Mur jako Środek Wyrazu: Fenomen Graffiti
Mury miast od dawna służą jako płótno dla spontanicznej ekspresji, niosąc ze sobą różnorodne komunikaty - od prostych oświadczeń po złożone manifesty społeczne i polityczne. Ludzie, kochajcie napisy naścienne! One do was mówią! Napis ćwiczebny. Chociaż często się zdarza, że napisy na murach kłamią.
Sztuka ulicy i wandalizm splatają się, tworząc unikalną narrację miejskiego krajobrazu. Hasła rzucane na świeży tynk są często efektem "cynku" - szybkiej informacji o nowym, czystym miejscu do malowania. W przeszłości, a czasem i dziś, można było usłyszeć: "Dostałem cynk - jest świeży tynk. Szybko przybyłem, hasło rzuciłem". Taka forma komunikacji bywa domeną różnych subkultur. "Idą skini, idą w glanach i rysują coś po ścianach". Narzędzia do tworzenia tych napisów są kluczowe: "Kto ma spraj, ten ma władzę. Kto nie ma spraju, nie idzie do raju". Zatem, wzywało się: "Maluj mury chóju bóry".

Tematyka napisów jest szeroka i odzwierciedla nastroje społeczne, konflikty subkultur, a także osobiste frustracje czy sympatie. Często pojawiają się hasła takie jak: "Dobry skin to martwy skin....", "Dyskomana traktuj z glana. Dyskomani pojebani. Najlepsza dla glana jest pasta z dyskomana". Nie brakuje też wezwań do przemocy: "Dziewczyny!!! Dawajcie skinom... po mordach". Polityka i ideologie również znajdują swoje odzwierciedlenie: "Kler to zbiór zer.", "LSD - TAK, SLD - NIE.", "Nazi come back. Nazi suxx! Nazi won.". Emocje budzą także sportowe rywalizacje, czego przykładem jest zmienny napis: "Jebać Widzew! Jebać Widzew! (dopisek) Niech żyje Widzew! (dopisek do dopiska) Niech żyje. Będzie co jebać".
Ogień na Murach i Działania Gaśnicze
Mury są świadkami nie tylko ludzkich słów, ale i niszczycielskiej siły ognia. Gdy dochodzi do pożaru, słychać alarm: "Wkoło rozejrzał się - o, rety! Pali się! „Pożar, panowie! Pali się! Pali się! Pali się! Pali się! „Co to się pali? Na Sienkiewicza? Może spółdzielnia? Pali się! Pali się! Pali się! „Obywatele! Wszyscy na rynek! Pali się! Pali się! Pali się!" W takich sytuacjach niezbędna jest szybka i profesjonalna interwencja strażaków. "No i milicjant, rzecz oczywista. Pożar na dobre się już rozpala! Prędzej! Gdzie kowal?! Dawać sikawkę! Gdzie jest sikawka?! Woda do beczki! Który tam?! Prędzej, dawać bednarza! Pali się! Pali się! Pali się! Pali się! Pali się! Pali się! Pali się! Pali się! „Co to się pali? I pojechali galopem dalej. „Gdzie to się pali? Pali się! Pali się! Pali się! Pali się! Zaraz się ogień w wodzie ukąpie. A tam się leje woda z sikawki. Wreszcie krzyknęli: „Odjazd! Tra-tra-ta-tam! Tra-tra-ta-tam! Strażak na wieży kichnął. Tak się skończyła historia cała".
Interwencja w Krotoszynie
W toku przeprowadzonego rozpoznania Kierujący Działaniem Ratowniczym ustalił, że w ścisłym centrum miasta, w zwartej zabudowie pali się budynek gospodarczy (szopa) w całej objętości wraz z wyposażeniem. Zabezpieczono teren działań oraz przeprowadzono rozpoznanie. Następnie podano dwa prądy wody w natarciu na palący się budynek oraz jeden prąd wody w obronie na przyległe budynki gospodarcze i mieszkalne. Po wstępnym stłumieniu pożaru KDR ustalił, że pożar częściowo przedostał się na sąsiedni budynek gospodarczy.

