Osiedle Bema w Białymstoku od lat mierzy się z problemem nawracających pożarów, które nierzadko trawią opuszczone drewniane budynki, budząc niepokój wśród mieszkańców i rodząc pytania o ich przyczyny. Częstotliwość tych zdarzeń skłania do refleksji nad bezpieczeństwem i rolą urbanistycznych przekształceń w tej części miasta.

Kolejny Pożar Opuszczonego Budynku na Ulicy Bema
Do jednego z pożarów przy ulicy Bema w Białymstoku doszło nad ranem, kiedy to palił się kolejny opuszczony budynek. Na miejscu zdarzenia pracowały cztery zastępy straży pożarnej.
Jak ustalono, drewniany budynek był pustostanem, w którym nikt nie mieszkał na stałe, jednak zbierały się tam i nocowały osoby bezdomne. W momencie pożaru wewnątrz przebywało pięć osób, które zostały szybko wyprowadzone z płonącego domu. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Policja praktycznie od razu przystąpiła do poszukiwań potencjalnych podpalaczy.
Tragiczny Pożar Zamieszkałego Domu z 9 Września
Szczególnie tragiczny w skutkach był pożar, do którego doszło w poniedziałek, 9 września, około godziny 21:30, również przy ulicy Bema. Pan Andrzej, mieszkaniec sąsiedztwa, opowiadał: „Wieczorem usłyszałem, jak sąsiad, prawdopodobnie pijany, szarpie się z drzwiami do swego mieszkania. Po jakimś czasie poczułem dym. Początkowo myślałem, że trochę sąsiadowi zakopciło przy rozpalaniu pieca.” Pan Andrzej obudził swoją partnerkę i oboje zaalarmowali pozostałych sąsiadów. „Wspólnie wyważyliśmy drzwi, spod których wydobywał się dym” - dodał.
W drewnianym budynku znajdowało się sześć mieszkań, które zajmowało 12 osób, w tym dwoje małych dzieci. Jedno z dzieci trafiło do szpitala na obserwację z objawami podtrucia dymem. Według pana Andrzeja, wszyscy lokatorzy byli porządnymi ludźmi, a alkoholu nadużywał tylko 50-latek, który zginął w płomieniach.
Na miejsce zdarzenia najpierw przyjechała Policja, która zabezpieczyła ruch, ponieważ pożar był bardzo blisko ruchliwej ulicy i był dość duży. Chwilę później zjawili się strażacy, którzy bez straty czasu przystąpili do akcji gaśniczej. Strażacy musieli także przystąpić do akcji gaśniczej w sąsiednim budynku, również opuszczonym drewnianym domu, na który spadły palące się liście z drzew. W akcji brało udział pięć zastępów Straży Pożarnej, w tym strażacy z OSP Klepacze. Była to ich już czwarta akcja tego dnia.

Pożar w Poniedziałek Wielkanocny na Ulicy Angielskiej
Kolejny pożar, który trawł opuszczony drewniany budynek, miał miejsce na osiedlu Bema, przy ulicy Angielskiej, w Poniedziałek Wielkanocny. Mieszkańcy ponownie przeżyli chwile grozy, widząc jak kolejny dom staje w ogniu. Tym razem, domu, który stanął w płomieniach, nie udało się uratować, spłonął doszczętnie.
Jak przekazał dyżurny straży pożarnej, w płonącym domu przy ulicy Angielskiej nie było nikogo i prawdopodobnie w ogóle nikt tam nie mieszkał. Na miejscu pracowało pięć zastępów straży pożarnej. Do tej pory palące się budynki były zazwyczaj pustostanami, co zapobiegało ofiarom.
Podejrzenia i Obawy Społeczności
Mieszkańcy osiedla Bema od lat wyrażają swoje obawy związane z serią pożarów. „Od lat w okolicy dzielnicy Bema wybuchają pożary, nawet w takich budynkach, w których nie ma kompletnie nikogo i nie ma żadnej instalacji, ani grzewczej, ani elektrycznej” - zauważają. Zastanawiający jest fakt, że „w szybkim czasie po pożarze w okolicy powstają bloki wielorodzinne.”
Pojawiają się spekulacje, że pożary te mogą być związane z celowym działaniem mającym na celu usunięcie starych zabudowań i przygotowanie terenu pod nowe inwestycje deweloperskie. Jak mówią mieszkańcy: „Dom drewniany się spali, strażacy resztę rozbiorą i nie trzeba będzie bawić się w papierki do burzenia, czy rozbiórki. Bo po pożarze przecież domek rozbiorą i zburzą strażacy.”
Innym problemem są libacje w opuszczonych domach. „Tu do tego domu co raz przyjeżdżała Policja, bo libacje były. Niby dom pusty, a praktycznie każdego dnia trzeba było interwencji do tych, co tu biesiadowali. Kwestią czasu było, że ten dom się zapali. Tak było i poprzednimi razami, jak się paliły stare opuszczone domy” - relacjonują mieszkańcy.
W internecie "huczy od komentarzy na temat robienia miejsca pod przyszłą zabudowę mieszkaniową." W pobliżu miejsc pożarów często znajdują się place budowy, na których wznoszone są kolejne bloki mieszkaniowe. Internauci zwracają uwagę, że władze Białegostoku zdają się lekceważyć problem pożarów w tych miejscach. Po serii pożarów z wcześniejszych lat, jeszcze zanim ruszyła budowa bloków, mieszkańcy prosili prezydenta Białegostoku o zamontowanie kamer monitoringu, obawiając się o swoje bezpieczeństwo, ponieważ w sąsiedztwie nadal są zamieszkałe drewniane domy, w których mieszkają całe rodziny.

Tragiczny Pożar na Osiedlu Kawaleryjskie
Problem pożarów dotyka również innych części Białegostoku. Tragiczny w skutkach pożar miał miejsce na osiedlu Kawaleryjskie przy ulicy Południowej, gdzie podczas gaszenia domu strażacy znaleźli ciało mężczyzny.