Wspomnienia Kazimierza Skrobika, posługującego się pseudonimem „Strażak”, to poruszająca relacja z czasów niemieckiej okupacji i heroicznych walk Powstania Warszawskiego. Jego opowieść ukazuje codzienność zagrożenia, odwagę konspiracyjną oraz chaos i poświęcenie pierwszych dni zrywu.
Życie w Okupowanej Warszawie i Działalność Konspiracyjna
Po maturze Kazimierz Skrobik podjął pracę w fabryce w Ożarowie pod Warszawą, aby zdobyć niezbędny ausweis. Mimo panującej nerwowości i strachu przed aresztowaniami, zachował spokój.
Skrobik był aktywnym uczestnikiem konspiracji, należąc jednocześnie do dwóch organizacji. Był członkiem Komendy Dywersji Wschodu, w oddziale o kryptonimie „Osa-Kosa”, a także do Narodowej Organizacji Wojskowej. Przynależność do tej drugiej umożliwiła mu szkolenie w podchorążówce, czego nie zapewniał Kedyw. Jego postawa kontrastowała z postawą ciotecznego brata, który, nie należąc do żadnej organizacji, bał się i sypiał w piwnicy. Skrobik zaś, uzbrojony i świadomy ryzyka, spał spokojnie w jego łóżku. Jak sam wspomina, zdarzało mu się chodzić po ulicy z pistoletem, nie odczuwając strachu, choć nie narażał się bez potrzeby.

Samodzielna Produkcja Uzbrojenia
Praca w warsztacie mechanicznym w Fabryce Kabli w czasie okupacji otworzyła przed Skrobikiem możliwości działania. W swoim domu na ulicy Chmielnej urządził warsztat, gdzie rozpoczął produkcję dosyć skomplikowanych magazynków do pistoletu Parabellum. Magazynek ten miał stopkę odlewaną ze stopu lekkiego. Początkowo planował współpracę z giserem, przygotowując drewniany model powiększony o dziesięć procent, by zrekompensować skurcz materiału. Kiedy drewniany model okazał się niewystarczający, samodzielnie wykonał żeliwną formę do bezpośredniego odlewania. Praca nad nią zajęła mu dwadzieścia cztery godziny. Ostatecznie sam nauczył się odlewać stopki w kuźni, gdy nikogo nie było. Magazynek do Parabellum był stosunkowo nieskomplikowany, gdyż sprężyna wypychająca pociski była spiralna i łatwa do wykonania. Większe trudności sprawiała sama pochwa. Mimo przygotowania wszystkich elementów, magazynków nie udało się przygotować na czas.
Materiały do produkcji były dostępne, a Skrobik wyróżniał się zaradnością. Cały warsztat stworzył samodzielnie, wiertarkę wykonując z lufy karabinowej. Jego pomysłowość i umiejętności były doceniane.

Granaty Uderzeniowe i Szkolenie w Kedywie
Później, major „Jan”, dowódca grupy z Kedywu, zlecił mu wykonanie specjalnie czułych granatów uderzeniowych. Tradycyjne granaty uderzeniowe są niebezpieczne dla rzucającego ze względu na bezwładniki. Skrobik miał konstruować granaty z dwóch połówek, łączonych sprężyną, które odpalały się dzięki bezwładności własnej masy. Pierwsze próby, jeszcze bez jego udziału, pokazały, że granat odpalał nawet na pościeli, co czyniło go skutecznym narzędziem przeciwko czołgom z bezpiecznej odległości. Do produkcji połówek granatu niezbędna była ręczna prasa, którą ledwo sam wniósł na drugie piętro. Mimo to, również tych granatów nie zdążył ukończyć przed Powstaniem, głównie ze względu na skomplikowane osadzenie kapiszonu i spłonki.
Wspomina także o dowódcy ich grupy z Kedywu, który uchodził za bohatera, ponieważ "uciekł z obozu". Jak się później okazało, został wyprowadzony z obozu pod konwojem kolegi przebranego za Niemca. Skrobik krytycznie oceniał tego oficera, podhalańczyka, który, mimo heroicznej przeszłości, okazał się nieudolnym instruktorem, plącząc komendy podczas szkolenia. W czasie szkolenia przydzielono im również skoczka spadochronowego z Wilna, który, doskonale przygotowany do konspiracji, prowadził wykłady z minerstwa. Skrobik, będąc już doświadczony, nie zawsze uważał na wykładach, co spotykało się z pretensjami oficerów.
Podręcznik CIA „Jak być irytującym”
Wybuch i Pierwsze Dni Powstania Warszawskiego
Przygotowań do Powstania w zasadzie nie było - była jedynie świadomość, że ono nastąpi. Organizowano zbiórki, po których natychmiast się rozchodzono. Zorganizowano oddział szturmowy, który z powodu słabego uzbrojenia został rozdzielony na dwie kompanie. Kazimierz Skrobik, wraz z trzema czy czterema kolegami, został przydzielony do kompanii, ale nie otrzymał na czas adresu punktu zbiórki. Powstanie już wybuchło, gdy z bronią dla kompanii wyruszył z ulicy Sienkiewicza przy Marszałkowskiej. Przejście przez plac Napoleona było niemożliwe, więc z ciężką walizą z bronią musiał okrążać miasto, idąc Świętokrzyską, a następnie przez Foksal na Kopernika. Rączka od walizy urwała się, więc musiał ją nieść na plecach, mając za pasem własny pistolet. Dotarł na Kopernika, gdzie spotkał się z niepokojem z powodu spóźnienia.
