Incydent z podpaleniem budki przed ambasadą Rosji w Warszawie i jego konsekwencje

11 listopada 2013 roku, podczas Marszu Niepodległości zorganizowanego w Warszawie przez środowiska narodowe, doszło do burd, w trakcie których podpalono budkę wartowniczą przy ambasadzie rosyjskiej. Incydent ten wywołał falę komentarzy, oficjalnych przeprosin ze strony władz Polski oraz stanowczy protest Rosji, eskalując napięcia dyplomatyczne między krajami. Sprawę dodatkowo skomplikowało ujawnienie nagrań w ramach tzw. afery taśmowej.

Incydent podczas Marszu Niepodległości 2013

Przebieg wydarzeń 11 listopada 2013

W trakcie zorganizowanego w Warszawie przez środowiska narodowe Marszu Niepodległości 11 listopada 2013 roku doszło do zamieszek. Na teren ambasady Rosji wrzucono kilka petard, rac oraz świec dymnych. Podpalona została wówczas budka wartownicza przy ambasadzie rosyjskiej, a także śmietnikowa altana i instalacja "Tęcza" na placu Zbawiciela. Bilans marszu wskazywał na zatrzymanie 70 uczestników Marszu Niepodległości, a w starciach z demonstrantami rannych zostało 12 policjantów. Marsz Niepodległości został, na wniosek policji, rozwiązany około godziny 17:00, po tym jak część uczestników demonstracji starła się z policjantami. Doszło także do ataku na squat przy ulicy księdza Skorupki.

Organizatorzy i skala zamieszek

Organizatorami Marszu Niepodległości były środowiska narodowe, m.in. Młodzież Wszechpolska i Obóz Narodowo-Radykalny. Polskie MSZ wyraziło głębokie ubolewanie w związku z agresywnym zachowaniem oraz incydentami ze strony uczestników "Marszu Niepodległości" z udziałem tych organizacji.

Thematic photo of the Russian Embassy in Warsaw

Reakcje i oficjalne przeprosiny Polski

Działania prezydenta i MSZ

Po 11 listopada prezydent Bronisław Komorowski przeprosił Rosję za "absolutnie skandaliczne" wydarzenia pod ambasadą. Głębokie ubolewanie w związku z incydentami wyraziło także Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Polskie władze wystosowały notę dyplomatyczną, w której wyraziły ubolewanie za incydenty. Rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski podkreślił, że nota będzie mogła zostać potraktowana jako oficjalne przeprosiny, a strona polska chce konstruktywnie rozwiązać sprawę. MSZ miało nadzieję, że incydent uda się zamknąć w taki sposób, aby nie zaszkodził on relacjom między oboma krajami. Nota dyplomatyczna z wyrazami głębokiego ubolewania miała zostać przekazana ambasadorowi Rosji w Polsce oraz rosyjskiemu MSZ przez polskiego ambasadora w Moskwie.

Nota dyplomatyczna i zabezpieczenie placówek

Wezwany do ministerstwa ambasador Federacji Rosyjskiej Aleksandr Aleksiejew otrzymał notę z wyrazami ubolewania za atak. Zwrócił on uwagę na niewłaściwe zabezpieczenie przez polską policję budynków rosyjskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego. Rosja zażądała od polskich władz oficjalnych przeprosin, gwarancji bezpieczeństwa dla wszystkich przedstawicielstw dyplomatycznych Federacji Rosyjskiej w Polsce oraz ukarania winnych i odszkodowania za straty materialne.

Stanowisko i żądania Rosji

Protest i wezwanie ambasadora

Ambasadorowi Polski w Rosji Wojciechowi Zajączkowskiemu przekazany został stanowczy protest z powodu burd, do jakich doszło przed ambasadą Rosji w Warszawie - poinformowało MSZ w Moskwie. Aleksander Aleksiejew, ambasador Rosji, wręczył wiceminister Ewie Figiel notę z prośbą o wyjaśnienia dotyczące zajścia, twierdząc, że placówka nie była dostatecznie chroniona.

