Historia pożarów w Lublinie: od cudownego ocalenia po wyzwania współczesności

Pożary przez wieki stanowiły istotny element życia człowieka, budziły lęk i respekt. Dotykały jednostek, jak i większych społeczności, w tym społeczności miejskich. Ze względu na poważny wpływ na życie miast - gospodarkę, architekturę i przestrzeń - były często odnotowywane w dokumentach miejskich czy kronikach klasztornych. Niektóre tego typu wydarzenia udokumentowane są dodatkowo przez historyczną ikonografię. Pożary towarzyszyły Lublinowi właściwie przez cały czas jego 700-letniej historii. Wiele z nich na trwałe zapisało się w pamięci mieszkańców i w architekturze miasta.

Widok na Lublin w 1618 roku

Wielki Pożar Lublina w 1719 Roku: Płomienie i Cud Ocalenia

Przyczyny i Rozwój Katastrofy

Niewiele brakowało, by 2 czerwca 1719 roku Lublin doszczętnie spłonął. Miasto ocalało - dosłownie - cudem. Tego dnia nic nie zapowiadało tragedii. Nagle w jeden z budynków w dzielnicy żydowskiej w Lublinie uderzył piorun lub - według innej wersji - doszło do zaprószenia ognia „przez nieostrożność”. Druga opcja jest o tyle prawdopodobna, że w wielu domach w tej części miasta znajdowały się warsztaty. Ponadto religia zakazywała mieszkańcom gaszenia szabatowych świec, co zwiększało ryzyko pożaru. Ponieważ zdecydowana większość budowli była wtedy drewniana, dom stanął w płomieniach, a od niego zaczęły zapalać się kolejne. Nie była to pierwsza taka katastrofa, która dotknęła Lublin, ponieważ pożary zdarzyły się już wcześniej w 1702 i 1710 roku.

Skala Zniszczeń i Konsekwencje Architektoniczne

Zasięg ognia poznajemy m.in. dzięki Marii Ronikierowej, która w „Ilustrowanym Przewodniku po Lublinie” w 1901 roku zapisała: „Do wojny i moru przyłączył się w 1710 (1719 - błąd autorki - przyp. red.) okropny pożar, niszcząc znaczną część miasta poza murami położoną. Ogień wybuchł dnia 2 czerwca przy ulicy Kowalskiej, poza obrębem murów miejskich, gnany wiatrem przeniósł się do środka miasta i na przedmieścia; spaliły się ulice: Grodzka, Złota, Rybna, na Krakowskiem Przedmieściu Zielona, całe Podzamcze”. Co istotne, ulica Grodzka znajdowała się w pewnej odległości od pierwotnego źródła pożogi. Straty, jakie poczynił ogień, okazały się ogromne. Najważniejsze świątynie zniknęły, podobnie jak zdecydowana większość niegdysiejszej gotyckiej zabudowy. Mówi się wręcz, że pożar z 1719 roku zakończył w Lublinie epokę późnośredniowiecznego budownictwa.

Zazwyczaj w przypadku podobnych klęsk żywiołowych zwalniano mieszkańców z części podatków, aby umożliwić szybszą odbudowę oraz wzmocnić lokalną gospodarkę. Tym razem jednak prawdopodobnie to nie nastąpiło - brak jest jakichkolwiek dokumentów, które by o tym świadczyły. Lublin na skutek serii pożarów stopniowo zaczął podupadać i tracić na znaczeniu.

Cudowna Interwencja i Upamiętnienie

Ogień rozprzestrzeniał się, ogarniając coraz większe połacie miasta. Wydawało się, że nic - poza boską interwencją - nie jest w stanie go zatrzymać. Księża i rabini wznosili modły w tej intencji. Sądzono, że tylko cud może uratować Lublin, więc postanowiono go sprowadzić. Mieszkańcy wylegli na ulice, upatrując w tym jedynej szansy na ocalenie.

To, co wydarzyło się później, jest różnie przedstawiane. Według jednych autorów ogień po prostu się zatrzymał. Według innych - nagle spadł deszcz, który ugasił płomienie. Zdaniem części mieszkańców Lublina to relikwia uratowała miasto. Jak pisze Maria Ronikierowa: „oddali się pod opiekę Drzewa Krzyża Św. Z kościoła Świętego Stanisława wyszła procesya i kapłan tą relikwią rozhukany żywioł przeżegnał, a płomienie natychmiast gasnąć zaczęły”.

