie tylko w Ukraińskiej SRR. Prypeć, miasto oddalone zaledwie 110 km od Kijowa, w którym mieszkało około 50 tysięcy osób, ewakuowano dopiero dwa dni po wybuchu, obiecując mieszkańcom, że wrócą po trzech dniach. Terytorium wokół elektrowni jądrowej w Czarnobylu stało się trzydziestokilometrową strefą wykluczenia, w której nikomu nie wolno się osiedlać.

Mimo zakazów, część mieszkańców wróciła do Czarnobyla. O tych, którzy do dziś zamieszkują Strefę Zamkniętą, mówi się Samosioły. Od końca 1988 roku na obszary wysiedlone powróciło około 1600 osób, a obecnie żyje tam kilkadziesiąt osób, głównie w podeszłym wieku.
Przed zbrojną inwazją Rosji na Ukrainę w 2022 roku, odbywały się masowe wycieczki do Czarnobyla, oferujące zwiedzanie popularnych miejsc, takich jak Prypeć, Czerwony Las czy sama elektrownia. Wszystkie trasy turystyczne były sprawdzane pod kątem poziomu promieniowania, jednak długotrwałe przebywanie w tym obszarze może być niebezpieczne.
Likwidacja skutków awarii trwała wiele lat i de facto nie została ukończona do dziś. 16 maja 1986 roku podjęto decyzję o długoterminowej konserwacji zniszczonego bloku, a prace nad budową schronu trwały od czerwca do listopada 1986 roku, angażując około 90 tysięcy budowniczych. 30 listopada 1986 roku czwarty blok energetyczny został przyjęty do konserwacji. Jednak pomimo budowy schronu, skażenie radiacyjne dotknęło rozległe terytoria Ukrainy, Białorusi i Rosji. Planowana jest całkowita likwidacja elektrowni jądrowej w Czarnobylu do 2065 roku. W grudniu 2003 roku Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych ogłosiło 26 kwietnia Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Wypadków i Katastrof Radiacyjnych, upamiętniając tragedię i jej konsekwencje.