Opowieści o wędkarskich wyprawach i pożarze w Lędzinach

Pożar domu jednorodzinnego w Lędzinach

25 marca o godzinie 20.33 do SK KM w Tychach wpłynęło zgłoszenie o pożarze domu jednorodzinnego w Lędzinach przy ul. Pokoju. Na miejsce zdarzenia wysłano cztery zastępy: jeden z OSP Lędziny (GBA) i trzy z JRG Tychy (GBAPr, GCBA, SD).

Dodatkowo zadysponowano kolejne trzy zastępy: po jednym z OSP Lędziny (GCBA), OSP Imielin (GBA) i TSR Ziemowit (GBA). Na miejscu pojawiły się również dwa patrole Policji z KPP w Bieruniu, pogotowie gazowe i energetyczne oraz Zespół Ratownictwa Medycznego (ZRM). Na czas prowadzenia działań ruch na ulicy był częściowo ograniczony.

Działania strażaków polegały na oświetleniu terenu akcji oraz dokładnym przeszukaniu budynku. Na szczęście nikogo w środku nie znaleziono. Pojawiła się hipoteza, że pożar był wynikiem podpalenia po możliwym wcześniejszym włamaniu do budynku.

Akcja strażaków trwała około półtorej godziny. Po ugaszeniu ognia, strażacy wynieśli z niego nadpalone elementy wyposażenia i przelewali je na zewnątrz, a także dokładnie przewietrzyli budynek. Po zakończeniu działań gaśniczych na miejsce przyjechał policyjny technik.

zdjęcie wozu strażackiego OSP Lędziny w akcji

Wędkarskie przygody: belony - morski romans

Mateusz Pustuła wspomina: „Pojedziemy, gdy zakwitnie rzepak” - to zaproszenie od Michała i Marcina sprzed czterech lat na wspólną, belonową wyprawę. Zapewnienia o zakochaniu się w tej formie wędkarstwa, konieczności spróbowania i zapomnieniu o majowych szczupakach, a także poznaniu czegoś trudnego do opisania słowami, wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem.

Początkowe obawy, takie jak nieprzychylność słonej wody dla kołowrotka, długa podróż (blisko 600 km i 7 godzin jazdy) oraz brak pewności co do połowu, ostatecznie ustąpiły. Mimo wszystko, jak to bywa w przypadku pasji, Mateusz Pustuła pojechał. Wędkarstwo to trudna miłość, która nie znosi rutyny.

Wyjazd na belony miał być epizodem, odskocznią od ukochanych szczupaków łowionych od pierwszego dnia maja każdego roku. Tymczasem stał się romansem, który trwa i o którym autor nie przestaje myśleć. Mateusz Pustuła z niecierpliwością oczekuje na telefon z informacją: „Już czas, przyjedź, rzepak kwitnie”.

Urok belon: hybrydowe ryby Bałtyku

Autor zastanawia się, co jest tak niezwykłego w tych dziwnych rybach, że jest gotów przemierzyć niemal całą Polskę, by je łowić. Może to kwestia atomowych brań, spektakularnych holi, albo po prostu pięknych widoków i marynistycznej tęsknoty. Jedno jest pewne - nie chodzi o rybie mięso, ponieważ przez kilka lat przygody z belonami Mateusz Pustuła nie miał jeszcze okazji ich spróbować. Zna jedynie opowieści o zielonych ościach, których kolor pozwala na bezpieczne spożywanie mięsa, bez ryzyka ich wchłonięcia, w przeciwieństwie do powszechnych obaw o ości czyhające na życie.

Marcin i Michał w wędkarskim żargonie nazywają belony „bocianami”. Jest w tym coś z prawdy, gdy spojrzy się na ich długi dziób naszpikowany niewielkimi zębami. Z pozostałymi elementami rybiego ciała jest już trudniej, bo wizualnie bliżej jest belonom do gadów, zwłaszcza węży, niż ptaków. Mają smukłe, wrzecionowate ciało, które osiąga długość do 90 cm, choć zdarzają się i większe okazy. Do tego dochodzi niesamowita giętkość i skłonność do skręcania ciała we wszystkich możliwych kierunkach, a także nienaturalna szybkość i dynamika.

Wszystko to sprawia, że dla wielu wędkarzy te ryby to hybrydy, które dają mnóstwo frajdy podczas holu i są kompletnie nieprzewidywalne. Łowienie belon, również w aspekcie rozmiarów, jest niestandardowe. Wędkarze nie poświęcają tym rybom czasu ze względu na bicie rekordów w ich długości czy masie. Nastawienie jest bardzo klarowne: wyłowić się do bólu rąk. Kryterium jakościowym są po prostu aspekty ilościowe.