Po dotarciu kolejnych Sił i Środków Jednostek Ochrony Przeciwpożarowej dowódca polecił rozwinięcie trzeciej linii gaśniczej na drugi budynek objęty pożarem w niewielkim stopniu. Po zlokalizowaniu źródła zagrożenia przystąpiono do usunięcia nagromadzonego dymu oraz pary przy pomocy agregatu oddymiającego. W kolejnym kroku obiekt sprawdzono kamerą termowizyjną, która wykazała ukryte zarzewia ognia w dachu oraz ścianach obiektu (papa, mur pruski). W celu całkowitej likwidacji zagrożenia KDR podjął decyzję o częściowej rozbiórce budynku, który pod wpływem zdarzenia zagrażał mieszkańcom i użytkownikom. W likwidację zagrożenia zaangażowane były łącznie cztery zastępy w tym dwa z Jednostki Ratowniczo - Gaśniczej w Krotoszynie oraz dwa pojazdy z miejscowej OSP Krotoszyn. Działania Jednostek Ochrony Przeciwpożarowej trwały łącznie 3 godziny 54 minuty.
Incydenty Podpaleń i Rola Ochotniczej Straży Pożarnej
Poza przypadkowymi pożarami, strażacy często interweniują w przypadku celowych podpaleń. Jednym z takich dramatycznych wydarzeń było podpalenie ambulansów w Radłowie. Śląskie szpitale podarowały sześć ambulansów szpitalowi w Charkowie, gdzie trafiają ranni z linii frontu. 3 marca karetki zaparkowały pod urzędem gminy w małopolskim Radłowie, by następnego dnia ruszyć w konwoju do Ukrainy. Wieczorem ktoś je podpalił. Jedna karetka spłonęła, druga jest nadpalona. Straty - ponad 90 tysięcy zł. Dyrektor szpitala w Charkowie rozpłakał się, gdy się dowiedział. Monitoring zarejestrował, że "gość o godz. 20:00 próbował podpalać karetkę z prawej strony. Nie udało się, poszedł w kierunku sklepu, dokupił pewnie podpałkę do grilla. Podlewa przy drugim kole, płomień idzie. Widzę, że nogą zaciąga, jak ten, który wcześniej próbował podpalić urząd gminy".

Reakcje na to zdarzenie były silne. Mieszkańcy komentowali: "Temu, co to zrobił, powinni rękę uciąć. Z pół miliona poszło. Jak słyszałem parę wypowiedzi, to mnie chuj strzelał. Mówią: „Gościu się leczy, trzeba go zrozumieć”. Ja na to: „To ja ci życzę, żeby ci chałupę podpalił”. Bo już miał kilka sukcesów w tym roku ten podpalacz. Tego dnia cztery miejsca podpalił. Typowa dewastacja. Dlaczego podpalił, nie wiem".
Miejscowa Ochotnicza Straż Pożarna (OSP) aktywnie uczestniczyła w akcji. "Było po piętnastej. A potem słyszę straż. Syn pracuje w państwowej straży w Tarnowie, a tu w ochotniczej. Cały dzień jeździł, bo najpierw się dzikie wysypisko paliło, palety i karetka. A potem jeszcze szopa na cegielni. Wrócił po pierwszej w nocy. Było mi bardzo przykro, jak się dowiedziałam, że karetka się spaliła, bo szczytny cel". Niestety, wydarzenie to zbiegło się w czasie z tragedią osobistą lokalnych strażaków. "A teraz jeszcze nasz komendant OSP zmarł, 62 lata i zawał. Idę zaraz na pogrzeb. Mąż też był strażakiem i covid go wziął niedawno". Flaga na OSP została opuszczona do połowy, a ubrani na galowo strażacy i strażaczki wędrowali z proporcami do kościoła, by uczcić pamięć zmarłego. "3 marca akurat kładł się spać, kiedy przyszło wezwanie do pożaru karetki. Nie minęło pięć minut, a już się w kabinie paliło. Zatrzymali podpalacza, ale tylko dozór policyjny dostał. A wcześniej gminę chciał podpalić. I dawniej takie miał pociągi. Wujek mówił, że jak tamten był mały, ciągle coś podpalał na podwórku".

Praca strażaków, zwłaszcza ochotników, jest wymagająca i często niedoceniana. Jeden z nich, opowiadając o sprzęcie, wspomina: "Strażak OSP dostaje pieniądze za godzinę akcji. Ale zrzucamy się, żeby sprzęt kupić, bo drogi jak pierun. Strój na akcję kosztuje pięć tysięcy. Do tego buty 1000 zł, hełm półtora tysiąca". W obliczu potrzeb straży, budżet gminny bywa rozdzielany na inne cele. "A nasz burmistrz to tylko sport, sport i sport. Kort tenisowy, teraz halę za jedenaście milionów będzie budował. Kto mu tam będzie chodził, jak dziecko woli na komputerze pograć niż w piłkę? Widzi pani, jaki wóz strażacki mają ci z Przybysławic? Jeszcze chyba z lat 70. Nie ma dla straży, a ten będzie w korty inwestował. Obok w Żabnie pani burmistrz w straż inwestuje. W tamtym roku dwa samochody dostali, mundury. Tylko ona jest z PiS-u, to inaczej patrzy. A tu prosić o coś, to masakra. Ino sport i sport. A nam się pompa hydrauliczna zepsuła, cały zestaw to 100 tysięcy. Skąd wziąć? W drugim wozie rocznik 87. leje się z chłodnicy, części już nie produkują, gdzie nie pojedziemy to plama. A ten kort buduje".