Do dziś ten cud jest wspominany przez lublinian. W każdą rocznicę pożaru - 2 czerwca - w mieście organizowana jest procesja, która ma upamiętnić tę, która uratowała Lublin przed tragedią. W roku 2024 za koordynację inscenizacji, której koordynatorem był Jacek Jeremicz, odpowiadało Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej. Pochód wystartował w niedzielę o godzinie 20:45 po mszy w Bazylice oo. Dominikanów.

W 298. rocznicę wydarzeń pożaru z 1719 roku odtworzono w formie happeningu procesję dominikańską, która ratowała wtedy Lublin. Towarzyszyła jej narracja o dziejach miasta, poprzedzona prezentacją sprzętu gaśniczego. W 300. rocznicę ocalenia miasta w Lublinie również odbyło się specjalne wydarzenie upamiętniające.

Pożar Lublina

Ikoniczny Obraz „Pożar Lublina w 1719 roku”

Organizatorzy współczesnych upamiętnień przyznają, że jedną z inspiracji - oprócz samego wydarzenia historycznego - był obraz „Pożar miasta Lublina”. Autor tego dzieła pozostaje nieznany, to zapewne anonimowy malarz cechowy. Powstało najprawdopodobniej w okresie od 1720 do 1752 roku. Obecnie znajduje się w kaplicy św. Marii Magdaleny (Szaniawskich) Bazyliki oo. Dominikanów. Obraz jest nietypowy i wielki również pod względem fizycznym: szerokość jego podstawy sięga 385 cm, wysokość w miejscu najwyższym - 325 cm, przy czym prostokąt części dolnej przechodzi górą w półkole.

Malowidło wykonano zapewne w II ćwierci XVIII wieku. Trzeba przyznać, że nie tylko oddaje ono atmosferę towarzyszącą wydarzeniom z 2 czerwca 1719 roku, ale i wspaniale przedstawia „anatomię” Lublina z tamtego okresu. Dodatkowo opisano pod nim kierunki rozprzestrzeniania się ognia oraz trasę procesji, dzięki której „pożar [został] mocą i protekcią Krzyża Św. Ugaszon”. Obraz poddano gruntownej konserwacji w roku 1954, dzięki funduszom Ministerstwa Kultury i Sztuki. Przemalowany całkowicie w XIX wieku, mocno zniszczony, obraz oczyszczono i zdublowano na nowe płótno w Państwowej Pracowni Konserwacji Zabytków Malarstwa w Warszawie.

Obraz

Lublin w Płomieniach: Inne Kluczowe Pożary w Historii Miasta

Chyba każda miejscowość, bez względu na to, czy w większości budulcem dla niej był kamień, czy drewno, przeżyła w swojej historii niejeden pożar - bardziej lub mniej rozległy swym zasięgiem, bardziej lub mniej dramatyczny w skutkach. Są jednak takie pożogi, które w dziejach miasta, a przede wszystkim w pamięci i tradycji jego mieszkańców, były wyjątkowe. Dwa takie pożary przeszły do historii Lublina jako najbardziej zapamiętane - pożar z 1575 roku i ten z 1719 roku. Być może dlatego, że pozostała po nich dokumentacja pisana, przechowywana obecnie w Archiwum Państwowym w Lublinie, i ikonograficzna, wzmagająca o nich wyobrażenia przez kolejne stulecia.

