Fraza „mam w głowie pożar morza” to potężna metafora, która może symbolizować złożony splot wewnętrznych stanów i doświadczeń. Odwołuje się do dwóch pierwotnych, często sprzecznych żywiołów: ognia i wody. Taki „pożar” w umyśle może oznaczać intensywną inspirację, głębokie rozmyślania, ale także wewnętrzny konflikt, przytłaczający stres czy echa minionych katastrof i przemian. Aby w pełni zrozumieć to enigmatyczne wyrażenie, warto przyjrzeć się różnorodnym rolom, jakie ogień i woda odgrywają w ludzkiej kulturze, historii, duchowości oraz ich wpływowi na fizyczne i psychiczne samopoczucie.
Ogień: Od Duchowej Kontemplacji do Niszczycielskiej Pożogi
Duchowy Płomień i Medytacyjne Praktyki
Ogień może być przedmiotem kontemplacji i przyciągania. Wśród technik medytacyjnych znajdziemy tratak - starą technikę medytacyjną, która wywodzi się z Indii i polega na wpatrywaniu się w płomień świecy. Medytacje patrzenia w ogień uspokajają, dodają odwagi, rozjaśniają umysł, a nawet poprawiają wzrok. Nauka wyjaśnia te efekty w następujący sposób: "Energia światła, emitowanego przez płomień, poprzez gałki oczne trafia do tylnych płatów mózgu. Szczególnie działa na szyszynkę, poprawiając jej funkcjonowanie, bo jest ono ściśle związane z bodźcami świetlnymi."

Kult ognia zakazujący lania na niego wody i w ten sposób doprowadzający ludzi do bierności w walce z tym żywiołem wywodzi się ze starożytnej Persji, z najstarszej religii świata - zaratusztrianizmu, która bazuje na pierwotnych wierzeniach ludów indoeuropejskich z terenów obecnego północnego Iranu. Zaratusztrianizm wywarł wpływ na judaizm, a poprzez niego również na chrześcijaństwo oraz islam. Muzułmanie nazywają wyznawców tej religii "czcicielami ognia". Zaratusztra uważał, że poprzez ogień, który jest najczystszym ze wszystkich tworów Ahury Mazdy, objawia się bóg i w związku z tym powinno się oddawać mu cześć. W Imperium Perskim w czasie panowania dynastii Achemenidów w najważniejszych miastach wznoszono ołtarze ognia, w których stale podtrzymywano duży i widoczny z daleka płomień. Wokół nich powstawały kolejne sanktuaria.
Z największymi świątyniami ognia były często związane legendy, opowiadające o cudach. Wierzono, że moc ognia wzrasta z czasem jego trwania tak, że ten, który pali się ponad 100 lat, zyskiwał siłę uzdrawiania czy spełniania życzeń. Recytowanie mantry przed wiecznym płomieniem jest formą praktyki duchowej, podczas której kontempluje się naturę Bożego stworzenia, rozważa życie pobożne i osobisty wzrost duchowy. Ogień jest dla zaratusztrian także reprezentacją światłego umysłu. Kapłani strzegący ognia w starożytnej Persji byli szanowani za swoją wiedzę i mądrość. Nawet gdy starożytne słowa mantry są słabo zrozumiałe, recytowanie mantry przynosi uspokajający i łagodzący efekt, który pozwala ukierunkować swoje myśli na nowo. Niewątpliwie zostaje on wzmocniony przez słodką woń drzewa sandałowego wykorzystywanego jako paliwo dla wiecznego ognia.
W Muzeum Brytyjskim w Londynie przechowywana jest kolekcja srebrnych monet, na której z jednej strony znajduje się wizerunek władcy Persji - Ardaszira I, a na odwrocie ołtarz ognia. Dziś świątynię ognia można odwiedzić na przykład w Jazd lub w położonym w pobliżu sanktuarium Chak Chak. W wyniku podboju Persji przez muzułmanów większość świątyń ognia została przekształcona w meczety lub zniszczona. Część z nich od XX wieku zaczęła być rekonstruowana. Z początkiem XXI wieku w Kerman otwarto obok starej świątyni ognia bazującej na drewnie, nową opartą na gazie ziemnym. To także w tym kompleksie podczas festiwalu Jashn-e Tirgan w 2005 roku zostało otworzone Irańskie Muzeum Zoroastranizmu. Jashn-e Tirgan lub Tiregan to starożytny irański festiwal opadów deszczu, obchodzony 1 lipca.
