Pożar lasów w Puszczy Solskiej – walka z żywiołem na Lubelszczyźnie

W dniach 5-6 maja 2024 roku doszło do ogromnego pożaru lasów w powiecie biłgorajskim na Lubelszczyźnie, obejmującego tereny Puszczy Solskiej. Pożar, który rozpoczął się w miejscowości Kozaki w gminie Łukowa, bardzo szybko się rozprzestrzeniał, zagrażając cennym obszarom przyrodniczym i wymagając zaangażowania setek strażaków, policjantów, żołnierzy oraz wsparcia lotniczego. Sytuacja pozostawała dynamiczna i niezwykle trudna do opanowania ze względu na niekorzystne warunki meteorologiczne.

Skala i charakterystyka pożaru

Pożar wybuchł we wtorek, 5 maja, w godzinach popołudniowych na terenie Puszczy Solskiej, obszaru o wysokim znaczeniu ekologicznym, gdzie znajduje się szereg form ochrony przyrody, takich jak rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary sieci Natura 2000, pomniki przyrody oraz ochrona gatunkowa roślin i zwierząt. Według wstępnych szacunków Państwowej Straży Pożarnej, ogień objął początkowo od 50 do nawet 100 hektarów terenu, by w krótkim czasie rozprzestrzenić się do około 150 hektarów. Następnie, w środę, objął około 300 hektarów lasów, a według szacunków służb w sumie pochłonął około 500 hektarów.

Służby podkreślały, że jest to pożar wierzchołkowy, zwany także koronowym, który jest najgroźniejszym typem żywiołu. Ogień w takim pożarze nie pali się tylko przy ziemi, ale przenosi się na korony drzew i rozprzestrzenia się bardzo szybko z drzewa na drzewo. Zwykle zaczyna się od pożaru przyziemnego (ściółki, traw), który przy silnym wietrze, niskiej wilgotności i dużej ilości łatwopalnej roślinności przenosi się w górę na gałęzie i liście. Taki pożar może w krótkim czasie objąć ogromne obszary lasu, niszcząc ekosystem i stanowiąc poważne zagrożenie dla ludzi oraz zwierząt.

Mapa zasięgu pożaru lasu w Puszczy Solskiej z zaznaczonymi obszarami chronionymi

Działania służb ratunkowych

W akcję gaśniczą zaangażowano ogromne siły i środki. Na miejscu pracowało blisko 400, a następnie nawet 460 strażaków Państwowej Straży Pożarnej (PSP) i Ochotniczych Straży Pożarnych (OSP), w tym ponad 70, a później 101 zastępów straży pożarnej. Wsparcie zapewniało ponad 100 funkcjonariuszy Policji oraz 70 żołnierzy z 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej (WOT) z pododdziałów z Zamościa i Kraśnika. Żołnierze WOT zajmowali się zabezpieczeniem rejonu działań, lokalizowaniem zarzewi ognia oraz dogaszaniem pogorzelisk, m.in. poprzez przekopywanie i wygaszanie tlących się miejsc.

Wsparcie lotnicze

Kluczową rolę w walce z żywiołem odegrało wsparcie lotnicze. Do akcji skierowano flotę powietrzną z jednostek regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie, Warszawie, Łodzi oraz Radomiu, obejmującą cztery, a następnie sześć samolotów typu Dromader oraz cztery, a potem sześć śmigłowców Lasów Państwowych. Dodatkowo w akcję zaangażowano dwa policyjne śmigłowce Black Hawk S-70i. Maszyny te prowadziły intensywne zrzuty wody z wykorzystaniem zbiorników typu „Bambi Bucket” o pojemności 3 ton każdy. Wykonano kilkaset zrzutów wody, w tym około 50 zrzutów Black Hawkami oraz prawie 200 śmigłowcami Lasów Państwowych. Premier Donald Tusk, podczas sztabu kryzysowego, przyznał wprost: - Pogoda nie jest naszym sprzymierzeńcem.

Ćwiczenia kontrterrorystów z wykorzystaniem policyjnego śmigłowca

Wzmocnienie sił i zmiana taktyki

W celu wzmocnienia działań gaśniczych na miejsce skierowano dodatkowe siły i środki z innych województw, takie jak kompania gaśnicza SMOK 1 z Małopolski (19 pojazdów i 68 ratowników), moduły GFFF (Ground Forest Fire Fighting) z Podkarpacia (20 ratowników), Łodzi i Poznania, a także Samochody Dowodzenia i Łączności z KW PSP Białystok oraz SA PSP Kraków. Wieczorem na miejsce miała dotrzeć kompania gaśnicza z województwa świętokrzyskiego.

Komendant Główny PSP nadbryg. Wojciech Kruczek poinformował, że strażacy musieli zmienić taktykę i wycofać sztab w bezpieczne miejsce, gdy "tył pożaru zmienił się w front pożaru", a walka z ogniem mogła potrwać wiele dni. Obecnie wysiłki koncentrowały się na budowie pasów zaporowych i obronie linii komunikacyjnych. Minister Marcin Kierwiński podkreślał, że "sytuację utrudnia teren", zwłaszcza mokradła, do których trudno jest dojechać z ciężkim sprzętem. Działania te były prowadzone intensywnie w nocy, kiedy wiatr osłabł, by stłumić pożar.

