Region Bielska-Białej cyklicznie staje w obliczu poważnych zdarzeń pożarowych, które niosą za sobą tragiczne skutki dla mieszkańców - od utraty dachu nad głową, przez zniszczenie dorobku życia, po ofiary śmiertelne. Poniżej przedstawiamy przegląd wybranych, znaczących pożarów, które miały miejsce w Bielsku-Białej i okolicach.
Pożar przy ulicy Laskowej w Bielsku-Białej: Utrata domu po 40 latach
W nocy, drugiego dnia Świąt, około godziny 3.00, strażacy otrzymali zgłoszenie o pożarze przy ulicy Laskowej w Bielsku-Białej. Według zgłoszenia, palił się dach budynku o konstrukcji drewnianej. W wyniku tego zdarzenia rodzina, która mieszkała w zniszczonym budynku, straciła dach nad głową.
Pogorzelcy opisali, że w wyniku pożaru stracili dom, w którym mieszkali razem z rodziną od ślubu, przez ponad 40 lat. Cudem wybudzeni ze snu, uciekali przed ogniem, zabierając tylko podstawowe ubrania. W tych najtrudniejszych chwilach swojego życia doświadczyli ogromnej troski ze strony sąsiadów, znajomych, bliskich i zupełnie obcych ludzi.
W budynku przy ul. Laskowej znajdowały się dwa mieszkania, które obecnie nie nadają się do zamieszkania. Pomieszczenia zajmowane przez piętro domu doszczętnie spłonęły. Parter domu ogień oszczędził, ale w wyniku całkowitego spalenia górnej części domu i akcji ratowniczej, większość rzeczy, które znajdowały się w tej części, czyli meble i pamiątki, zostały zniszczone. Jedna część mieszkania uległa zapadnięciu, kolejna - zalaniu.
Mimo ogromnego przywiązania i sentymentu do miejsca, rodzina nie jest w stanie odbudować swojego domu. Zrzutka, którą organizują, nie będzie przeznaczona na ten cel. Pieniądze, które zbierają, chcą przeznaczyć na zakup najpotrzebniejszych rzeczy, które pomogą im rozpocząć życie w nowym miejscu.
Na portalu zrzutka.pl ruszyły zbiórki dla rodzin poszkodowanych. Ponadto, w Domu Kultury w Olszówce prowadzona jest zbiórka ubrań oraz m.in. pościeli i sprzętu AGD dla osób poszkodowanych w pożarze.

Pożar poddasza w Kaniowie przy ulicy Nad Łękawką
Jedna chwila wystarczyła, by życie czteroosobowej rodziny z Kaniowa zupełnie się zmieniło. W pożarze, który wybuchł 14 maja około godziny 11:40 przy ulicy Nad Łękawką, spłonęło poddasze ich domu. Z ogniem walczyło dziewięć strażackich zastępów.
Jak relacjonowała Patrycja Pokrzywa, rzeczniczka Komendy Miejskiej PSP w Bielsku-Białej, mieszkańcy opuścili dom jeszcze przed przyjazdem strażaków. Właściciel domu, Piotr, opisał, jak wyglądał poranek 14 maja: jego żona odpoczywała po nocnej zmianie, a on bawił się z synami w ogrodzie. Żona zdołała się ewakuować, choć zatrucie dymem na długo zapisze się w pamięci rodziny.
Dom, który był ich przystanią i marzeniem, uległ poważnemu zniszczeniu. Rodzina mieszkała w nim od dziewięciu lat, wkładając w niego wszystkie oszczędności i każdą wolną chwilę. Pożar przerwał prace wykończeniowe i zostawił ich z niespłaconym kredytem w wysokości blisko 100 tysięcy złotych.
Dzień po pożarze strażacy z OSP Lipowiec zabezpieczyli nadpalony dach budynku. Mimo trudnej sytuacji, rodzina podkreśla, że wciąż są razem, co daje im siłę. Będą ogromnie wdzięczni za każdą pomoc w odbudowie tego, co zniszczył ogień. Rodzina z Kaniowa liczy na wsparcie ludzi.