Pożar z 1575 Roku

Pierwszy z nich to pożar Lublina, który wybuchł w nocy z 7 na 8 maja 1575 roku, opisany przez Sebastiana Klonowica, ówczesnego pisarza rady miejskiej. Drugi z opisów zawdzięczamy Adamowi Przytyckiemu, pisarzowi urzędu wójtowskiego, który relacjonował świąteczny dzień 8 maja m.in.: „Dzień ósmy maja - straszliwy i tragiczny pożar miasta Lublina i przedmieścia lubelskiego. W roku Pańskim 1575 w maju, w niedzielę, w samo święto św. [...] Potem w dalszym ciągu nienasycony ogień czynił spustoszenia w różnych częściach miasta, pochłaniając kolejno, bez różnicy, wszystkie budynki, prywatne i publiczne, ratusz, kramy, domy duże i małe. A jednak dzięki łasce boskiej pośród ogólnej klęski ocalał dom Mansjonarzy, znajdujący się na cmentarzu przy kościele Św. Michała”. Pożar ten objął swym zasięgiem zabudowania koło lubelskiego zamku oraz lokalnie kilka części miasta, aż po dzisiejszy Plac Litewski.

Mapa Lublina z zaznaczonym zasięgiem pożaru z 1575 roku (opracowanie graficzne)

Seria Pożarów na Początku XVIII Wieku (1702, 1710)

Lublin dość niefortunnie rozpoczął nowy, XVIII wiek. Odbiciem kondycji państwa w mikroskali były miasta królewskie obciążone dodatkowymi podatkami oraz służebnościami na rzecz dworu i wojska. Nie inaczej było w wypadku Lublina, któremu nie było dane powrócić do świetności sprzed „potopu szwedzkiego”. Miasto paliło się dwukrotnie: w roku 1702 ogień objął przedmieścia, a w 1710 strawił także część dawnego miasta w murach. Spłonęły lub zostały uszkodzone kwartały przy ulicy Złotej, Rybnej oraz Grodzkiej. Ponadto częściowemu zniszczeniu uległy: Podzamcze oraz Przedmieście Krakowskie. Do dziś w przestrzeni ulicy Złotej oraz Rybnej można zauważyć kamienice lub ich części pochodzące z XVIII wieku, będące efektem odbudowy po roku 1710.

Pożary Zakonne i Zmiany w Zabudowie (1732, 1733, 1752, 1768)

Analizując pożary XVIII wieku, można odnieść wrażenie, że są bardzo dobrze udokumentowane, przynajmniej w porównaniu do wcześniejszych klęsk ognia. Dotyczy to między innymi pożaru z 2 czerwca 1719 roku, ale także innych ważnych wydarzeń. Znane są natomiast dzieje klasztoru wizytkowskiego po pożarze z roku 1732. Ten tragiczny pożar drewnianych zabudowań klasztornych pochłonął łącznie prawie trzydzieści ofiar śmiertelnych. Efektem pożogi była kontynuowana fundacja, której efekty można obserwować dzisiaj. Zabudowania obecnego Centrum Kultury to fundacja z połowy XVIII wieku oraz wynik przemyśleń po tak wielkiej tragedii. Zwieńczeniem tej fundacji stała się figura Chrystusa Frasobliwego, ufundowana pod koniec lat 60. XVIII wieku.

Podobnie rzecz się ma z kościołem św. Ducha. Zaledwie rok po tragedii u Wizytek, spłonął dawny kościół szpitalny. Staraniem prepozyta, ks. Ludwika Burneta, odnowiono świątynię. Jej obecny wygląd jest efektem odbudowy po pożarze z roku 1733.

Trzeci pożar, który w znaczny sposób przyczynił się do zmiany wyglądu zewnętrznego całych kwartałów, był ten z roku 1768. Płonęło wtedy całe Krakowskie Przedmieście, od kościoła bernardynek aż do kościoła kapucyńskiego. Oba te przybytki zostały doszczętnie zniszczone. Straty były ogromne. Tylko w kościele należącym do żeńskiego zgromadzenia bernardyńskiego wyniosły one dwieście czterdzieści tysięcy złotych polskich. Odbudowa kwartałów na Korcach, przy obecnej ulicy Koziej, dawnym Placu Bernardyńskim, małych uliczek przy trakcie krakowskim oraz samej ulicy Krakowskie Przedmieście i okolic Placu Litewskiego odbywała się w stylu klasycystycznym, co także można dzisiaj odczytać w topografii miasta.

