Obóz zagłady w Sobiborze: Historia zbrodni i powstania

Na ogrodzonej drutem kolczastym polanie, tuż przy małej, położonej pośrodku lasu stacji kolejowej, Niemcy urządzili jeden z najstraszniejszych w okupowanej Europie obozów zagłady - SS-Sonderkommando Sobibor. Funkcjonował on od maja 1942 roku do października roku następnego. Obóz służył wyłącznie do natychmiastowej eliminacji, wykorzystując spaliny z tlenkiem węgla jako narzędzie zagłady. W ciągu zaledwie półtora roku działalności zamordowano tam co najmniej 170 tysięcy, a według niektórych szacunków nawet ponad 250 tysięcy Żydów z Lubelszczyzny i Galicji oraz z różnych krajów Europy Zachodniej, w tym około 33 tysięcy z Holandii.

Widok na alejkę pamięci na terenie byłego Obozu Zagłady w Sobiborze, z kamieniami upamiętniającymi ofiary.

Ludobójczy projekt Akcji „Reinhardt”

Niemiecki obóz zagłady SS-Sonderkommando Sobibor był jednym z trzech ośrodków masowej eliminacji, obok Bełżca i Treblinki, stworzonych w ramach strategicznej i ściśle tajnej operacji pod kryptonimem akcja „Reinhardt”. Zbrodnicze działania trwały od marca 1942 do listopada 1943 roku i były scentralizowanym planem eliminacji Żydów w Generalnym Gubernatorstwie i Europie Wschodniej. Szacuje się, że w ramach akcji Reinhardt Niemcy zgładzili około 1,6 miliona europejskich Żydów. Skala zbrodni popełnionych w tych trzech obozach pochłonęła łącznie więcej ofiar niż cały kompleks obozowy Auschwitz-Birkenau, mimo że ten jest powszechnie uznawany za główny symbol Holokaustu.

Sobibór, podobnie jak Bełżec i Treblinka, reprezentował model obozu zagłady, przynajmniej przez większość czasu. Ośrodki te zostały zaprojektowane wyłącznie w celu szybkiej i masowej eliminacji, celowo unikając połączenia z obozami pracy koncentracyjnej. Ta ścisła, czysto zbrodnicza funkcja implikowała specyficzną architekturę oraz wymuszała dążenie do totalnego zniszczenia śladów działań, które tam podejmowano. Dowództwo całej operacji znajdowało się w Lublinie, skąd zarządzano logistyką i personelem, wprzęgając w mechanizmy ludobójstwa również KL Lublin (Majdanek).

Ukryty przed światem kombinat zbrodni

Sobibór został wybudowany w izolowanym, zalesionym terenie, przy linii kolejowej Lublin-Chełm-Włodawa. Zbrodnicza machina śmierci stanęła w słabo zaludnionej okolicy, z trzech stron otoczonej sosnowym borem. Taka lokalizacja miała służyć ułatwieniu ukrycia zbrodni, ale nie tylko. Miała też zapewnić sprawną obsługę transportów kolejowych. Obóz był systematycznie podzielony na trzy funkcjonalne sektory, zaprojektowane w celu utrzymania tajemnicy i efektywności zagłady poprzez oddzielenie obszarów życia roboczego od strefy eksterminacji. W szczytowym okresie teren obozu, otoczony drutem kolczastym i polem minowym, zajmował ponad 31 hektarów.

Podział obozu

  • Sektor Lager I pełnił funkcję obozu roboczego dla więźniów stałych. Mieściły się tam baraki mieszkalne i kuchnia. Przebywali tam więźniowie zmuszani do pracy przy obsłudze obozu i sortowaniu zagrabionego mienia.
  • Lager II stanowił strefę przyjęć, gdzie odbywał się rozładunek ofiar na rampie kolejowej. Odbywała się tu proces wstępnej selekcji, po którym deportowanych kierowano do strefy mordu. W tym sektorze znajdowały się magazyny na mienie ofiar oraz barak fryzjerni.
  • Lager III był najbardziej strzeżoną strefą, która w praktyce stanowiła centrum mechanizmu zagłady. Ta część była całkowicie odizolowana od reszty obozu i to tam znajdowały się komory gazowe.
  • W północnej części ośrodka zagłady, pod koniec lipca 1943 roku, rozpoczęto budowę nowego kompleksu - tzw. obozu IV lub „obozu północnego”, który docelowo miał służyć Niemcom jako miejsce magazynowania, naprawy i demontażu zdobycznej broni sowieckiej.
Makieta obozu w Sobiborze przygotowana przez Aleksandra Peczerskiego, ukazująca podział na sektory.

