W ostatnich latach region małopolski, w tym okolice Krakowa, był świadkiem kilku znaczących zdarzeń pożarowych. Te incydenty, choć współczesne, wpisują się w długą historię walki z ogniem, której początki sięgają wielu wieków wstecz w samym Krakowie. Poniżej przedstawiamy szczegóły ostatnich pożarów oraz historyczny kontekst rozwoju obrony przeciwpożarowej.
Pożar budynku gospodarczego w Wesołej (powiat brzozowski)
W nocy z [data pożaru, jeśli dostępna w oryginale, ale jej nie ma, więc nie dodaję] ponad 50 strażaków walczyło z pożarem budynku gospodarczego w miejscowości Wesoła w powiecie brzozowskim. Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do służb ratunkowych po godzinie 1 w nocy. Ogień objął murowano-drewniany obiekt, a zagrożone były dwa sąsiednie budynki: mieszkalny i gospodarczy. Na miejsce skierowano liczne zastępy straży pożarnej z jednostek PSP i OSP, a także policję oraz zespół ratownictwa medycznego.

Część drewniana budynku spaliła się całkowicie, jednak dzięki szybkiej akcji strażaków udało się uratować sąsiednie obiekty. Akcja gaśnicza była trudna i trwała blisko pięć godzin. W działaniach brało udział 58 strażaków z 13 zastępów. Nikt nie ucierpiał, choć właściciel gospodarstwa poczuł się źle i wymagał interwencji pogotowia. Okoliczności oraz przyczyny pojawienia się ognia będą ustalane przez policję.
Tragiczny pożar w podkrakowskich Śledziejowicach
Nocny pożar w podkrakowskich Śledziejowicach zakończył się tragicznie. Zgłoszenie o pożarze wpłynęło w sobotę o godzinie 3:13. Na miejsce skierowano liczne siły straży pożarnej. Po dotarciu pierwszych zastępów okazało się, że piętrowy budynek o wymiarach około 10 na 12 metrów jest już w całości objęty ogniem. Ogień całkowicie objął drewniany budynek mieszkalny, a podczas dogaszania pogorzeliska strażacy odnaleźli ciało około 60-letniego mężczyzny. W akcji uczestniczyło łącznie 12 zastępów straży pożarnej.
Historia i Rozwój Ochrony Przeciwpożarowej w Krakowie
Współczesny, szeroko pojęty system obrony przeciwpożarowej powstawał na przestrzeni wielu wieków. Na ziemiach polskich na pierwsze formy organizacji tejże obrony natrafiamy w roku 1374 i 1375 w uchwale Rady Miejskiej miasta Krakowa. Nie stanowiła ona jednak zupełnie odrębnego dokumentu. Mówi się w niej m.in. o tym, że kto by uciekał, zamiast dać znać o pożarze, lub biegł do niego bez sprzętu gaśniczego, temu grozi więzienie. Pierwsze osobne przepisy przeciwpożarowe znalazły się w ordynacji miejskiej dla Frankfurtu nad Menem z roku 1439.
System obrony przeciwpożarowej Krakowa w średniowieczu
U schyłku średniowiecza system obrony przeciwpożarowej Krakowa, uzupełniony kolejnymi ustawami Rady miejskiej, tzw. wilkierzami, składał się z trzech zasadniczych części. Zawierał on nakazy i zakazy dotyczące środków zapobiegających powstawaniu pożarów i pomagających przy ich zwalczaniu, porządek budowlany oraz organizację gaszenia pożarów. Aby ocenić jego wartość, trzeba przyjrzeć mu się bliżej:
- Zabraniał trzymania w domu siana.
- Obowiązek czyszczenia kominów składał na barki właścicieli (kominiarzy zawodowych jeszcze wtedy nie było).
- Nakazywał, by w każdym domu znajdowała się kadź z wodą.
- W razie pożaru właściciele browarów byli zobowiązani pod karą grzywny do dostarczenia wozów konnych z beczkami.
