Sprawa Dawida Szydły: od pożaru w Czarnogórze do prezydenckiego ułaskawienia

Historia Dawida Szydły, polskiego studenta i wolontariusza, który w 2017 roku wywołał pożar lasu w Czarnogórze, przez długi czas elektryzowała media i opinię publiczną. Początkowo postrzegany jako sprawca katastrofy, Dawid z czasem stał się symbolem trudnej walki o sprawiedliwość i powrót do domu. Jego przypadek, pełen kontrowersji i niejasności, zakończył się ostatecznie ułaskawieniem przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę.

Początek dramatu: zaginięcie i pożar w Czarnogórze

W sierpniu 2017 roku 27-letni Dawid Szydło, student malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, zaangażowany w wolontariat i akcje charytatywne, należący do Skautów Europy i związany z salezjańskim Oratorium św. Jana Bosko w Oświęcimiu, wyruszył na wakacyjny wyjazd do Czarnogóry z grupą około 100 osób.

Podczas jednej z wycieczek zgubił się w lesie w okolicach Baru. "Trasa okazała się bardzo zaniedbana i koniec końców wymagająca. Wracając zabłądziłem, stoczyłem się na dół zbocza w gęste chaszcze, z których nie mogłem się wydostać. Skończyła mi się woda, było bardzo upalnie" - pisał później w liście do Prezydenta RP Andrzeja Dudy. W sytuacji zagrożenia skontaktował się ze swoim pilotem, który zawiadomił policję i zebrał grupę ratunkową.

Mimo wysiłków ratownikom nie udało się zlokalizować Polaka. Dawid próbował sygnalizować swoją obecność. "Znaki, jakie dawałem, machając koszulką zawieszoną na 4-5 metrowym kiju nie zostały zauważone. Padła decyzja, by rozpalić ogień" - relacjonował w liście. Jako skaut, miał przy sobie zapalniczkę i inne przydatne rzeczy. Wiedział, że ogień w tych warunkach jest ekstremalnie niebezpieczny, ponieważ "od kilku miesięcy w tym rejonie nie padał deszcz. Wszystko było wysuszone na wiór."

zdjęcie poglądowe suchego lasu, zagrożonego pożarem

Zbudował małe palenisko z kamieni i zapalił patyki, suchą trawę oraz trochę liści, aby powstał dym. Kiedy jednak dym nie został zauważony, ratownicy mieli kategorycznie nalegać, aby rozpalił większy ogień. "Stwierdzili nawet, że jeśli coś się zapali to będę bezpieczny, ponieważ płomienie powędrują w górę zbocza. Tak się stało. Kiedy tylko zapaliłem nazbierany chrust płomienie w ciągu kilku sekund przeskoczyły i zajęły sąsiednie rośliny" - pisał Szydło do prezydenta. Ostatecznie Dawid musiał uciekać przed żywiołem, spuszczając się nawet 20 metrów w dół, aby ratować własne życie, co spowodowało poważne obrażenia pleców.

Polaka znaleziono około godziny 23:00, a uratowali go dwaj lokalni myśliwi. Już następnego dnia, 29 sierpnia 2017 roku, Dawid Szydło został przesłuchany przez miejscową policję i aresztowany. Usłyszał zarzut spowodowania zagrożenia dla zdrowia publicznego. Od końca sierpnia przebywał w areszcie w Podgoricy, a jego dramat szybko przerodził się w "piekło", jak sam to określił. Miejscowe media na Bałkanach i w Polsce szeroko opisywały sprawę, często "z niemałą kpiną", że "Polak zgubił się w górach, rozniecił ogień i spalił kawał czarnogórskiego lasu".

Wersja Dawida Szydły i walka rodziny o sprawiedliwość

Wersja Dawida Szydły, opisana w listach do Prezydenta RP, znacząco różniła się od tej przedstawianej początkowo w mediach. Twierdził, że działał na wyraźne polecenie służb ratunkowych. "Mówiła wyraźnie, że ognisko to znak, bym słuchał ratowników, nawet gdy miałem skoczyć w przepaść" - pisał, wspominając rozmowę z policjantką pod numerem 112.

Groźny Pożar Lasu w Kuźni Raciborskiej - 26.08.1992

W liście do Prezydenta RP Polak opisał również warunki swojego aresztowania: "Z ofiary ratującej własne życie stałem się kryminalistą, terrorystą - podpalaczem. Odłączony od swojego kraju, języka, rodziny, bliskich i Kościoła. Zamknięty. Skazany bez wyroków". Wspomniał, że w celi przebywał z "mordercą, gwałcicielem i przemytnikiem kobiet". Wskazywał na problem z dostępem do obrońcy: "adwokat z urzędu odwiedził mnie tylko raz. Pierwszego dnia w Podgoricy."