Nie każdy niszczycielski pożar pozostawiał po sobie tak widoczne przekształcenia. Kolegium oraz kościół jezuicki płonęły w marcu 1752 roku. Straty wyceniano na niebotyczną kwotę miliona złotych polskich. Z punktu widzenia powyższych rozważań, odnowienie kościoła po tym pożarze miało jedynie charakter wewnętrzny. Ta konkretna tragedia jednego zakonu nie jest dzisiaj możliwa do odczytania w wyglądzie zewnętrznym budowli, gdyż efekt odbudowy został całkowicie zatarty przez inny wielki pożar. To jego efekty dzisiaj widać w przestrzeni wokół Placu Katedralnego.

Ostatnia Wielka Pożoga: Rok 1803

Pożar z roku 1803 to ostatnia wielka pożoga, która trawiła Lublin przez prawie dwa tygodnie. Miasto bez fachowej służby zwalczającej ogień, bez sprzętu do walki z tego typu kataklizmem, stało się ofiarą szalejącego ognia. Ulica Korce, kolegium jezuickie i wschodnia część Krakowskiego Przedmieścia legły w gruzach. Tragedię powiększał stan miasta pod zaborem austriackim. Lublin pozostawał mało znaczącym miastem gdzieś na północno-wschodnich rubieżach Cesarstwa Austriackiego.

Reakcje, Odbudowa i Rozwój Prewencji Przeciwpożarowej

Konsekwencje i Środki Zaradcze

Zwarta zabudowa miast i drewniane budynki przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych (np. silny wiatr) powodowały łatwe rozprzestrzenianie się ognia. W przypadkach opisanych pożarów, zniszczenia spowodowane ogniem były jednocześnie przyczynkiem powstania czegoś nowego i lepszego, przynajmniej w zamierzeniach władz zwierzchnich. Nakazy budowy murowanych domów w rynkach i na przedmieściach miast prowadziły do ich rozbudowy. Tak było w Łęcznej po pożarze z 1775 roku, gdy jej właścicielka Elżbieta z Branickich Sapieżyna kazała stawiać na pogorzelisku „nowe miasto”, z zakazem budowania domów drewnianych, co zresztą nie zawsze było przestrzegane. Powstał z tego tak zwany Rynek I, będący w XIX wieku. Tego typu działania miały charakter prewencyjny. Fragment planu regulacyjnego Łęcznej po pożarze miasta w 1846 roku, znajdujący się w Archiwum Państwowym w Lublinie, oddaje nie tylko skalę zniszczeń, ale także rozwiązania, które miały w przyszłości doprowadzić do uregulowania przestrzeni miejskiej.

Fragment planu regulacyjnego Łęcznej po pożarze w 1846 roku, ilustrujący ówczesne środki prewencji

Narodziny Służb Ogniowych

Z pewnością efektem pożaru z 1803 roku było powołanie służby ogniowej. Co prawda jej sprzęt pozostawiał wiele do życzenia, ale stanowiło to pierwszy krok do walki z ogniem pojawiającym się w mieście. Przełomem w tym zakresie był okres Królestwa Kongresowego. Wtedy właśnie zaczęto porządkować miasto po pożarze z roku 1803. Nad sprzętem straży ogniowej czuwać miał szprycmajster - specjalnie oddelegowany woźny miejski. Uporządkowano działkę po spalonym kolegium jezuickim - rozebrano budynki i zorganizowano plac przed dzisiejszą katedrą. Działkę ze zrujnowanym kościołem karmelickim sprzedano, a następnie odebrano prywatnemu właścicielowi. Staraniem gminy miejskiej stanął tam budynek nowego ratusza. Odbudowano ulicę Korce oraz ostatecznie uregulowano jej przebieg. Kazano rozebrać wszystkie ruiny oraz stare budynki drewniane, co zdecydowanie zwiększyło bezpieczeństwo przeciwpożarowe. Zakazano także stawiania budynków drewnianych krytych strzechą.

W ramach działań prewencyjnych, zanim w XIX wieku zaczęły powstawać stałe drużyny straży ogniowych, już w czasach średniowiecza starano się zapobiegać pożarom poprzez nakazy posiadania specjalnego wyposażenia antyogniowego. Podkreślały to lauda miejskie jeszcze w XVIII wieku.

