Tragiczne wypadki i zagrożenie metanowe w polskim górnictwie

Górnictwo węgla kamiennego w Polsce od lat mierzy się z wyzwaniami związanymi z bezpieczeństwem pracy, a jednym z najpoważniejszych zagrożeń jest metan. Ten bezbarwny i bezwonny gaz, łatwopalny i wybuchowy w określonych stężeniach z powietrzem, jest przyczyną wielu tragicznych wypadków i incydentów w kopalniach. Poniżej przedstawiamy szczegółowe informacje dotyczące wybranych zdarzeń, które wstrząsnęły polskim górnictwem, ukazując skalę zagrożenia i poświęcenie górników oraz ratowników.

Infografika zagrożeń metanowych w górnictwie

Metan - ukryte zagrożenie

Metan to jedna z głównych przyczyn wypadków w górnictwie. Tylko w ubiegłym roku w kopalniach zanotowano siedem przypadków zapalenia metanu. W latach 1990-2013 w polskich kopalniach węgla doszło do 42 pożarów lub wybuchów metanu, w których poniosło śmierć 88 osób, 117 osób zostało ciężko rannych, a 112 odniosło lekkie obrażenia.

Najtragiczniejsze katastrofy historyczne

  • Katastrofa w kopalni Halemba (2006): Była najtragiczniejsza w skutkach, zginęło w niej 23 górników.
  • Pożar i wybuch metanu w kopalni Wujek-Śląsk (2009): Pochłonął życie 20 pracowników.

Wypadek w KWK Pniówek (Pawłowice)

W kopalni Pniówek w Pawłowicach doszło do wyrzutu metanu wraz z masą skalną w drążonym chodniku. Wskutek tego zdarzenia zginęło dwóch górników. Premier Donald Tusk przekazał, że łączymy się w bólu z rodzinami górników, którzy zginęli. Rodziny te zostaną otoczone szczególną opieką, zarówno psychologiczną, jak i materialną.

Przebieg zdarzenia i akcja ratownicza

Adam Rozmus, wiceprezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), do której należy zakład, przekazał, że w poniedziałek po godzinie 17:00 w Pniówku doszło do wydzielenia się dużej ilości gazu złożowego - metanu. Zarejestrowały to czujniki metanometrii automatycznej, zabudowane w drążonym przodku na poziomie 1000, na głębokości około 1000 metrów. W przodku trwało wówczas fedrowanie za pomocą wysokowydajnego kombajnu chodnikowego, a znajdowało się w nim 10 pracowników. Ośmiu pracowników wycofało się bezpiecznie o własnych siłach w rejon skrzyżowania, bez obrażeń. Z dwoma pracownikami utracono kontakt.

Natychmiast rozpoczęto akcję ratowniczą. Po sześciogodzinnej akcji ratowniczej zastępy odnalazły poszukiwane osoby. Niestety, wiceprezes JSW potwierdził, że zginęli dwaj doświadczeni górnicy z kilkunastoletnim stażem pracy w kopalniach, w tym operator kombajnu chodnikowego, w wieku 40 i 41 lat. Były to 14. i 15. ofiara śmiertelna wypadków w tym roku w polskim górnictwie; 11. i 12. w kopalniach węgla kamiennego.

Sztab akcji koordynował działania z Centralną Stacją Ratownictwa Górniczego w Bytomiu i stacją okręgową. Akcję prowadzono przy udziale Wyższego Urzędu Górniczego, Okręgowego Urzędu Górniczego i służb kopalnianych. Rejon zdarzenia został wyizolowany z normalnego prowadzenia ruchu - znajdowali się tam tylko ratownicy. Chodnik ten został wstrzymany w ramach prac komisji, która określi sposób dalszego bezpiecznego prowadzenia prac. Okoliczności zdarzenia bada specjalnie powołana komisja.

W kopalni „Pniówek” rozpoczęła się akcja ratownicza #radio90

Charakterystyka kopalni i profilaktyka

Kopalnia Pniówek była budowana w latach 1963-1974, a w skład JSW weszła w 1993 roku. Obszar górniczy złoża Pniówek to 28,6 km kw., a zasoby operatywne wynoszą 101,9 mln ton. Kopalnia Pniówek jest zakładem o jednym z najwyższych w kraju wskaźników zagrożenia metanowego. JSW realizuje w Pniówku szereg prac profilaktycznych pod kątem tego zagrożenia, w tym unijny projekt równoległego układu odmetanowania, który ma służyć gospodarczemu zagospodarowaniu metanu wydzielającego się w partiach z zakończonym wydobyciem.

