W ostatnich latach Lublin był świadkiem kilku znaczących incydentów pożarowych, które angażowały liczne siły ratunkowe i miały poważne konsekwencje. Poniżej przedstawiamy szczegółowe informacje dotyczące kluczowych zdarzeń, w tym pożaru w Szkole "Lider", potężnego pożaru kościoła przy ulicy Kunickiego, tragicznego zdarzenia w kamienicy przy Słowikowskiego oraz pożaru w bloku socjalnym.
Pożar w Centrum Usług Szkoleniowych „Lider” przy ulicy Radziwiłłowskiej
W poniedziałkowy poranek, 20 maja, doszło do pożaru w budynku niepublicznej szkoły Lider przy ulicy Radziwiłłowskiej w centrum Lublina. Informację o pożarze w Centrum Usług Szkoleniowych „Lider” strażacy otrzymali o godzinie 9:35. Po dotarciu na miejsce zdarzenia okazało się, że występuje silne zadymienie w pomieszczeniach piwnicznych budynku szkoły.

Kilkudziesięciu uczniów musiało opuścić szkołę. Udało się ich ewakuować jeszcze przed przybyciem strażaków, dzięki czemu nikomu nic się nie stało. Strażacy szybko opanowali ogień, a akcja została zakończona. Sytuacja jest opanowana, a pożar ugaszony.
Ogień pojawił się w piwnicy budynku przy ulicy Radziwiłłowskiej. Zajęcia w szkole zostały odwołane do końca dnia. W budynku tym mieści się szkoła Lider, w ramach której działa m.in. technikum i liceum, szkoły policealne oraz studium zawodowe. Na obecnym etapie nie wiadomo jeszcze, co było przyczyną pożaru. Rozważane są różne hipotezy, w tym zwarcie w instalacji lub celowe zaprószenie ognia.
Potężny Pożar Kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusowego
Potężny pożar dachu kościoła pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego przy ulicy Kunickiego w Lublinie wybuchł w Boże Narodzenie, około godziny 7:00 nad ranem. Ogień został zauważony tuż przed godziną siódmą rano. Młodszy kapitan mgr Bartłomiej Pytka, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie, przekazał, że po dojeździe na miejsce zdarzenia dowódca stwierdził, iż pali się dach, a płomienie wychodzą spod kalenicy obiektu sakralnego.
Pożar kościoła przy ul. Kunickiego w Lublinie- przejazdy alarmowe i akcja gaśnicza
Na miejscu pracowało blisko 20 zastępów straży pożarnej, co oznaczało zaangażowanie ponad 80 strażaków. Działania ratownicze były prowadzone przy ujemnej temperaturze, wynoszącej -12 stopni Celsjusza, oraz na znacznej wysokości, co dodatkowo utrudniało akcję gaśniczą. Woda wykorzystywana do gaszenia pożaru zamarzała na dachu, kruszyła się i spadała, co wymusiło przestawienie samochodów gaśniczych i utrudniało dostęp do ognia. Ze względu na duże zadymienie strażacy działali w aparatach ochrony układu oddechowego. Działania prowadzono dwutorowo: z jednej strony próbowano dostać się do źródła pożaru od środka, z drugiej - od zewnątrz, z podnośników.
Po południu lubelski komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej st. bryg. Zenon Pisiewicz informował, że pożar, choć wciąż trwał, nie rozprzestrzeniał się już tak szybko. Pożar dachu został ostatecznie opanowany kilka godzin później, przed godziną 13:00. Płomienie na szczęście nie przedostały się do wnętrza świątyni, co oznacza, że wnętrze nie zostało spalone.
Utrudnienia w Akcji Gaśniczej i Straty
Akcję gaśniczą utrudniała także wielowarstwowa konstrukcja dachu kościoła, który był pokryty blachą, pod którą znajdowały się elementy drewniane, konstrukcja stalowa, ocieplenie wełną mineralną i konstrukcja żelbetowa. Aby skutecznie dotrzeć do zarzewi ognia, strażacy musieli wykonywać otwory w dachu. Akcja dogaszania mogła potrwać jeszcze kilka godzin, ponieważ konieczne było dalsze "rozcinanie" dachu, by dotrzeć do ukrytych zarzewi.

