Pożar w pociągu metra na stacji Politechnika w Warszawie

W niedzielne popołudnie doszło do incydentu w warszawskim metrze, gdy w pociągu pojawiło się zadymienie. Zdarzenie miało miejsce między stacjami Centrum a Politechnika, a w jego wyniku z zadymionego składu ewakuowano około 150 osób. Poszkodowanych zostało dziewięć osób, w tym dziecko i trzej policjanci, którzy zatruli się dymem.

schematyczny przekrój pociągu metra z zaznaczonymi potencjalnymi miejscami awarii (silnik, sprężarka)

Przebieg zdarzenia

Według relacji pasażerów, wszystko zaczęło się po godzinie 15:20, niedługo po wyruszeniu pociągu ze stacji Centrum. Słychać było trzaski i odgłosy przypominające wybuchy petard, a następnie w tylnej części składu pojawiło się gęste, gryzące zadymienie. Pociąg zatrzymał się w tunelu, co wywołało panikę wśród podróżnych. Niektórzy próbowali otworzyć drzwi, jednak system awaryjnego otwierania nie działał. Maszynista wezwał wszystkich do przodu pociągu i skierował się w stronę najbliższej stacji.

Ostatecznie pociąg zdołał dotrzeć do stacji Politechnika, gdzie maszynista otworzył drzwi, umożliwiając przerażonym pasażerom ewakuację. Z uszkodzonego pociągu ewakuowano około 150 osób.

Reakcja służb i ewakuacja

Na miejsce zdarzenia natychmiast przybyły służby ratownicze, w tym straż pożarna i policja. Kapitan Artur Laudy z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Straży Pożarnej w Warszawie poinformował, że pożar został ugaszony. Ewakuacja stacji Politechnika była konieczna ze względu na czynności prokuratora.

Policjant Robert Opas przyznał, że choć ewakuacja przebiegła w miarę sprawnie, początkowo trudno było opanować pasażerów, którzy wykazywali objawy paniki. Niektórzy świadkowie relacjonowali, że słyszeli głośny wybuch, a następnie pojawił się silny swąd dymu. Jeden z pasażerów wspominał, że ktoś krzyczał o bombie, jednak to przypuszczenie nie znalazło potwierdzenia.

zdjęcie służb ratowniczych pracujących na stacji metra Politechnika po incydencie

Przyczyny i konsekwencje

Wstępne ustalenia wskazywały na zapalenie się silnika, ponieważ spalone części znajdowały się pod podwoziem. Paweł Siedlecki z biura prasowego Metra podkreślił, że w metrze nie doszło do pożaru w sensie zapalenia się konstrukcji pociągu, a jedynie do zadymienia. „Pociągi są w taki sposób skonstruowane, że się nie palą” - zaznaczył.

Prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz, ogłosiła, że do czasu wyjaśnienia przyczyn incydentu, składy typu Inspiro zostaną wycofane z użytkowania. Te nowe pociągi weszły do taboru warszawskiego metra zaledwie około miesiąca przed zdarzeniem. Firma Siemens, dostawca pociągów, miała przeprowadzić ich sprawdzenie pod kątem bezpieczeństwa.

Sprawą zajęła się prokuratura, a na stacji Politechnika trwały czynności dochodzeniowe, co spowodowało jej zamknięcie.

Utrudnienia w ruchu metra

W związku z incydentem, ruch metra został tymczasowo ograniczony. Pociągi kursowały na trasach Kabaty-Wilanowska oraz Młociny-Ratusz Arsenał. Trasa Wilanowska-Centrum funkcjonowała wahadłowo, z pominięciem stacji Politechnika.

Co poszło nie tak w "Czystym Powietrzu"? Szokujące historie pokrzywdzonych | RAPORT SPECJALNY EXTRA

tags: #politechnika #metro #pozar