Dopiero po ponad 60 latach od tragicznych wydarzeń zwanych Sprawą Elbląską, powstała pierwsza książka na ich temat. Pan Józef Olejniczak, jeden z dwóch żyjących jeszcze skazanych w tej sprawie, czekał na ten dzień ponad sześćdziesiąt lat. Sprawa Elbląska to określenie odnoszące się do wydarzeń związanych z pożarem hali produkcyjnej nr 20 Zakładów Mechanicznych Zamech w Elblągu w 1949 roku i jego tragicznych konsekwencji. Dziś mija ponad 70 lat od tamtych wydarzeń, które są uznawane za jedną z największych zbrodni komunistycznych, bezpośrednio dotykających mieszkańców Elbląga i rozpoczynających najtragiczniejszą akcję represji stalinowskiej w tym mieście.
Pożar Hali Produkcyjnej Zamechu
W nocy z 16 na 17 lipca 1949 roku pożar strawił halę nr 20 Zakładów Mechanicznych Zamech im. Generała Karola Świerczewskiego w Elblągu. O drugiej w nocy pożar jako pierwszy zauważył strażnik przemysłowy. Od razu zadzwonił na straż i powiadomił, zgodnie z obowiązującą ówczesną procedurą, Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Dwadzieścia minut później rozpoczęła się akcja gaśnicza.

Przebieg Akcji Gaśniczej i Straty
Mimo sześciogodzinnej walki z żywiołem, hali nie udało się uratować - spłonęła doszczętnie. Łunę widzieli elblążanie z każdego punktu miasta. Nikt nie zginął, ale straty materialne były poważne. Spłonęło m.in. wyposażenie dla huty Szczecin, windy dla statków, śruby napędowe, części do portowych dźwigów oraz części żeliwne do wagonów przeznaczonych na eksport do Związku Radzieckiego. Być może to ostatnie było dla ówczesnej władzy komunistycznej najważniejsze, ponieważ Urząd Bezpieczeństwa (UB) od razu, już następnego dnia, założył, że pożar z całą pewnością nie był przypadkowy, lecz był aktem sabotażu.
Początek Represji: Masowe Aresztowania i Fikcyjne Śledztwo
Urząd Bezpieczeństwa postanowił wykorzystać wypadek i rozpoczął śledztwo w sprawie, którą z miejsca ogłoszono sabotażem mającym zdestabilizować autorytet komunistycznej władzy. Dziś nie ma żadnych wątpliwości, że aresztowania miały charakter wyłącznie polityczny - tak działała władza w okresie stalinizmu. Co ciekawe, z odtajnionych po latach dokumentów wynika, że niektórzy partyjni dygnitarze łączyli ten pożar z Cudem w Katedrze Lubelskiej, który miał miejsce w podobnym okresie.
Skala Aresztowań i Osoby Poszkodowane
Zanim zgasły ostatnie płomienie na pogorzelisku po hali, w katowniach UB znalazło się już 75 osób jako podejrzani o antypaństwową działalność. Tylko do 1 września do więzienia trafiło blisko 150 osób, a z odtajnionych materiałów UB wynika, że łącznie aresztowano przynajmniej 222 osoby. Były to tragedie, jakich nie znali elblążanie. Za kratki trafiło wielu pracowników zakładu, w tym m.in. szef straży przemysłowej, dyrektor techniczny, a nawet sekretarka. Główny dyrektor, choć stracił stanowisko, dostał nową nominację na dyrektora spalonej hali.

Presja i Tortury
Władza komunistyczna chciała pokazać społeczeństwu swoją czujność i nieugiętość wobec obcych agentów. Takie też było założenie śledztwa: winni mieli być imperialiści. Ubecy morderczymi przesłuchaniami, w trakcie których torturowali, bili i głodzili, wymusili zadowalające reżim zeznania. Przesłuchiwali nawet dzieci, traktując je jak dorosłych, nie przejmując się ich późniejszymi, traumatycznymi wspomnieniami z tamtych lat.
Z całości odtajnionych materiałów wynika, że ubecja nie kryła się z tym, że całe to "śledztwo" ma na celu jedynie potwierdzić ich tezę, iż za pożarem hali stoi obca agentura. Świadczy o tym jeden z odtajnionych po latach dokumentów, z którego wynika, że ubecy sugerowali przedstawicielowi rządu przesunięcie jego przyjazdu do Elbląga, zanim "przygotują grunt".
"Eksperci" i Fabricowana Siatka Szpiegowska
Chcąc zachować pozory śledztwa, powołano nawet specjalną komisję, w skład której wchodzili także "eksperci" niezwiązani zupełnie z pożarnictwem czy pirotechniką. Z zachowanych dokumentów wynika, że biegły, który miał odmienne zdanie od ubecji, zawiódł ich zaufanie, usłyszawszy, że "od początku nie ma serca do tej sprawy". Sami biegli byli zastraszani i szantażowani - mieli jedynie "naukowo dowieść", że w fabryce był wybuch, a dowody na to były sprawą drugorzędną.
Zarzuty "Dywersyjnego Imperialistycznego Sabotażu"
Ubecy "ustalili", że za sabotaż odpowiedzialni są pracujący dla imperialistycznego wywiadu reemigranci mieszkający w Elblągu. Wielu z tych aresztowanych, w tym reemigranci z Francji, nie miało żadnych związków z Zamechem, jednak to ich oskarżano o założenie i kierowanie rzekomą siatką szpiegowską. Dowodzić nimi miał mieszkający w Polsce Francuz Jean Bastard.