Obecne w Biblii i Koranie motywy ognia jako sposobu kary za grzechy i wyobrażenia piekła pochodzą właśnie z zaratusztrianizmu. Z religią tą związany był Freddie Mercury, frontman brytyjskiej grupy Queen. Rodzice wokalisty byli Parsami, czyli indyjskimi zaratusztrianami z Gudźaratu. Parsowie to potomkowie grupy około 120 tysięcy Persów, która uciekła przed muzułmańskim prześladowaniem z Persji w VIII wieku i osiedliła się na terenach Gudźaratu w Indiach. Teledysk do utworu "Made in Heaven" z albumu wydanego pod tym samym tytułem nawiązuje do scen z baletu "Święto wiosny" Igora Strawinskiego i do "Piekła" Dantego, która stanowi pierwszą część "Boskiej komedii".
Naturalne płonące wypływy gazu ziemnego, tak zwane wieczne ognie, występujące na terenie północnej Persji i zachodniego wybrzeża Morza Kaspijskiego, prawdopodobnie zainspirowały lokalizację pierwszych niezadaszonych ołtarzy ognia w Persji, datowanych na kilkaset lat przed Herodotem. Dotyczy to również Demawendu - wulkanu w górach Elburs (Alborz z j. perskiego), uważanego za drzemiący z uwagi na aktywne fumarole i solfatary na wierzchołku, które emitują siarkę. W jego kraterze znajduje się lodowiec, a u jego podnóża występują licznie wody siarczanowe. Szczególnie spektakularne są kilkudziesięciometrowe płomienie powstające przy samozapłonach erupcji gazu z wulkanów błotnych, takich jak na przykład Lakbatan, który ostatnio obudził się w maju 2017 roku.

Ogień jako Broń i Zagłada
Ogień może być także bronią zniszczenia i zagłady. To bezwzględny żywioł, który wypala do gołej ziemi bądź jako żar zamienia jej powierzchnię w pustynię. Wojnę często charakteryzuje się poprzez jej ognistą naturę. W starożytnej Grecji i Rzymie czerwień była kolorem wojskowym i miała budzić przestrach w szeregach wroga. Termiczne aspekty przejawiają się w takich zwrotach jak: mowa zagrzewająca do walki, punkt zapalny czy w opisie punktu kulminacyjnego, kiedy "temperatura przekracza punkt wrzenia." Relacjonowane zdarzenia wojenne mogą przybierać różny wyraz, począwszy od widowiskowych, gloryfikujących wojnę przedstawień batalistycznych ukazujących heroizm i patos walki, jak i przedstawień apokaliptycznych ukazujących jej katastroficzny wymiar w postaci pożogi, zniszczenia i śmierci. Spośród znanych utworów muzycznych dotyczących tematu wojny wymieńmy chociażby "We Didn't Start The Fire", który śpiewał Billy Joel czy ironiczny "Fight Fire With Fire" zespołu Metallica.
