W historii zdarzały się wydarzenia, gdzie z pozoru niegroźne codzienne czynności prowadziły do katastrof na dużą skalę. Jednym z najbardziej zaskakujących czynników, który dwukrotnie wywołał poważne pożary, okazały się... naleśniki.
Legendarny pożar Lublina z 1575 roku
Przygotowania do święta i fatalna pomyłka
Był piękny majowy dzień roku 1575, a Lublin tętnił życiem. Miasto szykowało się bowiem na wielkie święto - uroczystość św. Stanisława. Każdy, kto miał tylko odrobinę chęci, pracował na całego - sprzątano, rozstawiano stragany, a mieszczki prześcigały się w ilości pieczonych ciast, naleśników i innych łakoci, które miały zostać sprzedane podczas święta. Tak też czyniła mieszczka Jadwiga, która w swojej małej kuchni nieopodal lubelskiej Fary smażyła rumiane i lekko chrupiące naleśniki. Podobno były przepyszne, a przepis przekazywany był z pokolenia na pokolenie. Po niezwykle męczącym dniu, wszyscy mieszkańcy zmęczeni pracą udali się na zasłużony odpoczynek. Wszyscy, ale nie Jadwiga! Ona nadal stała przy kuchni i smażyła kolejnego i kolejnego naleśnika. Zmęczenie zrobiło jednak swoje, Jadwiga zasnęła na gorącą kuchnią. Obudził ją swąd spalenizny i pożar rozchodzący się po mieszkaniu.

Skutki i odbudowa miasta
Jadwiga zdążyła uciec, ale ogień rozprzestrzeniał się w zawrotnym tempie i trawił kolejne domy. Szybko rozprzestrzeniające się płomienie zajęły drewniane domy, kamienice, ratusz, mury obronne, kościoły i klasztory. Mieszkańcy miasta, widząc ogrom zniszczeń, próbowali ratować, co się dało i walczyli z pożarem. Niestety pożar był tak wielki, że objął swym zasięgiem większość drewnianych zabudowań miasta. Pożar okazał się niezwykle trudny do ugaszenia, a zniszczenia były ogromne. Ta noc oraz dzień kolejny, który miał być świąteczny i pełen zabawy, to jedne z najbardziej tragicznych dat w historii miasta.
Jednakże, mieszkańcy postanowili odbudować miasto, by było jeszcze piękniejsze. Dzień w dzień, od rana do wieczora, powoli i uparcie podnosili miasto z ruiny, pracując wytrwale. Miasto odbudowano. Nowe kamienice były murowane, z kolorowymi ścianami i pięknymi zdobieniami. Wiele z nich po dziś dzień możemy podziwiać na lubelskim Starym Mieście.
Współczesny incydent: pożar w Orzyszu
Zofia Mausz i niefortunne smażenie
Można by sądzić, że spalone trzy mieszkania i dach kamienicy w Orzyszu (woj. warmińsko-mazurskie) to sprawka wprawnego podpalacza. Ale nie! Pożar wywołały... naleśniki, które smażyła w domu Zofii Mausz (54 l). Pani Zofia nabrała popołudniem smaku na naleśniki. „Zakręciłam ciasto i zaczęłam smażyć placuszki” - wspomina gospodyni. „Robiłam to wiele razy i nigdy nic się nie działo...” - mówi skruszona gospodyni.

Eskalacja ognia i zniszczenia
Pani Zofia postawiła patelnię na butli gazowej z palnikiem. Smażyła w najlepsze przysmak, ale nie zauważyła, że tłuszcz z patelni skapuje na palnik, a z niego na butlę gazową. W jednej chwili butla stanęła w ogniu, bo zapalił się na niej tłuszcz. Płomienie przepaliły też gazowy wąż, a butla zaczęła wręcz zionąć ogniem! Gdy wróciła do kuchni, ogień trawił już wszystkie meble. Rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Ogień w mgnieniu oka przeniósł się na sąsiednie mieszkania, a później na poddasze. Pani Zofia i jej sąsiedzi w popłochu uciekali ze swoich mieszkań.
Walka z żywiołem i skutki
Po kilkunastu minutach przyjechali strażacy. Kamienica cała stała w ogniu. Pożar kompletnie zniszczył trzy mieszkania. „Jak ja teraz spojrzę w oczy sąsiadom” - powiedziała poszkodowana.