Pożary na Okrętach Podwodnych i Incydenty w Stoczniach

Zagrożenie Pożarami na Okrętach Podwodnych

Pożar na okręcie podwodnym to jeden z najbardziej dramatycznych scenariuszy, jakie mogą wydarzyć się podczas służby na morzu. Ogień pod wodą stanowi zupełnie innego przeciwnika niż ten, z którym zmaga się załoga na powierzchni, a historia pokazuje, jak kosztowny bywa taki incydent. Akcja ratunkowa na okręcie podwodnym jest niezwykle trudna, a w zanurzeniu może mieć znacznie gorsze konsekwencje niż w stoczni.

Pożar w Stoczni BAE Systems w Barrow-in-Furness

W nocy z wtorku na środę oraz w środę nad ranem w stoczni BAE Systems w Barrow-in-Furness na północnym zachodzie Anglii, gdzie budowane są okręty podwodne o napędzie atomowym, wybuchł znacznych rozmiarów pożar. Lokalna policja w hrabstwie Kumbria poinformowała o zdarzeniu, podkreślając jednocześnie, że "nie ma zagrożenia nuklearnego". Dwie osoby zostały przewiezione do szpitala z podejrzeniem zatrucia dymem, choć lokalne władze przekazały, że nikt nie odniósł obrażeń bezpośrednio w pożarze.

Incydent miał miejsce około godziny 12:45 w hali Devonshire Dock, wykorzystywanej do budowy okrętów podwodnych klasy Astute i programu Dreadnought Królewskiej Marynarki Wojennej. Około godziny 8.30 czasu polskiego, stocznia BAE Systems informowała, że ogień nie został jeszcze ugaszony. Na zdjęciach zamieszczonych w internecie widać płomienie i czarny dym unoszący się ze szczytu dużego budynku na terenie stoczni.

Według firmy, stocznia w Barrow-in-Furness jest drugim co do wielkości kompleksem stoczniowym tego typu w Europie, zatrudniającym około 10 tysięcy pracowników. W zakładach BAE Systems powstało wiele kluczowych okrętów brytyjskiej marynarki wojennej, w tym okręty podwodne z napędem atomowym klasy Astute i Dreadnought. Okolicznym mieszkańcom zalecono zamknięcie okien i pozostanie w domach, a służby ratunkowe nadal były obecne na miejscu.

Wizualizacja pożaru w stoczni okrętów podwodnych BAE Systems, dym unoszący się nad budynkami

Specyfika Pożarów na Okrętach Podwodnych

Ogień pod wodą to zupełnie inny przeciwnik

Na okrętach nawodnych pożar jest groźny, lecz w wielu przypadkach istnieje możliwość ewakuacji części załogi albo odcięcia zagrożonych pomieszczeń. Na okręcie podwodnym takich możliwości jest znacznie mniej. Załoga działa w szczelnie zamkniętym kadłubie, zazwyczaj pod powierzchnią morza, z ograniczonym polem manewru oraz bez natychmiastowego wsparcia z zewnątrz.

Największym zagrożeniem nie jest wyłącznie sam ogień. Równie groźne okazują się dym, wysoka temperatura i toksyczne gazy, które w zamkniętym wnętrzu mogą bardzo szybko sparaliżować działanie całej jednostki. W takich warunkach nawet pozornie ograniczony pożar potrafi w krótkim czasie przerodzić się w sytuację krytyczną.

Dlaczego akcja ratunkowa na okręcie podwodnym jest tak trudna?

W przypadku pożaru na lądzie lub na okręcie nawodnym pomoc z zewnątrz może nadejść stosunkowo szybko. Na okręcie podwodnym pierwsze minuty należą wyłącznie do załogi. To ona musi wykryć źródło zagrożenia, ograniczyć jego rozprzestrzenianie, uruchomić systemy gaśnicze i zabezpieczyć najważniejsze przedziały.

Jeżeli do zdarzenia dochodzi w zanurzeniu, sytuacja staje się znacznie poważniejsza. Kluczowe znaczenie ma możliwość szybkiego wynurzenia. Nie zawsze jednak da się to zrobić. Jeżeli ogień uszkodzi instalacje energetyczne, systemy sterowania albo układy pomocnicze, okręt może utracić zdolność zmiany głębokości. Wtedy walka z pożarem zamienia się w walkę z czasem, zadymieniem i narastającym chaosem wewnątrz kadłuba.

jak wynurza się lódź podwodna

W stoczni była szansa na ratunek. Pod wodą mogłoby być znacznie gorzej

W przypadku pożaru koreańskiego okrętu podwodnego Hong Beom-do zasadnicze znaczenie miał fakt, że okręt znajdował się w stoczni i przechodził remont główny. Oznaczało to dostęp do zewnętrznych sił ratowniczych oraz możliwość prowadzenia akcji gaśniczej przy wsparciu infrastruktury zakładu. Sam ten kontrast pokazuje, jak wiele zmienia miejsce zdarzenia.

Bo choć skutki pożaru okazały się katastrofalne dla samej jednostki, istniały realne warunki do opanowania ognia. Znacznie groźniejszy scenariusz zaczyna się wtedy, gdy podobny pożar wybucha podczas przebywania okrętu pod wodą, z pełną załogą na pokładzie. Gdy ogień pojawia się na okręcie podwodnym znajdującym się pod wodą, załoga nie może liczyć na natychmiastową pomoc z zewnątrz. Przez pierwsze minuty pozostaje zdana wyłącznie na własne procedury, wyszkolenie i wyposażenie pokładowe.