Infrastruktura eksterminacji

Wraz ze wzrostem intensywności akcji „Reinhardt”, infrastruktura sektora zagłady ulegała stopniowej rozbudowie. Pierwotny budynek komór gazowych okazał się niewystarczający i został przebudowany na większą komorę, składającą się z ośmiu cel. To jednoznacznie dowodzi systematycznego wzrostu morderczej wydajności i zdolności do przyjmowania masowych transportów. Przy budowie nowych komór Niemcy wykorzystali cegły pochodzące z rozbiórki domów żydowskich z getta we Włodawie, co stanowiło symboliczny akt totalnej destrukcji żydowskiej przestrzeni życiowej na rzecz infrastruktury śmierci.

Kluczowym elementem Lager III była przybudówka z silnikami, które służyły do wytwarzania trującego gazu. Wykrycie reliktów fundamentów komór gazowych po 2000 roku dzięki badaniom archeologicznym jest krytycznym dowodem, który potwierdza topografię i metodę działania obozu, przełamując próbę totalnego zacierania śladów zbrodni.

Struktura dowodzenia

Personel SS, składający się z około 20-30 esesmanów, został przeniesiony do Sobiboru głównie ze struktur Akcji T4. Nabyte wcześniej doświadczenie umożliwiło im natychmiastowe wdrożenie zbrodniczych mechanizmów. Przykładowo, Christian Wirth, jako inspektor obozów Akcji „Reinhardt”, odegrał kluczową rolę w standaryzacji i organizacji procesów eksterminacji. Kluczową rolę w eksterminacji ludności żydowskiej dystryktu lubelskiego odegrał dowódca SS i Policji dystryktu, SS-Brigadeführer Odilo Globocnik.

Centralni zbrodniarze

W krótkiej historii obozu, funkcję dowódczą pełniło dwóch komendantów. Od kwietnia do sierpnia 1942 roku w Sobiborze dowodził Franz Stangl, austriacki nazista, który później został przeniesiony do kierowania obozem zagłady w Treblince. Po nim dowództwo objął Franz Reichleitner i funkcję komendanta pełnił aż do likwidacji obozu.

Strażnicy pomocniczy

Załogę obozu uzupełniał personel pomocniczy, rekrutowany głównie spośród sowieckich jeńców wojennych. Byli oni niezbędni do pilnowania obwodu i utrzymania dyscypliny wśród więźniów. Obóz pilnowało około 120-150 ukraińskich strażników (wachmanów), tzw. „Trawniki Männer”, czyli kolaborujących z Niemcami jeńców wojennych, najczęściej wschodnioeuropejskich, po kursie dla wachmanów w obozie szkoleniowym SS w Trawnikach koło Lublina. Jedną z najbardziej znanych postaci tego personelu, której proces symbolizował powojenne wyzwania prawne, był Iwan Demianiuk.

Mechanizm eksterminacji

W ciągu 18 miesięcy funkcjonowania w Sobiborze zgładzono co najmniej 170 000 Żydów. Większość ofiar, bo około 100 tysięcy, pochodziła z Polski. Należy jednak podkreślić, że logistyczny zasięg obozu był znacznie szerszy. Szczególnie duży był udział Żydów z Europy Zachodniej. Ponad 33 tysiące ofiar pochodziło z Holandii. Pozostałych deportowano ze Związku Radzieckiego, Niemiec, Czechosłowacji, Francji, Austrii i Jugosławii.

