Czarnobylska Elektrownia Jądrowa, a w szczególności Blok 4, pozostaje w centrum uwagi ze względu na historię tragicznej katastrofy z 1986 roku oraz nowsze incydenty, takie jak pożary w strefie wykluczenia i uszkodzenia sarkofagu. Poniżej przedstawiamy szczegółowe informacje dotyczące tych wydarzeń.
Najnowsze Incydenty: Pożary w Strefie Wykluczenia
Wielki Pożar Lasów w Strefie Wykluczenia (Kwiecień 2020)
Od 4 kwietnia w strefie wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej trwał ogromny pożar lasów. Ogień dotarł do opuszczonego miasta Prypeć i zbliżył się na około kilometr od bloku IV elektrowni, w którym doszło do katastrofy w 1986 roku. Władze uspokajały, że sytuacja jest pod kontrolą. W poniedziałek wieczorem agencja Interfax-Ukraina poinformowała, że 310 strażaków i dziesiątki wozów strażackich, a także trzy samoloty i trzy helikoptery zostały skierowane do walki z pożarem, który rozprzestrzeniał się w strefie wykluczenia.
Rosyjski Greenpeace ostrzegał, że sytuacja może stwarzać zagrożenie radioaktywne. O zagrożeniu informował również lokalny aktywista i prezes Stowarzyszenia Czarnobylskich Przewodników, Jarosław Jemelianenko, podkreślając: „Sytuacja jest krytyczna. Strefa płonie. Teraz ogień dotarł do Prypeci i jest 2 km od składów radioaktywnych odpadów „Pidlisnyj”, gdzie znajdują się najbardziej wysokoaktywne odpady z całej czarnobylskiej strefy.” Zaapelował on do ukraińskich władz: „Dosyć udawania, że wszystko jest ok! Powiedzcie ludziom, co naprawdę dzieje się z pożarem.”
Dyrektor Departamentu Reagowania Kryzysowego, Vołodymyr Demchuk, podkreślał, że służby walczą z pożarami, ale sytuacja jest pod kontrolą. Władze zaznaczały: „Najważniejsze, co możemy powiedzieć, to to, że nie ma zagrożenia dla elektrowni jądrowej, magazynu wypalonego paliwa i innych krytycznych miejsc w strefie wykluczenia.” Agencja Interfax-Ukraina uspokajała, informując, że w strefie wykluczenia dawki promieniowania gamma nie uległy zmianie i nie przekraczały dopuszczalnych norm, podobnie jak te w regionie kijowskim. Dla Polski żadnego zagrożenia nie było, co potwierdzała Polska Agencja Atomistyki, monitorująca sytuację na bieżąco. Zastępca dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, Grzegorz Świszcz, również poinformował, że pożary wokół dawnej elektrowni nie mają wpływu na poziom promieniowania radioaktywnego w Polsce. Strona Napromieniowani.pl, której redaktorzy podawali najnowsze informacje z Czarnobyla, podkreślała, że zagrożenie rzeczywiście istniało, ale miało charakter wyłącznie lokalny. Pożary, będące następstwem długotrwałej suszy, rozpoczęły się 3 kwietnia w zachodniej części strefy wykluczenia i rozprzestrzeniły się na pobliskie lasy. Agencja Reutera informowała, że policja zidentyfikowała 27-letniego miejscowego mieszkańca, którego oskarżono o celowe zaprószenie ognia.
Uderzenie Drona w Sarkofag Bloku 4
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że rosyjski dron uderzeniowy trafił w nocy z czwartku na piątek w sarkofag nad zniszczonym w katastrofie w 1986 roku reaktorem elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Dodał w mediach społecznościowych: „Rosyjski dron uderzeniowy z ładunkiem wybuchowym trafił tej nocy w sarkofag, który chroni świat przed promieniowaniem zniszczonego bloku nr 4 elektrowni jądrowej w Czarnobylu.” Prezydent zaznaczył, że dron uszkodził sarkofag, ale pożar został ugaszony, a promieniowanie nie wzrosło i jest stale kontrolowane. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) także uspokoiła, że poziom promieniowania po eksplozji na terenie nieczynnej elektrowni jądrowej w Czarnobylu pozostaje normalny, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz sarkofagu. Agencja potwierdziła uderzenie drona.