Na blisko 3 miliony złotych wstępnie oszacowano straty po pożarze. Proboszcz parafii, ksiądz Waldemar Sądecki, wskazuje, że pełna skala strat będzie znana dopiero po rozbiórce kościoła. Znaczną część wyposażenia kościoła udało się uratować, jednak nie wszystko - jeden z żyrandoli spadł na marmurowy ołtarz. Część ławek jest zalanych wodą, a ich stan oraz możliwość uratowania organów są nieznane. W akcji ratowniczej brało udział niemal 190 strażaków z państwowej i ochotniczej straży pożarnej, wspomaganych przez 55 pojazdów, w tym 4 drabiny mechaniczne i 1 podnośnik hydrauliczny. Strażacy ratowali mienie parafii i zabezpieczali wnętrze kościoła, a sytuację monitorowano dronami termowizyjnymi.
Przyczyny i Konsekwencje
W zdarzeniu nie było osób poszkodowanych, nikt nie przebywał w środku świątyni, więc nie było potrzeby ewakuacji. Świadkowie spekulowali na temat możliwych przyczyn pożaru. Pani Ewa opowiadała, że kościelny pstryknął włącznik ogrzewania i "iskry poszły". Pan Lucjan sugerował, że "chyba poszło spięcie i zajęło się od środka". Inny parafianin, pan Tomasz, mówił o ratowaniu świętych obrazów ze świątyni.
Pożar wywołał duże poruszenie wśród mieszkańców miasta i spowodował poważne utrudnienia w ruchu drogowym i pieszym. Ulica Kunickiego została całkowicie zamknięta dla ruchu samochodowego i pieszego. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego wydał decyzję o wyłączeniu budynku kościoła z użytkowania. Obiekt został odgrodzony i zabezpieczony przed dostępem osób postronnych. Parafia może przystąpić do renowacji, odbudowy lub remontu. Jeśli remont okaże się nieopłacalny, rozbiórka będzie wymagała stosownego pozwolenia.
Śledczy wszczęli postępowanie w kierunku sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Przeprowadzono wstępne oględziny, a do zabezpieczenia materiału dowodowego użyto dwóch dronów. Przyczyny pożaru wciąż nie są znane; dalsze czynności będą prowadzone najprawdopodobniej podczas rozbiórki dachu. Do sprawy powołani zostaną biegli z zakresu pożarnictwa, elektryki oraz budownictwa. Obecnie msze święte odbywają się w domu parafialnym.
Tragiczny Pożar w Kamienicy przy ulicy Słowikowskiego
W nocy ze środy na czwartek, w kamienicy przy ulicy Słowikowskiego 2 w Lublinie, doszło do tragicznego pożaru, w wyniku którego zginęły dwie osoby. Zgłoszenie o ogniu wpłynęło do lubelskiej straży pożarnej około godziny 3:45. Na miejsce natychmiast skierowano siedem zastępów ratowniczo-gaśniczych.

Akcja trwała niespełna godzinę. Przed przybyciem straży pożarnej z budynku ewakuowało się osiem osób, jednak dwie pozostałe nie zdołały się wydostać. Ogień udało się szybko opanować, nie przeniósł się on na sąsiednie budynki. Kamienica, w której doszło do tragedii, była zamieszkiwana przez dziesięć osób.
Po zakończeniu akcji gaśniczej strażacy dokładnie przeszukali wnętrze budynku, gdzie natrafili na ciała dwóch ofiar. Na miejscu wciąż pracują policjanci, strażacy i prokurator. Śledczy będą badać m.in. stan instalacji elektrycznej i gazowej oraz sprawdzą, czy w kamienicy znajdowały się czujniki dymu.
Pożar w Bloku Socjalnym przy ulicy Grygowej
Nocny pożar w bloku socjalnym przy ulicy Grygowej w Lublinie, którego najbardziej prawdopodobną przyczyną było podpalenie, mógł mieć bardzo groźne konsekwencje ze względu na dużą ilość materiałów łatwopalnych w środku. Mieszkańców uratował fakt, że jednostka straży pożarnej znajduje się tuż obok, zaledwie około 100 metrów od baraków.

Straż ewakuowała 29 osób. Sześć z nich pogotowie zabrało do szpitala. Trojgu dorosłym lekarze udzielili pomocy doraźnej, po czym mogli wrócić do domu, jak przekazała ordynator dr Hanna Lewandowska-Stanek z Oddziału Toksykologii. Troje dzieci (najmłodsze miało 3 latka, najstarsze 10) trafiło na obserwację do szpitala.
Rzecznik Komendy Miejskiej w Lublinie, Michał Badach, podkreślił, że do tragedii nie doszło dzięki kilku czynnikom: szybkiej reakcji świadków, którzy zauważyli ogień, oraz bliskości straży pożarnej. Dowódca akcji, kapitan Paweł Kasperek, relacjonował, że wszystko działo się w środku nocy, z wtorku na środę. Większa część mieszkańców spała, dlatego strażacy musieli wyważać drzwi i budzić ludzi. Na miejscu panowała panika; część osób nie chciała opuszczać mieszkań.
Budynek przy Grygowej to barak socjalny, podobny do tego, w którym rok wcześniej w Kamieniu Pomorskim zginęło 21 osób. W Lublinie, dzięki szybkiej interwencji, do takiego nieszczęścia nie doszło. W budynku po pożarze było bardzo duże zadymienie - pomieszczenia i klatka schodowa są okopcone i nadają się do natychmiastowego malowania. Strażacy nie kryją, że często interweniują w tym rejonie, a wiele z tych interwencji dotyczy podpaleń.