W związku z częstymi pożarami i nieskuteczną walką z żywiołem ognia w czasach średniowiecza w Polsce, kiedy dominowały zabudowania drewniane, ludzie nie przywiązywali zbytniej wagi do budynków. Przepisy, które odnajdujemy w starych kronikach, informują nas, że każdy, kto pierwszy dostrzegł ogień, był zobowiązany do szybkiego poinformowania o tym sąsiadów, czasem pod groźbą kary pieniężnej. Miasta średniowieczne wprowadzały surową odpowiedzialność za niepodjęcie należytych działań zapobiegających powstaniu czy rozprzestrzenianiu się pożaru. "Karano za opieszałość, lecz nagradzano za pośpiech. Tak tedy w wilkirzu Rady Miejskiej Krakowa z XIV wieku, temu, kto pierwszy z wodą do ognia stanie, wyznaczono z kasy miejskiej wiadrunek za pierwsze wiadro (primus vas). Kto jednak bez narzędzia ratunku od ognia bieży dostaje się do więzienia." Sroga kara czekała także za umyślne podpalenie w akcie zemsty czy choćby słowną groźbę ogniem. Pierwszą wzmiankę o pełnieniu straży nocnej przez mieszczan w Warszawie znajdujemy w 1539 roku w ustawie bractwa łuczników. Z czasem nakazano także zamykanie bram średniowiecznego miasta Warszawy przed godziną 21.00 w związku ze wzrostem liczby włóczęgów i łotrów, którzy wszczynali pożary. Dlatego też powołano straż obywatelską, która wspierała pracę stróżów nocnych. Przez cały czas udoskonalano zapisy uchwał dotyczące organizacji porządku ogniowego, zwracając w pewnym momencie uwagę mieszkańców miast na wagę trzymania w pogotowiu narzędzi niezbędnych do gaszenia pożarów i utrzymywania ich w dobrym stanie. Brak odpowiednich narzędzi był również przyczyną niedostatecznej obrony przed żywiołem.

Kult Ognia i Ludowe Wierzenia
W kulturze ludowej przechował się kult ognia, który uznawany był za bóstwo, jakiemu należało złożyć cześć. Kult ten przenikając do chrześcijańskich obrzędów widać w postaci takich praktyk jak palenie ognia (sobótka) w Wigilię św. Jana potocznie nazywane nocą świętojańską, święcenie ognia, płonących gromnic czy ustawianie płonących lampek przed obrazami. Szczególnie interesujące są obrzędy i praktyki obecne podczas świąt Matki Boskiej Gromnicznej oraz wspominania świętej Agaty.
"Lud pod ich opieką starał się poprzez odpowiednie praktyki i wierzenia zapewnić sobie zdrowie, ochronę od złego, niebezpieczeństw i klęsk żywiołowych. Gromnica i sól stały się więc w wierzeniach ludowych apotropeionami o niezwykłej mocy. (...) W tym dniu we wszystkich domach zapalano światło przed obrazem Matki Boskiej. W kościele święcono gromnice, które płonęły przez cały czas trwania mszy. Miały one moc ochronną - zapalano je w czasie burzy i gromów, co miało zabezpieczyć gospodarstwo. Po powrocie do domu dymem z gromnicy na głównej belce pułapowej kreślono znak krzyża - miało to chronić dom od gromów, a jego mieszkańcom zapewnić pomyślność. Podpalano także dzieciom włosy w czterech miejscach naokoło głowy - aby ich nie bolała, a także by nie bały się piorunów i burz." Uważano, że obraz św. Agaty - męczennicy za wiarę żyjącej w Imperium Rzymskim w III wieku, miał moc odwracania pożaru, o ile osoba go trzymająca naprzeciw pożogi była tego "godna". Moc odpędzania burzy, a tym samym piorunów w kulturze ludowej przypisana była także samej gromnicy.
Wierzono, że znieważony, niezadowolony lub nieotrzymujący ofiar ogień mógł zemścić się w postaci pioruna. Gniew ognia starano się przebłagać składanymi mu ofiarami. W XVIII wieku w oficjalnym edykcie rządu zalecano, aby gdy tylko wybuchnie pożar, wrzucić w ogień talerz z wymalowanymi na nim słowami: "W imię Boże". W przypadku rozszerzania się pożogi praktykę tę należało powtórzyć jeszcze dwa razy, co miało zagwarantować uśmierzenie pożaru. W księstwie Saksonii-Weimar talerze z tą inskrypcją miały być przechowywane w miastach przez burmistrzów, a na wsi przez wójtów. Zarządzenie miało być jednak zatrzymane w tajemnicy. Innym ze sposobów zażegnania ognia obecnym w przekazach ludowych miało być obejście pożaru. Legendarną ilustracją tego wierzenia jest obraz pożaru miasta Lublina, który wybuchł 2 czerwca 1719 roku, przedstawiający przekaz legendy dominikańskiej, według której pożar zostaje odwrócony mocą Drzewa Krzyża Świętego, relikwii niesionej podczas procesji.
