Wielkopolskie OSP zamówiły 35 wozów strażackich, jednak przy ich odbiorze miało dojść do sfałszowania dokumentów. Sprawę wszczęło Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), a obecnie Prokuratura Regionalna w Poznaniu stawia zarzuty, które dotyczą między innymi sfałszowania dokumentów.

Początek śledztwa i pierwsze zarzuty
Rok temu CBA rozpoczęło badanie dostawy 35 wozów strażackich, które zamówił zarząd wielkopolskich Ochotniczych Straży Pożarnych. Obecnie Prokuratura Regionalna w Poznaniu, prowadząca śledztwo, stawia zarzuty. Jak potwierdza prokurator Jacek Pawlak, rzecznik poznańskiej Prokuratury Regionalnej, śledczy postawią zarzuty „więcej niż jednej osobie”. W sprawie karnej śledczy postawili zarzuty dwóm szefom wielkopolskiego zarządu OSP, Andrzejowi J. i Tomaszowi P. Zarzuty postawiono również Mirosławowi Stolarczykowi, właścicielowi firmy z Kielc.
Szczegóły sporu i rzekome fałszowanie dokumentów
Samochody miały dotrzeć do strażaków do końca 2016 roku. Sprawa rozbija się o to, że w dokumentach potwierdzono, iż zamówione wozy strażackie były gotowe do końca grudnia 2016 roku, podczas gdy, zdaniem śledczych, były gotowe dopiero kilka tygodni później, na początku 2017 roku. Strażacy nieoficjalnie przyznają, że scenariusz powtarza się od lat: przetarg na dostawę sprzętu ogłasza się bardzo późno, pod koniec roku budżetowego, a zwycięskie firmy mają krótki termin na realizację zamówienia - do końca bieżącego roku. W tej historii było podobnie. W zeszłym roku wielkopolska OSP ogłosiła przetarg na dostawę 35 wozów. Do końca 2016 roku 15 tzw. samochodów średnich miała dostarczyć firma Stolarczyk z Kielc. Wielkopolska OSP zamówiła również 20 tzw. wozów lekkich marki Peugeot za około 3,4 mln zł, których przystosowaniem zajmowała się firma Iuvo Cars z Częstochowy.
Andrzej Jankowski, dyrektor z wielkopolskiego zarządu OSP, przyznaje się do kłamstwa w dokumentach. Stwierdza: „Nie będę ukrywał: poświadczyłem nieprawdę w dokumentach, że te auta dojechały w terminie. Gdybym tego nie zrobił, przepadłaby dotacja, a wielkopolscy strażacy nie mieliby 20 wozów lekkich. Nie robiłem tego dla siebie, ale dla społeczeństwa”. Jak podkreśla Prokuratura Regionalna, w tej sprawie nie chodzi o oszustwo oraz o niekorzystne rozporządzenie mieniem. Postawione zarzuty dotyczą wyłącznie przestępstwa formalnego, to znaczy przedłożenia nierzetelnych dokumentów.
Pożar Puszczy Solskiej - działania strażaków - 6.05.2026 r. - Biłgoraj
Rola firmy Stolarczyk i jej sytuacja finansowa
Spośród 35 zamówionych pojazdów, za 20 „wozów lekkich” z Częstochowy już dawno zapłacono, mimo że ich dostawa miała miejsce w lutym 2017 roku. Sporne 15 pojazdów „średnich” dostarczała firma Stolarczyk z Kielc. Mirosław Stolarczyk jest rozżalony zarzutami oraz faktem, że do dzisiaj nie dostał pieniędzy za dostarczone wozy. Ubolewa: „Sytuacja jest kuriozalna. Jestem ofiarą z zarzutami”. Stolarczyk twierdzi, że jego firma wywiązała się z terminu: „Strażacy mieli odebrać wozy do końca 2016 roku. Moja firma wywiązała się z terminu, na co przedstawiłem stosowne dokumenty. To strażacy spóźniali się z dostarczeniem sprzętu do montażu”.
