Artykuł przedstawia serię incydentów związanych z podpaleniami kamienic w różnych miastach Polski, skupiając się na szczegółach poszczególnych zdarzeń, działaniach służb ratunkowych i śledczych, a także na konsekwencjach tych aktów dla poszkodowanych. Materiał obejmuje zdarzenia od 2007 roku do najnowszych incydentów.
Pożar kamienicy w Będzinie
W nocy z soboty na niedzielę, około godziny 3, wybuchł pożar w kamienicy w ścisłym centrum Będzina, przy al. Hugona Kołłątaja. Budynek zamieszkiwały trzy osoby. Dwie z nich zostały ewakuowane przed przyjazdem służb pożarniczych, a jedną ewakuowano z balkonu przy pomocy drabiny przystawnej. Jedna osoba przetransportowana została do szpitala.
Na miejscu zdarzenia działały liczne zastępy strażaków zarówno z Będzina, jak i sąsiedniej Dąbrowy Górniczej - łącznie 18 zastępów. Działania gaśnicze trwały, a pożar nie był jeszcze opanowany. W wyniku ognia spaleniu uległa znaczna część dachu kamienicy. Z powodu zdarzenia w centrum miasta, kierowcy musieli liczyć się ze znacznymi utrudnieniami. Pas drogi od centrum Będzina w kierunku Dąbrowy Górniczej został wyłączony z ruchu. Mł. asp. przekazał, że na obecną chwilę brak jest informacji potwierdzających przyczyny pożaru.
Sopot: Płonie kamienica. Akcja gaśnicza utrudniona.
Tragedia w Lęborku: podpalenie ze skutkiem śmiertelnym
Prokuratura Okręgowa w Słupsku postawiła 18-letniemu Maciejowi D. zarzut sprowadzenia pożaru kamienicy w Lęborku, zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu o wielkich rozmiarach. Pożar w kamienicy przy ul. Pileckiego w Lęborku wybuchł w nocy z 30 września na 1 października 2018 roku, gdy w budynku przebywało 25 lokatorów. Kilkanaście osób odniosło obrażenia, a troje dzieci w wieku 4, 13 i 16 lat doznało ciężkich poparzeń.
W wyniku zdarzenia 16-letnia dziewczyna zmarła po kilku dniach w szpitalu, a 2 grudnia w wielkopolskim centrum oparzeń zmarł jej 13-letni brat. Maciej D. został zatrzymany przez policję 2 października 2018 roku. Przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu, składając obszerne wyjaśnienia, w których szczegółowo opisał przebieg swojego przestępczego zachowania. Grozi mu od roku do 10 lat więzienia.
W czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku, Paweł Wnuk, poinformował, że prokurator podjął decyzję o zmianie zarzutu stawianego Maciejowi D. Przestępstwo zostało zakwalifikowane jako "zbrodnia zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa wielu osób". Obecnie 19-letniemu podejrzanemu zarzuca się umyślne spowodowanie pożaru, zagrażającego mieszkańcom całego budynku mieszkalnego, którego celem było spowodowanie śmierci jego partnerki życiowej. Przewidując możliwość pozbawienia życia innych osób, spowodował śmierć dwojga małoletnich oraz ciężkie i lekkie obrażenia u kolejnych ośmiu osób, w tym u swojej dotychczasowej partnerki życiowej.
W związku z wątpliwościami co do poczytalności Macieja D., został on przebadany przez dwóch biegłych psychiatrów. Ze względu na niemożność stwierdzenia poczytalności podejrzanego podczas jednorazowego badania, prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o zarządzenie obserwacji psychiatrycznej na okres 4 tygodni. Wniosek ten ma zostać rozpoznany przez sąd 14 maja. Maciej D. nie przyznaje się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa, składając wyjaśnienia, w których zaprzeczył, by spowodował pożar w kamienicy. Śledztwo w sprawie zostało przedłużone do 30 czerwca i jest prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Słupsku. Biegły z zakresu pożarnictwa ustalił, że pożar powstał po uprzednim podpaleniu szmat i plastikowych butelek w pomieszczeniach piwnicznych.