Prezydent Zełenski podkreślił, że sarkofag został zbudowany przez Ukrainę wraz z innymi krajami Europy i świata, w tym z Ameryką, w celu zapewnienia prawdziwego bezpieczeństwa. Stwierdził, że Rosja jest jedynym krajem na świecie, który może atakować takie obiekty, zajmować terytorium elektrowni jądrowych i prowadzić działania wojenne bez względu na konsekwencje.

Katastrofa Czarnobylska z 1986 roku: Przyczyny i Przebieg w Bloku 4
Wybuch i Początkowy Pożar
Katastrofa w elektrowni atomowej w Czarnobylu miała miejsce 26 kwietnia 1986 roku. Około godziny 1:24 dnia 26 kwietnia 1986 roku wybuchł czwarty blok elektrowni, który całkowicie zniszczył reaktor. Eksplozja czwartego reaktora siłowni doprowadziła do skażenia części terytoriów Ukrainy i Białorusi. Budynek bloku częściowo zawalił się, a jedna osoba - Walerij Chodymczuk - zginęła. Pożar objął dach i pomieszczenia budynku. Ogień stopił beton i metale, które spłynęły do pomieszczeń pod reaktorem. W powietrze została wyrzucona wielka ilość pyłów radioaktywnych. Do atmosfery dostały się izotopy uranu, plutonu i jodu-131 (rozkład 8 dni), cezu 134 (rozkład 2 lata), cezu 137 (rozkład 30 lat), strontu 90 (rozkład 29 lat). Sytuacja pogarszała się, ponieważ w reaktorze dochodziło do niekontrolowanych jądrowych i chemicznych reakcji wydzielających wysoką temperaturę. Dopiero pod koniec maja 1986 roku udało się zatrzymać wydostawanie się szkodliwych substancji z reaktora.
Życie w Czarnobylu ^ Dokument ^ PL720p
Tło Eksperymentu i Błędy Operacyjne
Na dzień 25 kwietnia 1986 roku było zaplanowane wyłączenie czwartego bloku w celu przeprowadzenia eksperymentu. Miał on sprawdzić funkcjonowanie poprawek konstrukcyjnych reaktora, a trzy poprzednie próby zakończyły się niepowodzeniem. W tym dniu wysiadła jedna z okolicznych elektrowni i Kijów poprosił o zwiększenie mocy do czasu naprawy usterki. Eksperyment przesunięto do godzin wieczornych, a pierwotnie miał się odbyć za dnia. O północy była zmiana personelu, która przejęła dowodzenie w trakcie eksperymentu, a pierwotnie miała czuwać tylko nad systemem chłodzenia.
Próby miały odbywać się przy mocy 700 MW, ale przez pomyłkę operatora moc spadła do 30 MW i postanowiono ją podnieść. Przy szybkim zmniejszeniu mocy reaktor zaczął nieprawidłowo pracować, gdyż nadmiernie zaczął się wydzielać ksenon 135. Prawdopodobnie nie było wmontowanych czujników, które mogły wykryć nieprawidłowości, a w takim przypadku należało wyłączyć reaktor na 24 godziny, gdyż ksenon 135 jest izotopem krótko żyjącym. Przy osiągnięciu mocy 200 MW włączono dwie dodatkowe pompy. Duża ilość wody przekroczyła dopuszczalną ilość i obniżyła temperaturę rdzenia reaktora. Woda w stanie ciekłym pochłaniała więcej neutronów niż para, i moc reaktora znów spadła. Aby podnieść moc, usunięto pręty kontrolne, co uczyniło pracę reaktora skrajnie niestabilną. Czynnikiem hamującym pracę reaktora był wysoki poziom ksenonu, i w tym przypadku automatyczny system powinien był wygasić reaktor, ale operatorzy wyłączyli to zabezpieczenie.