Kompania miała za zadanie zdobyć lub zablokować Komendę Milicji, usytuowaną naprzeciw Hotelu Europejskiego. Problem stanowił brak materiałów wybuchowych do szturmu na wartownię od frontu. Oddział, nazywany kompanią, składał się z około piętnastu osób, uzbrojonych w trzy „Błyskawice”, pepeszę i kilka pistoletów ręcznych. Skierowano ich na ulicę Obozową, w stronę Krakowskiego Przedmieścia.

Pierwsza Walka i Ranna Głowa
Przy Obozowej zostali wezwani do walki pod budynkiem zwróconym do Placu Uniwersyteckiego, gdzie już toczyły się walki. Po wbiegnięciu na zewnętrzne podwórko, a następnie do cofniętego budynku, napotkali rannych. Dwóch kolegów pobiegło na pierwszą linię; jeden zginął, drugi został ranny. Wówczas dowódca kompanii „Genowefa”, pseudonim „Marabut”, rozkazał Skrobikowi iść naprzód. Skrobik, choć nie ucieszył się, wiedział, że jako żołnierz jest wartościowy, póki żyje. Wskoczył na pierwsze piętro, do otwartego okna, gdzie wcześniej zginęli koledzy. Ustawiając broń w prawym, skrajnym oknie, zobaczył Niemców siedzących w rowie przeciwlotniczym, wykopanym jeszcze w 1939 roku. Wyglądał imponująco w polówce z 1939 roku, zielonej kurtce z wojskowej peleryny i prawdziwych włoskich butach.
Wystrzelił z pepeszy kilka pocisków, powodując chowanie się niemieckich hełmów. Kiedy jeden z Niemców wyskoczył na ratunek, Skrobik strzelił, trafiając go. Po chwili drugi próbował go zabrać, również został trafiony, ale nie przewrócił się. Skrobik, przemieszczając się z okna do okna, sprawił, że wszystkie wystające hełmy zniknęły. Uważał, że opanował przedpole i krzyknął, że można wyjść po rannego. Ktoś wychylił się i natychmiast został trafiony. Skrobik, zdziwiony, nadal siedział w oknie, gdy padł strzał, trafiając go w głowę przez dyktę zamiast szyby. Poczuł tylko ucisk pod czapką, kula nie dosięgła głowy. Natychmiast wychylił się i zobaczył Niemca przy gruzach na Krakowskim Przedmieściu. Wziął go na muszkę, lecz widząc, że nikt z kolegów go nie kryje, cofnął się, uznając, że żołnierz jest wart żywy, a nie martwy. Niemiec, mimo celnego strzału Skrobika, przeżył i wczołgał się w gruzy, aby ostrzeliwać budynek. Po krótkim czasie Niemcy rozpoczęli ostrzał granatnikami. Budynek zaczął płonąć, granaty wybuchały, zmuszając powstańców do wycofania się. To był pierwszy dzień Powstania Kazimierza Skrobika.
Podręcznik CIA „Jak być irytującym”
Refleksje po Pierwszym Dniu
Po pierwszym dniu walk odczucia były jednoznaczne. Na pytanie o nadzieję, Skrobik odpowiadał: „A co ma się udać?! Przecież było widać, że się nie udaje!”. Ludzie dopingowali powstańców z okien, ale oni „włóczyli się, nie wiedząc, co robić”. Pierwszą noc spędzili u sióstr, a następnie dotarli do Śródmieścia przez Nowy Świat.