Pożar we Wrocławiu w 2007 roku: sprawa wyjaśniona po latach
W 2007 roku we Wrocławiu, w czteropiętrowej kamienicy przy ul. Świętego Wincentego, wybuchł pożar, w wyniku którego zginęły cztery osoby: rodzice i dwoje dzieci. Pierwotnie sprawę umorzono z powodu nieumyślnego spowodowania pożaru. Po latach okazało się, że drzwi wejściowe do mieszkania zostały oblane łatwopalną substancją, a następnie podpalone.
Pod koniec listopada ubiegłego roku policjanci zatrzymali 33-letniego mężczyznę na podstawie zgromadzonych dowodów. W grudniu z Zakładu Karnego doprowadzono do prokuratury drugiego podejrzanego, 37-latka. Prokurator przedstawił im zarzuty zabójstwa członków czteroosobowej rodziny oraz zagrożenia dla życia i zdrowia pozostałych mieszkańców kamienicy. Mężczyznom zarzucono również udział w obrocie znacznymi ilościami heroiny. Za zabójstwo grozić może kara nawet dożywotniego więzienia.
Podpalenie w Tczewie: Mirosław Sz. oskarżony o podwójne zabójstwo
Prokuratura Rejonowa w Tczewie ustaliła, że 23 maja ubiegłego roku, około godziny 3 w nocy, Mirosław Sz. używając łatwopalnej substancji, podpalił drzwi wejściowe do klatki schodowej kamienicy przy ul. Podgórnej w Tczewie. W efekcie podpalenia śmierć poniosły dwie osoby przebywające w budynku: 79-letni mężczyzna i 2-letnia dziewczynka. Obydwoje zatruli się tlenkiem węgla, a dziecko dodatkowo doznało oparzeń dróg oddechowych. Różnych obrażeń doznało też osiem innych osób.
53-latek został zatrzymany w dniu pożaru. Prokuratura początkowo postawiła mu zarzut sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, za co grozi do 12 lat więzienia. Zebrany materiał dowodowy sprawił, że prokuratura zmieniła zarzuty, oskarżając go o dokonanie dwóch zabójstw w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, spowodowanie obrażeń u 8 innych osób oraz sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach.
W śledztwie ustalono, że Mirosław Sz., podpalając drzwi kamienicy, chciał zabić mężczyznę mieszkającego na drugim piętrze budynku. Mariusz Sz. nękał kobietę, dzwoniąc do niej i wysyłając wiadomości z groźbami zniszczenia mienia i pozbawienia życia, używając wulgarnych i obraźliwych słów. Spowodowane pożarem szkody oszacowano na nie mniej niż 600 tys. zł.
Proces Mirosława Sz. rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku. Oskarżony nie przyznał się do winy. W sądzie poinformował, że jest na rencie, wcześniej był karany za kradzieże i leczył się psychiatrycznie. Sąd odczytał wyjaśnienia, które Mirosław Sz. składał w śledztwie, gdzie mówił o relacjach z młodszą kobietą. Z ustaleń śledztwa wynika, że wcześniej miało miejsce wzniecenie ognia na klatce schodowej oraz zniszczenie skutera należącego do męża tej kobiety.

Sąd przesłuchał również 34-latkę, która zaprzeczyła, że zdradzała męża, twierdząc, że 53-latek był tylko jej znajomym. Lokatorka kamienicy, która straciła 2-letnią córkę w pożarze, zeznała, że słyszała od 34-latki, iż to Mirosław Sz. Groził jej mężowi. Opisując noc pożaru, zeznała, że klamka drzwi była tak gorąca, że musiała użyć kurtki, by ją nacisnąć, a klatka schodowa była pełna dymu i ognia. Słyszała krzyk: "Ja Cię zabiję, zniszczę s…". Obudziła się w szpitalu, a o śmierci córki dowiedziała się w dniu jej pogrzebu. Zarówno ona, jak i jej syn, korzystają z pomocy psychologicznej.
Podpalenie siedziby Platformy Obywatelskiej w Warszawie
W poniedziałek rano policjanci zatrzymali 44-letniego Krzysztofa B., podejrzewanego o piątkową próbę podpalenia budynku przy ul. Wiejskiej w Warszawie, w którym mieści się między innymi siedziba Platformy Obywatelskiej. Mężczyzna nie przyznał się do winy, złożył wyjaśnienia niebezpośrednio opisujące zdarzenie. Mieszkaniec powiatu łosickiego w maju tego roku został zatrzymany w związku z groźbami karalnymi na portalu X "w kierunku zabójstwa premiera Donalda Tuska". Siedlecki sąd wymierzył mu za to karę 3 tys. złotych.
