W Żarach odnotowano kilka poważnych incydentów związanych z pożarami autobusów komunikacji miejskiej oraz zaparkowanych pojazdów. Poniżej przedstawiamy szczegóły tych zdarzeń, w których, pomimo dramatycznych okoliczności, zazwyczaj udało się uniknąć ofiar śmiertelnych.
Pożar autobusu MZK na alei Jana Pawła II
Do pożaru autobusu żagańskiej spółki MZK doszło po godzinie 10:00. Pojazd zapalił się na alei Jana Pawła II, na odcinku pomiędzy warsztatami CKZIU (d. Samochodówki) i ul. Parkową a rondem i skrzyżowaniem z ul. Zielonogórską. Strażacy otrzymali zgłoszenie. Na miejscu pracowały dwa zastępy strażaków.
Kierowca i wszyscy pasażerowie autobusu zdążyli się ewakuować. Kierowca próbował gasić ogień przy użyciu gaśnicy, jednak nic to nie dało. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Przyczyną było prawdopodobnie zwarcie w tzw. webasto - agregacie grzewczym systemu ogrzewania postojowego i silnika. Przejazd częścią al. Jana Pawła II był niemożliwy, a policjanci zamknęli na jakiś czas drogę do ruchu.

Pożar autobusów PKS SA w bazie przy ul. Okrzei
W poniedziałek rano w bazie PKS SA przy ul. Okrzei zapalił się zaparkowany autobus marki Irys. Podmuch wiatru przeniósł ogień na dwa sąsiednie pojazdy - Neoplan oraz Autosan. Pomimo błyskawicznej akcji pracowników i strażaków, autobusy spaliły się niemal doszczętnie. Na szczęście nikt nie ucierpiał.
Mieszkanka okolicznych bloków, która rano była w łóżku, relacjonowała: "Kiedy usłyszałam syreny karetek i wozów strażackich. Potem usłyszałam jakby wybuch, coś huknęło. Wyszłam na balkon i zobaczyłam jak palą się autobusy, było bardzo dużo dymu i ognia. Wyglądało groźnie".
Około godziny 7:30 pracownicy wszczęli alarm, że pali się autobus na parkingu. Józef Kuśnierzowski, kierownik zaplecza technicznego, informował: "Wszyscy rzucili się gasić, wezwaliśmy straż pożarną". Ogień gasiły dwie jednostki, przyjechała także cysterna. Pomimo wysiłków, ogień przeniósł się na zaparkowane obok, po obu stronach płonącego autobusu, Neoplana oraz Autosana.
Józef Kuśnierzowski zaznaczył, że żadnego wybuchu nie było, a nawet paliwo w zbiornikach nie zostało naruszone. "Gdyby wybuchło, skala zniszczeń byłaby znacznie większa. Jesteśmy bardzo wdzięczni strażakom za szybkie i sprawne ugaszenie pożaru" - podkreślił. Straty wyniosły około 250 tys. zł.

Pożar autobusu Jelcz w centrum miasta przy ul. 11 Listopada
Około godziny 16:30 w centrum miasta, przy ul. 11 Listopada, w pobliżu skrzyżowania z al. Wojska Polskiego, zapalił się autobus marki Jelcz, wracający z Kunic.
Kierowca autobusu, mężczyzna w średnim wieku, opowiadał: "Nagle z silnika zaczął wydobywać się dym, ledwo zdążyłem uciec, zabierając kasę fiskalną". Pasażerów na szczęście nie było, nikt nie ucierpiał.
Pożar gasiły trzy jednostki straży pożarnej - dwie zawodowej i jedna OSP. Dowódca akcji mł. kpt. Grzegorz Bąk wyjaśnił, że ogień zajął błyskawicznie całe nadwozie. "Od temperatury pękły szyby, wytworzył się ciąg powietrza, który jeszcze bardziej wzmógł pożar. W takich warunkach strażacy muszą działać w aparatach tlenowych, gdyż z palącej się tapicerki i innych części wnętrza wydziela się dużo trujących gazów".
Pożar całkowicie zniszczył autobus, który nadaje się do kasacji. Ruch w ul. 11 Listopada był zablokowany, a strażacy oczekiwali na przyjazd specjalnej lawety, która zabierze wrak.
Kierowca, który wolał pozostać anonimowy, dodał: "Za kółkiem pracuję od 30 lat, tym autobusem jeżdżę od niedawna, dzisiaj nic nie zapowiadało, że z silnikiem jest coś nie tak. Nagle zaczęło się dymić i to wszystko". Dokładne przyczyny pożaru ustalą biegli pożarnictwa. Z palącego się autobusu pozostał tylko wrak.