Akcja na Świętokrzyskiej i Zdobycie Komendy Policji
Piątego sierpnia kompania Skrobika była już na odcinku Północ, broniąc się w banku na rogu Czackiego i Traugutta. W poprzek Świętokrzyskiej stała barykada, której bronił jego brat. W południe Niemcy przeprowadzili nalot na dzielnicę. Zarządzono zejście do schronu bankowego. Aby podnieść na duchu powstańców, dowódca, znający Skrobika z okupacji, poprosił go o recytację fragmentu wiersza „Dwustu z fortu” o obronie Warszawy w 1939 roku, który był elementem wieczorów literacko-artystycznych organizowanych w konspiracji:
Było ich dwustu w fortu kazamatach
I przydzielonych dziesięć cekaemów
Jedna armata
I byli Bogu zaprzedani swemu
Imię jego groźne jak błyskawic tęcza
Głos huczny echem gromowych wystrzałów
Chód pancernymi krokami Bił wściekłą nawałą
Tuż blisko słońce blaski złote kładło
Na białe wille ongiś Czerniakowa
Przez pola biegły okopy piechoty
Mocą stalowe
W dzień płynęły błękitem bombowce
Aż nad Śródmieście
Noc miasto kryła w krąg czerni pokrowcem
Który rozbłyski armatnie pomieścił
A fortem zatrzęsły strzały
Stukot kul długi niósł się ku wrogowi
A śmierć dzierżyła całun chłodny biały
By fort nim spowić
I przyszedł atak na flanki
I łącznik ostatni dopadł do fortu przez kule
Raport dowódcy meldunek i spocznij
Fort już odcięty
Zginąć albo ulec
Pną się pionierzy Jęczą bombowce Zdobyć albo rozgnieść
Jeśli obrońcy poddania nie znają
Krzyk wrzask rozpaczy
Beton piasek kości lecą ku górze
Tu pół fortu w powietrze Beton ku górze Żywi w zaciekłości
Kontratak
Cisza ból i rozpacz zetrze
Przypadli w rowach do wilgotnej ziemi
Pewnie deszcze padał wieczorem
Jak dawno nie brali słońca oczami swoimi
Pieszczotą świętą gorącą i jawną
Lecz o to biegnie przeciw tyraliera
W głębokich hełmach z granatami w dłoni
Ognia! Raz przecież tylko się umiera
A śmierć jest cudna
Za chwałą w pogoni
Żegnaj Warszawo, krwawiąca pożogo! Żegnaj dziewczyno, co giniesz w piwnicy
Żegnaj triumfie, płaciłeś drogo klęski rachunek
Śmierci bladolicej
Więc bagnet na broń
Pierś mężnie przygotuj
Grajcie kaemy grzmij sławo w granatach
Na bój ostatni idziemy z ochotą
Z okopów staje szaleńczy kontratak
W tym momencie otworzyły się drzwi do schronu i goniec wpadł z wiadomością, że Niemcy z Czerniakowa nacierają na barykadę na Świętokrzyskiej, pędząc przed czołgami ludność cywilną. Zapanował chaos. Kazimierz Skrobik pobiegł w gruzy, wiedząc, że czołgi atakuje się z boku. Spotkał tam nieznanego mu chłopaka z butelką benzyny. Na wysokości czołgu, który okazał się działem samobieżnym z załogą w środku bez kopułki, Skrobik rzucił butelkę. Trafił w czołg, lecz nie do środka. Benzyna zapaliła się, palił się asfalt, ale czołg przejechał przez płomienie. Dowódca niemiecki, spodziewając się kolejnych ataków, wycofał się, nie wiedząc, że powstańcy mieli tylko jedną butelkę.

Spór o Pamięć: Witold Kieżun i „Zawada”
W tej akcji uczestniczył również Witold Kieżun, późniejszy słynny specjalista od bankowości, który zdobył trzy karabiny maszynowe podczas Powstania i napisał nowelę o tym ataku. Brat Kazimierza Skrobika, dowodzący barykadą pod pseudonimem „Zawada”, jest teraz w Stanach Zjednoczonych. Kieżun w swojej noweli opisał obronę barykady i to, jak brat Skrobika kierował ogniem karabinu maszynowego, rzekomo strzelając do dziewczyny będącej w osłonie czołgów. Kazimierz Skrobik prostuje, że ludność cywilna padła na ich rozkaz, a strzały oddawano z góry, ale nikt nie zginął. Kieżun opisał tragiczną historię zaginionej dziewczyny, używając prawdziwego pseudonimu brata, co doprowadziło do trwającego do dziś sporu i braku kontaktu między nimi.
Zdobycie Komendy Policji
Akcja na barykadzie zakończyła się wycofaniem czołgów. Następnie Kazimierz Skrobik wraz z oddziałem zdobył Komendę Policji przy kościele św. Krzyża. Przyznaje, że nie odznaczył się podczas zdobywania, ponieważ trzymano go w odwodzie, licząc na jego samodzielne działania w razie potrzeby. Wszedł na teren już po zakończeniu walk. Dowodził tam starszy sierżant, mający pod sobą oddział około dwudziestu sześciu dziewczynek uzbrojonych w „Błyskawice”, stacjonujących w budynku przy zakrystii. Sierżant zginął od ostatniego strzału w drzwiach, co spowodowało rozbrojenie oddziału.
W tym samym momencie przez podwórze św. Krzyża wybiegł Witek Kieżun, asystował mu „Cichy”. Niemców już nie było, pozostał tylko karabin, który Kieżun triumfalnie zdobył. Został nawet sfilmowany z karabinem na ramieniu. Był to jeden z karabinów, które zdobył - pierwszy wziął na Poczcie Głównej, z którego powstańcy później strzelali. Zdobycie karabinu z dwiema zapasowymi lufami (co było kluczowe dla karabinów chłodzonych powietrzem, by uniknąć przegrzewania) było wielkim osiągnięciem. Miało to miejsce po „idiotycznym” pierwszym szturmie Poczty Głównej, do której można było wejść od tyłu przez budynki cywilne. Witek Kieżun, mając niemieckiego schmeissera, przeskoczył przez gruzy na podwórze Poczty. Kiedy spuścił zamek, broń stała się bezużyteczna. Mimo to, kopnął drzwi wartowni przy bramie od Wareckiej, gdzie siedziało trzynastu Niemców.