Pożary w Stanach Zjednoczonych: Od pustoszących lasów po tlące się podziemne kopalnie

Stany Zjednoczone regularnie mierzą się z wyzwaniem potężnych pożarów, które niszczą rozległe obszary lasów, zagrażają społecznościom i prowadzą do znacznych strat. Od szybko rozprzestrzeniających się pożarów leśnych w Kalifornii i Kolorado, przez katastrofalne żywioły na południowym wschodzie kraju, po unikalny, dekady trwający pożar podziemnej kopalni węgla w Pensylwanii - skala tych zjawisk jest zróżnicowana, a ich konsekwencje często długotrwałe.

Thematic photo of firefighters battling a wildfire in the USA

Szybko rozprzestrzeniające się pożary w Kalifornii

W piątek w południowej Kalifornii wybuchł szybko rozprzestrzeniający się pożar lasu o nazwie Springs Fire. Ogień, który pojawił się około godziny 11.00 czasu lokalnego na wschód od miasta Moreno Valley w hrabstwie Riverside, w ciągu zaledwie kilku godzin zajął około 606 hektarów terenu. Wieczorem powierzchnia pożaru wzrosła do około 1400 hektarów.

Pożar rozgorzał na terenie rekreacyjnym w pobliżu Moreno Valley, miasta liczącego około 200 tysięcy mieszkańców, położonego 100 kilometrów na wschód od Los Angeles. Akcję ratowniczą utrudniały trudne warunki pogodowe. Krajowa Służba Pogodowa wydała ostrzeżenie przed silnym wiatrem dla dolin w hrabstwach San Bernardino i Riverside, prognozując porywy osiągające 80 km/godz. Takie podmuchy sprzyjają szybkiemu przemieszczaniu się frontu ognia i utrudniają działania jednostek gaśniczych. W walkę z żywiołem zaangażowano setki strażaków oraz wsparcie lotnicze. Przyczyna pojawienia się ognia nie jest na razie znana i pozostaje przedmiotem prowadzonego dochodzenia.

Pożary Lee i Elk w Kolorado

Amerykański stan Kolorado również zmagał się z rozległymi pożarami. Pożar Lee objął obszar o powierzchni ponad 370 km kw. na południowy zachód od miasta Meeker, w tym prawie 110 km kw. terenu strawił w ciągu zaledwie jednej nocy, jak podała stacja CBS News. Straż pożarna oceniła, że na tym kierunku ogień nie został jeszcze w ogóle opanowany. Na południe i zachód od Lee, który przemieszcza się na południowy zachód od autostrady nr 13, ogłoszono kolejne strefy objęte nakazem ewakuacji; zamknięto też część dróg.

Drugi pożar, Elk, pustoszył obszary położone na południowy wschód od Meeker. Ogień został tam opanowany w 8 proc., ale zdążył już strawić niemal 60 km kw. terenu. Na obu frontach z ogniem walczyło łącznie ponad 1,2 tys. strażaków. W sobotę wieczorem z więzienia Rifle w północno-zachodniej części stanu ewakuowano niemal 180 więźniów. Schrony pozostają otwarte m.in. w hrabstwie Moffat oraz w Meeker, a teren targowy Rio Blanco County Fairgrounds przyjmuje ewakuowane zwierzęta gospodarskie.

Według CBS News, strażacy liczyli na powstrzymanie ognia przed przedostaniem się na wschód od autostrady nr 13, która mogła posłużyć jako naturalna zapora, ostrzegali jednak, że walka z żywiołem potrwa długo. Szef planowania operacyjnego Tyler Nathe podkreślił, że "wciąż jest wiele do zrobienia". Zdaniem władz, pożar Lee był tak rozległy i gorący, że tworzył własne zjawiska pogodowe - ogień sam wytwarzał wiatr i sam siebie podsycał.

