Pożar tartaku w Szybowicach: Straty i kontrowersje wokół akcji gaśniczej

portalcenter.cl

W sobotę 5 sierpnia 2017 roku, około godziny 16:20, w Szybowicach na Opolszczyźnie, pod Prudnikiem, wybuchł potężny pożar, który strawił lokalny tartak oraz sąsiadujące zabudowania. Wstępnie oszacowane straty wyniosły dwa miliony złotych.

Ogromny pożar i skala zniszczeń

Ogień pojawił się w suszarni, szybko rozprzestrzeniając się na magazyn, biuro, drugą halę produkcyjną oraz budynek mieszkalny. Spłonęły także obiekty zakładu stolarskiego i dwa sąsiadujące z zakładem budynki. Łącznie pożar objął powierzchnię 8 tysięcy metrów kwadratowych. Dodatkowo, paliło się około 1,2 hektara sąsiednich pól z pszenicą i kukurydzą.

Rodzina Wysockich, właściciele tartaku, była akurat w domu, oddalonym o 40 metrów. Wezwali straż i sami próbowali gasić ogień, lecz sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Jak relacjonowała Ewa Wysocka, „Serce pęka, gdy się patrzy, jak ogień trawi dorobek 30 lat ciężkiej pracy całej rodziny. Nie potrafię tego opisać. Nawet zdjęć nie zdążyłam wynieść z domu, żeby pokazać co tu było”. Pożar zniszczył wszystko, co było cenne: maszyny, zapasy materiału, gotowe wyroby, dokumenty firmowe, faktury, zamówienia od klientów, komputery, a nawet telefony komórkowe, uniemożliwiając rodzinie komunikację.

Zdjęcie przedstawiające rozległe pogorzelisko tartaku i budynków mieszkalnych w Szybowicach

Akcja gaśnicza i problemy z wodą

Akcja gaśnicza była niezwykle trudna i trwała prawie 24 godziny, włącznie z dogaszaniem. Z ogniem walczyło około 100 strażaków, w tym 84 strażaków zawodowych i ochotników z trzech powiatów. Na miejscu działało ponad 20 jednostek straży pożarnej, w tym 19 zastępów, cztery samochody bojowe i dwie cysterny. Akcję prowadzono również z powietrza: wezwano dwa samoloty gaśnicze Lasów Państwowych, w tym Dromader, który zrzucił na płonący budynek 2,5 tysiąca litrów wody.

Miejscowi strażacy, którzy przyjechali bardzo szybko, natrafili na poważny problem: „Po chwili okazało się, że w hydrancie zabrakło wody, a w autach już wszystko zużyto”, opowiadała Ewa Wysocka. Brak wody do gaszenia oznaczał konieczność dowożenia jej cysternami. Jak mówił oficer dowodzący straży w rozmowie z PAP: „Brakuje wody do gaszenia. Musimy ją dowozić cysternami. Na miejscu jest już 19 zastępów i dwie cysterny. Właśnie wysłałem kolejne cztery samochody bojowe.” Dopiero dwie godziny później inni strażacy otworzyli zasuwę i uruchomili feralny hydrant.

[HIT][OD ŚRODKA] Wyjazd alarmowy Plutonu Gaśniczego 491[R]22, 25 i 53 z JRG Łańcut

Śledztwo i spór o hydrant

Przyczyny wybuchu pożaru ustalała policja. Jeszcze w niedzielę na miejscu pogorzeliska policja przeprowadziła oględziny z udziałem biegłego, a Prokuratura Rejonowa w Prudniku wszczęła śledztwo w sprawie sprowadzenia pożaru.

Wkrótce po zdarzeniu prudnicka poseł PiS Katarzyna Czochara zawiadomiła prokuraturę, że mogło dojść do zaniedbania obowiązku utrzymania właściwego stanu hydrantu i sieci wodociągowej przez firmę wodociągową. Posłanka, która była na miejscu w trakcie pożaru, stwierdziła, że straty byłyby mniejsze, gdyby hydrant zadziałał.

Jednak kilka dni później prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Prokurator Paweł Pasieka stwierdził: „Na podstawie opinii biegłego, oględzin na miejscu i innych ustaleń stwierdziliśmy, że nie ma w tej sprawie znamion przestępstwa niedopełnienia obowiązków. Problem z uruchomieniem hydrantu nie wynikał ze złego stanu technicznego sieci, ale z działania strażaków.”

Decyzja prokuratury spotkała się z krytyką. Właściciel tartaku nie chciał jej komentować, jednak Józef Maleszko, naczelnik OSP Szybowice, powiedział: „To zła decyzja.” Zaskoczenie wyraziła także poseł Katarzyna Czochara: „Jestem zaskoczona. Nie otrzymałam uzasadnienia, nie znam argumentów prokuratora.” Prokuratura kontynuuje śledztwo w sprawie przyczyn samego pożaru, a także sprawdza, czy nie doszło do kradzieży wody, ponieważ w czasie odkopywania sieci w pobliżu pogorzeliska ujawniono nielegalne przyłącze wodociągowe.

Pomoc dla poszkodowanej rodziny

Po pożarze rodzina Wysockich, tracąc niemal wszystko, znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji. Pogorzelcy nie zdążyli nawet wynieść z mieszkania ubrań, telefonów czy dokumentów. Burmistrz Prudnika obiecał rodzinie mieszkanie zastępcze, a ktoś życzliwy przywiózł przyczepę kempingową, aby mieli się gdzie schronić na miejscu.

Rodzina Wysockich, znana we wsi z niesienia pomocy innym, zaapelowała o wsparcie finansowe. Wpłaty można przekazywać na konto bankowe o numerze 39 2490 0005 0000 4000 9784 5470.

tags: #fakty #24 #pl #pozar #w #szybowicach