Żądania odszkodowania i kary

Rosyjski resort spraw zagranicznych zakomunikował, że Rosja oczekuje oficjalnych przeprosin, gwarancji bezpieczeństwa dla wszystkich przedstawicielstw dyplomatycznych Federacji Rosyjskiej w Polsce, ukarania winnych i odszkodowania za straty materialne. Rosjanie domagali się 11 tysięcy euro z tytułu uszkodzeń trzech samochodów i bramy wjazdowej. Wstępnie straty spowodowane poniedziałkowymi zamieszkami w stolicy wyceniono na 120 tysięcy złotych.

Ostra retoryka polityków rosyjskich

Rosyjscy politycy nie przebierali w słowach, komentując incydent. Wpływowy senator Michaił Margiełow stwierdził, że "ten wstrząsający dla dużego europejskiego kraju wyskok, przesunął Polskę z roli wpływowego członka Unii Europejskiej do grupy krajów trzeciego świata". Znany populista i lider partii LDPR Władimir Żyrinowski zapowiedział, że przed polską ambasadą w Moskwie też może pojawić się "ruski marsz" i sugerował wysłanie do Warszawy oddziałów specjalnych - specnazu - do ochrony placówki dyplomatycznej. Komentator agencji RIA Novosti ocenił Marsz Niepodległości jako "to już nie nacjonalizm, to nawet nie rewanżyzm. To zwykły neonazizm". Rosja wykorzystała incydent w Warszawie do podgrzania atmosfery dyplomatycznej.

Infographic of Polish-Russian diplomatic relations

Śledztwo i aresztowania

Zatrzymanie Kamila Z.

Po incydencie przed rosyjską ambasadą oskarżono jedną osobę. Pochodzący z Radomska 22-letni Kamil Z. został zatrzymany w poniedziałek po zdarzeniu. Decyzją warszawskiego sądu rejonowego aresztowano go na dwa miesiące. Media podały, że Kamil Z. jest członkiem Brygady Łódzkiej ONR. W sprawie podpalenia budki przy ambasadzie zatrzymano także dwóch innych mężczyzn, którzy po przesłuchaniu zostali zwolnieni do domów bez przedstawienia zarzutów.

Zarzuty i postawa oskarżonego

Kamil Z. został przesłuchany, ale nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Prokuratura postawiła mu zarzut zniszczenia mienia (budki przy ambasadzie i śmietnika kamienicy przy ul. Goworka) oraz udziału w nielegalnym zbiegowisku. Adwokat Kamila Z., Szymon Zyberyng, stwierdził, że jego klient złożył przed sądem obszerne wyjaśnienia, a prokuratura uniemożliwiła mu dostęp do dowodów, w tym zapisu monitoringu ambasady. Prokurator Krzysztof Stańczuk z Prokuratury Okręgowej w Warszawie uzasadnił aresztowanie potrzebą zabezpieczenia dobra śledztwa, obawą matactwa oraz ewentualnego ukrywania się podejrzanego.

Afera podsłuchowa a incydent

Ujawnienie nagrań "Do Rzeczy"

W poniedziałek tygodnik "Do Rzeczy" opublikował fragmenty rozmowy, która miała zostać podsłuchana 5 czerwca 2014 roku w restauracji "Sowa i Przyjaciele". Nagranie dotyczyło incydentu pod ambasadą rosyjską. Męski głos mówi: "Widzisz, ale facet nauczył ich, że on dzwoni i on im rozkazuje. I tak samo poszli, spalili budkę pod ambasadą, bo minister osobiście wymyślił taką...". Chodziło o fragment rozmowy szefa CBA Pawła Wojtunika i minister Elżbiety Bieńkowskiej. CBA zaprzeczyło autentyczności rozmowy, na co autor tekstu, Cezary Gmyz, opublikował nagranie z podsłuchów. Rzecznik CBA Jacek Dobrzyński powiedział, że "sugerowanie, jakoby szef CBA Paweł Wojtunik powiedział, że policja - na zlecenie ówczesnego ministra spraw wewnętrznych - miała podpalić budkę przy ambasadzie, jest niedorzecznością, nadużyciem, nieprawdziwym twierdzeniem i sprawia wrażenie celowej manipulacji".