Mapa obszaru objętego pożarami w Kolorado z zaznaczeniem stref ewakuacji

Pożary w południowo-wschodnich Stanach Zjednoczonych: Floryda i Georgia

Ponad 150 pożarów trawiło południowy wschód USA, przede wszystkim stany Floryda i Georgia. W walce z żywiołem zginął strażak, a ponad 120 domów zostało zniszczonych. Trwała ewakuacja mieszkańców z obszarów zagrożonych przez ogień, jak informowały amerykańskie media. W północnej Florydzie, podczas akcji gaśniczej, zmarł ochotniczy strażak James "Kevin" Crews. Przyczyną śmierci był nagły problem medyczny, który wystąpił w trakcie działań operacyjnych. Szef miejscowej straży Jerry Johnson oddał hołd zmarłemu, mówiąc: "Kevin był uosobieniem odwagi i poświęcenia. Jego ofiara nigdy nie zostanie zapomniana."

Sytuacja w Georgii

Największe zniszczenia odnotowano w południowo-wschodniej Georgii, gdzie dwa potężne pożary strawiły ponad 120 domów, a kolejne setki budynków pozostawały bezpośrednio zagrożone. W całym regionie ewakuowano setki mieszkańców. Gubernator Georgii Brian Kemp ocenił, że skala zniszczeń może okazać się największa w historii stanu. Jeden z pożarów, który według śledczych mógł zostać wywołany przez aluminiowy balon dotykający linii energetycznych, objął obszar około 12 950 hektarów, czyli teren ponad dwukrotnie większy niż Manhattan. Drugi żywioł, w hrabstwie Brantley, rozprzestrzenił się na około 2 070 hektarów i został opanowany jedynie w 15 proc.

"Nie ma sposobu, by zatrzymać ten pożar" - przyznał gubernator Kemp. W jego opinii, w obecnych warunkach atmosferycznych strażacy mogli jedynie ograniczać jego rozprzestrzenianie i liczyć na nadejście deszczu. Według dziennika "USA Today", w całym regionie odnotowano co najmniej 20 dużych, nieopanowanych pożarów, a tylko w ciągu jednej doby pojawiło się 90 nowych ognisk. Gazeta podkreśliła, że służby ratunkowe pracowały w ekstremalnie trudnych warunkach, priorytetowo traktując zabezpieczenie korytarzy ewakuacyjnych dla ludności cywilnej.

Największy pożar w Georgii - Pineland Road Fire - objął ponad 12 550 hektarów i został opanowany w zaledwie 10 proc., podczas gdy inny, Highway 82 Fire, spalił ponad 2 000 hektarów. Lokalny urzędnik Joey Cason apelował do mieszkańców o natychmiastowe podporządkowanie się nakazom ewakuacji i opuszczenie zagrożonych terenów, ostrzegając: "To wciąż dynamiczna sytuacja pożarowa".

Sytuacja na Florydzie

Na Florydzie aktywnych było w piątek co najmniej 134 pożarów obejmujących łącznie ponad 10 500 hektarów. Ogień zmusił władze do zamykania kluczowych dróg i wydawania ostrzeżeń dotyczących jakości powietrza, ponieważ dym przemieszczał się setki kilometrów od źródeł ognia. Eksperci wskazują, że za skalę katastrofy odpowiadają dotkliwa susza, silny wiatr oraz martwe drzewa powalone wcześniej przez huragan Helene, które stanowiły doskonałe paliwo dla płomieni.

Pożar kopalni w Centralii, Pensylwania: Miasto Widmo

Zaledwie 200 km na zachód od Nowego Jorku znajduje się miejsce, które David DeKok w swojej książce "Unseen Danger" opisuje jako "w którym nie przeżyje żaden człowiek, miejsce gorętsze niż planeta Merkury, z atmosferą bardziej trującą niż na Saturnie". To odniesienie do pożaru, który od ponad 50 lat trawi stare kopalnie węgla pod miastem Centralia w stanie Pensylwania. To wzniesione na złożach węgla w XIX wieku miasto dziś już właściwie nie istnieje; spowijają je kłęby dymu wydobywające się z ziemi, a w powietrzu czuć zapach spalenizny.

