Pożar w Czołowie: Dramat siedmioosobowej rodziny i siła wspólnoty

Miło jest gdzieś wyjechać, a potem wrócić do ciepłego domu, ze znajomymi sprzętami. Niestety, nie wszystkim jest to dane. Siedmioosobowa rodzina z podkórnickiego Czołowa, wracając z zimowych wakacji, już w drodze dowiedziała się, że wraca jedynie do zgliszczy.

O dramacie poinformowała nas Mirosława Majerowicz-Klaus, psychoterapeutka i gospodyni „Leśniczówki Emaus” w Stefanowicach, znana z naszych łamów laureatka konkursu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego. Jej córka Zofia Pawlak wraz z mężem Jędrzejem i piątką dzieci straciła cały dobytek w pożarze. Pani Mirosława zdradziła również, że dwa tygodnie wcześniej owdowiała, co dodatkowo pogłębiło tragizm sytuacji.

Skala zniszczeń i pierwsze chwile po tragedii

Dzień po dramatycznym zgłoszeniu nasza redakcja udała się do Czołowa. Na miejscu, wśród granatowych kontenerów i stosów zwęglonych materacy oraz desek, uwijali się mężczyźni i kobiety, próbując ratować, co tylko możliwe. Zofia Pawlak, mama pięciorga małych dzieci, zaprosiła do resztek domu, którego wnętrze przypominało wielką czarną dziurę. Pożar pozostawił jedynie zalane wodą ściany i fragmenty stropu.

Zdjęcie pogorzeliska domu rodziny Pawlaków w Czołowie

Próby odzyskania choćby pamiątek, jak książki z ocalałej szafki, często kończyły się fiaskiem - zapach spalenizny natychmiast przenikał do wszystkiego, a ratowane przedmioty ostatecznie dzieliły los spalonego dobytku. Rodzina Pawlaków znalazła gościnę pod dachem sąsiadki z naprzeciwka.

Historia domu i rodziny Pawlaków

W domu sąsiadki Emilii, która jest również przyjaciółką i "siostrą" z katolickiej wspólnoty „Bogu Bliscy”, Zofia opowiedziała o historii ich domu. Budowa rozpoczęła się osiem lat temu, finansowana ze sprzedaży mieszkania, lecz szybko okazało się, że potrzebny będzie kredyt, którego jednak rodzina nie otrzymała ze względu na brak zdolności kredytowej. Dom, pierwotnie przeznaczony dla pięciu osób (rodzice i trójka dzieci), był kończony "resztkami sił i finansów". Z czasem rodzina powiększyła się o Blankę i Tadka, co sprawiło, że Pawlakowie myśleli o rozbudowie.

Rodzina Pawlaków przed pożarem

Zofia wyznała, że od nagłej śmierci jej ojczyma przed kilkoma tygodniami modliła się o znak, by Bóg podpowiedział im, co robić: zamieszkać z mamą pod Zbąszyniem czy powiększać dom. Odpowiedź przyszła szybko i niespodziewanie w postaci ognia.

Dramatyczny powrót z wakacji

Tydzień przed pożarem Pawlakowie po raz pierwszy w życiu wyjechali z całą piątką dzieci na zimowe wakacje pod Zakopane. Powrót trwał nietypowo długo - dwanaście godzin, o cztery godziny dłużej niż planowano, co Zofia interpretuje jako Boże wstrzymywanie, by nie musieli być świadkami początku tragedii. Gdyby przyjechali wcześniej, zastaliby dom w początkowej fazie pożaru.

POŻAR DOMU Wyjazd Alarmowy OSP!!!

W drodze do Czołowa zadzwonił sąsiad z lakonicznym komunikatem: "Jest źle". Zofia, jak sama mówi, w niewytłumaczalny sposób, od razu dopowiedziała: "Dom się pali". Na miejsce dotarli, gdy sześć zastępów straży pożarnej dogaszało już zgliszcza. Pierwsze wejścia do spalonego domu były niezwykle ciężkie dla Zofii, która musiała zmierzyć się z widokiem wynoszonych, zniszczonych rzeczy.

Siła wdzięczności i wspólnoty

Mimo trudnych chwil, Zofia podkreśla ogromne wsparcie, jakie otrzymują od "ludzi z nieba" - setek osób, które natychmiast ruszyły z pomocą. Choć zdjęcia i cenne pamiątki mogły przepadnąć, jej filozofia życia pozwala jej stawiać na to, co naprawdę ważne. "Nie przywiązuję się tak bardzo do rzeczy. Tyle już razy życie mi pokazało, że przedmioty nie są tak ważne. Ważne jest to, co tutaj się dzieje, o, ci ludzie tutaj, to, co robią. To jest niesamowite. Musimy nauczyć się jeszcze bardziej dziękować. Sami nie jesteśmy w stanie sobie poradzić, mamy tego świadomość" - mówi Zofia.