Kontekst PRL: Organizacja „Ruch” i Plan Podpalenia Muzeum Lenina

Geneza i Działalność „Ruchu” z Lubelskim Akcentem

„Ruch” był największą tajną organizacją opozycyjną w okresie rządów Władysława Gomułki. Założony został w 1965 roku z inicjatywy Andrzeja i Benedykta Czumów, Stefana Niesiołowskiego i Mariana Gołębiewskiego. Organizacja ta nie miała oficjalnej nazwy; w konspiracji używano określeń „ruch”, „nasz ruch” albo „my”. Nazwę „Ruch” wymyślono w SB na użytek prowadzonego śledztwa. W szczytowym okresie rozwoju organizacja liczyła około 100 osób. Pierwsze jej komórki powstały w Łodzi, Warszawie i Lublinie. Mniejsze grupy działały w innych miastach. Najsilniejsze było środowisko łódzkie, liczące około 40 osób.

W listopadzie 1969 roku wydano pierwszy numer „Biuletynu”. Organizacja pozbawiona była formalnych struktur, ale istniała w niej nieformalna grupa liderów, do których należeli bracia Czumowie, Stefan Niesiołowski, Marian Gołębiewski, Emil Morgiewicz i Bolesław Stolarz. Po wstępnym okresie tworzenia organizacji, w latach 1967-1969 skupiono się na zdobyciu maszyn do pisania i powielaczy. Tych ostatnich nie można było nabyć dla prywatnego, względnie niekontrolowanego użytku w żaden legalny sposób. Zastosowano metodę akcji ekspropriacyjnych, polegających na wynoszeniu powielaczy i innego sprzętu poligraficznego z instytucji państwowych.

Kiedy baza sprzętu poligraficznego była gotowa, w listopadzie 1969 roku wydano pierwszy numer „Biuletynu”. Do momentu rozbicia organizacji ukazało się sześć numerów pisma (jego redaktorem był Emil Morgiewicz). Przez pewien czas wydawano również drugie pismo, pod nazwą „Informator”. Podziemne pisma rozpowszechniane przez „Ruch” należy uznać za zainicjowanie drugiego obiegu wydawniczego w PRL - doniosły krok w dziejach opozycji demokratycznej w Polsce. Najważniejsze decyzje podejmowano na zjazdach. Na IV zjeździe „Ruchu” 19 stycznia 1969 roku zatwierdzono deklarację programową organizacji „Mijają lata”, zawierającą wszechstronną krytykę reżimu rządzącego w PRL jako totalnego, niedemokratycznego i pełniącego władzę w Polsce w interesie obcego mocarstwa. Deklaracja stawiała sobie za cel odzyskanie niepodległości Polski i budowę państwa demokratycznego.

Portret Andrzeja Czumy, współzałożyciela i lidera organizacji „Ruch”

Akcja „Poronin”: Plan Podpalenia Muzeum Lenina

„Ruch” dla zachowania konspiracji długo rezygnował z bardziej otwartych działań, jak na przykład z akcji ulotkowych. Pod koniec lat 60. XX wieku niektóre osoby związane z organizacją przeprowadziły kilka akcji małego sabotażu, jak na przykład namalowanie w 1969 roku na murze szpitala w Skierniewicach napisu „PZPR to wróg”. Państwa demokracji ludowej obchodziły w 1970 roku setną rocznicę urodzin Lenina, co łączyło się z powszechną, natarczywą propagandą. W kwietniu 1970 roku na jednym z cotygodniowych zebrań kierownictwa „Ruchu” Stefan Niesiołowski wystąpił z pomysłem wysadzenia pomnika i podpalenia muzeum Lenina w Poroninie. Poparli go Marian Gołębiewski (wcześniej członek Armii Krajowej i szef sztabu Okręgu Lublin Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”) i Bolesław Stolarz. Przeciwni byli Andrzej Czuma i Emil Morgiewicz. W zebraniu nie wziął udziału, z niewiadomych dziś powodów, Benedykt Czuma - w przypadku jego obecności pomysł prawdopodobnie nie zostałby zaakceptowany.

W trakcie dalszego planowania zrezygnowano z wysadzenia pomnika, pozostając przy podpaleniu muzeum. Zakładano, że żaden człowiek nie powinien ucierpieć w trakcie akcji i pozostawiono sobie możliwość zrezygnowania w ostatniej chwili z jej realizacji, jeżeli ofiar nie można by było uniknąć. Termin akcji wyznaczono na 21 czerwca 1970 roku.