Proces zagłady

Decydowana większość z liczących tysiące ludzi transportów ginęła w komorach gazowych od pół, do półtorej godziny po przekroczeniu bramy obozu. Tylko nielicznym darowywano kilka dodatkowych miesięcy życia - grupa około 500-650 Żydów pracowała przy obsłudze obozu, w tym przy rozbudowie, zajęciach konserwacyjnych, obsłudze komór gazowych oraz rusztów, na których palono ciała pomordowanych. Byli to tzw. Arbeitsjuden, czyli żydowscy więźniowie, którym oszczędzono natychmiastowej śmierci. Do ich zadań należało m.in. wyprowadzanie ofiar z wagonów, sortowanie zagrabionych ubrań i przedmiotów, praca w obozowych warsztatach rzemieślniczych, obcinanie włosów kierowanym na śmierć kobietom, a także wykonywanie innych prac na rzecz obozu i jego załogi.

Po przybyciu na rampę w Lager II, deportowani byli natychmiast rozdzielani i pędzeni do Lager III. Proces eksterminacji był szybki i brutalny, maskowany pretekstem „kąpieli” i „dezynfekcji”. Nagich, podzielonych na grupy 50-100 osobowe, kierowano do komór gazowych. Nad wejściem do nich znajdowała się Gwiazda Dawida i napis "Łaźnia". W odróżnieniu od obozu Auschwitz, w Sobiborze nie stosowano cyklonu B. Niemcy znaleźli tańszą i łatwiejszą do wdrożenia metodę. Używali tlenku węgla, generowanego przez silnik spalinowy. Motor znajdował się w przybudówce obok komór gazowych w Lager III. Po wprowadzeniu ofiar do cel i zamknięciu drzwi, operatorzy SS uruchamiali silnik, a toksyczne spaliny były wtłaczane rurami do wnętrza pomieszczeń. Uśmiercani spalinami z motoru diesla dusili się w wielkich męczarniach przez 15-20 minut. Krzyk ofiar trwał pół dnia.

Zacieranie śladów zbrodni

Ciała pomordowanych wyciągano z komór i przeszukiwano w celu znalezienia ukrytych kosztowności. Następnie wrzucano je do masowych grobów znajdujących się na terenie Lager III. Od jesieni 1942 roku, w ramach tajnej akcji, której celem było zniszczenie fizycznych dowodów zbrodni, konieczne stało się wykopanie i spalenie wcześniej pochowanych ciał. W tym celu z szyn kolejowych złożono specjalny ruszt, obok którego znajdowało się wysypisko popiołów. Tłusty, szaroczarny dym z palonych ciał unosił się nad okolicą, niosąc z sobą fetor nie do wytrzymania.

Grabież mienia

Mienie odebrane ofiarom było skrupulatnie sortowane. Z początku bagaż pozostawał na rampie, potem przenoszono go na plac przy obozie II, gdzie dokonywano pobieżnej selekcji. Następnie rzeczy trafiały do obozu na Flugplatzu w Lublinie, gdzie więźniowie ponownie je segregowali, odnajdując często najcenniejsze precjoza. Zapakowane dobra odsyłano do magazynów akcji „Reinhardt” w Lublinie przy ulicy Chopina 27. Wielu esesmanów i wartowników ukraińskich miało cichy układ z sortownikami, którzy odkładali dla nich atrakcyjne przedmioty, w zamian za polepszenie codziennej sytuacji więźniów lub szansę na jeszcze jeden dzień życia. Sami więźniowie również próbowali uszczknąć coś dla siebie po zagazowanych współziomkach. Obozowa załoga miała dobre jedzenie, skradzione kosztowności, opiekę lekarską oraz najlepszych rzemieślników, którzy pod przymusem szyli eleganckie ubrania, wykonywali meble, a nawet rowerki dla ich dzieci, przerabiane z wózków żydowskich dzieci.

Zdjęcie przedstawiające więźniów przy pracach przymusowych w obozie, symbolizujące ich ciężkie warunki życia.

