Pożary w Starogardzie Gdańskim: Analiza Zdarzeń i Działań Ratowniczych

Poniższa analiza przedstawia szczegóły dwóch poważnych incydentów pożarowych, które miały miejsce w Starogardzie Gdańskim. Obejmuje zarówno pożar w budynku mieszkalnym na osiedlu Kopernika, jak i rozległy pożar składowiska opon i granulatu gumowego, wraz z omówieniem reakcji służb ratunkowych, wyzwań i wniosków.

Pożar w bloku mieszkalnym na Osiedlu Kopernika

Okoliczności i skala pożaru

W niedzielę, 27 kwietnia około godziny 15:30 doszło do poważnego pożaru w budynku mieszkalnym na osiedlu Kopernika w Starogardzie Gdańskim. Ogień wybuchł w jednym z mieszkań na drugim piętrze czterokondygnacyjnego bloku numer 6. Z okien wydobywał się gęsty, ciemny dym, który natychmiast zaalarmował mieszkańców oraz przechodniów.

Thematic photo of a multi-story residential building with smoke coming out of a window on the second floor

Na miejsce natychmiast skierowano liczne siły i środki ratunkowe. W akcję gaśniczą zaangażowanych zostało aż 10 zastępów Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej z całego powiatu, w tym 5 z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Starogardzie Gdańskim oraz jednostki z OSP Starogard Gdański, OSP Klonówka, OSP Pinczyn i OSP Koteże. W działaniach brały również udział 4 Zespoły Ratownictwa Medycznego, a także policja, straż miejska, pogotowie energetyczne i gazowe.

Ewakuacja mieszkańców i poszkodowani

Z bloku numer 6 ewakuowano łącznie 20 mieszkańców. Niestety, 8 osób, w tym troje dzieci w wieku 9 miesięcy oraz 10 i 12 lat, trafiło do szpitala z objawami zatrucia dymem. Na szczęście, ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Po szybkim opanowaniu ognia strażacy przystąpili do wynoszenia nadpalonych i zniszczonych elementów wyposażenia z mieszkania. Część mieszkań została zalana wodą, a pozostałe spowił nieprzyjemny zapach dymu, który jest niezwykle trudny do wyeliminowania.

Z lokalu, w którym wybuchł ogień, ratownicy wyrzucili przez okno nadpalone elementy wyposażenia, a następnie dokładnie przelali je wodą, by upewnić się, że nie dojdzie do pożaru wtórnego.

Przyczyny pożaru i wyzwania w akcji ratowniczej

Jak poinformował asp. sztab. Marcin Kunka, oficer prasowy starogardzkiej policji, wstępne ustalenia wskazywały, że ogień wybuchł w trakcie przygotowywania obiadu w pomieszczeniu kuchennym. Na miejscu pożaru pracowali również policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej, którzy przeprowadzili czynności procesowe. Powołany został biegły do spraw pożarnictwa.

Problemy z przyjęciem zgłoszenia

St. kapitan Adam Jastrzębski, zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Starogardzie Gdańskim, relacjonował szczegółowo problemy związane z przyjęciem zgłoszenia. Zdarzenie rozpoczęło się od telefonu pod numer alarmowy 112. "Pod tym numerem odezwała mu się policja. Pan zgłaszający pożar powiedział, że chce połączyć się ze Strażą Pożarną. Dyżurny policjant powiedział mu, że to jest numer 998," - wyjaśniał kapitan Jastrzębski, powołując się na relacje rzecznika prasowego policji. Następnie zgłaszający zadzwonił pod numer 998, co również wywołało trudności. "Pan podał, że pali się na ul. Pelplińskiej 32. Dyspozytor zapytał 'Halo, gdzie?'". Kwestią problematyczną był brak możliwości natychmiastowego ustalenia dokładnej lokalizacji dzwoniącego z telefonu komórkowego. "Żaden operator nie udzieli nam takiej informacji. Jest ochrona danych osobowych. Dopiero przy pomocy policji można to ustalić. Dlatego może to tłumaczyć naszego dyspozytora, iż uznał on ten alarm za fałszywy i nie wysłał jednostek," - dodawał st. kapitan Jastrzębski.

Kolejny telefon, potwierdzający zgłoszenie, nastąpił po pięciu minutach. Od momentu przyjęcia zgłoszenia z informacją o pożarze i jego lokalizacji minęła kolejna minuta. Wyjazd jednostki nastąpił minutę, półtorej minuty po ogłoszeniu alarmu. Dojazd oficera operacyjnego zajął kolejne 3-4 minuty, co oznacza, że na miejsce akcji strażacy potrzebowali łącznie około 4-5 minut od ogłoszenia alarmu.