Wolontariusze pomagający rodzinie Pawlaków po pożarze

W obliczu tak ogromnej pomocy rodzina uczy się również przyjmować wdzięczność, cytując myśl o wzajemności dawania i brania: "Najhojniej obdarzona czuję się, kiedy ode mnie coś przyjmujesz. Gdy rozumiesz radość, z jaką składam ci dar. I wiesz, że robię to nie po to, abyś miał u mnie dług, lecz po prostu chcę, aby moja miłość do ciebie dała owoce. Z wdziękiem brać - kto wie, czy to nie największy dar? Nie rozróżniam tych dwóch stron medalu. Kiedy mi coś dajesz, oddaję ci swoje przyjmowanie. A kiedy bierzesz ode mnie, taka czuję się obdarzona." Te słowa otwierają rodzinę na jeszcze głębsze relacje z ludźmi.

Plany na przyszłość i odbudowa

Pomoc przyjaciół i członków wspólnoty "Bogu Bliscy" jest niezwykle konkretna. Mariusz, budowlaniec, zajmuje się protokołami, a Kasia, po architekturze, już tworzy projekt nowego domu. W planach są pokoje dla każdego dziecka, duże okna aż do ziemi oraz kuchnia usytuowana od strony drogi. Kluczowe będzie jednak zaprojektowanie nowego systemu ogrzewania. Jak wyjaśnia Zofia, pożar najprawdopodobniej wynikł z błędu konstrukcyjnego - nieszczelnego komina. Teściowa, chcąc zapewnić rodzinie ciepło po powrocie z wakacji, napaliła w kominku, który był jedynym źródłem ogrzewania. Niestety, w wyniku pożaru stracili również ukochaną kotkę.

Nowy dom ma powstać systemem gospodarczym, przy wsparciu członków wspólnoty. Wszyscy potrzebują jednak pomocy w zebraniu środków na materiały budowlane, ponieważ rodzina nadal nie ma zdolności kredytowej.

Misje i pasje rodziny

Jędrzej, mąż Zofii, jest stolarzem. Zofia, z wykształcenia pedagog, ukończyła studia podyplomowe z przygotowania do życia w rodzinie i zajmuje się poradnictwem małżeńskim oraz naukami przedmałżeńskimi w parafii, jednocześnie poświęcając się opiece nad domem i dziećmi. Oprócz tego, realizuje niezwykłą pasję - wraz z dwiema koleżankami szyje zabawki ewangelizacyjne. Obecnie są to szmaciane lalki przedstawiające świętych patronów jako dzieci, np. świętego Franciszka, bez habitu. Celem jest zachęcenie dzieci do zainteresowania się swoimi patronami, oferując im lalki, do których można się przytulić. W przyszłości planowane są również gadżety dla kobiet z przesłaniem ewangelizacyjnym, a do każdej lalki ma być dołączona modlitwa do świętego i cytaty z Pisma Świętego. Zofia wyraża nadzieję, że po odbudowaniu życia, będzie mogła jeszcze szerzej pomagać innym.

Lalki święte patronki - zabawki ewangelizacyjne szyte przez Zofię Pawlak

Jak pomóc rodzinie Pawlaków?

Rodzinie Zofii i Jędrzeja Pawlaków w tej trudnej sytuacji pomoże każda złotówka. Jeśli chcesz wesprzeć ich w odbudowie domu i życia, możesz wpłacić dowolną kwotę na konto założone przez siostrę Zofii na portalu Zrzutka.pl.

  • Logo platformy Zrzutka.pl

Inne pożary w regionie

W ostatnich dniach odnotowano także inne przypadki pożarów, które wymagały interwencji straży pożarnej.

Pożar w Szumowie

Całą noc trwała akcja gaśnicza w Szumowie, w gminie Korycin. Zgłoszenie o pożarze drewnianego domu wpłynęło do Komendy Powiatowej PSP w Sokółce o godzinie 1 w nocy. Siedmioosobowa rodzina, na szczęście, opuściła budynek jeszcze przed przybyciem strażaków. Ogień objął poddasze i dach. Akcja gaśnicza oraz częściowe prace rozbiórkowe trwały do godziny 6:22 rano.

Pożar sadzy w Nierośnie

Wcześniej strażacy gasili również pożar sadzy w domu w Nierośnie. Akcja trwała od 20:20 do 21:57 i brały w niej udział zastępy z posterunku JRG w Dąbrowie Białostockiej, OSP Reszkowce oraz podnośnik z JRG Sokółka. Ratownicy skutecznie wygasili palenisko i stłumili pożar.

tags: #pozar #7 #osobowa #rodzina