Pożar domków letniskowych w Wołkowyi: Dramat w Nowy Rok

Wczesnym rankiem w Nowy Rok w Wołkowyi, malowniczej miejscowości nad Jeziorem Solińskim, doszło do poważnego pożaru kompleksu domków letniskowych. Dzięki szybkiej reakcji turystów i zdecydowanym działaniom policji, udało się uniknąć tragedii i uratować życie wielu osób, mimo znaczących strat materialnych.

Tragiczny początek Nowego Roku nad Soliną

Pożar wybuchł w jednym z domków letniskowych stojących nad Jeziorem Solińskim w Wołkowyi. Według wstępnych ustaleń policjantów, przyczyną było prawdopodobnie nieszczelność komina. W momencie wybuchu ognia, w domku przebywało dziesięć osób, głównie mieszkańców Rzeszowa, którzy odsypiali całonocną zabawę sylwestrową. Płomienie błyskawicznie opanowały poddasze, a następnie zaczęły rozprzestrzeniać się na sąsiednie budynki.

zdjęcie domków letniskowych nad Jeziorem Solińskim zimą

Odkrycie pożaru i alarm

Do tragedii mogło dojść, gdyby nie czujność jednej z turystek. Mimo że wszyscy leżeli już w łóżkach, kobieta przebudziła się i zeszła z pokoju na pięterku do łazienki. "To dzięki temu nie doszło do tragedii. Turystka zobaczyła kłęby dymu wydobywające się z otworów wentylacyjnych. Zaalarmowała pozostałych. Zdążyli bezpiecznie opuścić budynek. Powiadomili też strażaków i policję" - relacjonuje Katarzyna Fechner, rzeczniczka KPP w Lesku. Turyści nie mieli czasu na ubieranie się czy szukanie dokumentów, wszystkie ich rzeczy pozostały w płonącym budynku.

Akcja ratunkowa i zdecydowana interwencja policji

Od płonącego domku szybko zajął się sąsiedni, w którym nocowało dziewięć osób, mieszkańców Przeworska. Na miejsce zdarzenia szybko przybył patrol policji, który znajdował się niedaleko na interwencji. "Policjanci obudzili turystów z Przeworska, odsypiających sylwestrową zabawę. Ci jednak nie mieli ochoty wstawać z łóżek, próbowali się nawet awanturować. Policjanci byli jednak konsekwentni, przekonali ich do opuszczenia domku" - opowiada rzeczniczka Fechner.

Akcja ratunkowa podczas rozmowy z policjantem na oczach kamer

Szybkość i zdecydowanie leskich policjantów prawdopodobnie uratowały życie osobom z drugiego domku, który już po kilkunastu minutach również płonął. "Gdy dobiegłem na miejsce, waliły się przepalone krokwie pierwszego domku. 20 minut później to samo stało się z drugim" - opowiada Robert Janczak z Wołkowyi, mieszkający około 200 metrów od kompleksu.

Skutki pożaru i straty materialne

Dwa największe domki spłonęły doszczętnie. Właściciele spalonych domków oszacowali wartość każdego z nich na około 140 tysięcy złotych, co daje łączną sumę strat wynoszącą około 280 tysięcy złotych. "To cud, że nikt nie zginął" - zgodnie podkreślają miejscowi i policjanci. Ogień nie przeniósł się na pozostałe cztery domki w kompleksie, głównie dzięki szpalerowi świerków, które je osłaniały, oraz korzystnemu kierunkowi wiatru, choć siding, którym były wykończone, "prawie się topił". Policjanci kontynuują wyjaśnianie bezpośredniej przyczyny pożaru.

infografika przedstawiająca straty finansowe po pożarze

Pomoc dla poszkodowanych turystów

Czterdziestu turystom, nocującym również w sąsiadujących ze spalonymi domkach (mieszkańcy Małopolski i Śląska, planujący pobyt do końca weekendu), trzeba było udzielić pomocy, gdyż ich obiekty zostały pozbawione prądu i wody. Wójt gminy Solina, Adam Piątkowski, zorganizował dla nich schronienie w wiejskiej świetlicy w Polańczyku. Turyści mieli do dyspozycji świetlicę aż do popołudnia, gdzie mogli się ogrzać i umyć. Zajęli się nimi wójt, pracownik gminy oraz panie z Koła Gospodyń Wiejskich (KGW).

"Sąsiad Mariusz Siuciak otworzył swój sklep i dał kopę jaj na jajecznicę" - opowiada Robert Janczak. Zapewniono także kawę, herbatę i ciepłe kiełbaski. Udało się również załatwić noclegi dla tych, którzy nie mieli możliwości natychmiastowego powrotu do domu.

tags: #ofiary #pozar #w #domkow #wolkowyji