Wczesnym rankiem, tuż po godzinie 7:00, dyżurny stanowiska kierowania Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Sanoku otrzymał zgłoszenie o intensywnym zadymieniu wydobywającym się z budynku mieszkalnego w Srogowie Dolnym (pow. sanocki).
Z przekazanych informacji wynikało, że w środku może znajdować się starsza kobieta, a ze zgłoszenia wynikało, że na podłodze jednego z pomieszczeń znajduje się nieprzytomna kobieta. Natychmiast na miejsce zdarzenia zadysponowano dwa zastępy straży pożarnej, w tym jeden z PSP i jeden OSP z Kostarowiec.

Działania ratunkowe i odnalezienie poszkodowanej
Po przybyciu służb na miejsce potwierdziło się silne zadymienie budynku. Strażacy, wyposażeni w aparaty ochrony dróg oddechowych, weszli do zadymionego wnętrza. W jednym z pomieszczeń, konkretnie w kuchni, ratownicy odnaleźli nieprzytomną kobietę. Natychmiast ewakuowano ją na zewnątrz obiektu.
Na miejscu pacjentkę przekazano ratownikom medycznym, którzy podjęli resuscytację. Niestety, wszelkie starania o przywrócenie kobiecie akcji serca okazały się daremne. Mimo podjętej akcji, jej życia nie udało się uratować. Ze względu na widoczne oznaki wskazujące na zgon, odstąpiono od czynności ratunkowych.
Później potwierdzono, że ofiarą pożaru była 74-letnia lokatorka. Bardzo gęste zadymienie wnętrza budynku mieszkalnego, ale ogień nie wydostał się na zewnątrz, toteż pożar dostrzeżono zbyt późno, by uratować jej życie.
Lokalizacja i przyczyna pożaru
Po ewakuacji kobiety strażacy przystąpili do gaszenia ognia. Pożar zlokalizowano w jednym z pomieszczeń, w którym znajdował się piec grzewczy typu „koza”. W tym również pomieszczeniu odnaleziono poszkodowaną. Ogień został szybko opanowany, a budynek przewietrzony. Działania służb zakończyły się po godzinie 8:00 rano.
Rzecznik prasowy PSP w Sanoku, st. kpt. Paweł Giba, przekazał Polskiemu Radiu Rzeszów wstępne ustalenia. Po wstępnych oględzinach wynika, że ogień mógł rozpocząć się w salonie (pokoju dziennym), a następnie rozprzestrzenił się na pozostałe pomieszczenia. Źródłem pożaru najprawdopodobniej był piec typu „koza”, który znajdował się w pokoju dziennym.
Późne wykrycie tragedii
Jak podkreślił st. kpt. Paweł Giba, pożar nie wydostał się na zewnątrz budynku, toteż nie było widocznych zewnętrznych oznak pożaru. To zapewne przyczyna, dla której został zauważony zbyt późno. Służby na miejscu zdarzenia wyjaśniają dokładne okoliczności tragedii.