Ponadto, łowienie tych ryb nie jest trudne. Problemem może być przede wszystkim ich zlokalizowanie, ale gdy wiemy, gdzie belony występują, to tylko kwestia czasu, kiedy zaliczą kontakt z naszą przynętą. Wielu wędkarzy ceni te ryby za widowiskowy hol - belona walczy na powierzchni, często wyskakuje nad wodę i stawia wyraźny opór do samego końca. Korkociągi i młynki, które kręci na końcu zestawu, w połączeniu z prądami i falami Bałtyku, dają niezapomniane przeżycia. Całości dopełnia fakt, że łowimy je jedynie raz do roku.

Jedyny w tym roku w YouTube film z połowu Belony w Bałtyku z łodzi przygody ciąg dalszy.

Wędkarskie plany i wyzwania

Mateusz Pustuła zauważa, że choć napisał dobry tekst reklamujący łowienie belon, nie jest szyprem ani nie ma potężnej łodzi do walki z bałtyckimi falami. Dlatego, wspólnie z Michałem i Marcinem, planują swoje belonowe wyprawy, zwracając uwagę przede wszystkim na wiatr i możliwości niewielkiej łódki, na której łowią.

Inne wędkarskie inspiracje i porady

Wędkowanie w rzekach i na karpia

Paweł Daniec podkreśla, że skuteczne wędkowanie w mniejszych i średniej wielkości rzekach to jeden z największych atrybutów wędkarskiego kunsztu. Późna wiosna to jeden z najlepszych w roku momentów na te wody, zarazem jeden z ostatnich.

Łowienie karpi na zestawy gruntowe z zastosowaniem kulek proteinowych jako przynęt to bez wątpienia jeden z najszybciej rozwijających się nurtów we współczesnym wędkarstwie. Magia wielodniowych zasiadek, emocje związane z oczekiwaniem na dźwięk sygnalizatora, wreszcie zmagania z niezwykle silnymi karpiami - wszystko to razem powoduje, że łowców karpi stale przybywa.

Rekordowe szczupaki i leszcze

Metrowy szczupak to marzenie wielu wędkarzy. Walka z takim drapieżnikiem bez wątpienia może spowodować gwałtowne bicie serca i drżenie rąk, a także podnieść ciśnienie krwi, ale satysfakcja jest ogromna. Pięknym, 111-centymetrowym okazem może pochwalić się Marcin Plotzki.

Leszcz nie jest być może rybą, która przyprawia wędkarzy o szybsze bicie serca, nie atakuje przynęty z furią, ani nie walczy jak szalony. Ale każdy, kto choć raz miał na wędce „złotą patelnię”, zdaje sobie sprawę, że medalowego leszcza wcale nie jest tak łatwo skusić do brania, a i hol nie należy do najłatwiejszych.

Początek sezonu szczupakowego i zaskakujące przynęty

Jacek Kolendowicz zauważa, że 1 maja szczupaki dobrze biorą na wielu łowiskach, ponieważ woda nie jest jeszcze „przebłyszczona”. Jednak już po kilku dniach mogą zacząć ignorować popularne, reklamowane przynęty. Warto wtedy spróbować zaskoczyć je wabikiem nietypowym, którego jeszcze nie poznały - nowym lub tuningowanym.

Mateusz Pustuła dzieli się swoimi aktualnymi wędkarskimi planami: „Kiedy czytacie ten tekst, najprawdopodobniej wraz z Marcinem brodzę w słodko-słonych wodach Rugii lub w niewielkiej łódce uganiam się za szczupakami na Pomorzu z moim przyjacielem Czarkiem. Być może odwiedziłem właśnie swoje kacze dołki na południowych starorzeczach Nidy, gdzie próbuję przebić się przez podwodną roślinność i bagna. Może też być tak, że okupuję przybrzeżne partie moich niewielkich jezior w województwie świętokrzyskim.”

Jacek Kolendowicz informuje: „Nadchodzi wielkimi krokami 12. edycja Szczupak Cup Moran Powidz.” Grzegorz Marcinkiewicz dodaje: „Pierwszy maja to oficjalny początek sezonu szczupakowego. Tego dnia na jeziorach, zaporówkach i starorzeczach panuje trudny do opisania tłok. Woda aż kipi od ciężkich wahadłówek, potężnych gum i jaskrawych woblerów. Łodzie mijają się w niewielkich odległościach, a na popularnych łowiskach znalezienie cichego, dzikiego kąta graniczy z cudem. W powietrzu czuć zapach grilla, a radosne okrzyki mieszają się z frustracją wywołaną splątanymi zestawami. To swoisty wędkarski festiwal, który ma swój niezaprzeczalny urok, ale dla wędkarza ceniącego intymny kontakt z dziką naturą bywa przytłaczający, gdyż podzielić się wodą musimy nie tylko z wędkarzami, ale również osobami biwakującymi.”

tags: #duch #w #osp #ledziny