Pożary Składowisk Odpadów w Polsce: Przypadek Brożka i Innych Miejscowości

W ostatnich latach problem pożarów składowisk odpadów stał się w Polsce coraz bardziej widoczny, budząc pytania o ich przyczyny, skutki i mechanizmy powstawania. Incydenty takie jak te w Brożku czy Siemianowicach Śląskich uwydatniają złożoność sytuacji, obejmującej zarówno kwestie środowiskowe, jak i biznesowe.

Pożar składowiska w Brożku

W miejscowości Brożek, niedaleko granicy z Niemcami, doszło do pożaru ogromnej sterty śmieci. Pożar wybuchł we wtorek (14 lutego) wieczorem. W Lubuskiem, gdzie znajduje się Brożek, w ostatnich latach pojawiło się wiele składowisk odpadów, a także kilka poważnych pożarów. W przypadku Brożka, składowisko wypalało się pod nadzorem Wojewódzkiej Komendy Państwowej Straży Pożarnej (KW PSP) przez około dwa miesiące. Sytuacja ta budzi wiele pytań o bezpieczeństwo i nadzór nad takimi obiektami.

fotografia płonącego składowiska odpadów w Brożku, widoczny gęsty dym

Inny incydent: Pożar w Siemianowicach Śląskich

Kolejny poważny incydent miał miejsce, kiedy zapaliło się składowisko śmieci w pobliskich Siemianowicach Śląskich. Zgłoszenie otrzymano około godziny 17.30. Jak przekazała starsza kapitan Aneta Gołębiowska, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Katowicach, zapaliło się składowisko odpadów przy ulicy Marii Konopnickiej. Akcja gaśnicza była trudna. Pożar objął około 3 tysiące metrów kwadratowych składowiska odpadów, wśród których znajdowały się między innymi elementy plastikowe i gumowe. Czarny dym po południu było widać z kilkunastu kilometrów. Nikt nie został poszkodowany, nie było też potrzeby przeprowadzania ewakuacji. Kilkudziesięciu strażaków walczyło z pożarem.

Problematyka pożarów składowisk odpadów

Podejrzenia i kontrowersje

Pojawiają się spekulacje, czy tego typu pożary nie są pomysłem na zorganizowaną akcję utylizacji odpadów, oczywiście kosztem strażaków i mieszkańców, którzy muszą potem wdychać szkodliwe opary. Często zadawane jest pytanie, dlaczego Polak jest mądry po szkodzie i takie składowiska powstają w terenach zabudowanych. Niektórzy komentatorzy zauważają, że właściciel, który rzekomo "płakał" na widok skutków pożaru, mógł to robić "chyba ze szczęścia". Jest to kwestia złożona, gdyż dla niektórych właścicieli takie odpady to "kasa", którą np. można sprzedać do Chin, więc pożar jest stratą. Jednak są też tacy, którzy zarabiają na przyjęciu odpadów, ale ponoszą wysokie koszty ich właściwej utylizacji. W takich przypadkach pożar mógłby być dla nich "rozwiązaniem".

Pożary składowisk odpadów skaziły glebę ołowiem, arsenem i kadmem

Rynek odpadów i brak nadzoru

Wiele wskazuje na to, że problem ma charakter systemowy. Od stycznia 2018 roku Chiny zakazały importu odpadów, co spowodowało, że kraje Europy Zachodniej (Niemcy, Francja, Włochy, UK) borykają się z nadmiarem nieprzetworzonych śmieci. W efekcie, jak się ocenia, "janusze biznesu" wwożą tony paskudztwa z zachodniej Europy i "wypalają pod płaszczykiem recyklingu". Często zakłada się firmy do zagospodarowywania "odpadów", uzyskując zgodę środowiskową, która jest oparta na opiniach wykonywanych za pieniądze firm zajmujących się "przeróbką" odpadów. Firmy wynajmują place pod skład, nazywając odpady "wyselekcjonowanymi frakcjami odpadów", a pod hasłem odpady PET na składowisko wjeżdżają tysiące ton świństw. W ramach działalności dochodzi do "pożaru", co ma stworzyć miejsce pod nowy "towar".

Kwestie prawne i odpowiedzialność

Problem leży w braku kontroli. Organ wydający pozwolenia często nie jest w stanie skontrolować, czy przedsiębiorca właściwie zajmuje się swoją działalnością, zarówno pod kątem składowania, jak i ilości odpadów. Po pożarze, kiedy w powietrzu krąży "duch Mendelejewa", mieszkańcom wciska się lokalnie, że dym nie jest szkodliwy. Na koniec firma często znika z obiegu, a plac był wynajęty, więc nie ma właściciela odpadów. Firma, która wystąpiła o pozwolenie, to często podmiot założony przez "obywatela zagranicznego inwestora poza granicami kraju". W rezultacie starostwa i prezydenci pozostają z kłopotem utylizacji nagromadzonych śmieci. Takie "inwestycje" ekologiczne powinny być pod ścisłym nadzorem, a nie nadzorowane w chwili, gdy właściciel zarobił i uciekł. Władze samorządu lokalnego powinny współpracować z inspekcjami, strażami i służbami, aby zasięgać opinii przed wydaniem pozwoleń na działalność.

infografika przedstawiająca proces powstawania nielegalnych składowisk i ich pożarów

Skutki i wyzwania dla służb

Podczas pożaru strażacy powinni być objęci pełną ochroną ze względu na toksyczne opary. Problem ujawnia się w całym kraju, a najgorzej wychodzą na tym uczciwi przedsiębiorcy, którzy znaleźli dochód na przerobie odpadów. Pojawiały się pytania o to, ile było odstępstw, warunkowych dopuszczeń, ile decyzji właściciele olali, i ile razy komendanci powiatowi lub miejscy Państwowej Straży Pożarnej (01KM/KP) robili tzw. zaniechania swoich obowiązków, nawet jeśli przez roztargnienie. Wielu uważa, że taka liczba pożarów w ciągu dwóch miesięcy nie jest przypadkiem i wynika z zaniechań prewencji. Inną kwestią jest to, że o ile wysypisko śmieci podlega dyrekcji Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska lub urzędowi marszałkowskiemu, o tyle, gdy na nim powstaje obiekt jak hala sortownia, nie zawsze jest obowiązek uzyskania stanowiska komendanta PSP przed przystąpieniem do użytkowania. Jest to problematyczne, gdyż odstępstwa od przepisów dotyczących np. zaopatrzenia w wodę mogą mieć poważne konsekwencje.

tags: #pozar #brozek #rmf