Historia Centralii i górnictwa

Pensylwania jest jednym z głównych dostawców węgla w USA, a przez ostatnie 200 lat dostarczyła Amerykanom 25% tego surowca. W okolicy Centralii znajduje się największe złoże antracytu - odmiany węgla kamiennego o niezwykle korzystnych właściwościach opałowych. Rozwój Centralii zaczął się w XIX wieku wraz z powstaniem pierwszych kopalń. Pod koniec stulecia w mieście działało pięć kopalń, a zamieszkiwało je blisko 3 tysiące mieszkańców, zatrudnionych najczęściej w górnictwie.

W XX wieku Wielki Kryzys i rosnąca popularność ropy naftowej doprowadziły do załamania w górnictwie węglowym. Nierentowne kopalnie zamykano, a górnicy byli zwalniani. Wielu mieszkańców wydobywało węgiel w nielegalnych szybach. W obszarach miasta, gdzie stosowano metodę odkrywkową, charakterystycznym elementem krajobrazu były ogromne dziury i wyrobiska kopalniane, powszechnie używane jako wysypiska śmieci. Władze miasta zalegalizowały gromadzenie śmieci w jednym z takich wyrobisk, niedaleko cmentarza Odd Fellows, aby zakończyć nielegalny wywóz do innych, niezabezpieczonych tuneli i dziur po dawnym wydobyciu.

Początek katastrofy: 1962 rok

Pożar kopalni wybuchł w 1962 roku. Pod koniec maja tego roku rozpoczęły się przygotowania do Memorial Day, a jednym z istotnych punktów było uprzątnięcie wysypiska przy cmentarzu. Chociaż rozwiązanie to było nielegalne, było powszechnie stosowane do walki ze szczurami i nieprzyjemnym zapachem. Oczyszczenie śmietniska zaplanowano na 27 maja - dzień, który uznaje się za datę wybuchu pożaru. Śmieci podpalono, a strażacy po wszystkim dogasili płonące sterty i wrócili do domów.

Jednak po dwóch dniach ze śmietniska ponownie zaczął wydobywać się dym. Straż ponownie zalała śmieci wodą, ale po tygodniu okazało się, że pożar wszedł znacznie głębiej. Podczas prób gaszenia za pomocą buldożerów i koparek, dokonano odkrycia, które zaważyło na porażce całego przedsięwzięcia: na północnej ścianie wyrobiska ukazał się otwór o szerokości prawie 5 m i wysokości około 1,5 m, wiodący do podziemnego labiryntu starych kopalń. To najprawdopodobniej tędy ogień przedostał się pod miasto. Ta ukryta pod śmieciami dziura nie została wcześniej zabezpieczona. Co więcej, w tym czasie wywrotki nadal wyrzucały śmieci na niedogaszone pogorzelisko, a pierwotnie wykopanie zajętych ogniem złóż zlecono tylko jednemu inżynierowi, który nie zdążył rozpocząć pracy zanim ze ścian wyrobiska zaczęły wydobywać się kłęby pary i dymu.

Zdjęcie historyczne przedstawiające kłęby dymu wydobywające się z ziemi w Centralii

Nieudane próby ugaszenia

Skomplikowany układ tuneli był główną przeszkodą w walce z pożarem. Pożary kopalń w tym rejonie nie były rzadkością, a górnicy wiedzieli, jak sobie z nimi radzić: należało zlikwidować jeden z elementów trójkąta spalania (temperaturę, materiał lub tlen) poprzez izolowanie pożaru. Niestety, w opuszczonych kopalniach sprzed stu lat liczba otworów w skałach była tak wielka, że ich zamknięcie było niemożliwe. Z podobnego powodu nieskuteczna okazała się metoda zalewania kopalń. Antracyt pali się w bardzo wysokich temperaturach, a prócz złóż węgla płonęły również pokłady siarki i wybuchowy metan, co dodatkowo komplikowało sytuację. Żywioł pochłaniał też drewniane wzmocnienia korytarzy, co powodowało ich zawalenie i osuwanie się ziemi na powierzchni.

Wysiłki w celu opanowania żywiołu podejmowano przez kolejne dwie dekady, przekopując teren, budując zapory w ziemi i zalewając kopalnie. Jednak wszystkie projekty okazały się bezcelowe i niemożliwe do zrealizowania ze względów technicznych, finansowych, biurokratycznych i z powodu opieszałości. Walka o ugaszenie pożaru została przegrana m.in. z powodu braku ciągłości prac i niedostatecznych zasobów.