Rodzina Dawida, szczególnie jego siostra Daria Szydło, nie chciała już dłużej "tkwić w bezczynności". Po miesiącu aresztu podjęła aktywne działania. "Postanowiłam zrobić wielki szum. Mam nadzieję, że teraz ktoś sprawą Dawida wreszcie się zainteresuje" - mówiła naTemat. Daria założyła profil na Facebooku pod nazwą "POMOC dla Dawida Szydło więzionego w Czarnogórze", nagłaśniała sprawę i organizowała pomoc. Wysłała listy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ), Ministerstwa Sprawiedliwości i Kancelarii Prezydenta RP, załączając list od brata. "Mam żal do wszystkich, bo nikt w tej sprawie nic nie zrobił" - mówiła łamiącym się głosem, krytykując brak wsparcia ze strony polskich instytucji i Salezjanów, z którymi brat wyjechał.

grafika przedstawiająca mapę regionu Baru w Czarnogórze

Daria Szydło podnosiła również kwestie, że w miejscu zdarzenia mogły już wcześniej występować pożary, a winę za nie wszystkie próbowano przypisać Dawidowi. Kwestionowała istnienie nagrania rozmowy z numerem 112, które mogłoby być kluczowym dowodem.

Postępowanie sądowe i wsparcie konsularne

Czarnogórska prokuratura oskarżyła Dawida Szydłę o umyślne spowodowanie pożaru i stworzenie zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi. W Czarnogórze przestępstwo to było zagrożone karą do czterech lat więzienia. Lokalne władze oszacowały, że straty powstałe wskutek pożaru mogły wynieść nawet 68 tysięcy euro, choć w innych doniesieniach mowa była o szkodach szacowanych na około 3 miliony euro. Na szczęście, "nikomu nic na szczęście się nie stało, a ogień nie zniszczył żadnych zabudowań".

W tym trudnym czasie Dawidowi pomagał Konsul RP w Podgoricy, pan Ryszard Michalski, który "ofiarował swoje wsparcie, kontaktował się z rodziną, odwiedzał mnie". MSZ potwierdziło, że Konsul niezwłocznie po otrzymaniu informacji o zatrzymaniu obywatela polskiego podjął stosowne działania, był obecny w charakterze obserwatora na rozprawie wstępnej w sądzie w Barze oraz monitorował sprawę. Jednak rodzina narzekała na brak skuteczności działań prawnika z urzędu, który nawet nie mówił po angielsku.

Po trwającym osiem miesięcy procesie, w marcu 2018 roku, czarnogórski sąd skazał Dawida Szydłę za nieumyślne spowodowanie pożaru i podpalenie lasu na rok bezwzględnego pozbawienia wolności.

Droga do wolności: transfer do Polski i ułaskawienie

7 marca 2019 roku, na mocy konwencji Rady Europy o przekazywaniu osób skazanych z 1983 roku, krakowski sąd zdecydował o przeniesieniu wyroku Dawida Szydły do Polski. Od 14 czerwca mężczyzna przebywał w Zakładzie Karnym w Wadowicach, skąd został przeniesiony do Trzebini. W tym czasie Szydło złożył wniosek o zamianę kary więzienia na dozór elektroniczny oraz prośbę o ułaskawienie.

Na początku lipca Kancelaria Prezydenta RP poinformowała o rozpoczęciu procedury udzielenia prawa łaski. W sierpniu Dawid Szydło opuścił zakład karny na czas rozpatrywania wniosku. Ostatecznie, 20 września 2019 roku, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda postanowił zastosować prawo łaski w stosunku do Dawida Szydły. Informację o decyzji Kancelarii Prezydenta przekazał panu Szydle 15 października Sąd Okręgowy w Krakowie.

zdjęcie prezydenta Andrzeja Dudy

W postanowieniu prezydenta czytamy, że decyzja o skorzystaniu z prawa łaski miała na uwadze "względy humanitarne, a w szczególności: tragiczny splot zdarzeń, które doprowadziły do nieumyślnego zdarzenia, dotychczasową niekaralność, odbycie części kary pozbawienia wolności, obecne zachowanie i wiek osoby skazanej."

Dawid Szydło skomentował decyzję z ulgą i wdzięcznością: "Bardzo się cieszę, ogromnie dziękuję prezydentowi Andrzejowi Dudzie za taką decyzję oraz wszystkim, którzy przez ten cały czas mi pomagali, wspierali mnie i moją rodzinę. Dziękuję za wszelkie ofiary i modlitwy. Mam nadzieję, że to faktycznie już koniec... i początek nowego rozdziału".

Jego siostra Daria podkreślała, że Dawid bardzo potrzebuje modlitwy i wierzy, że "dobro, które czynił ludziom, do niego wróci. Że ktoś się za nim wstaw i go stamtąd wyciągniemy". Sprawa Dawida Szydły, od zaginięcia i pożaru w Czarnogórze po ułaskawienie, stała się ważnym przykładem skomplikowanych aspektów pomocy konsularnej i międzynarodowej współpracy prawnej w sytuacjach kryzysowych.

tags: #polak #wywolal #pozar #w #czarnogoze