Porządek budowlany zwracał szczególną uwagę na wykusze, przez które ogień przedostawał się z jednej strony ulicy na drugą. Obrona przeciwpożarowa spoczywała całkowicie w rękach krakowian. W razie pożaru mieszkańcy zagrożonego kwartału - a było ich w sumie cztery - gromadzili się na wcześniej wyznaczonym miejscu, skąd pod dowództwem tzw. houptmana udawali się na miejsce akcji. Temu, kto pierwszy z wiadrem wody pospieszył do gaszenia ognia, Rada Miejska wręczała nagrody.

Rozwój idei prewencji ogniowej w Renesansie
Przez dziesiątki lat doskonalona idea zorganizowanej walki z ogniem znalazła swoje odbicie w pracy wybitnego polskiego myśliciela renesansu - Andrzeja Frycza Modrzewskiego, który w wydanym w 1551 roku traktacie „O naprawie Rzeczpospolitej” dwa rozdziały poświęcił prewencji ogniowej i akcji gaśniczej. Problemami ochrony przeciwpożarowej zajmował się również Bartłomiej Groicki i Anzelm Gostomski, a w XVII wieku kontynuowano te prace.
Czynniki zagrożenia pożarowego Krakowa i największe historyczne pożary
Zagrożenie Krakowa ze strony ognia było przez wieki ogromne. Składało się na to kilka czynników. Do najważniejszych należała drewniana zabudowa i, szczególnie w wiekach średnich, prymitywne rozwiązania architektoniczne (np. zamiast kominem dym uchodził przez otwór w strzesze, który na noc zamykano klapą). Wąskie uliczki utrudniały prowadzenie akcji gaśniczej, a prymitywny był również sprzęt gaśniczy. Nic też dziwnego, że Kraków w swej historii przeżył kilkadziesiąt dużych pożarów. Do najtragiczniejszych należały:
- Rok 1241 - podczas I najazdu Tatarów z pożogi ocalał tylko zamek wyższy na Wawelu i niższy przy kościele św. Andrzeja.
- Rok 1306 - 8 maja wybuchł wielki pożar koło kościoła Wszystkich Świętych.
- Rok 1405 - 26 maja powstał ogień koło kościółka św. Piotra. Ogarnął on swym działaniem domy przy ulicy Grodzkiej i Kanoniczej oraz kościoły: św. Piotra, św. Marcina, św. Marii Magdaleny, św. Andrzeja.
- Rok 1407 - podczas rozruchów przeciw Żydom, od ognia rozpalonego przy kościele św. Szczepana spłonęły domy żydowskie.
- Rok 1462 - 27 kwietnia wybuchł pożar w klasztorze Ojców Dominikanów, od którego zapaliły się domy przy ulicy Grodzkiej, Brackiej, Gołębiej, Poselskiej i św. Anny, a także kościół i klasztor Ojców Dominikanów.
- Rok 1465 - 7 kwietnia spalił się Stradom z kościołem i szpitalem św. Agnieszki.
- Rok 1528 - 27 kwietnia pożar, który powstał koło Gródka, zniszczył całą północną część miasta z kościołami: św. Krzyża, św. Ducha, św. Marka, a za murami miejskimi kościół św. Mikołaja, św. Krzyża na Kleparzu i św. Filipa.
- Rok 1549 - kolejny pożar zamku wawelskiego, tym razem strony południowej.
- Rok 1556 - 3 maja spłonął szpital św. Jadwigi i kościół św. Agnieszki na Stradomiu, ogień zdołał przedostać się przez Wisłę, gdzie zrujnował Kościół św. Katarzyny i św. Michała.
- Rok 1594 - 29 stycznia pożar ogarnął część Zamku od "Kurzej Stopy" ku kościołowi, aż po pierwszy szczyt, aby go pół roku później, tj. w lipcu, ponownie objąć ogniem.
- I połowa XVII w. - w czasie wieczerzy króla Władysława IV na Wawelu powstał pożar w kominie, który wyrządził wiele szkód.
- Rok 1702 - podczas najazdu Karola XII, w lazarecie Szwedów na Wawelu powstał pożar od ognia palonego na posadzce.
- Rok 1719 - 26 lipca spalił się kościół św. Piotra, Kolegium Ojców Jezuitów, kościół św. Barbary.
