Pożar fabryki opon Bar-Gum w Markowej

W Markowej koło Łańcuta, w zakładzie produkującym i bieżnikującym opony, doszło do rozległego pożaru, w wyniku którego spłonęło około 20 tysięcy opon, a straty wstępnie oszacowano na 6 milionów złotych.

Thematic photo of tire factory fire with smoke

Skala i przebieg zdarzenia

Pożar hali firmy Bar-Gum w Markowej koło Łańcuta, w powiecie łańcuckim na Podkarpaciu, wybuchł w środę 31 maja około godziny 17:00. Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze składowiska opon kilkanaście minut po godzinie 17:00. Ogień objął budynek produkcyjny oraz magazyny opon, a także opony składowane na placu.

Jak ostatecznie ustalono, w Markowej zapaliła się hala o wymiarach 37×18 m, a także dwa magazyny konstrukcji stalowej o wymiarach 50×12 m i 47×10 m. Inne źródła podawały, że pożarem objęta była hala o wymiarach 60 na 40 metrów oraz składowisko opon znajdujące się na zewnątrz, a ogólna powierzchnia objęta pożarem wynosiła 150 arów. Na terenie hali i w magazynach znajdowało się łącznie około 50 tysięcy opon.

Nad magazynem opon przez wiele godzin unosiły się kłęby czarnego, gęstego dymu. Dym wydobywający się z płonących opon zawierał toksyczne związki, co stanowiło poważne zagrożenie dla środowiska i zdrowia mieszkańców.

Infographic showing the layout of the burned factory and storage areas

Akcja gaśnicza i ewakuacja

W szczytowym momencie akcji pożar gasiło ponad 200 strażaków. Na miejsce ściągnięto liczne jednostki straży pożarnej - od 29 do 52 zastępów - z powiatów łańcuckiego, przeworskiego, rzeszowskiego, jarosławskiego, stalowowolskiego i leżajskiego. W akcji uczestniczyli także strażacy-ochotnicy. Do gaszenia użyto specjalistycznego sprzętu, w tym samochodu do monitorowania skażeń z leżajskiej komendy, kontenera ze środkiem pianotwórczym oraz cystern z wodą z Jarosławia i Stalowej Woli.

Ze względu na gęsty dym i toksyczne związki wydobywające się z płonących opon, podjęto decyzję o ewakuacji mieszkańców. Strażacy bezpośrednio ewakuowali mieszkańców z około 20 budynków, pozostali sami opuścili swoje mieszkania. Łącznie ewakuowano kilkaset osób, mieszkańców nawet do 100 domostw, którzy znaleźli tymczasowe schronienie w szkole podstawowej. Późnym wieczorem ewakuowani mieszkańcy mogli powrócić do swoich mieszkań.

Na szczęście, jak poinformował mł. bryg. Marcin Betleja, rzecznik KW Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie, nikt nie został ranny ani nie ucierpiał w pożarze. Pracownicy wybiegli z zakładu, gdy tylko zauważyli płomienie i są bezpieczni. Budynki w pobliżu magazynu opon nie były zagrożone.

Akcja gaśnicza trwała przez całą noc z 31 maja na 1 czerwca, a dogaszanie pożaru trwało co najmniej do południa następnego dnia. Mł. bryg. Piotr Glac, rzecznik KP PSP w Łańcucie, informował, że około godziny 22:00 trwało już dogaszanie. Przez całą noc strażacy przelewali pozostałości po spalonych oponach oraz rozbierali część spalonych budynków, aby zapobiec ponownemu rozgorzeniu ognia.

Strażakom udało się ochronić budynek administracyjno-biurowy połączony łącznikiem z zakładem produkcyjnym, łącznik z kotłownią gazową oraz odleglejsze budynki wulkanizacji i magazynowe.

Burning tire explosion. Dangerous work of firefighters.

Przyczyny i straty

Prawdopodobną przyczyną wybuchu pożaru była zbyt wysoka temperatura podczas procesu bieżnikowania opon oraz nieprzestrzeganie reżimów technologicznych i produkcyjnych. Dokładne przyczyny pożaru ustali policja i prokuratura, które prowadzą śledztwo w tej sprawie.

Spłonęło około 20 tysięcy z 50 tysięcy opon składowanych w zakładzie. Straty, wstępnie szacowane na podstawie rozmów z pracownikami, wynoszą około 6 milionów złotych. Spaleniu uległy maszyny do bieżnikowania opon (każda o wartości 1,3 mln zł), około 2 tys. opon bieżnikowanych oraz opony zgromadzone w magazynach i na zewnątrz hali produkcyjnej.

Działania pokontrolne i monitoring środowiskowy

Jeszcze do południa dnia następnego strażacy pracowali na pogorzelisku. Na miejscu zdarzenia pojawił się ciężki sprzęt budowlany, który pomógł w rozbiórce konstrukcji budynku produkcyjnego, grożącej zawaleniem. Poza nadzorem budowlanym, policją i prokuratorem, na miejscu pracowało mobilne laboratorium Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ) w Rzeszowie oraz inspektorzy Państwowej Inspekcji Sanitarnej (Sanepid).

Katarzyna Piskur, rzecznik WIOŚ w Rzeszowie, informowała o monitorowaniu aktualnej jakości powietrza w rejonie. Do badań zostaną pobrane próbki ziemi z terenu objętego pożarem oraz woda powierzchniowa z pobliskiego potoku Markówka.

Dorota Gibała, rzecznik podkarpackiego Sanepidu, zapewniała, że w trakcie oględzin terenu i obiektów pracownicy Sanepidu nie stwierdzili osadu sadzy i pyłów pochodzących z chmury dymów na ziemi, trawie, roślinach, sprzęcie czy budynkach. Sytuacja będzie jednak na bieżąco monitorowana. W jednym z gospodarstw pobrano 10 próbek nowalijek do badań laboratoryjnych na zawartość metali. Sanepid wydał również zalecenia dla mieszkańców, m.in. by wymienić piasek w piaskownicach, umyć sprzęty i wykosić trawę na placach zabaw, a także spłukać wejścia do budynków użyteczności publicznej.

Environmental testing team collecting samples after a fire

tags: #markowa #fabryka #opon #pozar