Niestety przesądy dotyczące ognia obecne w polskiej kulturze ludowej miały również tragiczne konsekwencje, ponieważ przyczyniały się do potęgowania skutków pożarów. Za J. Drzewieckim przytaczamy kilka takich zabobonów: "Grzechem jest gasić pożar od pioruna", "(...) nie należy zaś gasić pożaru od pioruna, bo to przeciwne byłoby woli Boga"; "Lać wodę na ogień lub pluć weń jest grzechem. Wolne od niebezpieczeństwa uderzenia piorunem miały być te domy, gdzie hodowane były gołębie, bowiem symbolizowały Ducha Świętego lub te, na dachach których zagnieździły się bociany. Pożary były interpretowane jako kara boska. Wierzono, że pioruny są karą od boga wymierzaną tym, co na przykład pieką chleb w piątek, w dniu w którym ukrzyżowano Jezusa. Aby ugasić pożar, ludowe wierzenia zalecały rzucanie w ogień święconego chleba lub trzymanie przed żywiołem obrazów z wizerunkami świętych, w szczególności zaś św. Wawrzyńca, patrona ognia. Kiedy obrzęd okazywał się nieskuteczny, stawało się to dowodem na to, że przedmiot nie był poświęcony. Nawet w miastach niesforna czy niewyćwiczona ludność lekceważyła stosowne rozporządzenia i nie radziła sobie z ogniem."

Morze: Uzdrowienie i Potencjalne Zagrożenie
Uzdrowicielska Moc i Wyzwania Klimatyczne
Chociaż dla wielu osób pobyt nad morzem ma uzdrawiającą moc, nie wszyscy czują się dobrze w takich warunkach. Morze to naturalne lekarstwo na wiele dolegliwości: koi nerwy, pomaga się wyciszyć, pomaga leczyć choroby układu oddechowego i wzmacnia odporność. Chłodna, morska woda pobudza krążenie i wspiera przemianę materii. Z uroków Bałtyku warto korzystać o każdej porze roku.
Jednak nadmorski klimat może mieć również negatywne skutki, wywołując stany, które symbolicznie można by nazwać „pożarem w głowie”:
- Nadciśnienie: Zmienna pogoda z gwałtownymi wahaniami ciśnienia to bardzo niekorzystne warunki dla osób z nadciśnieniem. Nadmorski klimat może u nich wywołać silne bóle i zawroty głowy. Dużo lepszym rozwiązaniem będzie urlop wśród jezior i lasów, gdzie ciśnienie atmosferyczne jest stabilne.
- Choroba wypoczynkowa: U niektórych osób chwilę po rozpoczęciu urlopu pojawiają się nieprzyjemne objawy przypominające infekcję, takie jak ból głowy, mdłości, zmęczenie, bóle mięśniowe, senność i apatia. Dotyczy to głównie osób, które na co dzień nie mają warunków do odpoczynku. Organizm na wakacjach czuje, że w końcu może „zwolnić”, system odpornościowy zaczyna działać gorzej, a my zaczynamy chorować.
- Chemioterapia: Chociaż chorym na raka zaleca się wypoczynek, nigdy nie wiadomo, jak organizm zareaguje na gwałtowną zmianę klimatu. U chorych mogą pojawić się nieprzyjemne dolegliwości, w tym właśnie ból głowy. Wyjazd nad morze (ale również w góry) należy zawsze konsultować z lekarzem prowadzącym.
- Odwodnienie: Będąc nad morzem, zwłaszcza podczas upalnej pogody, należy dbać o nawodnienie organizmu. Wysokie temperatury sprawiają, że bardzo szybko się pocimy, a organizm traci wodę. Jednym z objawów odwodnienia są silne bóle głowy, zarówno u dorosłego, jak i dziecka.