Eksplozja i pożar kamienicy przy ulicy Cieszyńskiej 51 w Bielsku-Białej (2019)
W nocy z 3 na 4 kwietnia 2019 roku doszło do eksplozji i pożaru w kamienicy przy ulicy Cieszyńskiej 51 w Bielsku-Białej. Z relacji mieszkańców wynikało, że eksplozja powyrywała drzwi w futrynach i niektóre okna, a następnie pojawił się dym i płomienie. Na szczęście wszyscy lokatorzy zdążyli opuścić swoje mieszkania i nie było ofiar w ludziach. Niestety, w niektórych mieszkaniach były zwierzęta domowe, których nie udało się uratować.
Z ogniem walczyło kilkudziesięciu strażaków z czternastu zastępów straży pożarnej. Samą akcję gaśniczą utrudniały silne podmuchy wiatru. Nad ranem, po zakończonej akcji gaśniczej i rozbiórkowej, do działań przystąpili policjanci, technicy kryminalistyki i prokuratura.
Zdaniem mieszkańców, którzy skontaktowali się z redakcją, wybuch mógł być celowy. Jeden z lokatorów wielokrotnie odgrażał się sąsiadom, że wysadzi się w powietrze i wszystkich spali. Chwilę przed eksplozją miał on być widziany z butlą gazową. Zarówno ten wątek, jak i inne, były badane przez śledczych. Nieoficjalnie udało się potwierdzić, że policjanci prowadzili szeroko zakrojone poszukiwania Andrzeja K., jednego z mieszkańców kamienicy, który zdaniem pozostałych lokatorów był odpowiedzialny za to, co wydarzyło się tamtej nocy. We czwartek przed południem policja zatrzymała 61-letniego bielszczanina, podejrzewanego o zaprószenie ognia. Badanie alkomatem wykazało, że zatrzymany miał w organizmie blisko 2 promile alkoholu. Sprawca został przewieziony do policyjnego aresztu, a po wytrzeźwieniu usłyszał zarzuty.
Budynek nie nadawał się do dalszego zamieszkania. Jeszcze wieczorem strażacy wynosili z obiektu niestrawione przez płomienie prywatne rzeczy pogorzelców, jednak niewiele ocalało. Sześć rodzin zamieszkujących budynek nr 51, należący do ZGM w Bielsku-Białej, zostało bez dachu nad głową. Wieczorem na miejscu zjawił się wiceprezydent Bielska-Białej Waldemar Jędrusiński oraz przedstawiciele Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Bielsko-Biała. Podbeskidzki Ośrodek Interwencji Kryzysowej zorganizował i zapewnił tymczasowe lokale zastępcze dla pogorzelców. Część z nich nie chciała opuścić swojego dobytku, obawiając się grabieży, jednak nad bezpieczeństwem tego, co zostało, czuwają strażnicy miejscy i policja. Czynności śledcze mogły potrwać kilka dni.
W czasie akcji gaśniczej ulica Cieszyńska była nieprzejezdna. Dopiero nad ranem wznowiono ruch, jednak należało spodziewać się utrudnień w najbliższym czasie.
Pożar kamienicy w Bielsku-Białej - dojazd służb i akcja gaśnicza

Tragiczny pożar w sylwestrową noc w Bielsku-Białej
Sylwestrowa noc w Bielsku-Białej zakończyła się tragicznie w wyniku pożaru, który wybuchł w dwukondygnacyjnym domu. W akcji ratunkowej uczestniczyło siedem zastępów strażaków. Gdy strażacy dojechali na miejsce, ogień wydobywał się już z okna. Trzy osoby wyszły same z budynku.
W jednym z płonących pokoi strażacy znaleźli zwęglone zwłoki mężczyzny. Drugiego mieszkańca odnaleziono nieprzytomnego w kuchni; prawdopodobnie próbował wyjść z mieszkania. Był reanimowany, a po przywróceniu oddechu został przewieziony do szpitala z poparzeniami. Przyczyna pożaru jest nieznana, a sprawę bada policja i prokuratura.