Niesprawne hydranty i zabezpieczenie energetyczne

Kapitan Żywicki wskazywał na kluczowe problemy, które utrudniały akcję. "Potrzebne było tyle jednostek, ponieważ brak było zaopatrzenia wodnego na miejscu akcji. Hydranty były po prostu niesprawne." Wodę na miejsce zdarzenia dowożono z komendy PSP przy ul. Lubichowskiej. Kapitan Żywicki podkreślał również rygorystyczne procedury dotyczące wyłączania prądu: "Mamy takie procedury, które nie pozwalają wierzyć na słowo. Kierujemy do akcji ludzi, którzy narażają swoje życie i zdrowie. Dla nas jedynym potwierdzeniem wyłączenia prądu jest informacja dyspozytora z elektrowni." W domach prywatnych, gdzie nie ma głównych wyłączników, strażacy muszą polegać wyłącznie na Zakładzie Energetycznym. Komendant Jastrzębski dodał, że często wyłączenie jednego budynku wiąże się z wyłączeniem całej linii energetycznej. Podkreślił, że istnienie posterunków pogotowia energetycznego rozsianych po powiecie pomaga w szybkiej reakcji, jednak w sezonie grzewczym awarie pieców z pompami elektrycznymi dodatkowo komplikują sytuację.

Infographic showing the process of emergency call handling and dispatch of fire units

Zarzuty i obrona dowódcy akcji

Wobec dowódcy akcji, kapitana Piotra (bez nazwiska), pojawiły się zarzuty o flegmatyczność. St. kapitan Jastrzębski stanowczo temu zaprzeczył: "Ja się z tym zgodzić nie mogę, bo znam kolegę Piotra. Jest bardzo dobrym dowódcą. To nie może tak być, że wszyscy strażacy rzucają się do ognia. Dowódca musi przewidzieć np. intensywność podawania środka gaśniczego. Kiedy podamy za dużo wody to po prostu zalejemy wszystko." Drugim zarzutem był brak dopuszczenia jednostek OSP do akcji, co również zostało zdementowane. "Druhowie OSP brali bezpośredni udział w gaszeniu tego pożaru," - zaznaczył kapitan Jastrzębski.

Lekcje i wnioski

Z rozmowy z przedstawicielami PSP wynikają ważne wnioski na przyszłość. Kluczowe jest precyzyjne określenie adresu i dokładnej lokalizacji zdarzenia. "Jeżeli ktoś poda, że pali się na ul. Żurawia, to mamy taką ulicę w Starogardzie na Przylesiu i na Łapiszewie," - tłumaczył kapitan Jastrzębski. W przypadku pożaru na ul. Pelplińskiej, zastępy straży pożarnej musiały sprawdzić różne warianty bloku nr 32 (a, b, c), co mogło spowodować wrażenie „kluczenia”.

Wsparcie dla poszkodowanych

Rodzina, która ucierpiała w pożarze, straciła wszystko. W związku z tym przedstawiciele Fundacji Małych Stópek w Starogardzie Gdańskim wyrazili chęć udzielenia im pomocy.

Duży pożar składowiska opon i granulatu gumowego

Skala i charakterystyka pożaru

Na innym, nieokreślonym dokładnie miejscu w powiecie, doszło do pożaru, w którym ogniem objęta była maszyna do rozdrabniania opon oraz jedna z pryzm granulatu gumowego. Po dojeździe na miejsce zdarzenia strażacy potwierdzili pożar o znacznych rozmiarach. Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku poinformowała, że w działaniach brało udział 30 zastępów Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej, a łącznie na miejscu było ponad 100 strażaków.

Aerial photo of a large industrial fire involving tires and rubber granulate

Działania gaśnicze i sprzęt specjalistyczny

Strażacy zostali podzieleni na 3 odcinki bojowe: 2 odcinki pracowały w natarciu na palące się materiały, a 1 odcinek bojowy stanowił punkt czerpania wody. W sumie wykorzystano 7 linii gaśniczych oraz 1 działko gaśnicze. Akcja była trudna, gdyż tysiące opon stanęły w płomieniach. Jednym z kluczowych elementów prowadzonych działań było stopniowe rozgarnianie oraz wywożenie palącej się pryzmy przy użyciu ciężkiego sprzętu. Na miejscu pracowały dwie fadromy oraz jedna ładowarka, co umożliwiło sukcesywne usuwanie materiału objętego pożarem. Takie działanie miało na celu zwiększenie skuteczności dogaszania oraz dokładniejszą lokalizację źródeł ognia.

Massive Industrial Fire Erupts Workers Evacuate Chemical Plant Prematurely

Monitoring środowiska i środki bezpieczeństwa

Na miejscu działań pojawiła się również specjalistyczna grupa ratownictwa chemiczno-ekologicznego z Gdyni oraz wojewódzki inspektorat ochrony środowiska, którzy stale monitorowali jakość powietrza. Jak zapewniali strażacy, nie było bezpośredniego zagrożenia dla pobliskich mieszkańców, jednak zalecano pozostanie w domach i nieotwieranie okien.

Pomorski komendant wojewódzki PSP zadysponował także grupę operacyjną PSP województwa pomorskiego. Na miejscu działał zespół dronowy, który monitorował rozwój pożaru przy użyciu termowizji, co znacząco pomagało w szybszym i skuteczniejszym szukaniu zarzewi ognia.

tags: #kociewiak #pozar #kleeberga