- Rok 1755 - 13 lipca powstał pożar w klasztorze Panien Wizytek, który ogarnął Kleparz i zniszczył kościół św. Filipa, św. Szymona, św. Judy oraz św. Floriana.
Krakowskie pożarnictwo do połowy XIX wieku
Do połowy XIX wieku ciężar walki z pożarem w Krakowie spadał na barki jego mieszkańców. Nad bezpieczeństwem ogniowym czuwał tzw. hutman ratuszny. Z końcem XVIII wieku na terenie Krakowa przepisy pożarowe, zwane porządkami ogniowymi, ustalił magistrat w roku 1792. Dwa lata później, w 1794 roku, obronę ogniową miasta powierzył Kongregacji Kupieckiej, cechom rzemieślniczym i kominiarzom. Kongregacja wybierała ze swego składu sześciu ludzi, którzy, odziani w ustalone przepisami ubiory, kierowali poczynaniami ratowników. Z pośród członków cechów ten, kto był najmłodszym magistrem (tzn. mistrzem cechowym nominowanym najpóźniej), zgłaszał się pod Ratusz, gdzie oddawał się do dyspozycji Magistratu.

Na odgłos bębna czeladź, wyrobnicy i parobki, uzbrojeni w topory, żelazne osęki, z konwiami udawali się na wyznaczone punkty zborne, skąd razem śpieszyli na miejsce pożaru. Do uczestnictwa w akcji gaśniczej zobowiązani byli szczególnie ci kominiarze, w rejonie pracy których powstał pożar. O właściwe zaopatrzenie w narzędzia gaśnicze troszczył się Magistrat. Pieczę nad nimi sprawował płatny ze skarbu miasta szprycmagister.
"Porządek względem gaszenia pożarów" z 1802 roku
22 kwietnia 1802 roku, z rozporządzenia C.K. Gubernium Galicji Zachodniej, ukazał się „Porządek względem gaszenia pożarów w stołecznym mieście Krakowie”, który przy pomocy 140 paragrafów modyfikował strukturę obrony przeciwpożarowej. Cały pierwszy rozdział, tj. paragrafy 1-64, poświęcone były prewencji ogniowej. Rozdział drugi ustalał sposób informowania o powstałym pożarze. Odpowiedzialny za to był strażnik na wieży Mariackiej. Oprócz dzwonienia i trąbienia - w nocy co pół godziny, w dzień co godzinę - miał on obowiązek obserwować miasto. Jeśli zauważył gdzieś pożar, uderzał w dzwon od 1 do 4 razy, w zależności od tego, jak daleko od rynku miał on miejsce. W tym też kierunku wywieszał z okna za dnia czerwoną chorągiewkę, w nocy czerwoną latarnię. Przez długą trąbę wywoływał nazwę miejsca, gdzie dostrzegł ogień.

Gdyby pożar zauważył stróż nocny, miał przybiec pod wieżę Mariacką i pociągnąć za drut, który uruchamiał dzwonek alarmowy w pokoju strażnika-hejnalisty. Ten natomiast alarmował mieszkańców miasta. Jedynym stosowanym środkiem gaśniczym była woda, którą gaszono ogień z drewnianych, przenośnych drabin przy pomocy skórzanych wiader lub ręcznej, drewnianej pompy tłocznej, tzw. szprycy. Weszła ona do użytku w XVII wieku i stanowiła wyposażenie pożarnicze aż do II połowy XIX wieku. Magistrat miasta dysponował czterema sikawkami, które rozmieszczono po jednej w każdej dzielnicy, w miejscu, gdzie zbierali się ratownicy przed udaniem się do gaszenia pożaru. Jedna znajdowała się na Ratuszu.
Tak jak w średniowieczu, w każdym domu stała kadź z wodą i narzędzia gaśnicze. Także przy każdej studni miejskiej ustawiony był zbiornik z wodą zwany kufą, z której wodę dostarczano do zagrożonego miejsca w beczkach lub beczkowozach od piwowarów, lub też wiaderkami, podając je szeregiem - z ręki do ręki - do sikawek. Do udzielania pomocy zobowiązana była także policja miejska licząca w 1803 roku 22 ludzi (20 policjantów, 1 feldwebel i 1 kapral).