Warunki życia Arbeitsjuden

Ciężka praca ponad siły, przerywany krótki sen, zimno, fatalne warunki sanitarne, wszy, permanentny stres i głodowe racje żywnościowe powodowały, że więźniowie zapadali na choroby, a ich odporność szybko malała. Osadzonych męczyły przeziębienia, kaszel, bóle głowy, rąk i nóg. Wielu miało problem z psującymi się zębami. Codziennie o 5:00 rano odbywała się pobudka, o 5:30 śniadanie (ohydna, letnia kawa zbożowa lub wodnista zupa), o 7:00 wymarsz do pracy w asyście uzbrojonych strażników z psami, z nakazem śpiewania. O 12:00 obiad (pół miski kaszy, czasem kawałek koniny). Wieczorny apel o 18:00 kończył dzień, nierzadko chłostą, karą głodówki lub śmiercią. Setki i tysiące ludzi ginęły nie tylko od represji i wysiłku, ale i od chorób spowodowanych nieludzkimi warunkami. Niemcy wyławiali z transportów tych, którzy byli młodzi, zdrowi i posiadali fach, by wykorzystać ich do pracy, dopóki zachowywali sprawność i wydajność.

Opór i powstanie

Powstanie w Sobiborze było jednym z nielicznych udanych zbrojnych zrywów w obozach zagłady, mającym ogromny wymiar symboliczny - odzyskania ludzkiej godności i podmiotowości, wyrażenia niezgody na nieludzkie traktowanie, podjęcia aktywnych działań, a nie biernego czekania na swój los.

Początki konspiracji

Prawdopodobnie myśl o zorganizowanym oporze zaczęła kiełkować wśród Arbeitsjuden na początku 1943 roku. Wokół Leona Feldhendlera - syna rabina, byłego przewodniczącego Judenratu w Żółkiewce - skupiła się grupa polskich Żydów. Ich liczba najprawdopodobniej nie przekraczała dziesięciu osób, w tym N.N. Janek (szef warsztatu stolarskiego), N.N. Jakub (szef warsztatu szewskiego) i N.N. Józef (szef warsztatu krawieckiego). Początkowo aktywność konspiratorów ograniczała się do luźnych rozważań. Ruch oporu zaczął organizować się w Sobiborze dopiero na przełomie wiosny i lata 1943 roku. Dopiero we wrześniu tegoż roku, gdy w obozie osadzono grupę żołnierzy Armii Czerwonej narodowości żydowskiej, których przywódcą był por. Aleksandr „Sasza” Pieczerski, przygotowania do buntu nabrały realnych kształtów.

Tablice informacyjne przy wejściu na teren byłego Obozu Zagłady w Sobiborze.

Impuls do działania

Wpływ na to miało kilka czynników. Pod koniec czerwca lub na początku lipca na obozowej rampie zastrzelono kilkuset Żydów, którzy stawili opór strażnikom zaraz po przybyciu ich transportu. Z notatek odnalezionych wśród ubrań i bagaży sobiborscy Żydzi dowiedzieli się, że ofiarami byli ostatni więźniowie obozu zagłady w Bełżcu. Pracowali oni przy likwidacji obozu i zacieraniu śladów po jego istnieniu, a po wykonaniu zadania zostali wysłani na śmierć do Sobiboru. Odkrycie to wywarło ogromne wrażenie, gdyż więźniowie Sobiboru mieli wszelkie powody, aby przypuszczać, że w momencie likwidacji obozu spotka ich ten sam los. Obawy dodatkowo podsyciło zmniejszenie liczby transportów, które pozwalało przypuszczać, że działalność obozu dobiega końca. Do więźniów docierały także strzępy informacji o powstaniu w getcie warszawskim oraz o przerwaniu niemieckiego frontu na Wschodzie, budząc niepokój, ale także nadzieję.

Feldhendler i jego towarzysze szybko doszli do wniosku, że wobec ostrych środków bezpieczeństwa stosowanych przez załogę indywidualne ucieczki mają niewielką szansę powodzenia i skutkują odwetowymi represjami wobec współwięźniów. W tej sytuacji uznali, że jedynym wyjściem jest zorganizowanie zbiorowej ucieczki. Brakowało jednak osoby z doświadczeniem w organizacji oporu.