Największym zagrożeniem staje się błyskawiczne rozprzestrzenianie się dymu oraz toksycznych gazów. W zamkniętym kadłubie ich stężenie może wzrosnąć bardzo szybko, ograniczając zdolność działania załogi i utrudniając lokalizację źródła pożaru. Jeżeli dodatkowo dojdzie do awarii zasilania albo systemów sterowania, okręt może znaleźć się w sytuacji skrajnie niebezpiecznej.

To właśnie dlatego pożar na okręcie podwodnym uchodzi za jeden z najtrudniejszych scenariuszy ratunkowych w służbie morskiej. Nie chodzi wyłącznie o sam ogień. Chodzi o cały łańcuch następstw, które w krótkim czasie mogą odebrać załodze możliwość skutecznego działania.

Historyczne Incydenty Pożarowe na Okrętach Podwodnych

Sprawa Hong Beom-do nie jest wyjątkiem. Historia pokazuje, jak kosztowny bywa taki incydent, a także ujawnia różne scenariusze, w których dochodziło do pożarów:

  • USS Miami (2012): Jednym z najbardziej znanych przykładów pozostaje pożar amerykańskiego okrętu USS Miami, do którego doszło w 2012 roku podczas remontu w Portsmouth Naval Shipyard. Ogień spowodował rozległe uszkodzenia, zaś US Navy ostatecznie zrezygnowała z przywrócenia jednostki do służby.
  • Rosyjski Jekatierinburg (2011): Podobnie głośny był pożar rosyjskiego okrętu Jekatierinburg, który wybuchł w 2011 roku podczas postoju okrętu w doku w rejonie Murmańska. Skala zagrożenia była na tyle duża, że akcja ratunkowa odbiła się szerokim echem także poza Rosją.
  • AS-31 Loszarik (2019): Jeszcze bardziej przejmujące są przypadki, w których pożar kończył się ofiarami śmiertelnymi. W lipcu 2019 roku rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało o śmierci 14 marynarzy po pożarze na jednostce głębinowej AS-31 Loszarik, prowadzącej działania badawcze w Arktyce.
  • K-278 Komsomolec (1989): W tym kontekście warto przypomnieć także katastrofę K-278 Komsomolec, sowieckiego atomowego okrętu podwodnego projektu 685 Pławnik. 7 kwietnia 1989 roku, podczas działań na Morzu Norweskim, na głębokości 385 m w rufowym VII przedziale wybuchł pożar. Załodze nie udało się go opanować, choć okręt zdołał się wynurzyć. Po kilku godzinach walki z następstwami pożaru jednostka zatonęła. Zginęło wówczas 42 marynarzy, ocalało 27. Wrak spoczywa na głębokości około 1650 m.

Przypadek okrętu podwodnego Komsomolec dobrze pokazuje, że samo wynurzenie nie zawsze oznacza uratowanie okrętu. Pożar może doprowadzić do tak poważnych uszkodzeń instalacji, kadłuba i systemów pokładowych, że jednostka traci zdolność do utrzymania się na powierzchni. To jedna z najbardziej dramatycznych lekcji w historii służby podwodnej.

Zdjęcie historyczne lub schemat okrętu podwodnego USS Miami po pożarze, ukazujące uszkodzenia

Nowoczesna Technika a Ryzyko Pożarowe

Współczesne okręty podwodne dysponują rozbudowanymi systemami wykrywania i zwalczania pożarów. Jednocześnie są to jednostki coraz bardziej nasycone elektroniką, instalacjami energetycznymi i złożonymi układami pokładowymi. To oznacza, że wraz ze wzrostem możliwości bojowych rośnie też znaczenie niezawodności technicznej oraz dyscypliny eksploatacyjnej.

Dlatego incydenty takie jak pożar na Hong Beom-do albo wcześniejsze przypadki z USS Miami pokazują coś więcej niż tylko pojedynczą awarię. Przypominają, że jeden pożar może nie tylko wyłączyć okręt ze służby, ale też uruchomić długi łańcuch skutków operacyjnych dla floty, strat finansowych, opóźnień w programach modernizacyjnych oraz problemów organizacyjnych.

Warto jednak zauważyć, że część najbardziej dramatycznych przykładów pożarów na okrętach podwodnych pochodzi sprzed wielu lat. Współczesne, głośne przypadki - jak USS Miami, Jekatierinburg czy Hong Beom-do - miały miejsce przede wszystkim podczas prac remontowych lub postoju w stoczni. To ważne rozróżnienie. Pokazuje ono, że ryzyko pożaru nie znika nawet wtedy, gdy okręt nie prowadzi działań pod wodą, a dodatkowym zagrożeniem stają się prace techniczne, obecność ekip zewnętrznych, instalacje tymczasowe i rozebrane systemy pokładowe.

Lekcja z Pożaru Hong Beom-do

Pożar koreańskiego okrętu podwodnego Hong Beom-do pokazał, jak cienka jest granica między rutynowym remontem a katastrofą o bardzo poważnych skutkach. W tym przypadku jednostka znajdowała się w stoczni. Według koreańskich doniesień pożar mógł doprowadzić do tak rozległych uszkodzeń, że dalsza odbudowa jednostki stała się wątpliwa lub nieopłacalna.

To najlepsze przypomnienie, jak groźny byłby podobny incydent, gdyby do pożaru doszło pod wodą, z załogą na pokładzie.

tags: #podwodny #pozar #stoczni