Do przyczyn katastrofy przyczyniły się także problemy socjalistycznego myślenia i chęci realizacji założonych celów. Na wysokich stanowiskach obsadzono „ludzi partii”, którzy niekoniecznie posiadali odpowiednie kompetencje. Na przykład Anatolij Diatłow, uznany fizyk jądrowy, pełnił podrzędną rolę zastępcy inżyniera, ponieważ nie wstąpił do partii, podlegając m.in. Wiktorowi Briuchanowowi, dyrektorowi elektrowni, który nie miał odpowiedniej wiedzy. Niedoświadczony inżynier Leonid Toptunow doprowadził do zbyt dużej ilości ksenonu w reaktorze, uniemożliwiającej uzyskanie wymaganej mocy. Aby zrealizować test, postanowiono zwiększać moc, ręcznie obchodząc procedury bezpieczeństwa. Zignorowano liczne alarmy informujące o niestabilności reaktora. Inżynier Aleksandr Akimow próbował nagle wyłączyć reaktor, co doprowadziło do kolejnego skoku mocy i tak już niestabilnego urządzenia. O 1:23 dał się słyszeć wybuch, który rozerwał reaktor od środka. Chwilę później wybuchł wodór.
Wady Konstrukcyjne Reaktora RBMK-1000
Istnieje co najmniej dwie oficjalne wersje przyczyny awarii oraz kilka alternatywnych o różnym stopniu wiarygodności. Na początku winę całkowicie zrzucono na personel, zarzucając mu takie zaniedbania jak: prowadzenie eksperymentu za wszelką cenę, wyłączenie automatycznego systemu ochrony reaktora czy przemilczenie katastrofy. W roku 1993 opublikowano nowy raport, który mówił o nieprawidłowościach w konstrukcji reaktora. Czarnobylska konstrukcja, uruchomiona w 1977 roku, niemal od samego początku stanowiła ogromne niebezpieczeństwo. To właśnie wady konstrukcyjne i pośpiech spowodowany chęcią realizacji założonych celów doprowadziły do awarii.
Problem polegał na tym, że zarówno grafit, jak i uran, są materiałami palnymi. W niekorzystnym przypadku, gdy wody jest za mało do schłodzenia, reaktor atomowy zmienia się w ogromny piec wypełniony paliwem: grafitem (około 1700 ton) i uranem (niemal 200 ton). W stanie awaryjnym woda, zamiast chłodzić, zmienia się w mieszaninę wybuchową, zdolną uszkodzić wszelkie obudowy i instalacje. Brak chłodzenia i systemu wyhamowania wzrostu temperatury powoduje szybkie rozgrzanie układu do temperatur niebezpiecznych mechanicznie dla obudów prętów paliwowych. Dostęp tlenu prowadzi do zapalenia rozgrzanego do bardzo wysokich temperatur palnego grafitu. Wszystko to wydziela ogromne ilości izotopów promieniotwórczych, które rozpraszają się w atmosferze, a wcześniej czy później trafiają na ziemię jako opad promieniotwórczy.
Ugaszenie takiego pożaru jest niezmiernie trudne, ponieważ układ sam siebie doprowadza do stanu niemal gazowego i pyłowego, na skutek energii atomowej, aż się wypali. Wypalenie może trwać bardzo długo i nawet tak jest bezpieczniej - szybsze oznaczałoby jeszcze wyższe temperatury, przepalenie wszelkich osłon i dostanie się substancji do wód gruntowych, co skutkowałoby ich trwałym zatruciem oraz serią wybuchów typu wodorowego i uwolnieniem do atmosfery całego potencjału skażenia.