- Ataki migreny: U osób zmagających się z migrenami, wyjazd nad morze może być pewnego rodzaju wyzwalaczem, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z gwałtownymi zmianami pogody. Do tego wysoka wilgotność, porywisty wiatr i intensywne słońce. To wszystko może potęgować objawy.

Płomienie na Morzu: Realne Zagrożenie i Gotowość na Kryzys
Dosłowne doświadczenie „pożaru morza” - czyli pożaru na jednostce pływającej - to jedno z najbardziej ekstremalnych wyzwań. Instruktor Krzysztof Szewczyk, strażak z prawie 30-letnim doświadczeniem w akcjach ratowniczo-gaśniczych w Szczecinie, dziś szkoli przyszłych marynarzy w zakresie przetrwania pożaru na morzu. Podkreśla, że najtrudniejsze nie jest nauczenie techniki gaszenia czy obsługi sprzętu, ale "nauczenie myślenia i działania w sytuacji, gdy wszystko wymyka się spod kontroli: jest dym, hałas, nic nie widać, ktoś krzyczy, sprzęt zawodzi. Na lądzie możesz wezwać wsparcie. Na morzu - jesteś sam z problemem. I to trzeba ludziom uświadomić."
Marynarze przechodzą kursy, ćwiczenia i dużo teorii, ale "ogień w teorii to nie to samo co ogień, który cię otacza." Dlatego w symulacjach wszystko robione jest tak, by kursanci to poczuli, nie tylko zobaczyli - pracując w dymie, w ciasnych przestrzeniach, w ciemności, aby byli gotowi na prawdziwe zagrożenia.
Kursanci ćwiczą scenariusze od podstaw: wchodzenie w strefy zadymione, ewakuacja poszkodowanego, poruszanie się w nieznanym terenie. Następnie dochodzi moduł taktyczny - gaszenie pożarów w pomieszczeniach, w których mają do czynienia z otwartym ogniem, wysoką temperaturą, ograniczeniem widoczności. Ćwiczą też procedury awaryjne, na przykład utratę łączności z zespołem czy brak powietrza w aparacie. Szewczyk podkreśla, że rezygnacja na etapie szkolenia jest akceptowalna, gdyż "lepiej jest wycofać się na etapie szkolenia niż narażać siebie i innych w prawdziwej akcji."
Wspominając swoje najtrudniejsze akcje jako strażak, Krzysztof Szewczyk wymienia pożar budynku przy ul. Sierpowej w noc sylwestrową i moment, gdy podczas akcji wybuchła mu za plecami butla z gazem. Gaszenie statków to "zupełnie inna skala". Pamięta pożary na Mystic, Green Clipperze, akcje w stoczni, w porcie, pożar przy rozładunku zboża ze statku. Wchodzono na dno kadłuba, gdzie było ciemno, ciasno i duszno, a zadymienie było tak duże, że "nie widziałem własnej ręki". Podkreśla, że "tam nie ma miejsca na improwizację. Każdy błąd bardzo dużo kosztuje." Jego filozofia jako instruktora to nauka przetrwania: "Nie chodzi o to, żeby ktoś przeszedł kurs i dostał certyfikat. Chodzi o to, żeby coś z niego wyniósł. (...) Uczę ich, że czasem lepiej zrobić mniej, ale skutecznie i bezpiecznie." Najczęściej powtarza, że "morze nie wybacza rutyny" i że najważniejsze "nie jest gaszenie ognia - tylko przeżycie. Bo jeśli nie przeżyjesz, nikomu nie pomożesz."
System gaszenia pożaru na statku
Pożar i Morze w Sztuce, Historii i Współczesności
Ogień w Dziełach Artystów
Żywioł ognia, często w połączeniu z wodą, inspirował wielkich artystów. Wulkaniczna lawa otacza pałac zbudowany przez upadłe anioły na obrazie Johna Martina "Pandemonium" (Pandæmonium), który przenosi nas do stolicy piekła opisanej w poemacie "Raj utracony" przez Johna Miltona (1841).
