W podlubelskim Świdniku doszło do niewyobrażalnej tragedii, w wyniku której zginęły dwie osoby: 27-letnia kobieta i jej 29-letni partner. Zdarzenie miało miejsce w jednym z mieszkań przy ulicy Hallera, a jego przyczyną było podpalenie i wybuch łatwopalnych substancji.
Przebieg tragicznych wydarzeń
W połowie kwietnia bieżącego roku służby ratunkowe zostały powiadomione o wybuchu w jednym z mieszkań przy ulicy Hallera w Świdniku. Na miejscu zdarzenia ratownicy znaleźli ciężko ranną 27-letnią Marlenę K. oraz 29-letniego Damiana K., którzy zostali przetransportowani do szpitali we Wschodnim Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej. Wstępne ustalenia wskazywały, że zarówno wybuch, jak i niewielki pożar, szybko ugaszony przez przypadkowe osoby, nie były przypadkowe.

Jak się okazało, w mieszkaniu, w którym doszło do wybuchu, zamieszkiwał Damian K. wraz z matką. Tego dnia kobiety nie było w środku. Mężczyzna spotykał się z Marleną, która planowała się z nim rozstać. Nie mogąc pogodzić się z jej decyzją, Damian K. po raz kolejny próbował namówić ją do zmiany zdania. Podczas kłótni 29-latek oblał swoją partnerkę łatwopalną cieczą z kanistra, najprawdopodobniej benzyną, a następnie ją podpalił. W mieszkaniu nagromadziła się spora ilość oparów benzyny, co doprowadziło do eksplozji, która była tak silna, że z okien wyleciały szyby, a fragmenty szyby i rolet wylądowały obok świadków.
Jeden z mieszkańców Świdnika opowiadał: „Szedłem do pracy i usłyszałem wielki huk. Fragmenty szyby i rolet wylądowały obok mnie.” Inny świadek wspominał: „Myślałam, że ktoś rzucił kamieniem w szybę, albo wyskoczył przez okno, bo słychać było dźwięk tłuczonego szkła. Wyszłam na balkon, a tam z okna z dołu wydobywały się języki ognia. Ktoś krzyczał, że był wybuch.”
Reakcja świadków i próba samobójcza sprawcy
Ludzie natychmiast wezwali pomoc i sami rzucili się na ratunek. Pierwszy na miejscu znalazł się Paweł R., który w przedpokoju zobaczył mężczyznę z płonącym ubraniem. Paweł R. wyprowadził Damiana K. z mieszkania i zapytał, czy ktoś jest jeszcze w środku. Mężczyzna potwierdził, po czym świadek ruszył na pomoc dzieciom na pierwszym piętrze.
Po opuszczeniu mieszkania, Damian K. wszedł do mieszkania sąsiadki, gdzie chwycił nóż i próbował poderżnąć sobie gardło. Następnie wyskoczył przez balkon, prawdopodobnie chcąc uciec, ale został zatrzymany i przewieziony do szpitala.
Walka o życie Marleny i umorzenie śledztwa
Stan Marleny K. od początku był bardzo ciężki. Miała poparzone ponad 80-90% powierzchni ciała i przez cały czas była utrzymywana w śpiączce farmakologicznej. Lekarze Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej walczyli o jej życie, a jej bliscy apelowali o zbieranie krwi. Niestety, pomimo starań lekarzy, nie udało się uratować jej życia. Marlena K. zmarła w piątek, 20 kwietnia.
Tydzień później, w tym samym tygodniu, zmarł również Damian K. On również miał liczne oparzenia oraz ranę ciętą szyi, będącą wynikiem prawdopodobnej próby samobójczej. Prokuratura Okręgowa w Lublinie, poprzez rzeczniczkę Agnieszkę Kępkę, potwierdziła śmierć mężczyzny.
W sprawie brutalnego zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, do jakiego doszło w połowie kwietnia, prokuratura prowadziła śledztwo. Zabezpieczono dowody, przesłuchano świadków i zasięgnięto opinii biegłych, co potwierdziło wstępne ustalenia, że Damian K. próbował pozbawić życia Marlenę. Z uwagi na śmierć sprawcy, postępowanie zostało umorzone. Początkowo istniał scenariusz, że Damian K. oblał swoją dziewczynę benzyną i podpalił, co doprowadziło do wybuchu, a oboje zostali ciężko ranni.
Motywy i przeszłość
Jak ustalili śledczy, Marlena K. zakochała się w niewłaściwym człowieku. Damian K. miał kryminalną przeszłość i problemy z narkotykami, choć obiecywał, że z tym zerwie. Niestety, słowa nie dotrzymał. Kiedy Marlena planowała się z nim rozstać, 29-latek nie potrafił pogodzić się z tą decyzją. Zaprosił ją na "ostatnią rozmowę", podczas której doszło do tragedii. Przy znajomych Damian K. miał powiedzieć Marlenie: "Po moim trupie", gdy ta chciała zerwać.
Prokuratura czekała jeszcze na wyniki sekcji zwłok w celu pełnego wyjaśnienia okoliczności obu zgonów.
tags: #podpalenie #kobiety #swidnik