Reakcje polityczne i wyjaśnienia

W związku z publikacją "Do Rzeczy" ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz określił informację, jakoby miał zlecać podpalenie budki przed rosyjską ambasadą, jako "bzdurę i absurd". Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak złożył wniosek o zwołanie dodatkowego posiedzenia Sejmu, żądając wyjaśnień od premier Ewy Kopacz i szefa CBA, a także zapowiedział zwrócenie się do prokuratora generalnego o wznowienie śledztwa w tej sprawie. PO nie widziała potrzeby zwoływania dodatkowego posiedzenia Sejmu, nazywając to "absurdem i bzdurą". Premier Ewa Kopacz oświadczyła, że nie czytała publikacji i że sprawą zajmuje się prokuratura. Wiceszef sejmowej komisji ds. służb specjalnych Stanisław Wziątek z SLD ocenił, że informacje medialne mogą być elementem gry wyborczej i zapowiedział, że komisja będzie chciała uzyskać informacje od szefa ABW oraz zaprosi prokuratora generalnego i szefa CBA. Szef SLD Leszek Miller wskazał na wątki świadczące o niegospodarności i szastaniu publicznymi pieniędzmi w rozmowie Bieńkowska-Wojtunik. Ruch Narodowy zawiadomił warszawską prokuraturę okręgową o możliwości popełnienia przestępstwa przez Sienkiewicza.

Afera podsłuchowa. Jaki jest sens ścigania tego, który nagrywał?

Dochodzenie prokuratury w sprawie taśm

Prokuratura na Pradze prowadziła śledztwo w sprawie podsłuchiwania od lipca 2013 roku w dwóch restauracjach kilkudziesięciu osób. Dziennikarz Cezary Gmyz stawił się w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga i wydał nośnik z nagraniem, został też przesłuchany w charakterze świadka. W czerwcu 2014 roku prokuratura postawiła zarzuty zlecania podsłuchów biznesmenom Markowi Falencie i Krzysztofowi Rybce oraz dwóm kelnerom. Falenta nie przyznał się do zarzutów. Część wątków sprawy podsłuchów została umorzona; we wrześniu 2014 roku umorzono wątek rozmowy Sienkiewicza z Belką, uznając brak przekroczenia uprawnień, a w grudniu 2014 roku umorzono śledztwo ws. rozmowy Nowaka i Parafianowicza. W lutym 2015 roku "Gazeta Wyborcza" napisała o tajnej grupie w MSW badającej, czy za "aferą podsłuchową" stoją byli szefowie ABW, SKW i BOR oraz szef CBA, ale MSW i SKW zaprzeczyły. Warszawska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Maciej Wąsik, były wiceszef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, określił to jako "klasyczną prowokację polityczną", mającą zepchnąć na opozycję odium "podpalaczy Polski".

Konsekwencje i dalsze działania

Straty i odbudowa "Tęczy"

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała dochodzenie od organizatorów Marszu Niepodległości, czyli od Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, pokrycia kosztów i szkód wyrządzonych w trakcie marszu. Dodała, że podpalona kolejny raz "Tęcza" zostanie odnowiona. Instytut Adama Mickiewicza, właściciel instalacji "Tęcza", wydał stanowczy komunikat, oburzając się atakiem podpalaczy na strażaków. Warszawiacy po raz kolejny nie pozostali obojętni, oferując pomoc, wsparcie finansowe i akcje crowdfundingowe.

tags: #podpalenie #budki #ambasady #rosyjskiej #oficjalne #przeprosiny