Pożar Kopalni Fanny: Świadectwa i Historia Długotrwałej Katastrofy

Wstęp: Kopalnia Fanny-Grube w Michałkowicach i jej historyczny pożar

Nieistniejąca już dzisiaj kopalnia Fanny-Grube w Michałkowicach, obecnie dzielnicy Siemianowic Śląskich, doświadczyła jednego z najdłużej trwających pożarów w historii górnictwa, płonąc nieprzerwanie w latach 1823-1859. Skala i intensywność tego zjawiska musiała wywierać ogromne wrażenie na naocznych świadkach, o czym zaświadczają co najmniej dwie szczegółowe relacje: Jakoba Nöggeratha (1788-1877) oraz Maxa Waldaua (pseudonim Georga von Hauenschilda, 1825-1855).

Obrazy apokalipsy: Relacje naocznych świadków pożaru Fanny-Grube

Długotrwały pożar kopalni Fanny-Grube był zjawiskiem, które na zawsze zapisało się w pamięci mieszkańców i obserwatorów, stając się źródłem niezwykłych, choć przerażających opisów.

Relacja Jakoba Nöggeratha (1847)

Jakob Nöggerath w swojej publikacji "Die Entstehung und Ausbildung der Erde vorzüglich durch Beispiele aus Rheinland-Westphalen erläutert: Gesammelte populäre Flugblätter" z 1847 roku przedstawił obraz płonącej kopalni, który oddaje jej potęgę i osobliwość:

„Ogień wciąż jeszcze płonie, ma potężne rozmiary, a na powierzchnię gwałtownie tryskają płomienie; ona sama zaś sprawia niezwykle osobliwe i ekscytujące wrażenie. Na ogromnym terenie o długości niemal achtela i równie znacznej szerokości zieją pojedyncze zagłębienia o dosyć sporym rozmiarze, podobne do olbrzymich piaskowni. Na dnie owych lejów rozciągają się niewielkie, sięgające ledwie kilku stóp, lecz za to liczne wzniesienia, poprzecinane długimi szczelinami i rozwartymi szeroko czeluściami.”

Nöggerath porównywał ten widok do zastygłej na powierzchni kipieli lub skamieniałych morskich bałwanów. „Fale mienią się różnymi barwami, a to czerwienią, a to żółcią lub bielą, we wszelkich możliwych odcieniach i w najwymyślniejszym pomieszaniu.”

W niezliczonych miejscach tego kamiennego morza unosiła się para, wzbijając się wysoko w przestworza, by przyjąć kształt chmur i kłębów dymu. Z kolei w podobnej mnogości w górę tryskał czysty błękit języków siarki, strzelając i skacząc z miejsca na miejsce. Niezwykłym widowiskiem był także jaskrawo-czerwony żar we wnętrzu ziemi, ziejący ze szczelin rozwartych w głębinach. Szczeliny te powstały bądź wskutek zapadania się terenu i zapełniania się pustej przestrzeni po wyeksploatowanych pokładach węgla kamiennego, bądź zmniejszania się objętości spalonego lub uprażonego węgla i innych skamielin. Ten sam ognisty żar buchał też sporadycznie z bardziej odległych gardzieli, uformowanych na kształt krateru, które również powstały wskutek zapadania się ziemi oraz mechanicznego oddziaływania bijących ku powierzchni płomieni. Oba zjawiska były zachwycające w swej krasie.

Jak podaje Nöggerath, „Gdzie sięgnąć okiem, soczysta żółć siarkowa powleka szczeliny i gardziele. Czerwień jarząca się w głębi zyskuje tym samym rozległą, żółtą ramę.” Siarka w swojej naturalnej postaci pokrywała warstwą drobnych, igiełkowatych kryształów rozsiane wokół kamienie, wypalone już i schłodzone powietrzem. Kryształy te powstały wskutek kondensacji oparów siarkowych, jakie nieustannie dobywały się z dziur wypełnionych żarem.