Przełomem okazało się przybycie do obozu 23 września 1943 roku transportu z getta w Mińsku, w którym znaleźli się radzieccy jeńcy wojenni, a wśród nich por. Aleksander „Sasza” Peczerski. Swoim śmiałym i stanowczym zachowaniem zwrócił uwagę Feldhendlera, który postanowił się z nim spotkać i wtajemniczyć go w plany buntu. Do spotkania doszło 29 września. Od tego momentu rozpoczęła się ścisła współpraca pomiędzy obu mężczyznami. Utworzyli oni kilkuosobową komórkę organizacyjną, która zajęła się przygotowaniem powstania, tworząc tzw. Podziemny Komitet. Na jego czele stanął Peczerski, z Feldhendlerem jako zastępcą. W skład komitetu weszli także czterej inni członkowie „polskiej” konspiracji: stolarz Janek, krawiec Józef, szewc Jakub, Moniek - przełożony Putzerów, a także trzej najbliżsi współpracownicy Peczerskiego: Szlomo Leitman, Borys Cybulski i Aleksander Szubajew. Porozumienie pomiędzy polskimi a sowieckimi Żydami otworzyło przed obozowym ruchem oporu zupełnie nowe możliwości - jeńcy wnieśli swoje doświadczenie wojskowe, a polscy Żydzi - znajomość topografii obozu i panujących w nim warunków.

Jednym z pierwszych sukcesów konspiracji było wyeliminowanie Oberkapo Herberta Naftaniela, znanego jako „Berliner”, który był powszechnie znienawidzony za brutalność i donosicielstwo. Pewnej nocy na przełomie września i października grupa konspiratorów ciężko go pobiła, a on zmarł następnego dnia.

Niezrealizowane plany i strategia

Rozważane były różne warianty zbiorowej ucieczki, w tym otrucie esesmanów, zabicie ich we śnie, atak na niemieckie kasyno granatami czy podpalenie magazynów odzieżowych. Konspiratorzy przez blisko dwa miesiące pracowali nad wykopaniem tunelu. Wszystkie te plany, z różnych przyczyn, nie zostały zrealizowane. Peczerski doszedł do wniosku, że jedynym sposobem na wydostanie się z obozu jest zbrojne powstanie, wykorzystując chciwość esesmanów do zwabiania ich w ustronne miejsca i cichej likwidacji. Sowieccy jeńcy, z ich wyszkoleniem wojskowym, mieli stanowić trzon grup bojowych.

W przygotowania wtajemniczonych było około 30-40 więźniów. Ogół Żydów miał dowiedzieć się o powstaniu dopiero w momencie rozpoczęcia ucieczki, aby uniknąć dekonspiracji przez konfidentów. Zdecydowano, że bunt wybuchnie za dnia, w godzinach popołudniowych, co miało ułatwić likwidację esesmanów rozproszonych po obozie i zapewnić osłonę zapadającego zmroku. Ustalono termin powstania na 14 października, ponieważ kilku esesmanów miało wówczas wyjechać na urlopy. Ponadto do współpracy wciągnięto dwóch więźniów funkcyjnych (kapo), Szymona Pożyckiego oraz niejakiego Czepika.

Plan powstania

Plan więźniów zakładał trzy etapy:

  1. Przygotowanie: Wyposażenie poszczególnych grup więźniów w noże, siekiery oraz ewentualnie broń palną skradzioną załodze obozu. Dostarczenie narzędzi nie było problemem, ale broń palna miała pochodzić od załogi i z magazynu.
  2. Likwidacja załogi: Zwabienie członków załogi w określone miejsce (warsztaty w Lager I, magazyny w Lager II) i ich potajemne zabicie. Chodziło o to, by egzekucje nie wzbudzały podejrzeń i nie spowodowały paniki. Planowano, że o 15:30 kapo Pożycki zaprowadzi wybranych jeńców do obozu II, a o 16:00 przecięta zostanie linia telefoniczna i spiskowcy z obozu I przystąpią do zabijania Niemców. W ciągu godziny zamierzano zabić możliwie dużą liczbę niemieckich oficerów, co miało wprowadzić chaos w działania strażników.
  3. Masowa ucieczka: Po zabiciu esesmanów, Pożycki i Czepik mieli zwołać wszystkich Żydów na wieczorny apel, a następnie poinformować ich o powstaniu i poprowadzić uformowany w kolumnę marszową tłum w kierunku bramy głównej. Zakładano, że zdezorientowani i pozbawieni dowództwa wachmani wezmą uciekających Żydów za komando zabierane do pracy w pobliskim lesie i bez walki otworzą bramę. Drugą drogę ucieczki planowano poprzez przerwanie ogrodzenia w pobliżu pomieszczeń niemieckich, zakładając, że tam teren nie jest zaminowany. W innych miejscach należało doprowadzić do bezpiecznego zdetonowania min.
Planowano także przeciąć linie telekomunikacyjne i energetyczne oraz unieruchomić samochody, aby uniemożliwić esesmanom wezwanie posiłków. W sformowano sześć „grup bojowych” złożonych z sowieckich więźniów, by zapewnić koordynację działań. Zapadający wcześnie zmrok miał dać osłonę uciekinierom.

Przebieg buntu

Powstanie rozpoczęło się 14 października 1943 roku, krótko przed godziną 16:00. W warsztacie krawieckim zabito Johanna Niemanna, pełniącego obowiązki dowódcy obozu, uderzonego siekierą przez Szubajewa i dobitego nożem. W podobny sposób zamordowano innego Niemca w pracowni krawieckiej i Sturmführera Gettingera w pracowni szewskiej. Do godziny 16:30 zabito czterech Niemców. Dwóch więźniów przecięło kable elektryczne i telefoniczne, wyłączając prąd w ogrodzeniu. W kolejnych minutach dokonano następnych morderstw, a przed zbiórką zginęło w sumie dziesięciu Niemców. Udało się też odciąć łączność telefoniczną obozu z innymi posterunkami niemieckimi.

Kiedy rozległ się sygnał wzywający na apel (na rozkaz Saszy, Pożycki zagwizdał 15 minut za wcześnie), więźniowie wyszli na plac. Peczerski zaczął krzyczeć: „Towarzysze! Do bramy!”, a Szubajew: „Hura!”. Wtedy więźniowie, którzy zrozumieli co się dzieje, zaczęli rozbiegać się w różne strony. Najliczniejsza grupa pobiegła w stronę bramy głównej. Inna grupa udała się w kierunku magazynu broni i mimo ostrzału udało się im dostać do środka. Mimo że nie wszystko poszło zgodnie z planem, a część spiskowców straciła nerwy i zamiast stworzyć karną grupę, zaczęła się przepychać do ogrodzenia, zaalarmowało to strażników. Wywiązała się strzelanina. Strażnicy z wieżyczek zaczęli strzelać do uciekających więźniów, lecz buntownikom udało się sforsować główną bramę. Rozpoczęto także rozcinanie drutu kolczastego wokół zabudowań dla Niemców oraz łopatami rozrywano druty w innej części ogrodzenia. Ludzie zaczęli uciekać poprzez te nowe przejścia, trafiając na pole minowe, gdzie wielu zginęło. Ich ciała otworzyły drogę ucieczki dla pozostałych. Niemcom i Ukraińcom nie udało się już powstrzymać uciekającego tłumu, bowiem „nic nie było w stanie zatrzymać tego szaleńczego pędu”.

Niemiecki Obóz Zagłady w Sobiborze #57

Obława i los uciekinierów

W czasie buntu i ucieczki około 40 więźniów zginęło podczas walki z załogą obozową oraz w czasie forsowania pola minowego. Z obecnych w dniu powstania na terenie Sobiboru 17 Niemców, 12 zostało zabitych przez powstańców, a także dwóch Ukraińców. Według skrupulatnych wyliczeń Marka Bema, z obozu uciekło 275 osób. Szacuje się, że około 320 więźniom udało się uciec.