Zmiany i utrudnienia w XIX wieku
W 1838 roku powstał projekt reorganizacji obrony ogniowej. Projekt ten, choć zdecydowanie usprawniający dotychczasową organizację, nie stanowił jednak przełomu. Jego efektem było przyjęcie przez Senat organizacji obrony ogniowej wzorowanej na poznańskiej z 1840 roku. Weszła ona w życie 1 lutego 1842 roku pod nazwą urządzeń ogniowych. Na mocy jej ustaleń szprycmajstrzy, pompiarze i kolumna ogniowa (czeladź ciesielska i murarska, która miała się stawić do pomocy przy każdym pożarze) otrzymali od swojej ochrony szyszak z mocnej blachy na głowę i kurtkę z czarnego drelichu. Nazwiska tych, którzy wyróżnili się poświęceniem i gorliwością w czasie akcji gaśniczej, publikował Senat na łamach „Dziennika Rządowego”.
W 1841 roku Senat Rzeczypospolitej Krakowskiej wydał zarządzenie, w którym stwierdza się, że „... palenie po ulicach i placach publicznych fajek, a szczególnie cygarów, łatwo bardzo stać się może powodem do pożarów (...), zabronione zostaje palenie cygarów, fajek po ulicach i placach publicznych w obrębie miasta Krakowa pod karą policyjną”. W latach 1815-1848 ochrona przeciwpożarowa w Krakowie podlegała policji, w latach późniejszych kontrolę nad nią sprawowała Rada Miasta.
Jedną z największych uciążliwości dla strzegących bezpieczeństwa miasta od ognia stanowiły przepisy austriackie. Cytowano, że „Pod Najsurowszą karą stróżom mariackim w razie dostrzeżenia ognia nie wolno było bić w dzwon, lecz winni byli dać znać na odwach, że się gdzieś pali. Oficer dyżurny był zobowiązany posłać z odwachu żołnierza na Stradom do komenderującego generała, że się tam i tam pali. Generał komenderujący wysyłał swego adiutanta na wskazane miejsce, żeby się naocznie przekonał, czy to jest prawdziwy pożar, czy też może rewolucja. A dopiero pan adiutant obaczywszy własnym okiem, miał rozkaz udać się na odwach i tam dać dopiero oficerowi dyżurnemu polecenie, aby strażaków ogniowych na wieży Mariackiej zawiadomił, że wolno im bić na alarm, iż w mieście gore”.
Wielki pożar Krakowa z 1850 roku - punkt zwrotny
W upalne południe 18 lipca 1850 roku powstał pożar na końcu ulicy Krupniczej w tzw. „Dolnych Młynach”. Próby zlokalizowania ognia okazały się bezskuteczne. Tymczasem silny wiatr przeniósł ogień na drewniane dachy czterech sąsiednich budynków po drugiej stronie ulicy. W ciągu kwadransa spłonęły młyny rządowe i dziesięć innych budynków. Ponieważ na drodze pożaru nie było więcej zabudowań, jego czoło zatrzymało się. Jednak silne podmuchy wiatru przeniosły żarzące się głownie w kierunku Rynku, wznawiając pożogę na ulicy Gołębiej.

Mimo przedsięwziętych przez ludność cywilną i wojsko działań obronnych, pożar postępował stale do przodu, obejmując swoim niszczącym działaniem kolejne domy. Wkrótce ogień pojawił się na dachu Biblioteki Jagiellońskiej. Młodzież akademicka i licealna, utworzywszy podwójny szpaler, podawała wodę na najwyższe kondygnacje budynku. Najodważniejsi usadowili się na dachu, tłumiąc i zalewając płomienie. W ten sposób, dzięki poświęceniu 150 młodych ludzi, udało się uratować skarby kultury polskiej.