Ogień jest obecny także w dziełach Williama Turnera w serii prac, nad którymi pracował podczas (i tuż po) pożaru londyńskiego pałacu Westminster, siedziby parlamentu angielskiego. Kiedy z 16 na 17 października 1834 roku wybuchł wielki pożar, W. Turner zabrał ze sobą szkicownik, ołówki, akwarele i wraz z kilkoma uczniami z Royal Academy wypożyczył łódź i wypłynął na Tamizę, skąd obserwował płonący budynek. Podpłynął na tyle blisko, żeby podpatrzeć pracę strażaków, których możemy zobaczyć w półmroku na pierwszym planie na jego akwareli "Pożar Parlamentu". To niepowtarzalne wydarzenie dostarczyło malarzowi tematu, o którym marzył. O oszołamiającym zestawieniu ognia i wody czytamy w jednym z opisów do obrazu olejnego "Pożar Pałacu Westminsterskiego w Londynie": "Po lewej stronie szaleją języki ognia, sięgające wysoko ponad dachy pobliskiego Opactwa Westminsterskiego. Pożar zdaje się podpalać niebo i ściągać prawdziwie dantejskie wizje piekielnej otchłani na ziemię. Efekt potęguje odbicie pożogi w nurcie rzeki."

Pożary jako Katalizatory Zmian i "Pożyteczne Katastrofy"
„Pożar morza w głowie” może również symbolizować wewnętrzne przewartościowania wywołane przez katastrofy. Ogromny pożar, który wybuchł w 64 roku w Rzymie, strawił większą część miasta. Współcześni historycy podkreślają zasługi Nerona, który po pożodze zaprojektował nowy plan Rzymu z szerokimi ulicami i zarządził nowe wytyczne przy odbudowie domów, takie jak: wprowadzenie dużych odstępów między budynkami, zakaz wznoszenia budynków tylko z drewnianych belek, obowiązek stosowania chociaż w pewnej części kamienia niepękającego w ogniu i obowiązek posiadania sprzętu do gaszenia pożaru w każdej kamienicy w celu ochrony miasta przed kolejnymi pożarami. Współczesne spojrzenie historyków czy archeologów na zagadnienie pożarów wydobywa właśnie ten aspekt katastrof, które stawały się motorem do wyłaniania się nowego porządku, w tym zmian urbanistycznych.
Na przykład w wyniku wielkiego pożaru z 1575 roku pożegnano w Lublinie drewnianą zabudowę w obrębie Starego Miasta, a nowe budowle wznoszono już w innym renesansowym, a nie gotyckim stylu. Z drugiej strony perspektywa "pożytecznych katastrof" jest krytykowana za jednostronną, instrumentalizującą optykę w imię ideologii "wzrostu, postępu". Zdaniem autora książki "Pożyteczne katastrofy" spektakularyzacja tego typu zdarzeń, której proces zaczyna się wraz z rozwojem dramatu i teatru w starożytnej Grecji, często uniemożliwia dostrzeżenie ich produktywnego potencjału. Niemniej jednak to w wyniku projektu modernizacji świata wprowadzone zostało powszechnie nowoczesne zarządzanie skutkami katastrof, gdyż największym wrogiem modernizacji jest właśnie nieprzewidywalność.
"Historia urbanistyki pokazuje bowiem, że katastrofy nierzadko stanowią także istotny bodziec napędzający - a nie tylko zatrzymujący - ewolucję miast, natomiast za ich stygmatyzację w postaci wyniszczających zagrożeń, powstrzymujący dumny pochód cywilizacji, odpowiada przede wszystkim dyskurs nowoczesności. Co więcej, jak twierdzi japoński architekt i teoretyk Kengo Kuma, zasadniczym oraz, jak się okazało, traumatyzującym zdarzeniem, które zaważyło na rozwoju architektury i urbanistyki XIX wieku w Europie, była właśnie katastrofa." Wokół katastrof spontanicznie powstają różnego typu wspólnoty. Nieraz wydarzeniom tym towarzyszą teorie spiskowe, tak jak to miało miejsce najprawdopodobniej w przypadku wielkiego pożaru Rzymu. Teoria głosiła, że Neron w szalonym kaprysie wysłał swoich ludzi, by podpalili miasto, a sam obserwował pożogę, śpiewając i grając na lirze. Spacerując po Lizbonie trudno odszukać w nim gotyckie czy renesansowe zabytki, a to za sprawą wielkiego trzęsienia ziemi, jakie miało miejsce 1 listopada 1755 roku, a rozpoczęło się o godz. 9.40. Tego słonecznego, a chłodnego dnia wychodzący na mszę ludzie pozostawili w domach rozpalone kominki.