Infografika: Przekrój geologiczny ukazujący podziemny pożar w kopalni węgla z wydobywającymi się gazami i płomieniami na powierzchni, z zaznaczeniem emisji siarki i dymu

Wizja Maxa Waldaua (1851)

Max Waldau, w swoim tekście "Nach der Natur" z 1851 roku (fragment zaczerpnięty z publikacji: "Oberschlesien in der Dichtung. Von Hugo Kegel. Neu bearbeitet von Karl Kaisig. Berlin 1926"), również opisywał to niezwykłe zjawisko, podkreślając jego demoniczny charakter:

„Od setek lat w pobliżu Katowic płonie ogromny pokład kamiennego węgla. Z roztrzaskanej przez potężne szczeliny ziemi, z których co pewien czas wystrzeliwują niebosiężne płomienie, na odległość kilku mil dobywa się dym. Ziejące gardziele rozpadlin odsłaniają widok na ogniste czeluści. Rozpętany żywioł szaleńczo rośnie w siłę. I żadna sztuka, żadna siła nie okiełznała dotąd tego, czego ujarzmić się nie da. Powietrze drga, a oddech parzy.”

Waldau kontynuował, opisując wizualne aspekty pożaru: „Muskane wiatrem kłęby dymu pokrywają za dnia rozległe połacie zwęglonych bruzd ziemi, w nocy zaś zalegają nad nimi ogniste wyziewy.” Cały ów widok, już sam wart tego, by przyjechać na Śląsk, nie dał się ani opisać słowami, ani uchwycić pędzlem, gdyż umykał czysto naocznemu poznaniu, a jego piękno natury było iście demoniczne. Porównując go do krateru Wezuwiusza, Waldau stwierdził, że w obliczu tej nawały życia trudno było skupić myśli na jednej rzeczy. Pod ziemią i wokół niej toczyło się „nieskończone umieranie”.

Opis Józefa Lompy (1855)

Józef Lompa w 1855 roku również wspominał o pożarze kopalni w pobliżu Siemianowic, pisząc:

„[Kopalnia gorejąca w pobliżu Siemianowic]. Niby stary cmentarz leży tu przestrzeń, podnoszą się tu licznie mogiły. W niektórych miejscach wybuchają dymy i płomienie jako świadki wewnętrznego działania żywiołu. Z ostrożnością można tu na powierzchni tylko postępować, dokąd się jeszcze podziemny ogień nie dostał. Jak nieobliczalne bogactwo to idzie na zniszczenie. [...] Czyniono tu już wszelkie możebne próby, aby ogień przytłumić, ale bez skutku. Kopalnia wciąż pali się, a są miejsca, gdzie już płomieniom nic do strawienia nie pozostaje. Traci się tam bardzo wiele. Mimo tego Śląsk posiada jeszcze bardzo wiele palnego materiału…”

Historia i rozwój kopalni „Fanny” w Michałkowicach

Na terenie Michałkowic, dzisiaj dzielnicy Siemianowic Śląskich, kopalnia „Fanny” istniała od 19 listopada 1803 roku. Eksploatacja rozpoczęła się w 1804 roku, prowadzona przez właścicieli Michałkowic, rodzinę von Rheinhaben. Kopalnia musiała przynosić znaczne zyski, ponieważ w 1815 i 1821 roku została powiększona.

Jednak w 1823 roku doszło w niej do wspomnianego pożaru wyrobisk, którego nie udało się opanować. Pomimo trwającego ognia, w maju 1829 roku kopalnia została połączona z polem „Theresienswunsch”, tworząc skonsolidowaną kopalnię pod nazwą „Fanny”.

