W ostatnich tygodniach powiat mielecki oraz tereny z nim związane były świadkiem szeregu zdarzeń pożarowych oraz tragicznego wypadku lotniczego. Działania służb ratunkowych, w tym straży pożarnej, koncentrowały się na zwalczaniu ognia i minimalizowaniu strat, podkreślając jednocześnie ryzyko związane z takimi operacjami.
Pożar Zarośli Między Maliniem a Tuszowem Narodowym
Kilkanaście zastępów Ochotniczej i Państwowej Straży Pożarnej zostało wezwanych do pożaru zarośli w rejonie wsi Malinie i Tuszów Narodowy. Informacja o pożarze rozwijającym się w sąsiedztwie lasu przyszła do służb około godziny 18:25. Wówczas do akcji wyjechali strażacy. Ogień i zadymienie nim spowodowane były widoczne z daleka.

Przebieg akcji
Akcja gaśnicza trwała, a zdarzenie to było kolejnym z całej serii podobnych incydentów w powiecie mieleckim. Tego typu pożary, szczególnie w okresach suszy, stanowią poważne zagrożenie dla środowiska leśnego i okolicznych terenów.
Tragiczny Wypadek Lotniczy w Powiecie Biłgorajskim z Związkiem z Mielcem
Podczas wtorkowej akcji gaśniczej prowadzonej na terenie Nadleśnictwa Józefów w powiecie biłgorajskim doszło do tragicznego wypadku lotniczego. Rozbił się samolot gaśniczy, operujący z bazy lotniczej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie.
inside the dromader kokpit gaśniczego samolotu w Piastowie
Szczegóły tragedii i ofiara
W katastrofie zginął 65-letni instruktor pilot Andrzej Gawron, który był ściśle związany z Mieleckimi Zakładami Lotniczymi. Informację o tragedii przekazały Mieleckie Zakłady Lotnicze, publikując oficjalne kondolencje i wyrazy współczucia dla rodziny oraz bliskich zmarłego pilota.

Andrzej Gawron był bardzo doświadczonym pilotem i instruktorem lotniczym. Od 1993 roku pracował w Polskich Liniach Lotniczych LOT jako kapitan samolotów pasażerskich. Po zakończeniu służby liniowej kontynuował pracę w branży lotniczej, współpracując z różnymi firmami. Posiadał uprawnienia instruktora samolotowego 1. klasy i prowadził szkolenia m.in. w zakresie FI, IRI oraz CRI dla samolotów jednosilnikowych i wielosilnikowych.
Do zdarzenia doszło na terenie Nadleśnictwa Józefów, w rejonie miejscowości Osuchy. Samolot Dromader SP-ZUT, który brał udział w akcji, był czarterowany przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Warszawie i operował z lotniska Warszawa-Babice.
Samolot "Dromader" - Mieleckie korzenie
Rozbity Dromader to samolot rolniczo-gaśniczy produkowany w Polsce, w zakładach lotniczych PZL Mielec. Maszyny tego typu od lat wykorzystywane są do gaszenia pożarów lasów oraz prac agrolotniczych, cenione za dużą ładowność i zdolność operowania w trudnych warunkach.

Skala pożaru i śledztwo
Pożar lasu w miejscowości Kozaki został zgłoszony straży pożarnej we wtorek, 5 maja, po godzinie 15:00. Ogień szybko się rozprzestrzeniał, obejmując duży obszar leśny. Jak poinformowano podczas wieczornego briefingu prasowego z udziałem wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Wiesława Leśniakiewicza, powierzchnia objęta pożarem wzrosła do około 250 hektarów.
Według dostępnych informacji samolot wystartował z Warszawy o godzinie 19:10. Około godziny 20:41 maszyna zniknęła z radarów. Katastrofa wydarzyła się w pobliżu obszaru prowadzonych działań gaśniczych.
Rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie, Anna Sternik, potwierdziła, że rozbity samolot był wykorzystywany w akcji gaszenia pożaru. Z kolei przedstawicielka Lasów Państwowych, Regina Klimaszewska, poinformowała, że okoliczności tragedii będą szczegółowo badane przez Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych oraz prokuraturę.
Pożar w powiecie biłgorajskim należy do jednych z największych w regionie w ostatnim czasie. W działania zaangażowane były liczne jednostki straży pożarnej oraz wsparcie lotnicze. Tragiczny wypadek podkreśla, jak niebezpieczne są tego typu operacje i jak duże ryzyko ponoszą osoby uczestniczące w akcjach ratowniczych.
Pożar Hodowli Drobiu w Jamach koło Wadowic Górnych
Nowe informacje napłynęły w sprawie pożaru, do którego doszło przed południem w miejscowości Jamy w gminie Wadowice Górne.

Pierwotne zgłoszenie i faktyczny stan
Mimo pierwotnych informacji o pożarze warsztatu, finalnie okazało się, że w pomieszczeniach ogarniętych płomieniami prowadzona była hodowla drobiu. Jak przekazują strażacy biorący udział w akcji ratunkowej w Jamach, pierwsze zgłoszenia faktycznie dotyczyły pożaru warsztatu, w którym miały się znajdować samochody. Na miejscu okazało się jednak, że ogień objął pomieszczenia, gdzie prowadzona była hodowla drobiu.
Straty i bezpieczeństwo
„Pożar budynku gospodarczego, strychu z sianem i komórki do hodowli drobiu. Zginęło 60 kur, 10 kaczek i zniszczone, spalone zostały elektronarzędzia” - przekazał portalowi hej.mielec.pl oficer prasowy PSP w Mielcu, mł. bryg. Bartłomiej Bieniek. Dodał również, że „budynek warsztatu obok pozostał nienaruszony”. Na szczęście w pożarze nie został poszkodowany nikt z mieszkańców czy pracowników. Akcja ratunkowa na miejscu trwała w sumie kilka godzin.