Globalne Pożogi: Współczesne Wyzwanie Europy
Współczesność również dostarcza obrazów „pożarów morza” w głowie, symbolizujących rosnące globalne wyzwania. Niemal cała Europa pozostaje w kleszczach gigantycznej suszy. W połączeniu z falami potężnych upałów prowadzi to do rozwoju pożarów. Tylko w 2022 roku wybuchło ich już prawie 1,8 tys. W samej Hiszpanii na skutek upałów życie w zeszłym tygodniu straciło ponad 500 osób, a ogień zabił dwie osoby, w tym strażaka. Upalna i sucha pogoda na Starym Kontynencie w kolejnych tygodniach będzie się utrzymywała. Szczególnie wysokie temperatury zapowiadane są na południu.
Dane o pożarach na Starym Kontynencie publikuje Europejski System Informacji o Pożarach Lasów (EFFIS). Z mapy przedstawiającej szalejący w ubiegłym tygodniu żywioł wynika, że zdecydowanie najwięcej pożarów było na południowym zachodzie Europy (Hiszpania, Portugalia, południowo-zachodnia Francja), ale z ogniem walczyli też mieszkańcy Bałkanów, Grecji czy Włoch. Blisko 1,8 tys. pożarów w Europie od początku 2022 roku to rekordowa liczba. Dla porównania, średnia z poprzednich 15 lat dla obecnego okresu to około 500. Nigdy w ostatnich latach nie mieliśmy do czynienia z tak potężnym i rozległym żywiołem.
Co więcej, niebawem mogą zacząć rozwijać się następne pożary, ponieważ niemal w całej Europie występuje bardzo wysoki bądź ekstremalny stopień zagrożenia tym zjawiskiem. Obecnie jedynie w Skandynawii i na wschód od Polski jest ono niewielkie. W innych krajach w każdej chwili może zacząć rozprzestrzeniać się ogień. Do połowy lipca 2022 roku pożary strawiły już w Europie obszar o powierzchni 350 tys. ha, równy prawie siedmiu Warszawom i niemal jedenastu Krakowom. Jest to zarazem liczba ponad trzykrotnie przekraczająca średnią wieloletnią i zdecydowanie najwyższa w ostatnich latach.
Upały i pożary, oprócz tego, że niszczą wioski i ogromne połacie lasów i zmuszają mieszkańców do ewakuacji, powodują również śmierć ludzi. Zdecydowanie najgorzej jest w Hiszpanii, gdzie na skutek pożarów zginęły dwie osoby, w tym strażak, który w czasie akcji został okrążony przez ogień. Natomiast według Instytutu Zdrowia Carlosa III, tylko w zeszłym tygodniu ekstremalny upał przyczynił się w kraju do śmierci ponad 500 osób. Z żywiołem walczą też m.in. Słoweńcy, Włosi, Francuzi, Grecy i Portugalczycy, gdzie każdego dnia wybuchają kolejne pożary, którym sprzyja wysoka temperatura i słońce. Szczególnie gorąco jest od weekendu w Europie Zachodniej, gdzie słupek rtęci sięga ponad 40 st. C, a temperatura ustanawia kolejne rekordy. W najbliższych tygodniach nie widać szans na zmiany w pogodzie, które mogłyby złagodzić suszę i pomóc opanować pożary. Na południu Starego Kontynentu nadal będą występowały ekstremalnie wysokie temperatury przekraczające 40 st. C. Okresami fale upałów mają przemieszczać się w głąb kontynentu, m.in. do krajów Europy Środkowej oraz Zachodniej.