Potwór: Krwawy portret Stalina | Stalinowski terror i totalitaryzm [Film dokumentalny]
Międzynarodowe Implikacje
Śledztwo rzekomego sabotażu nabierało rumieńców. "Bomba" wybuchła w listopadzie 1949 roku, kiedy aresztowano André Robineau, sekretarza konsulatu Francji w Szczecinie. Ubecy mieli też zamiar aresztować wicekonsula, którego uważali za szefa szpiegowskiej siatki, ale nie zdążyli. Wydarzenie to wpisało się w trwającą wówczas nagonkę na Polaków przebywających podczas II wojny światowej we Francji oraz obywateli i dyplomatów francuskich przebywających wówczas w Polsce.
Tragiczne Wyroki i Ofiary Represji
Jak setki innych śledztw, także i to nie miało nic wspólnego z realiami. Nigdy nie udowodniono, że pożar hali w Elblągu był aktem sabotażu. Nigdy też esbecja nie trafiła na ślad żadnej siatki szpiegowskiej stojącej za rzekomym zamachem w Zamechu. Mimo to, w procesie, który ruszył w lutym 1952 roku i trwał raptem cztery dni, zapadły wyroki, w tym te najsurowsze.
Skazani na Śmierć i Długoletnie Więzienie
- Na karę śmierci skazano: Jean Bastarda, Alojzego Banasiewicza i Andrzeja Skrzesińskiego.
- Na wysokie kary więzienia skazano: Stefana Czyża (dożywocie), Adama Basistę (15 lat), Bolesława Jagodzińskiego (15 lat), Bolesława Bubulisa (12 lat), Edwarda Dawidowicza (12 lat) i Józefa Olejniczaka (11 lat).
Śmierci w Areszcie i Dalsze Represje
Dramatów było znacznie więcej. Niedługo po aresztowaniach w celi znaleziono martwego zatrzymanego Henryka Zająca. Rodzinę mężczyzny poinformowano o jego zgonie dopiero cztery lata po fakcie. Adam Basista zmarł trzy lata po wyjściu z więzienia.
Kary nie były jedyną dotkliwością, która spotkała niewinnie zatrzymanych. Waleria Michalik została aresztowana będąc w drugim miesiącu ciąży. Dziecko urodziła w areszcie. Inna bezpodstawnie zatrzymana, Halina Cabel-Kochanowska, była matką pięciorga dzieci. Wszystkie one trafiły do domu dziecka. Represje dotknęły również przeszło dwa tysiące osób, w tym rodziny, krewnych i znajomych zatrzymanych, których za "karę" wyrzucano z mieszkań, tracili pracę i z wilczym biletem lądowali na bruku - bez żadnych wyroków czy sądowych procesów.
Postalinowska Odwilż i Uniewinnienia
W 1956 roku, w czasach postalinowskiej odwilży, wszystkich skazanych uniewinniono. Konkretnie, 24 marca 1956 roku wszyscy skazani zostali oczyszczeni z zarzutów. Był to bez wątpienia najbardziej odczuwalny akt stalinowskiego terroru w Elblągu.
Długofalowe Skutki dla Ofiar
Większość z pozostałych aresztowanych wyszła na wolność po dwóch, trzech latach. Nie mieli jednak do czego wracać. W większości przypadków w dotychczasowych zakładach pracy odbierali "wilcze bilety". Wiele z tych osób przez kolejne lata nie mogło ani znaleźć pracy, ani nie było pewnych, czy nie trafi z powrotem do aresztu za chociażby niewinny żart polityczny. Ci, którzy ich oskarżali i wydawali wyroki, przez wiele lat - aż do śmierci - pobierali godziwe emerytury i renty, a nawet byli chowani z pełnymi honorami jak bohaterowie.
Komentarz Grażyny Wosińskiej
Grażyna Wosińska, autorka dzieła "Pożar i szpiedzy", komentowała: "Do tej pory pokutuje myślenie, że to UB wyszedł przed orkiestrę i rządził partią. To nie prawda. To partia decydowała, że sposobem na rządzenie jest terror. Zakończyło się rozprawianie z ‘bandami AK’, przyszedł czas na rozprawienie się z narodem. Zaczęto szukać wroga tam, gdzie go nie było, bo przecież trzeba było pokazać, dlaczego coś z tą Polską Ludową nie bardzo wychodzi. Szukano więc: a to stonka amerykańska, a to szpiedzy, którzy tak pięknie rozwijającą się fabrykę turbin chcieli puścić z dymem".
Upamiętnienie Ofiar Sprawy Elbląskiej
Te niechlubne czasy komunistycznych zbrodni zostały upamiętnione w Elblągu Skwerem Ofiar Sprawy Elbląskiej oraz tablicą pamiątkową. Obecne władze miasta regularnie zapraszają mieszkańców Elbląga do złożenia hołdu ofiarom tamtych wydarzeń. W programie uroczystości przy Obelisku Ofiar Sprawy Elbląskiej (ul. Skwer Ofiar Sprawy Elbląskiej) zawarte są przemówienia okolicznościowe oraz uroczyste składanie wieńców i wiązanek. Wiceprezydent Elbląga Witold Wróblewski oraz sekretarz miasta Jarosław Lango złożyli kwiaty przy tablicy pamiątkowej na skwerze im. Ofiar Sprawy Elbląskiej.
