Pani Monika Hadała z Jodłówki koło Bochni w ciągu kilku minut straciła dorobek swojego życia w pożarze. Spłonęła większa część jej domu - budynek nie nadaje się już do mieszkania. Ogień zniszczył poddasze i dach.
Tragedia w Jodłówce: Pożar Niszczy Dorobek Życia
Pani Monika Hadała zauważyła pożar we wtorek 8 września tuż przed godziną 18.00, gdy gotowała obiad dla dzieci. „Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam dym, ale nie z komina, tylko leciał spod dachu” - wspomina w rozmowie z naszą reporterką. „To wszystko zdarzyło się w ciągu 15 minut, zostaliśmy bez dachu nad głową. Kazałam dzieciom uciekać, a ja, co dałam radę, wyrzucałam przez okno. Jakieś ubrania dzieci, książki” - opowiada.
Ogień wybuchł na poddaszu. Według wstępnych ustaleń straży pożarnej, przyczyną pożaru mogła być nieszczelność komina, choć policja wciąż ustala dokładne przyczyny. Wiadomo jednak, że instalacja elektryczna na poddaszu domu nie była w najlepszym stanie i była wielokrotnie przerabiana.
Na miejsce przybyło 5 zastępów straży pożarnej (łącznie 20 osób), policja, pogotowie energetyczne oraz gazowe. Na szczęście, nikt nie ucierpiał.

Skala Zniszczeń i Pierwsze Dni Po Pożarze
Straty materialne są ogromne. Spłonęły wszystkie sprzęty należące do pani Moniki i jej synów, Michała (13 lat) i Kacpra (9 lat). Z parteru udało się uratować tylko mikrofalówkę, zmywarkę i niewielką ilość mebli. „Zostaliśmy z niczym, zniszczeniu uległy ubrania, książki, sprzęt AGD, elektronika, meble nadają się tylko do wyrzucenia” - wylicza mieszkanka Jodłówki. To, czego nie strawił ogień, zniszczyła woda używana przez strażaków do gaszenia żywiołu. „Pod panelami jest mnóstwo wody. Wszystko zostało zalane przez wodę. Z pogorzeliska wywiozłam kilka kontenerów śmieci” - zdradza pani Monika. Straty wyliczono na około 100 tys. zł.
Kobieta została sama, z dwójką dzieci i kredytem na dom, który wzięła na remont tuż przed pożarem. „Rodzinę utrzymuje ze swej pensji, do tego jednak na karku na jeszcze kredyt, który wzięła na remont domu. Zakończyła go tuż przed pożarem. Ogień zniszczył wszystko, co zrobiła” - wyjaśnia. Pani Monika nie miała żadnych oszczędności, które pomogłyby odbudować dom. Pieniędzy nie dostała też od firmy ubezpieczeniowej, mimo że dom ubezpieczała; sprawa w tej chwili jest w sądzie. Nie może rozpocząć żadnych prac remontowych, ponieważ czeka na wizytę ubezpieczyciela, który ma oszacować wielkość strat.
Pani Monika z synami tymczasowo zamieszkała w jednym pokoju, który udostępnił jej sąsiad. Gmina wypłaciła poszkodowanym niewielki zasiłek i zorganizowała zbiórkę parafialną, jednak potrzeby były dużo większe. Środki finansowe w postaci zasiłku zostały wypłacone szybko, aby pani Monika mogła kupić najpotrzebniejsze rzeczy.
Walka o Powrót do Domu: Obietnica i Ciężka Praca
„Nawet pani nie wie, jak bardzo się bałam, że nie zdążę” - mówi ze łzami w oczach Monika Hadała. We wrześniu, kiedy spalił się ich dom, obiecała synom, że wrócą do niego na święta Bożego Narodzenia. „Mogłam w nim co prawda zostać dłużej, ale musiałabym płacić czynsz, a na to w obecnej sytuacji mnie nie stać” - przekonuje pani Monika, która pracuje jako protokolantka w jednym z krakowskich sądów. „Życie mnie nauczyło, że trzeba umieć robić wszystko, by sobie poradzić, dlatego nie obcy mi jest młotek i śrubokręt” - dodaje, angażując się osobiście w prace remontowe.
Fala Wsparcia i Odbudowa
Monika Hadała mogła liczyć tylko na wsparcie najbliższej rodziny, przyjaciół, a także zupełnie obcych ludzi. „To było niesamowite. Dzwonili do mnie ludzie z drugiego końca Polski i oferowali pomoc rzeczową lub finansową” - wspomina. Ktoś podarował część drewna na dach, inni wpłacili na konto pieniądze, dzięki którym pani Monika mogła kupić niezbędne materiały budowlane. Wsparcie przyszło też z gminy (część blachy na dach) oraz parafii w Rzezawie.
„Wiele osób pomogło w robotach budowlanych, wspierając wynajętą do odbudowy domu firmę. Pracowali przy rozbiórce spalonego dachu, jego odbudowie, a także przy montażu płyt regipsowych” - wylicza mieszkanka Jodłówki. Prace posuwały się do przodu, choć pani Monika z przerażeniem patrzyła w kalendarz. „Widziałam, jak szybko uciekają kolejne dni, a do zrobienia było jeszcze tak wiele” - wspomina.

Dwa tygodnie przed świętami na ścianach były regipsy, ale brakowało podłóg, instalacji elektrycznej, płytek w łazienkach i mebli. „Wtedy z pomocą przyszedł mój znajomy, który na całą noc ściągnął jedenastu kolegów z pracy. Pracowali praktycznie przez cały czas” - mówi pani Monika. Robotę udało się nadgonić, ale do finału brakowało jeszcze bardzo dużo.
Wigilia w Nowym Domu: Symboliczny Powrót
Dzień przed Wigilią pani Monika zdecydowała się przewieźć rzeczy z zajmowanego mieszkania. Ponownie pomogli znajomi. Wigilię spędzili w nowej kuchni. Na kolacji, przygotowywanej na dwóch palnikach kuchenki elektrycznej (w domu nie ma jeszcze gazu), pani Monika ugotowała wszystkie wigilijne potrawy: barszcz z uszkami, zupę grzybową, rybę, kapustę, łazanki z makiem. „Teraz każdy z chłopaków ma swój pokój. Kacper niebieski, Michał pomarańczowy. Swoje lokum ma też pani Monika. Pokoje są wyposażone w meble podarowane i przewiezione nawet z Gdańska. Rodzina ma też łazienkę, kuchnię, salon” - z dumą opowiada Monika Hadała.

W okresie świątecznym rodzina dostała też wsparcie „Szlachetnej Paczki”.
Wyzwania i Apel o Dalszą Pomoc
Do całkowitego zakończenia prac brakuje jeszcze trochę. Na piętro domu można wejść tylko przez prowizoryczne drewniane schody. Największym problemem jest jednak rachunek, który pani Monika musi zapłacić firmie budowlanej. „Bardzo dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli. Bez tego wsparcia nie udałoby się nic zrobić” - mówi pani Monika. „Do pełni szczęścia nie brakuje już wiele. Będę wdzięczna za każdą dodatkową pomoc”.
Tej trzyosobowej rodzinie można pomóc, przekazując fundusze na konto: 54 1240 4650 1111 0010 6255 0094.