Pożar szerzył się jednak także innymi drogami. Przeniósł się na ulicę Wiślną, na dachy kamienicy „Pod Zającem”, drukarni uniwersyteckiej i szkoły technicznej. Prawie równocześnie złowieszcze języki pojawiły się na gmachu Wielopolskich. Ponieważ powstrzymanie pożaru stało się całkowicie niemożliwe, mieszkańcy zagrożonych budynków rozpoczęli pośpieszną ewakuację mienia z dolnych pięter, gdyż szybkie przesuwanie się czoła pożaru sprawiło, że przebywanie na górnych kondygnacjach stwarzało zagrożenie dla życia. Ogień pojawił się na ulicy Siennej i Stolarskiej, gdzie objął klasztor i kościół Ojców Dominikanów. W ciągu kilkunastu minut zajął pałac biskupi. Ulica Franciszkańska stanęła w ogniu po obu stronach. Ludzie w popłochu uciekali na Planty.
Płomień z dachu starostwa, przez okna, dostał się do kościoła Ojców Franciszkanów. Przeskoczył na organy. Kruszył się ołtarz, pękały filary, łamała się wieża, załamywały sklepienia, zapadał się dach. Ogień przeszedł na klasztor. W ciągu dwóch godzin pożar objął osiem ulic, obchodząc szerokim łukiem Mały i Duży Rynek. Mimo że południowa część Rynku stała w płomieniach, dziwnym zrządzeniem losu ogień nie doszedł do pałacu Jabłonowskich i Kamienicy kupca Wenzla. Silny, północno-zachodni wiatr przesunął tymczasem czoło pożaru na ulicę Grodzką, aż na wysokość skrzyżowania z ulicą Poselską. Dzięki odwadze i poświęceniu kilku obywateli ogień nie przeniósł się na kościół św. Piotra.
#12 - Wincyj kiełbasek z ogniska czyli Wielki Pożar Krakowa
W takiej sytuacji zastała krakowian noc. Wiatr nieco przycichł. Przez cały czas trwało gaszenie płonących jeszcze budynków i dogaszanie pogorzelisk. Na Plantach rozłożyły się wśród uratowanych sprzętów rodziny pogorzelców. Większość ratowników, zmęczona całodziennym trudem, udała się na spoczynek. O godzinie 2 w nocy rozległ się dźwięk dzwonu na wieży. Na nowo, pełnym płomieniem, zaczęła się palić szkoła techniczna. Po kilku godzinach pożar stłumiono z pomocą dwóch sikawek. Udało się również uratować kilka kamienic od strony ulicy Poselskiej. Nie było jednak ratunku dla kościoła i klasztoru Dominikańskiego.
Nad ranem stwierdzono, że pożar zniszczył dwa klasztory, kilka pałaców i 153 budynki. Podczas całodobowej akcji do walki z ogniem używano zaledwie trzech sikawek, które posiadało miasto. Ponieważ właściciele domów zbierali swą czeladź do gaszenia lub obrony własnych domów, dlatego brakowało ludzi do obsługi sikawek i dostarczania wody. W tej sytuacji, w biurze szefa komisji gubernialnej zebrało się kilku radców miejskich i wybitniejszych obywateli, którzy postanowili pokierować działaniami zmierzającymi do ostatecznej likwidacji pożaru. Stwierdzili, że część sprzętu gaśniczego jest zniszczona, a ludzie potrzebują odpoczynku. Wezwali więc do pomocy wojsko, z Podgórza oraz okolicznych wsi zebrali kilka sikawek i drabin. Z pomocą Krakowowi pośpieszyli również mieszkańcy z dalszych regionów, i tak np. z Kongresówki przysłano kilkanaście sikawek. Wszystkie jednak te środki nie były wystarczające, gdyż samo dogaszanie pogorzelisk trwało jeszcze pięć dni!
Ze względu na brak w mieście wodociągów utrudnione było dostarczanie wody, przez co cała akcja gaśnicza przeciągała się w czasie. Tragiczne wydarzenia w maju 1850 roku stanowiły przełom dla krakowskiego pożarnictwa. Ogromne zniszczenia spowodowane pożarem przyczyniły się do tego, że jeszcze w tym samym roku Rada miasta powiększyła tabor straży pożarnej, zakupiła nowy sprzęt oraz w przeciągu następnych 17 lat ośmiokrotnie zwiększyła liczbę strażaków: z 5 do 40. Wszyscy oni uzyskali odpowiednie przeszkolenie.