Skutki Katastrofy i Akcja Ratunkowa
Bezpośrednie Następstwa i Ukrywanie Informacji
Katastrofa ekologiczna, do której doszło w wyniku wybuchu wodoru w bloku energetycznym nr 4, spowodowała, że reaktor został całkowicie zniszczony, a w powietrze została wyrzucona wielka ilość pyłów radioaktywnych. Chmura pyłu radioaktywnego przeszła nad terytorium europejskiej części ZSRR, większą częścią Europy i sięgnęła nawet wschodniej części USA. Nie mniej jednak, 60% pyłu opadło na terenie Białorusi. Radioaktywne substancje dotarły też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu - do Grecji i Włoch. Ze skażonych terenów ewakuowano 200 tysięcy ludzi.
Wybuch elektrowni w Czarnobylu był wielkim wydarzeniem polityczno-społecznym dla ZSRR. Na początku kierownictwo Radzieckiej Ukrainy i ZSRR próbowało zatuszować katastrofę. Dopiero po doniesieniach ze Szwecji, gdzie stwierdzono podwyższony poziom radiacji 27 kwietnia (wykryto promieniowanie na odzieży pracowników elektrowni atomowej w Forsmark), rozpoczęto ewakuację 130 tysięcy mieszkańców obwodu kijowskiego. Pierwsi w tym, co się dzieje, zorientowali się Szwedzi. Niedługo później amerykańskie satelity namierzyły źródło radioaktywnej chmury. Dopiero wtedy, gdy już nie dało się ukryć katastrofy, władze ZSRR poinformowały o „wypadku” w elektrowni, rzecz jasna nie wspominając o skali skażenia i jego możliwych skutkach. Co więcej, wszystkie zdjęcia przeznaczone dla mediów były preparowane, aby usunąć z nich płomienie i dym. Przez kolejne doby media wielokrotnie informowały o ugaszeniu pożaru, choć w rzeczywistości reaktor płonął przez 9 dni.
Pożar był widoczny, dotyczył wielkiego budynku reaktora i rozprzestrzenił się, a właściwie został rozrzucony wybuchem na towarzyszącą zabudowę. Nie było zakładowej straży pożarnej, zaalarmowano strażaków z Prypeci, a następnie z innych miast, w tym z Kijowa. Ugaszenie pożaru wokół reaktora i jego obudowy było konieczne. Samego reaktora nie można było gasić wodą, co skończyłoby się wtórnymi wybuchami mieszaniny piorunującej. Strażacy nie wiedzieli, z jakim zagrożeniem mają do czynienia. Szokujący był brak przygotowania zawczasu dla strażaków jakichkolwiek ubrań ochronnych, aparatów izolujących, butów czy rękawic. Szpital w Prypeci również nie był przygotowany na skutki radiacji. Strażacy gasili pożar w zwyczajnych ubraniach, tylko w miejscach najwyższych temperatur zakładali ubrania żaroodporne. Zwykli mieszkańcy Prypeci, widząc nieznaczny błysk w oddali i słysząc huk, wychodzili na otwarte tereny, poddając się silnemu opadowi promieniotwórczemu, nie rozumiejąc zagrożenia.

Akcja Likwidatorów i „Sarkofag”
Napromieniowanych zostało łącznie 600 tysięcy osób, w pierwszej kolejności służby likwidujące skutki katastrofy. Dookoła czarnobylskiej elektrowni utworzono 30-kilometrową strefę zamkniętą. Przez półtora roku próbowano jeszcze kilkukrotnie dezaktywować obiekt i ponownie go uruchomić. Do jednych z najważniejszych osób, które próbowały ocalić ludzkość przed skutkami katastrofy, byli tzw. likwidatorzy. Szacuje się, że przez strefę wykluczenia w ciągu najbliższych dni i tygodni po katastrofie mogło przewinąć się nawet pół miliona osób. Wśród nich znajdowało się trzech ochotników, którzy zdecydowali się wejść do strefy największego skażenia i odpompować wodę spod reaktora - Aleksiej Ananenko, Walerij Bezpałow oraz Boris Baranow. Zarówno ich misja, jak i zadania przydzielane setkom innych osób, skazywały pracowników na bolesną chorobę popromienną. Wielu z nich wkrótce zmarło, ponieważ w najniebezpieczniejszych strefach przyjęcie śmiertelnej dawki promieniowania było kwestią kilku minut.