Niemcom stosunkowo szybko udało się opanować sytuację na terenie obozu. Karl Frenzel, który przyjął obowiązki komendanta, powiadomił swoich przełożonych oraz odpowiednie jednostki policji i wojska o zaistniałym wydarzeniu, prosząc o pomoc w pościgu. Dzień po powstaniu na terenie obozu zagłady zamordowano 159 osób - najprawdopodobniej więźniów zatrzymanych na terenie obozu, w tym robotników z budowanego wówczas obozu IV oraz członków sonderkommanda z obozu III. Egzekucji dokonano również na kilkunastu powstańcach, którym nie udało się zbiec lub którzy wrócili do lagru. W raportach niemieckich z 16 października wspomniana jest liczba 200 zabitych.

Po opanowaniu sytuacji na terenie obozu Niemcy rozpoczęli pościg za uciekinierami. Połączone siły żołnierzy Wehrmachtu, policji konnej, policji porządkowej, żandarmerii i straży granicznej zaczęły przeszukiwać teren wokół obozu. Do pościgu zaangażowano także specjalny oddział policji z psami oraz dwa lub trzy samoloty zwiadowcze. W sumie zatrzymano lub zabito około 100-130 uciekinierów. Poszukiwania ustały ostatecznie 21 października.

Wojnę przeżyło co najmniej 61 z uciekinierów, w tym osiem kobiet. Pozostali padli ofiarą partyzantów, zmarli z powodu chorób i wycieńczenia, podczas ukrywania się w lesie i gospodarstwach chłopskich lub w innych, trudnych dziś do zidentyfikowania okolicznościach. Aleksander Peczerski przedostał się do partyzantów sowieckich, później został wcielony do Armii Sowieckiej, choć kilka lat spędził w sowieckich łagrach, oskarżony o zdradę ojczyzny. Zmarł w 1990 roku. Wielu uciekinierów wyemigrowało do Izraela, Stanów Zjednoczonych lub krajów swojego pochodzenia. Jedni próbowali zapomnieć, inni publikowali wspomnienia i brali czynny udział w procesach przeciwko nazistom. Historię powstania upamiętniają dwa filmy fabularne: brytyjski pt. „Ucieczka z Sobiboru” z 1987 roku oraz rosyjski pt. „Sobibór” z 2018 roku.

Pomnik poświęcony pamięci ofiar Obozu Zagłady w Sobiborze.

Likwidacja obozu

W obliczu powstania i masowej ucieczki, Niemcy doszli do wniosku, że dłużej nie uda się im utrzymać Sobiboru jako tajnego ośrodka zbrodni. W konsekwencji zadecydowano o natychmiastowej likwidacji obozu. Kilka dni po wybuchu powstania Niemcy zadecydowali o likwidacji obozu w Sobiborze.

Wszystkie elementy infrastruktury nadające się do użytku zostały wywiezione, a budynki komór gazowych wysadzono w powietrze. Aby stworzyć naturalny kamuflaż i ukryć masowe groby, teren obozu został zalesiony. Ta próba totalnego zatarcia śladów miała utrudnić powojenne śledztwa i zaprzeczyć istnieniu ośrodka zagłady. Ostatni świadkowie, więźniowie z Treblinki, którzy dokonali demontażu, zostali rozstrzelani na terenie obozu. W połowie grudnia 1943 roku prace związane z likwidacją obozu zostały ukończone. Wszyscy żydowscy robotnicy biorący w niej udział zostali zamordowani przez esesmanów.

Na miejscu pozostało kilka baraków obozowych oraz wyremontowano budynki pobliskiego nadleśnictwa. Służyły one Urzędowi Służby Budowlanej, który w styczniu 1944 roku przejął kontrolę nad tym terenem i nadzorował budowę fortyfikacji obronnych nad Bugiem. W lipcu 1944 roku okolice te zostały zajęte przez oddziały Armii Czerwonej. Pozostałości zabudowy obozowej wykorzystywane były przez władze polskie podczas akcji przesiedlania Ukraińców, wówczas zostały one zupełnie zdewastowane. W ten sposób ostatnie materialne ślady po niemieckim obozie zagłady w Sobiborze przestały istnieć. Obecnie znajduje się tam Muzeum Byłego Obozu Zagłady w Sobiborze.

tags: #podpalenie #czlowieka #w #sobiborze