Incydent z kwietnia 2022 roku w KWK Pniówek

Dnia 20 kwietnia 2022 roku w kopalni Pniówek doszło do innego poważnego zdarzenia. Siedmiu górników pozostało za tamami, które po katastrofie odgrodziły rejon pożaru od pozostałych wyrobisk. Aby dotrzeć do zaginionych, trzeba było wydrążyć nowy, niespełna 350-metrowy chodnik, równoległy do otamowanej ściany wydobywczej.

Wypadek w KWK Mysłowice-Wesoła - zapłon metanu

W poniedziałek wieczorem w należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego kopalni Mysłowice-Wesoła doszło najprawdopodobniej do zapalenia metanu. W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 górników. Premier Ewa Kopacz odwiedziła poszkodowanych górników i spotkała się z ich rodzinami w szpitalach w Siemianowicach Śląskich i Sosnowcu, a także wzięła udział w posiedzeniu sztabu akcji.

Przebieg zdarzenia i skutki dla górników

36 górników wyjechało na powierzchnię, ogółem 31 trafiło do szpitali w Sosnowcu, Katowicach i Siemianowicach Śląskich. We wtorek rano w szpitalach przebywało nadal 28 górników, wśród nich 18 w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

Dyrektor Centrum Leczenia Oparzeń, Mariusz Nowak, poinformował, że górnicy w najcięższym stanie są utrzymywani w śpiączce farmakologicznej. Podejrzewa się u nich oparzenia około 80% dróg oddechowych, dlatego będą dochodzić do siebie przez kilka tygodni. Dyrektor Nowak dodał, że 11 z 18 górników jest przytomnych, a wkrótce jednoosobowe delegacje rodzin będą mogły odwiedzić swoich krewnych na oddziale, poza intensywną terapią. Doktor Teresa Barnat-Wiśniewska zaznaczyła, że każde oparzenie dróg oddechowych pogarsza rokowania, ponieważ drogi oddechowe są trudno dostępne do leczenia.

Akcja ratownicza i poszukiwania zaginionego

Po wypadku do akcji ratowniczej skierowano zastępy ratowników. Rzecznik KHW Wojciech Jaros informował, że ich pracę utrudniały dymy wskazujące na pożar - ratownicy pracowali w maskach z aparatami tlenowymi. Nad ranem zabudowywali sprzęt służący do analizy składu powietrza. Na głębokości 660 metrów pod ziemią przebywał jeszcze jeden zaginiony górnik. Ratownicy byli przygotowani do spenetrowania wyrobiska, ale czekali z podjęciem akcji, aż warunki w tym rejonie, m.in. podziemny pożar, przestaną zagrażać ich bezpieczeństwu.

Pełniący obowiązki prezesa Katowickiego Holdingu Węglowego Zygmunt Łukaszczyk zasygnalizował we wtorek, że może to się wydarzyć w ciągu paru godzin, ale również może przeciągnąć do następnego dnia. W kopalni wciąż trwały prace zmierzające do podjęcia poszukiwań ostatniego zaginionego górnika. Łukaszczyk wyjaśnił, że komisja ds. wypadków ustala scenariusz, a na dole rozciągnięta jest linia chromatograficzna, aby ustalić skład powietrza. Ratownicy z grubsza wiedzą, gdzie zaginiony górnik się znajduje, na podstawie rozmów z pracownikami, którzy po wypadku opuścili ten rejon. Ze względu na poszukiwania pracownika nie zamknięto tam obiegu powietrza, jak to się zwykle robi w przypadku podziemnych pożarów. Jednak pomiary wskazujące na obecność pożaru mogą doprowadzić do decyzji o ograniczeniu dopływu powietrza, aby zdusić pożar i zmniejszyć niebezpieczeństwo.

Reakcje, kontrowersje i dochodzenie

Ojciec zaginionego górnika, 42-letniego kombajnisty z 24-letnim stażem pracy, Franciszek Jankowski, czekał przed kopalnią, wyrażając brak nadziei na odnalezienie syna żywego. Według niego, dzień przed wypadkiem wśród pracowników kopalni pojawiły się informacje o zwiększonym zagrożeniu metanowym, a ludzie wiedzieli o stężeniu metanu i nie powinni tam pracować. Zygmunt Łukaszczyk odniósł się do tych pogłosek, mówiąc, że kopalnia Mysłowice-Wesoła to kopalnia wysokometanowa, gdzie stopień zabezpieczenia i monitoringu "jest bezwzględny i praktycznie posunięty do maksimum ostrożności". Wyjaśnił, że czujniki na bieżąco monitorują szereg parametrów związanych z warunkami pod ziemią i eksploatacją, a w rejonie wypadku były prowadzone prace zabezpieczające, profilaktyczne.