Jednym z zadań było wykopanie tunelu pod reaktorem tak, by przestrzeń pod nim można było zalać betonem. Miało to zapobiec przedostawaniu się skażenia do gleby i wód gruntowych. Innym zadaniem była próba ugaszenia dachu reaktora, na który załogi śmigłowców zrzucały tony piasku, gliny i ołowiu. Zabieg ten nie przyniósł pożądanych skutków, ponieważ materiały gaszące nie były w stanie zatrzymać korium - substancji przypominającej radioaktywną lawę, utworzoną ze stopionego jądra reaktora, która przeżerała się przez ściany i podłogę budynku. Kolejną, niemal na pewno samobójczą misją była próba uprzątnięcia najbardziej skażonych miejsc, do których należał dach reaktora pokryty odłamkami łatwopalnego grafitu. Do zadania tego oddelegowano początkowo maszyny, ale psuły się one pod wpływem wysokiego promieniowania. Likwidatorzy wchodzili na dach w ciężkich zbrojach i mieli zaledwie kilka minut na to, by zrzucić z niego jak najwięcej zabójczych materiałów.
Jeszcze innym zadaniem było nasunięcie na ruiny reaktora specjalnego sarkofagu, który miał powstrzymać ulatnianie się radioaktywnych związków. Była to jednak budowla prowizoryczna. W 2018 roku powstała Nowa Bezpieczna Powłoka (Arka), czyli zupełnie nowa, ważąca 33 tys. ton osłona, która z początkiem lipca 2019 roku została nasunięta na ruiny reaktora. Obecnie reaktor czwartego bloku jest przykryty zabezpieczeniami, nazywanymi „Sarkofagiem” i „Arką”.
Długofalowe Konsekwencje
Skażenie terenów zależało od warunków pogodowych i kierunku wiatrów. Obliczono, że radiacja najbardziej dotknęła Białoruś, otrzymując 60% szkodliwego promieniowania, a Ukraina 9%. Po katastrofie utworzono strefę zamkniętą, mierzącą 2,5 tys. km², i wysiedlono z niej wszystkich mieszkańców. Wyłączono z uprawy 100 tys. ha i zlikwidowano 20 pobliskich kołchozów. Utworzono dwie strefy - w promieniu 10 km - „szczególnego zagrożenia” i 30 km - „o najwyższym stopniu skażenia”.
Choć do bezpośrednich ofiar katastrofy zalicza się zaledwie około stu osób (w tym tylko jedna zmarła na skutek wybuchu), to rzeczywista liczba ludzi poszkodowanych nie jest możliwa do oszacowania. Władze ZSRR długo ukrywały tragiczne efekty choroby popromiennej, ukrywając likwidatorów w specjalnie do tego przeznaczonych szpitalach. Szacunki utrudnia też fakt, iż choroba popromienna nie musi pojawić się zaraz po kontakcie z materiałem promieniotwórczym - jej utajone skutki mogą objawić się wiele lat później pod postacią nowotworów, schorzeń płuc, a nawet chorób psychicznych. Ma ona również wpływ na kolejne pokolenia, gdyż promieniowanie bezpośrednio wpływa na uszkodzenie materiału genetycznego, który jest przekazywany dzieciom i wnuczętom osób narażonych na kontakt z radioaktywnymi substancjami.
