Pożar na parkingu lotniska w Stavanger

7 stycznia po południu na pięciokondygnacyjnym parkingu, przeznaczonym dla 3 tys. samochodów, na lotnisku w Stavanger w południowo-zachodniej Norwegii wybuchł pożar. Informację o zdarzeniu policja otrzymała od osoby prywatnej we wtorek o godzinie 15:33.

Widok na płonący parking lotniska w Stavanger z unoszącymi się kłębami dymu

Wybuch pożaru i jego przyczyny

Według zgłoszenia, jakie otrzymała norweska policja, najpierw zapaleniu uległo znajdujące się na pierwszej kondygnacji auto elektryczne, a następnie ogień rozprzestrzenił się na inne samochody oraz kolejne piętra. Płomienie miały pojawić się na parkingu P1 w strefie „Kiss and Fly”. Telewizja NRK poinformowała, że to samochód marki Opel Zafira był przyczyną pożaru w hali parkingowej lotniska w Stavanger.

Warto zaznaczyć, że wcześniej taki sam samochód spowodował poważny pożar, który 31 sierpnia ubiegłego roku doprowadził do spalenia prawie 60 aut w irlandzkim mieście Cork. W ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii wezwano do autoryzowanych serwisów właścicieli aż 235 tys. samochodów tego typu.

Skala zniszczeń i zagrożenia

We wtorek po południu lotniskowy parking był prawie zapełniony. Służby podają, że w momencie pożaru zaparkowano tam 1600 aut, z czego 300 zostało doszczętnie zniszczonych. Jak oszacowano, zniszczonych jest co najmniej 300 aut, a według relacji jednego z czytelników, na miejscu płonęło ponad 300 miejsc parkingowych z zaparkowanymi samochodami.

Pożar szybko doprowadził do poważnych zniszczeń. Część konstrukcji garażu uległa zniszczeniu, a fragmenty garażu zapadły się. Cały parter garażu został spalony, a części pięciopiętrowego budynku zawaliły się. Kierujący akcją straży pożarnej Victor Fenne-Jensen ostrzegał: „Istnieje obawa, że budynek zawali się”. Jak informuje norweska straż pożarna, budynek groził całkowitym zawaleniem, a ryzyko to niestety istniało. Kłęby gęstego, czarnego dymu unoszącego się nad lotniskiem stanowiły poważne zagrożenie dla samolotów i okolicznych budynków.

Dym był szczególnie niebezpieczny ze względu na tworzywa sztuczne, paliwo i akumulatory w płonących samochodach. Osoby dotknięte dymem były zachęcane do pozostawania w pomieszczeniach i zamykania okien oraz drzwi. Zalecano również wyłączenie wentylacji w całym obszarze.

Stavanger International Airport | Rogaland, Norway

Akcja gaśnicza

Akcja gaśnicza była niezwykle trudna i intensywna. Gaszenie parkingu miało potrwać wiele godzin. O godzinie 18:00 akcja gaśnicza wciąż trwała, lecz nadal nie było kontroli nad ogniem. Ze względu na silny wiatr strażacy z trudem usiłowali opanować płomienie. W procesie gaszenia pożaru brało udział około 70 zespołów straży pożarnej, co świadczy o ogromnej skali problemu. Fakt, że w pomieszczeniach garażowych znajdowały się auta, dodatkowo utrudniał akcję.

Frode Strøm, szef zespołu gaśniczego i ratunkowego w Rogaland IKS, poinformował, że strażacy efektywnie gasili pożary przy pomocy gaśnic pianowych. Ponadto część załóg straży pożarnej rozpoczęła rozbiórkę części hali parkingowej, aby usprawnić akcję gaśniczą. Z Oslo miał być przesłany specjalny robot gaśniczy, jednak jak się okazało, pobliscy strażacy sami wcześniej opanowali sytuację.

Strażacy gasili ogień przez całą noc. Dzięki ich zaangażowanej pracy nie doszło do całkowitego zawalenia się hali garażowej, choć takie ryzyko niestety istniało. „Używamy teraz koparki do wyburzenia części fasady parkingu, aby dostać się jeszcze głębiej do budynku. Jest to duży budynek, a to oznacza, że potrzebujemy wciąż dużego wsparcia. Nie możemy dopuścić do zawalenia się kondygnacji” - podkreślił jeden ze strażaków biorących udział w akcji.

Konsekwencje dla lotniska i pasażerów

Władze lotniska zdecydowały się na czasowe zamknięcie lotniska. Avinor zatrzymał ruch lotniczy ze względu na zaangażowanie w akcję gaśniczą załóg straży pożarnej zatrudnionych na lotnisku. Ze względów bezpieczeństwa na lotnisku wstrzymano loty. Jak podają zagraniczne media, anulowano kursy między innymi do Oslo i Kopenhagi, a także do Aberdeen i Bergen.

Tysiące pasażerów zostało uziemionych na lotnisku. Z tego powodu do Oslo nie odleciała premier Norwegii Erna Solberg, która była jedną z osób, które wzięły udział w otwarciu nowego pola naftowego i utknęła na lotnisku. Rygg Ims potwierdziła, że wszyscy podróżni obecni na lotnisku Stavanger i ewakuowani goście hotelu Scandic zostali wywiezieni z lotniska. Firma przewozowa Kolumbus poinformowała gazetę Stavanger Aftenblad, że z lotniska przetransportowano autobusami 1700 pasażerów. Reporter będący na miejscu zdarzenia informował, że nikt z obecnych na lotnisku nie mógł go opuścić przed przyjazdem autokarów ewakuacyjnych. „Nikt z nas nie może opuścić budynku z powodu wciąż wydobywającego się dymu z budynku” - informował reporter Nettavisen, Magnus Mullis.

Z powodu zagrożenia trującymi kłębami dymu z sąsiadującego z parkingiem hotelu ewakuowano gości.

Bieżąca sytuacja i ocena strat

Na razie nie ma doniesień o rannych. Kierujący akcją straży pożarnej Victor Fenne-Jensen zaznaczył, że nie ma informacji o ofiarach.

Trwa szacowanie strat i zniszczeń po ogromnym pożarze parkingu. Nadal stoi tam 1300 samochodów. Oceną sytuacji zajmie się zewnętrzna firma, lecz według dyrektor portu lotniczego Stavanger-Sola, Anette Sigmundstad, jej przedstawiciele nie wejdą na teren budynku, bo może się to okazać zbyt ryzykowne, podaje NRK. Obecnie trwają prace nad wydobywaniem samochodów ocalałych z pożaru. Mimo, że najgorsze już za nami, ekipa wciąż pracuje bardzo intensywnie na miejscu.

Na lotnisku w Stavanger wznowiono ruch lotniczy, ale podróżni muszą spodziewać się opóźnień po wielkim pożarze.

tags: #lotnisko #stavanger #pozar