Zdjęcie pomnika Lenina przy muzeum w Poroninie, wykorzystane przez SB

Działania Służby Bezpieczeństwa i Aresztowania

Od października 1969 roku Służba Bezpieczeństwa prowadziła skierowaną przeciwko „Ruchowi” sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Rewident” - inwigilacja skupiała się na Andrzeju Czumie, ale systematycznie zdobywano informacje o kolejnych osobach związanych z organizacją. W trakcie przygotowywania akcji „Poronin” Andrzej Czuma skontaktował się ze Sławomirem Daszutą, który - jak się później okazało - był tajnym współpracownikiem SB. Poproszono go o użyczenie samochodu do realizacji planu. Czuma nie wspomniał Daszucie o celu akcji, ale stwierdził, że będzie ona miała „duże znaczenie i odbije się głośnym echem w kraju”.

Poza donosami od Daszuty, SB uzyskała istotne informacje z podsłuchu w mieszkaniu Andrzeja Czumy. W przeddzień akcji - 20 czerwca 1970 roku - Służba Bezpieczeństwa dokonała pierwszych aresztowań: zatrzymano 24 osoby, w tym Andrzeja i Benedykta Czumów, Stefana i Marka Niesiołowskich, Wiesława Kurowskiego i Wiesława Kęcika. Następnego dnia w zasadzkę SB w mieszkaniu Andrzeja Czumy wpadły kolejne osoby. Aresztowania uniemożliwiły przeprowadzenie akcji „Poronin” i sparaliżowały działania organizacji.

Od czerwca do października 1971 roku odbyło się sześć procesów osób związanych z organizacją. Ostatnim z nich był proces kierownictwa „Ruchu”, który toczył się od września do października 1971 roku. Zapadły surowe wyroki: Andrzej Czuma i Stefan Niesiołowski zostali skazani na 7 lat więzienia, Benedykt Czuma na 6 lat więzienia, Marian Gołębiewski i Bolesław Stolarz na 4,5 roku więzienia, a Emil Morgiewicz na 4 lata więzienia.

Portret Mariana Gołębiewskiego, współzałożyciela organizacji „Ruch”

Współczesna Tragedia: Pożar na Majdanku w 2010 Roku

Okoliczności i Śledztwo

10 sierpnia 2010 roku Prokuratura w Lublinie badała pożar na terenie byłego obozu hitlerowskiego na Majdanku. W nocy z poniedziałku na wtorek spalił się jeden z baraków. Przechowywane w nim były między innymi buty byłych więźniów obozu. Pożar wybuchł przed północą. Spalony barak to dawna kuchnia obozowa na III polu więźniarskim, która w momencie zdarzenia była wykorzystywana jako pomieszczenie magazynowe. Zgromadzone były w nim między innymi buty po więźniach obozu, przeznaczone do konserwacji. Dyrekcja Muzeum w specjalnie wydanym komunikacie poinformowała, że były to „głównie podeszwy i destrukty w ilości ok. 10 tysięcy”.

Wyjaśnieniem przyczyn pożaru zajęła się prokuratura. Jak powiedziała PAP zastępca prokuratora rejonowego w Lublinie, Dorota Kawa, wstępne ustalenia i oględziny biegłych wskazywały, że pożar nie został spowodowany - jak wcześniej przypuszczano - zwarciem instalacji elektrycznej. Wiele wskazywało na to, że ogień wybuchł wewnątrz baraku. Jak dodała Kawa, przechowywana tam była także papa. „Według specjalistów, przy wysokich temperaturach mogło dojść do samozapłonu” - powiedziała. Hitlerowski obóz koncentracyjny na Majdanku istniał w latach 1941-1944. Spośród prawdopodobnie 150 tys. ludzi z około 30 państw, którzy przeszli przez Majdanek, życie straciło tu około 80 tys. Największą grupę więźniów stanowili Żydzi zwożeni do obozu z całej Europy.

Spalony barak na terenie byłego obozu na Majdanku po pożarze w 2010 roku

tags: #podpalenie #lublin #prl