Do pozytywnych skutków katastrofy można zaliczyć zwiększenie świadomości ludzkości na temat skutków katastrof jądrowych. Po wybuchu reaktora w Czarnobylu zwiększono kontrole we wszystkich elektrowniach atomowych na świecie. Reaktory w typie tego, który wybuchł w Czarnobylu, zmodernizowano w taki sposób, aby nie dopuścić do powtórzenia się sytuacji związanej z ręcznym obchodzeniem zabezpieczeń. Stopniowo wyłączano zniszczoną elektrownię, a ostatni blok uległ całkowitemu zamknięciu dopiero w roku 2000. Szacuje się, że na całkowite dezaktywowanie elektrowni potrzebne będą kolejne dekady. Mimo to, dziś promieniowanie jest już niewielkie, a Czarnobyl stał się miejscem, gdzie oprowadza się wycieczki po wytyczonych ścieżkach dla osób powyżej 17 lat. Wiele osób zdecydowało się też wrócić do strefy skażenia, żyjąc tam do dziś, czasem bez prądu i bieżącej wody.

Sytuacja w Polsce po Katastrofie z 1986 roku
O katastrofie jądrowej jako pierwsi w naszym kraju zorientowali się naukowcy z Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie, którzy posiadali odpowiedni sprzęt do pomiarów. Po sprawdzeniu poprawności odczytów, naukowcy wymogli na władzach kraju działania zmierzające do ochrony cywilów przed skutkami działania pierwiastków promieniotwórczych. Rząd zaordynował, aby społeczeństwo przyjmowało płyn Lugola, który nasycał tarczycę bezpiecznym jodem tak, aby nie chłonęła promieniotwórczego jodu 131. Obecnie uważa się, że takie działanie nie przyniosło pożądanych skutków albo przyniosło skutki znikome. Niemniej jednak, płyn Lugola stał się w Polsce symbolem katastrofy. Warto zaznaczyć, że decyzję o podawaniu płynu Lugola podjęto w Polsce 28 kwietnia, czyli o trzy dni za późno, na skutek dezinformacji ze strony ZSRR.
Perspektywa Współczesna
Współczesna wizyta w elektrowni Czarnobylskiej wymaga ścisłych procedur bezpieczeństwa. Przed wejściem na teren bloku 4 otrzymuje się drugi dozymetr, który mierzy dawkę promieniowania otrzymaną wewnątrz. Należy przejść przez kilka mat ze środkami odkażającymi oraz powtórzyć procedurę bezpieczeństwa przed samym wejściem. Następnie zakłada się maski i dodatkowe foliowe ochraniacze na buty.
Wygląd bloku 4 pozostał niezmieniony i wciąż przypomina ten sprzed 25 lat, z odsłoniętymi rurami, przewodami i tymi samymi kolorami ścian. Wnętrze pokoju kontrolnego bloku 4 niewiele przypomina to sprzed lat - większość urządzeń, przycisków, wskaźników i pokręteł została zdemontowana, a po dezaktywacji posłużyły jako części zamienne do pozostałych, działających bloków elektrowni. Naprzeciwko pulpitów sterowniczych widać niedawno zbudowaną betonową ścianę, efekt prac nad budową nowego sarkofagu. Niedługo pokój kontrolny, jak i cały budynek znikną, przykryte nowym gigantycznym sarkofagiem. Jego budowa właśnie weszła w decydującą fazę. Po wyjściu z bloku 4 oddaje się dozymetry oraz wyrzuca maski, rękawiczki i foliowe ochraniacze butów. Na zewnątrz największą widoczną oznaką nadchodzących zmian jest budowa nowego komina wentylacyjnego, który ma zastąpić stary, biało-czerwony, od czasu katastrofy najbardziej rozpoznawalny element elektrowni i symbol katastrofy jądrowej. Dziś pozostaje jedynie uchwycenie obu kominów, zanim stary bezpowrotnie zniknie.