Tragiczny wypadek samolotu gaśniczego

Niestety, podczas działań gaśniczych doszło do tragicznego wypadku. We wtorek wieczorem, w rejonie wsi Osuchy niedaleko Biłgoraja, rozbił się samolot gaśniczy Dromader z bazy lotniczej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie. W wypadku zginął pilot maszyny. Okoliczności zdarzenia są wyjaśniane przez prokuraturę (pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Zamościu) oraz Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych, która wyznaczyła wyspecjalizowanych funkcjonariuszy do ustalenia przyczyn katastrofy.

Wrak samolotu gaśniczego Dromader po katastrofie

Warunki utrudniające akcję i zagrożenia

Sytuacja w Nadleśnictwie Józefów gwałtownie pogorszyła się w środę po południu. Akcję utrudniały przede wszystkim ekstremalne warunki pogodowe: silny wiatr osiągający nawet 60-75 km/h, wysokie temperatury, niska wilgotność ściółki leśnej oraz suchość. Wiatr rozniecał ogień, przenosił go nad linią obrony na nowe tereny, a także powodował przerzuty ognia, co skutkowało pojawianiem się punktowych ognisk w odległości nawet do kilometra od głównego frontu pożaru. Zmiana kierunku wiatru kilkakrotnie zmieniała front pożaru, zmuszając służby do ciągłej adaptacji taktyki.

Dyrektor IMGW prof. zapowiadał nasilenie wiatru, co potwierdziło się w środę rano i utrzymało do popołudnia, stwarzając realne ryzyko dalszego rozprzestrzeniania się pożaru. Rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego PSP w Lublinie kpt. Tomasz Stachyra podkreślał, że gleba jest bardzo rozgrzana i potrzebuje dużej ilości wilgoci, by ograniczyć pożar. Minister klimatu i środowiska Paulina Henning-Kloska przyznała, że sytuacja w lasach jest bardzo trudna, ze względu na brak deszczu od wielu tygodni i niskią wilgotność ściółki. W środę w trakcie akcji gaśniczej dwóch strażaków podtruło się dymem i trafiło do szpitala, jednak ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo i czuli się dobrze. Droga 849 na odcinku Józefów - Osuchy i Józefów - Łukowa została zablokowana.

Ewakuacja zwierząt i prewencyjne działania

Gęsty dym zagrażał nie tylko ludziom, ale i zwierzętom. Wolontariusz Jan Pyszniak zorganizował cichą akcję ratunkową, ewakuując zwierzęta z przytuliska w bezpieczne miejsca. - Właśnie schronisko ewakuujemy. Zabieramy pieski - relacjonował wolontariusz w trakcie akcji. Pyszniak podkreślał, że choć zwierzęta "są dość przyjazne, dość dobrze ułożone", to nikt nie był w stanie przewidzieć ich zachowania w obliczu katastrofy. - Nie wiemy, jakie będzie zadymienie, jak one będą je znosić, dlatego ewakuujemy wcześniej - wyliczał. Cztery psy zostały uratowane z dymu.

W lasach województwa lubelskiego wprowadzono najwyższy stopień zagrożenia pożarowego. Roztoczański Park Narodowy wprowadził zakaz wstępu na tereny leśne, apelując o odpowiedzialne zachowanie, gdyż „obecna sytuacja pożarowa w regionie jest bardzo poważna”. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) wysłało alerty SMS do mieszkańców części województwa lubelskiego, ostrzegając przed dużym zagrożeniem pożarowym i prosząc o zachowanie ostrożności oraz nieużywanie ognia w lesie i jego sąsiedztwie.

Minister MSWiA Marcin Kierwiński informował o możliwości prewencyjnej ewakuacji ze względu na duże zadymienie, jeśli mieszkańcy czuliby się zagrożeni. Podkreślał, że odległość domostw od pożaru jest bezpieczna, ale w przypadku kilku domów istniała możliwość czasowego przeniesienia się w inne miejsce.

Wolontariusz ratujący zwierzęta z dymu pożaru lasu

Sytuacja pod kontrolą, ale zagrożenie trwa

Mimo ogromu pożaru i trudnych warunków, minister Marcin Kierwiński na popołudniowym briefingu w Józefowie przyznał, że "pożar pod względem zakresu terytorialnego jest opanowany", choć intensywny wiatr "przyniósł wiele nowych komplikacji". Pojedyncze ogniska, cały czas bardzo niebezpieczne, były na bieżąco dogaszane przez strażaków. Minister zapewniał, że "kolejna linia obrony pozostaje w pełnej gotowości", a punkt dowodzenia akcją został przeniesiony bliżej miejsca lądowania i tankowania śmigłowców, aby lepiej zarządzać działaniami ratowniczymi.

Rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego PSP w Lublinie kpt. Tomasz Stachyra poinformował w środę wieczorem, że maszyny zaangażowane w akcję gaśniczą przestały latać wraz ze zmrokiem, ale działania gaśnicze z użyciem śmigłowców i samolotów gaśniczych miały być kontynuowane od rana w czwartek. W nocy strażacy kontynuowali działania naziemne, intensywnie podając wodę na poszczególnych odcinkach bojowych, licząc na stłumienie pożaru w sprzyjających warunkach wietrznych. - Wiatr osłabł - zapowiedział strażak.

Premier Donald Tusk podczas sztabu kryzysowego złożył kondolencje rodzinie tragicznie zmarłego pilota. Apelował do wszystkich o ścisłe przestrzeganie poleceń służb i niepowielanie niepotwierdzonych informacji, korzystając wyłącznie z komunikatów przekazywanych oficjalnie przez Komendę Główną PSP.

tags: #gry #pozar #lasu