Kopalniana aparatura określiła dokładny czas zdarzenia na około 20:55 w poniedziałek, na głębokości 665 m. Początkowo interpretowano to jako wybuch metanu, jednak Zygmunt Łukaszczyk zweryfikował to, mówiąc, że "mogło tam dojść do zapłonu metanu", gdyż wybuch skutkowałby znacznie większymi zniszczeniami. Za najbardziej prawdopodobną przyczynę zdarzenia uznano wypływ metanu z pustek po wcześniejszej eksploatacji, tzw. zrobów.

Przyczyny i okoliczności zaistniałego zdarzenia bada Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach pod nadzorem Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach. Prokuratorzy Prokuratury Okręgowej w Katowicach i Prokuratury Rejonowej w Mysłowicach zabezpieczyli dokumentację związaną z ruchem ściany i zakładu, a pierwsze przesłuchania zaplanowano na wtorek.

Pracownicy kopalni oraz rodziny poszkodowanych wyrażali swoje obawy i wsparcie. Jeden z górników KWK Mysłowice-Wesoła, pracujący w "Wesołej", mówił, że nie wiedział, dlaczego koledzy akurat tam pracowali, skoro było takie zagrożenie metanowe, że nawet ratownicy medyczni nie mogli wejść. Jerzy Markowski, były wiceminister przemysłu i handlu, komentował, że standardy są takie same we wszystkich kopalniach, ale czasami zawodzą ludzie, a czasem nadzwyczajne okoliczności.

Zapłon metanu w KWK Sośnica (Gliwice)

Dnia 7 lipca, około godziny 20:30, w kopalni Sośnica w Gliwicach doszło do zapłonu metanu. W zagrożonym rejonie przebywało wówczas 47 pracowników kopalni. Dwóch poparzonych górników trafiło do szpitala, jednemu pomocy medycznej udzielono na miejscu. Życie rannych górników nie było zagrożone. Jeszcze tego samego dnia przystąpiono do tamowania płonącego rejonu, aby odizolować go od reszty kopalni. Okoliczności zdarzenia wyjaśni specjalna komisja.

Katastrofa w KWK Wujek (Ruda Śląska)

Katastrofa w kopalni "Wujek" w Rudzie Śląskiej, która jest obecnie częścią Katowickiego Holdingu Węglowego, miała miejsce około godziny 10:15 przy ścianie V w pokładzie 409 na poziomie 1050 dawnej kopalni "Śląsk" w Rudzie Śląskiej - Kochłowicach. Kopalnia "Wujek" zaliczana jest do kopalń z czwartym - najwyższym stopniem zagrożenia metanowego.

Przebieg zdarzenia i akcja ratownicza

W katastrofie w kopalni "Wujek" zginęło 13 górników, część z nich zmarła w drodze do szpitali. Przyczyną wypadku, według wstępnych ocen, był prawdopodobnie zapłon metanu, choć niektórzy eksperci mówili także o możliwości wybuchu tego gazu. Dr Michał Świerszcz z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego, koordynujący akcję od strony medycznej, poinformował, że pierwsze wezwanie dotyczyło wypadku masowego. Wówczas wezwano śmigłowce z Gliwic, Wrocławia, Kielc i Krakowa, a poszkodowanych rozwoziło ponad 30 karetek z całego województwa.

Stan poszkodowanych i leczenie

W siedmiu szpitalach umieszczono 39 osób. W siemianowickiej "oparzeniówce" po katastrofie umieszczono 18 najpoważniej rannych górników, pozostali - nieco lżej ranni - trafili do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. św. Barbary. Dyrektor naczelny CLO Mariusz Nowak poinformował, że wszyscy umieszczeni tam górnicy poddawani są bronchoskopii - diagnostycznemu badaniu dróg oddechowych pod kątem ich oparzeń. Górnicy hospitalizowani w Siemianowicach mieli poparzone od 40 do 90% powierzchni ciała. Lekarze podkreślali, że przy ciężkich oparzeniach ważniejszym czynnikiem niż ich rozległość jest głębokość ran, a wiele zależy też od tego, jak długo wysoka temperatura działała na pacjenta. Choroba oparzeniowa jest chorobą trwającą w czasie, a o ewentualnych rokowaniach można mówić dopiero po kilku dniach.

Bezpośrednio po przywiezieniu rannych do CLO wdrożono badania i założono im opatrunki. Każdy z poparzonych górników, w miarę jego stanu zdrowia, miał być poddawany działaniu komory hiperbarycznej. Tlen hiperbaryczny, czyli pod wyższym ciśnieniem, pomaga ustabilizować błony komórkowe, zmniejszając obrzęki w pierwszym okresie leczenia.

tags: #gornicy #pozar #metanu