EKSPLOZJA w centrum Moskwy! Rosja jest W OGNIU: Ukraina MOCNO UDERZYŁA w Putina

Konsekwencje i ewakuacja

Początkowo mieszkańcy Centralii bagatelizowali sprawę, spodziewając się, że władze opanują sytuację. Jednak sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy w sąsiednich kopalniach wykryto tlenek węgla, co doprowadziło do ich zamknięcia i zawieszenia pracy około 200 górników. W 1979 roku pracownicy lokalnej stacji benzynowej stwierdzili podgrzanie podziemnych zbiorników z benzyną do prawie 80°C. Na początku lat 80. zamknięto drogę stanową wiodącą przez miasto, a w domach pojawiły się pierwsze przypadki zatruć tlenkiem węgla.

Poczucie bezpieczeństwa ostatecznie runęło po zdarzeniu z 14 lutego 1981 roku, kiedy to 12-letni Todd Dombowski wpadł do ziejącej dymem rozpadliny w przydomowym ogródku. Chłopca uratował kuzyn. Wyrwa w ziemi miała niemal 90 m głębokości (choć niektóre źródła podają, że około 46 m), a temperatura na jej dnie wynosiła 200-300°C. Incydent wstrząsnął opinią publiczną.

Badania pokazały, że walka z pożarem pochłonie olbrzymie fundusze, niewspółmierne do wartości ratowanego mienia. Obliczono, że wysiedlenie ludzi z miasta pochłonie znacznie mniej środków (około 46 mln USD). Relokację oficjalnie rozpoczęto w 1984 roku, a w 1991 roku władze stanowe odkupiły od mieszkańców Centralii i sąsiedniego Byrnesville ich domy, które następnie równano z ziemią. Rząd obiecał, że nikogo nie usunie z miasta siłą. W momencie ogłoszenia oficjalnej ewakuacji w mieście pozostało około 600 mieszkańców, choć ponad tysiąc osób opuściło Centralię wcześniej.

Centralia dzisiaj: Tląca się blizna

Pod Centralią do dziś palą się złoża węgla. Szacuje się, że pożar obejmuje około 15 km2 i rozszerza się z prędkością 22 m rocznie. Co rusz pojawiają się nowe dziury i zapadliska, zmienia się też ukształtowanie terenu. Ogień, który pod ziemią wypalił korzenie drzew, przeniósł się również na powierzchnię, niszcząc krzewy i drzewa. Kłęby dymu nadal wydobywają się ze szczelin w skałach, a ze starego tunelu służącego za odwodnienie kopalń wypływa kwaśny, żółty strumień zanieczyszczony metalami i siarką. I choć po prawie 60 latach można odnieść wrażenie, że front pożaru przeszedł już pod miastem, to w niektórych dziurach nadal widać płonące pokłady węgla, a nocą na wzgórzach niebieskie od metanu płomienie. Centralia istnieje już tylko w pamięci garstki jej mieszkańców i turystów chcących zwiedzić jedno z najsłynniejszych miast duchów w USA.

Mapa Centralii z oznaczeniem szacunkowej powierzchni zajmowanej przez podziemny pożar, w tym strefy podwyższonej temperatury i obszaru aktywnego pożaru

Inne długotrwające pożary podziemne na świecie

Historia Centralii przypomina, jak wiele pozornie małych błędów może doprowadzić do tragedii. Centralia nie jest jedynym takim przypadkiem na świecie. W Turkmenistanie, w wielkim zapadlisku, od 1971 roku płoną złoża gazu ziemnego. W New Castle w stanie Kolorado od 1899 roku płonie kopalnia węgla (tzw. Burning Mountain), a w północno-wschodniej części Indii od 1916 roku ogień trawi złoża węgla na powierzchni około 450 km2. Ten indyjski pożar rzutuje na życie miliona mieszkańców tych terenów, a rządowy projekt na kwotę 1,4 mld dolarów przewiduje walkę z żywiołem i wysiedlenie prawie 90 tysięcy ludzi.

tags: #pozar #ameryka #poludniowa