W 1892 roku książę Hugon zu Hohenlohe-Oehringen zakupił działającą na polach „Theresienswunsch” i „Chassee” kopalnię „Fanny” od michałkowickich Rheinhabenów. Jego spadkobiercy w 1923 roku połączyli ją z kopalnią „Hohenlohe”. Wskutek wielkiego kryzysu, 31 marca 1933 roku, kopalnia „Hohenlohe-Fanny” została ostatecznie unieruchomiona.

Stara mapa Górnego Śląska z zaznaczoną lokalizacją kopalni Fanny w Michałkowicach i okolicznymi złożami

Inna kopalnia „Fanny” w Zagłębiu Dąbrowskim

Na terenie Zagłębia Dąbrowskiego została założona inna kopalnia o nazwie „Fanny”. W dobrach sieleckich, pod wsią Sosnowice (dziś sosnowiecka dzielnica Sielec), należących do hrabiego Jana Renarda, w latach 1856-1875 głównym inżynierem górniczym był Herman Moebius. Pod jego kierunkiem w 1857 roku rozpoczęto w Sielcu budowę, a od 1858 roku eksploatację odkrywkowej kopalni „Fanny”.

Tragedia kopalni „Ludmiła” i rozwój „nowej Fanny”

Wkrótce potem, w 1863 roku, na Dębowej Górze w dobrach Renarda powstała pierwsza głębinowa kopalnia „Ludmiła”, nazywana w późniejszym okresie kopalnią „stary Renard”. Posiadała dwa szyby wydobywcze: „Moebius” i „Jan” o głębokości 80 metrów, wyposażone w parowe maszyny odwadniające i wyciągowe oraz własną kotłownię. Szybami tymi eksploatowano pokłady 501 i 510. W 1873 roku w kopalni „Ludmiła” wydobyto 90 tysięcy ton węgla.

Po śmierci hrabiego Jana w 1874 roku, od 1875 roku dyrektorem dóbr jego spadkobierców był Ludwik Mauve. O trudnej sytuacji w zarządzanych przez niego kopalniach świadczy fakt, że w 1879 roku dwaj urzędnicy starej kopalni „Renard” zostali pobici przez robotników z powodu obniżenia płac.

Wprowadzenie przez Rosję w 1877 roku wysokich ceł produkcyjnych na granicy z Niemcami skłoniło spadkobierców Renarda do sprzedaży w latach 1879-1885 dwunastu parcel gruntowych różnym przedsiębiorcom niemieckim. Ci, dążąc do utrzymania się na chłonnym rynku rosyjskim, zaczęli w Zagłębiu Dąbrowskim lokować filie swoich zakładów i finansować m.in. budowę fabryk i hut. Transakcje te ograniczyły możliwości wydobycia węgla, gdyż pod nowymi zakładami trzeba było zachować filary ochronne. Mimo to w 1880 roku, wraz z właśnie uruchomioną kopalnią „Fryderyk”, z kopalni „Ludmiła” wydobyto 127 780 ton węgla.

Jednak w 1881 roku w nowoczesnej, jak na owe czasy, ale od początku borykającej się z problemami z odwadnianiem kopalni „Ludmiła” doszło do wielkiej tragedii. Do wyrobisk wdarły się nagle olbrzymie ilości kurzawki. W galaretowatym mule na zawsze pozostało około 200 górników. Trwające w następnych latach próby odwodnienia kopalni zakończyły się fiaskiem. Doprowadziło to do podjęcia decyzji o rozbudowie kopalni „Fanny” w Sielcu, którą początkowo nazywano „nowy Renard”.

W latach 1880-1883 zgłębiono na jej terenie dwa szyby: „Eulenburg” i „Renard” o głębokości 220 metrów, pogłębione następnie w 1886 roku do 280 metrów, dzięki czemu udostępniono pokład 500. Po ponad stu piętnastu latach od tamtych wydarzeń, kopalnia owa zakończyła swoją działalność z dniem 31 grudnia 1997 roku.

Historyczne zdjęcie kopalni węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim z końca XIX wieku

tags: #kopalnia #fanny #pozar