Tragiczny Pożar Zamku Tarnowskich w Dzikowie w 1927 roku

Zamek w Dzikowie, będący od 1834 roku główną siedzibą starszej linii rodu Tarnowskich herbu Leliwa, był świadkiem jednego z najtragiczniejszych wydarzeń w swojej historii. Ród Tarnowskich, wywodzący się od średniowiecznego możnowładcy Spycymira Leliwity, odegrał istotną rolę w życiu politycznym, wojskowym i kulturalnym państwa, a także zakładał i rozwijał miasta, między innymi Tarnów, Tarnobrzeg, Tarnogród, Tarnogórę i Tarnopol. W 1547 roku cesarz Karol V nadał Janowi Amorowi Tarnowskiemu dziedziczny tytuł hrabiowski. W posiadłości tej znajdowała się jedna z najcenniejszych prywatnych bibliotek w Polsce - Biblioteka Dzikowska, tworzona od początku XIX wieku.

Wybuch pożaru i początek akcji ratunkowej

W nocy z 20 na 21 grudnia 1927 roku w zamku Tarnowskich w Dzikowie wybuchł pożar. Pożar rozpoczął się na poddaszu w czasie wyjątkowo silnych mrozów. Przyczyną tragedii było pozostawienie bez należytego nadzoru lampy benzynowej, używanej do rozmrażania zamarzniętej instalacji wodociągowej.

Alarm podniesiono dopiero około trzeciej nad ranem, kiedy płomienie zauważyła służąca. Obudziła ona mieszkającego w zamku bibliotekarza Michała Marczaka, który natychmiast rozpoczął akcję ratunkową. Do walki z żywiołem dołączyli służący, mieszkańcy Dzikowa i Tarnobrzega, uczniowie miejscowego gimnazjum oraz strażacy.

Zamek w Dzikowie przed pożarem

Ekstremalne warunki i dramatyczny przebieg

Akcję ratunkową utrudniały ekstremalne warunki atmosferyczne. Hydranty były zamarznięte, gumowe węże pękały na mrozie, a wodę dowożono z odległych studni. Mimo to, w Sali Wielkiej, gdzie mieściła się Biblioteka Dzikowska, "wrzała gorączkowa praca, w której - rzec można - wszystkie zawody, stany i płci na wyścigi brały udział". Michał Marczak kierował ratowaniem zbiorów, a pomagała mu młodzież i pracownicy Tarnowskich. Ewakuacja ksiąg z niższych półek przebiegała bardzo sprawnie, jednak utrudnieniem było wyciąganie tych umieszczonych na 2. i 3. kondygnacji szaf, zwłaszcza po tym, jak złamała się jedyna dostępna drabina.

Ogromnym utrudnieniem był brak głównych drzwi, które zatarasowano, aby ogień nie przedostał się z przeddrzwi i schodów do wnętrza sali. Wynoszenie dużych sprzętów i ogromnych obrazów powodowało zatory w wąskich klatkach schodowych i utrudniało szybkie znoszenie uratowanych książek i prawdziwie cennych przedmiotów. Okien celowo nie otwierano, by nie dopuszczać do przeciągów i wzmożenia działalności żywiołu, jak opisuje kustosz Kolekcji Dzikowskiej.

Pożar który oszukał Gestapo.Zaklad Winiary i Niemiec, który wybrał Polskę i był po stronie Polaków.

Tragedia w Sali Wielkiej i bohaterskie ofiary

Najtragiczniejszy moment nastąpił w Sali Wielkiej. Mimo że Sala Wielka miała być najbezpieczniejszym miejscem w zamku, z nowoczesnym ogniotrwałym sufitem zamontowanym na początku XX wieku, drewniany strop, osłabiony długotrwałym działaniem ognia, runął na osoby ratujące księgozbiór. Zginęło dziewięć osób. W pewnej chwili na sali pozostało około 20 osób, gdy nagle "rozległ się trzask i dźwięk wypadających szyb z wszystkich okien sali, potworny huk i świst powietrza". Powstał straszliwy przeciąg, a sufit runął na posadzkę, powodując "niesłychane ciemności" i "tumany pyłu". Część sufitu zatrzymała się na szczytach szaf, co pozwoliło ocalić życie tym, którzy stali przy nich lub w najbliższym sąsiedztwie drzwi.

