Tragiczne podpalenie w Jastrzębiu-Zdroju: Sąd Najwyższy podtrzymał karę dożywocia

Sąd Najwyższy wydał ostateczny wyrok w sprawie Dariusza P., który w maju 2013 roku podpalił dom jednorodzinny w Jastrzębiu-Zdroju, doprowadzając do śmierci swojej żony i czworga dzieci. O warunkowe zwolnienie skazany będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 35 latach, co oznacza, że wyjdzie na wolność nie wcześniej niż w marcu 2049 roku.

Przebieg tragicznych wydarzeń z 2013 roku

Do pożaru domu jednorodzinnego doszło 10 maja 2013 roku, tuż przed godziną 2 w nocy. Strażacy wezwani na miejsce mieli ogromny problem z dostaniem się do płonącego budynku, z trudem forsując opuszczone rolety i antywłamaniowe drzwi, które ktoś dokładnie pozamykał. Z palącego się domu ewakuowano zgłaszającego pożar Wojciecha P. (najstarszego syna) oraz pięć kolejnych osób, wobec których ratownicy medyczni podjęli czynności reanimacyjne.

Powierzchnia pożaru była niewielka - około 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, gdzie paliła się część schodów i szafa. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla.

  • Na miejscu zdarzenia lekarz stwierdził zgon Justyny P. (lat 18), najstarszej córki.
  • Kolejna osoba - Agnieszka P. (lat 4) - zmarła w trakcie udzielania pomocy, w drodze do szpitala.
  • W dniu 11 maja 2013 roku w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju zmarła Joanna P. (lat 40), matka dzieci, oraz Marcin P. (lat 9).
  • W dniu 13 maja 2013 roku w szpitalu w Cieszynie zmarła Małgorzata P. (lat 13).

Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu-Zdroju.

Zgliszcza domu w Jastrzębiu-Zdroju po tragicznym pożarze

Śledztwo i dowody obciążające Dariusza P.

Dość szybko policja zaczęła podejrzewać, że budynek został celowo podpalony, gdyż nie było śladów włamania do domu. Po trwającym kilka miesięcy śledztwie, w marcu 2014 roku, zatrzymano 42-letniego Dariusza P., ojca rodziny, i aresztowano go na trzy miesiące. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób oraz usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna.

W akcie oskarżenia prokuratura wskazała, że w nocy 10 maja 2013 roku, około godziny 1.40, Dariusz P. po opuszczeniu mechanizmów rolet zainstalowanych w oknach swojego domu jednorodzinnego, dokonał jego podpalenia, podkładając ogień aż w sześciu miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek zdjętych z mebli ogrodowych.

P. usiłował zasugerować przypadkowy pożar, przecinając kabel zasilający i umieszczając obok przewodu szczątki myszy polnej. Miało to udawać przegryzienie kabla i spowodowanie zwarcia instalacji. Jednak przeprowadzone przez biegłych z zakresu mechanoskopii badania wykazały, że kabel został uszkodzony w wyniku przecięcia narzędziem tnącym, jednoostrzowym, np. nożem. Biegli z zakresu patomorfologii i weterynarii sądowej stwierdzili natomiast, że powodem padnięcia myszy był uraz mechaniczny, a nie działanie prądu elektrycznego.

Z innej opinii biegłych, którzy badali logowania telefonu podejrzanego, wynikało, że Dariusz P. - wbrew swoim twierdzeniom - w czasie inicjacji pożaru oraz w czasie, gdy Wojciech P. wykonywał połączenia na numer alarmowy 112, znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie swojego domu w Jastrzębiu-Zdroju.

Motywy zbrodni i profil sprawcy

Według sądu, Dariusz P. zabił, ponieważ chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Na krótko przed tragedią ubezpieczył żonę na wysoką kwotę. Media informowały również, że P., prowadzący zakład produkujący meble, miał poważne długi. W toku śledztwa okazało się, że nie był to pierwszy pożar w tym domu. Wcześniej ogień pojawił się od zwarcia instalacji elektrycznej, a wówczas Dariusz P. uzyskał odszkodowanie od ubezpieczyciela, około 100 tysięcy złotych.

Dariusz P. nie przyznał się do podpalenia domu, konsekwentnie twierdząc, że to nie on zabił swoją rodzinę. Przyznał się jednak do utrudniania śledztwa, wysyłając sobie SMS-y z pogróżkami, aby skierować dochodzenie na fałszywe tory i zasugerować, że podpalaczem jest inna osoba, która mu groziła. Podczas śledztwa znaleziono przy nim telefon, z którego wysyłano te wiadomości.

Poddano go obserwacji psychiatrycznej. Biegli stwierdzili, że jest on klasycznym psychopatą, osobą zupełnie pozbawioną uczuć wyższych, nastawioną na realizowanie swoich celów i przyjemności, kompletnie nieodczuwającą empatii. Wobec Dariusza P. prowadzone były wcześniej inne sprawy karne o charakterze gospodarczym, w ramach których biegli uznali go za niepoczytalnego. Jednak zarówno prokuratura, jak i pełnomocnik rodziny ofiar podkreślali, że uznanie P. za niepoczytalnego w poprzednich sprawach nie oznacza, że taką samą opinię biegli wydadzą o nim w postępowaniu dotyczącym śmierci jego bliskich.

Droga sądowa: Od pierwszej instancji do Sądu Najwyższego

Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w grudniu 2016 roku przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Sąd nie miał wątpliwości, że Dariusz P. podłożył nocą ogień w kilku miejscach. Zdaniem sądu dokładnie zaplanował, jak wymordować swoją rodzinę, a później konsekwentnie realizował ten plan, starając się mylić tropy i zrzucać winę na dzieci.

Na mocy prawomocnego wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach, Dariusz P. został skazany na dożywocie z zastrzeżeniem, że będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie najwcześniej po 35 latach, czyli w marcu 2049 roku. Jeżeli wyrok się uprawomocni, dziś 44-letni Dariusz P. będzie mógł napisać pierwszy wniosek o zwolnienie w wieku 79 lat, choć i tak nie ma pewności, czy kiedykolwiek otrzyma taką zgodę.

Kasację do Sądu Najwyższego wniósł obrońca Dariusza P. Jednak w środę Sąd Najwyższy oddalił kasację. Sędzia SN Małgorzata Gierszon w uzasadnieniu oddalenia tej kasacji stwierdziła: "Nie można podzielić poglądu, że sąd apelacyjny ocenił zarzuty w sprawie w sposób dowolny i pobieżny." Proces, który toczył się w rybnickim wydziale zamiejscowym Sądu Okręgowego w Gliwicach, był szeroko relacjonowany przez ogólnopolskie media.

Reakcje i wątpliwości rodziny

Tuż po tragedii rodzina miała wątpliwości, czy pożar był przypadkowy. Krzysztof Chromy, brat Joanny P., która zginęła z dziećmi, powiedział dziennikarzom: "Nikt z nas nie umiał sobie przypomnieć takiej sytuacji, żeby w domu pożar wybuchł dwa razy. Rozum to podpowiada. Była taka myśl, obawa, mieliśmy nadzieję, że śledztwo to szybko wyjaśni. To są takie rzeczy, których człowiek nie dopuszcza do siebie".

tags: #podpalenie #na #osinskiej #jastrzebie #zdroj #telewizja