Stolarczyk wystawił faktury na dzień 27 grudnia 2016 roku, powstał też protokół przekazania pojazdów. Jak tłumaczy, wozy pozostały jednak w Kielcach, w depozycie na terenie jego zakładu. Strażacy mieli ubezpieczyć pojazdy, zarejestrować i potem przyjechać po nie do Kielc. Właśnie o interpretację zdarzeń z końca grudnia 2016 roku toczy się spór. 12 stycznia 2017 roku CBA weszło do kieleckiej firmy oraz do OSP. W związku z tym Mirosław Stolarczyk zażądał wtedy od strażaków natychmiastowego odbioru pojazdu. 18 stycznia 2017 roku, po dwudniowym szkoleniu dla druhów, pojazdy wyjechały z Kielc do wielkopolskich remiz. Firma Stolarczyk z Kielc, choć dostarczyła 15 wozów dla wielkopolskich strażaków, od kilku miesięcy nie może doprosić się zapłaty ponad 11 milionów złotych. Mirosław Stolarczyk do dziś nie dostał ponad 11 mln złotych za dostarczone pojazdy, musiał jednak zapłacić podatek VAT oraz dochodowy, a także swoim dostawcom. Stolarczyk podkreśla, że gdyby nie dobra kondycja firmy, upadłby przez tę sprawę.
Aspekty prawne i finansowe
Wynagrodzenie dla firmy Stolarczyk w dużej mierze miało pochodzić z dotacji unijnej. Zarząd wielkopolskiego OSP broni się, że nie ma pieniędzy i wciąż czeka na wypłatę dotacji z urzędu marszałkowskiego. Poznańska Prokuratura Regionalna podkreśla jednak, że trwające śledztwo nie blokuje wypłaty pieniędzy. Urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego (UMWW) wcześniej mówili, że przepisy pozwalają na wstrzymanie wypłaty unijnej dotacji, jeśli trwa śledztwo, twierdząc, że urząd dba o właściwe wydawanie dotacji. Pojawiła się jednak plotka, jakoby to CBA dało urzędnikom do zrozumienia, by nie uruchamiali dotacji, ponieważ sami mogą mieć wtedy kłopoty. Druhowie z OSP, nie mogąc się doczekać wypłaty dotacji, by uregulować dług wobec Stolarczyka, poszli do sądu. Pozwali samorząd województwa wielkopolskiego o zapłatę ponad 11 mln złotych. Proces toczy się w poznańskim Sądzie Okręgowym. UMWW czeka teraz na zakończenie śledztwa prowadzonego przez prokuraturę i CBA. Śledztwo zostało przedłużone do 10 października tego roku. Ciągłym oczekiwaniem zirytowany jest Mirosław Stolarczyk: „Urząd nie wie, kiedy odblokuje pieniądze dla mnie? Prokuratura nie wie, kiedy zakończy swoje śledztwo? Sam nie wiem: śmiać się, czy płakać? Sytuacja jest kuriozalna, tak można wykończyć każdą uczciwą firmę”. Andrzej Jankowski z zarządu OSP, wiedząc o wezwaniu od Stolarczyka, próbował przekonać urzędników do odblokowania dotacji, ale niczego nie wskórał.
Kwestie polityczne i tło wydarzeń
Na początku 2017 roku media obiegła wiadomość o rzekomej wielkiej aferze w wielkopolskim OSP. Niektórzy pisali nawet o wielkim szwindlu, bo strażacy wydali publiczne pieniądze, ale nie mają czym jeździć. Publikacje poprzedziła kontrola CBA, zainicjowana podobno donosem konkurencyjnych firm. Z kolei poznańska Prokuratura Regionalna wszczęła groźnie brzmiące śledztwo w sprawie oszustwa i narażenia wielkopolskich instytucji publicznych na straty kilkunastu milionów złotych. Niektórzy twierdzą, że śledztwo ma podłoże polityczne, bo CBA ma węszyć również wokół „pierwszego druha” Waldemara Pawlaka z PSL, prezesa Zarządu Głównego OSP. Mirosław Stolarczyk wskazuje, że sprawa może mieć również podłoże polityczne. Jego pracownica miała być sprawdzana przez CBA pod kątem rzekomego przekazywania pieniędzy dla byłego premiera Waldemara Pawlaka, polityka PSL, który jest szefem ogólnopolskich struktur OSP.
Odpowiedzialność i perspektywy
Andrzej Jankowski z zarządu OSP przyznaje: „To ja jestem sprawcą zamieszania”. Zapewnia, że poza poświadczeniem nieprawdy w dokumentach, wszystko jest w porządku. Jankowski zwierza się również, że ma 71 lat, 53 lata stażu pracy i wybierał się na emeryturę, ale teraz niezręcznie odchodzić: „Bo ktoś powie, że uciekam, albo że mnie wyrzucili. Głupio odchodzić, jak coś wisi”. Mimo trwającego sporu, wszystkie 35 samochodów ma być wystawionych 6 maja w Krotoszynie, z okazji Dnia Strażaka.
tags: #odbior #samochodu #osp #stolarczyk