Wśród dziewięciu bohaterskich obrońców skarbu duchowego, którzy ponieśli śmierć, znaleźli się: Janina Kocznerówna (uczennica seminarium), Alfred Freyer (sławny lekkoatleta, ośmiokrotny mistrz Polski i wielokrotny rekordzista kraju w biegach długodystansowych), Józef i Grzegorz Gilowie (stolarze, ojciec i syn), Jan Mastelarczyk (uczeń gimnazjum), Aleksander Pomykalski (murarz), Wojciech Skiba (strażak), Bronisław Wiącek (praktykant stolarski) oraz Władysław Wiącek (czeladnik). Kilka osób zostało również ciężko rannych, w tym Adam Gronek (uczeń gimnazjalny) i Franciszek Wiącek (malarz pokojowy). Wieloletni wójt Dzikowa, Jan Słomka, zanotował w swoich „Pamiętnikach włościanina”, że najtragiczniej zginął Grzegorz Gil, któremu belka przywaliła nogi i "żywcem się palił, a do nadbiegających mu z pomocą wołał, aby siebie ratowali, bo on już zginąć musi”. Michał Marczak opisał ten moment jako "prawdziwie bohaterską śmierć, więcej bohaterską niż niejedni na wojnie".

Skutki pożaru i reakcja właściciela

Pożar trwał przez cały dzień 21 grudnia. Spłonęły dachy, stropy, wnętrza górnych kondygnacji oraz znaczna część wyposażenia. Ocalała jedynie część zachodniego, najstarszego skrzydła zamku, pochodząca jeszcze ze średniowiecza.

W czasie pożaru właściciel zamku, hrabia Zdzisław Jan Tarnowski, przebywał w Krakowie. Jego matka, Zofia z Zamoyskich Tarnowska, pozostała w Dzikowie i w ostatniej chwili została ewakuowana z płonącego zamku. Hrabia Zdzisław Tarnowski dotarł do Dzikowa wieczorem 21 grudnia, około godziny 19.30. Według zgodnej relacji świadków, bardziej od utraty zamku wstrząsnęła nim śmierć ratowników. Michał Marczak opisuje, że "przy dalszej pracy nad lokalizowaniem ognia przede wszystkim pamiętał hr. Tarnowski o tragicznie padłych w obronie skarbów kultury polskiej i Dzikowa osób i zlecił poszukiwanie zwłok".

Zamek w Dzikowie po pożarze, zniszczone dachy

Pogrzeb ofiar i dalsze losy zbiorów

Ciało Alfreda Freyera zidentyfikowano dzięki rozpoznanemu przez brata scyzorykowi. Obok odnaleziono szczątki seminarzystki Janiny Kocznerówny i Józefa Gila. Pochowano ich 23 grudnia na cmentarzu w Miechocinie. Później odnaleziono zwłoki pozostałych sześciu osób, które złożono w ocalałej z pożogi kaplicy zamkowej. W ostatni dzień roku odbył się ich pogrzeb.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się "wśród podniosłych, rzewnych uroczystości, przy udziale nieprzejrzanych zastępów publiczności", jak wspominał Jan Słomka. Mieszkanka Tarnobrzega, świadek uroczystości, wspominała: "To było straszne jak wynosili trumnę za trumną, wydawało się, że to będzie trwać bez końca. Były olbrzymie tłumy, kondukt pogrzebowy ciągnął się przez całe miasto". Co znamienne, "zwęglone szczątki Bronisława Wiącka, najuboższego z tych, co zginęli, nieśli na cmentarz członkowie rodziny Tarnowskich". Wszystkich, którzy zginęli przy ratowaniu zamku, pochowano obok siebie, przy jednej alejce cmentarnej. Okazały nagrobek Alfreda Freyera sfinansowano ze składek kibiców z całej Polski, pierwotnie przeznaczonych na koszty jego obozu przedolimpijskiego.

Po pożarze zamek zabezpieczono i częściowo odbudowano. W kolejnych latach, a zwłaszcza podczas II wojny światowej, zbiory uległy rozproszeniu. Obecnie ocalone rękopisy i dzieła sztuki znajdują się w Bibliotece Narodowej w Warszawie, w Ossolineum we Wrocławiu oraz w muzeach narodowych.

tags: #palac #tarnowskich #pozar #rysunek