W poniedziałek premier Donald Tusk odniósł się do próby podpalenia budynku przy ul. Wiejskiej, wspominając o zatrzymaniu Krzysztofa B. i zarzutach dla Roberta Bąkiewicza.
Sopot: Płonie kamienica. Akcja gaśnicza utrudniona.
Konkurencja podpala klub w centrum stolicy
Właściciele klubu, który miał zostać otwarty w centrum stolicy, padli ofiarą podpalenia ze strony konkurencji. Mimo ponad 5,5 miliona złotych strat, nie poddają się i przełożyli start działalności na marzec. Pięciu osobom przedstawiono zarzuty dotyczące podpalenia budynku przy ul. Foksal 19 w celu zmuszenia przedsiębiorcy do zaprzestania działalności gospodarczej. W ramach prowadzonych czynności ustalono również osoby, które zleciły te przestępstwa.
W połowie listopada stołeczni policjanci rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, która mogła mieć na swoim koncie podpalenie oraz inne przestępstwa. Do sprawy zatrzymano 10 osób, w tym szefa grupy, 41-letniego Krzysztofa U. ps. „Fama”. Dwóm mężczyznom przedstawiono zarzuty sprowadzenia zdarzenia zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach w postaci pożaru oraz udziału w zorganizowanej grupie. Takie zarzuty prokurator przedstawił również zatrzymanym wcześniej dwóm mężczyznom, którzy mieli związek z podpaleniem klubu. Wskazano, że pożar został wywołany w celu zmuszenia właściciela klubu do jego zamknięcia.
Przy zatrzymaniu tej dwójki stołecznym kryminalnym pomagali funkcjonariusze z CBŚP w Białymstoku. W miejscach ich zamieszkania zabezpieczono między innymi nielegalną broń, środki odurzające oraz pieniądze na poczet przyszłych kar. Dodatkowo tego samego dnia policjanci zatrzymali jeszcze 28-latka podejrzanego o udział w grupie "Famy", który był poszukiwany m.in. czterema listami gończymi. Zatrzymanym mężczyznom może grozić nawet do 10 lat więzienia. Sprawa ma charakter rozwojowy.
Siedemdziesięcioletnia Maria S. i seria podpaleń w Jarosławiu
Siedemdziesięcioletnia Maria S. została skazana na półtora roku więzienia za podłożenie ognia, o mało co nie wysadzając w powietrze jednej z kamienic w Jarosławiu. Po jej powrocie z więzienia, kilka dni później, w sąsiedniej kamienicy wybuchł kolejny pożar. Życie jedenastu rodzin w kamienicy toczyło się spokojnie do 25 maja ubiegłego roku, kiedy to na klatce schodowej zapalił się motor jednego z lokatorów. Mieszkańcy, tacy jak Bolesław Walczak i Maria Zdulska, relacjonowali, że ogień był blisko rur gazowych, a ułamki sekund zadecydowały o ich przeżyciu.
Następnego dnia w tej samej kamienicy pojawił się kolejny ogień, tym razem bezpośrednio przed wejściem na strych. Mieszkańcy zaczęli podejrzewać Marię S., która wprowadziła się do kamienicy sześć miesięcy wcześniej. Na trzeci pożar nie czekali długo - dym unosił się spod drzwi Marii S. Sprawą zajmował się sąd, który skazał Marię S. na dwa lata więzienia. Biegli stwierdzili, że ma zdolność rozpoznania znaczenia czynu.
Mimo wyroku, dwa tygodnie temu kłopotliwa sąsiadka wróciła do kamienicy, zwolniona przedterminowo z więzienia. Mieszkańcy czują się oszukani przez burmistrza, który obiecał, że Maria S. nie wróci. Zastępca Burmistrza Miasta Jarosławia ds. Gospodarki, Stanisław Misiąg, zapowiedział monitorowanie sytuacji przez administrację, zapewniając o codziennych wizytach u Marii S. Mieszkańcy kamienicy obawiają się o własne życie, a pierwsze powody do niepokoju już się pojawiły - w poniedziałek w kamienicy obok zapalił się silnik zasilający fontannę w parku.
tags: #polsat #news #podpalenie #kamienicy #konkurencja