Pożary buszu na Tasmanii: Historia i współczesne wyzwania

Pożary buszu są integralną częścią krajobrazu Australii, występując od wieków i stanowiąc normalne zjawisko dla mieszkańców kontynentu. Historia pożarów buszu w Australii sięga 1851 roku, choć wiadomo, że występowały znacznie wcześniej. Każdego roku może ich być nawet około 50 tysięcy. Chociaż Australia doświadcza pożarów na masową skalę, ich intensywność i skala w ostatnich latach wzbudza szczególne obawy.

Tragiczny „Czarny Wtorek” 1967 roku na Tasmanii

Jednym z najbardziej niszczycielskich epizodów w historii australijskich pożarów buszu był tak zwany „Czarny Wtorek”, który miał miejsce 7 lutego 1967 roku na Tasmanii. Była to klęska żywiołowa, która przeszła do historii jako jeden z największych pożarów, jakie kiedykolwiek nawiedziły tę wyspę. W ciągu zaledwie pięciu godzin 125 oddzielnych frontów pożarowych spaliło 2642,7 km² (264270 ha) ziemi w południowej Tasmanii. Ogień rozprzestrzenił się od Hamilton i Bothwell aż po kanał d’Entrecasteaux.

W wyniku tego katastrofalnego zdarzenia w ciągu jednego dnia zginęły 62 osoby, z czego aż 52 na obszarze Hobart, a 900 zostało rannych. Zniszczenia były ogromne i obejmowały 1293 domy oraz ponad 1700 innych zabudowań. Dodatkowo, zniszczeniu uległo 80 mostów, 4800 odcinków linii energetycznych i 1500 pojazdów. Szacuje się, że co najmniej 62 000 sztuk zwierząt gospodarskich zdechło w trakcie pożaru.

Zniszczenia po pożarze buszu w Hobart, Tasmania, w 1967 roku

Przyczyny pożaru 1967 roku

Przyczyny „Czarnego Wtorku” były złożone. Styczeń 1967 roku na Tasmanii był stosunkowo chłodny, ale nadzwyczaj suchy, co było kontynuacją najbardziej suchego ośmiomiesięcznego okresu w historii Australii od 1885 roku. Na początku lutego zaczęła napływać nad Tasmanię masa bardzo ciepłego powietrza, a susza i silne wiatry przyczyniły się do wybuchu i szybkiego rozprzestrzeniania się wielkiego pożaru buszu. Raport na temat pożaru stwierdził, że jedynie 22 ze 110 pożarów powstały przypadkowo, natomiast reszta zapewne była wynikiem podpaleń i wypalania trawy.

Współczesne wyzwania: Pożary na Tasmanii w ostatnich latach

Tasmania, jako najbardziej zalesiony stan Australii, regularnie zmaga się z pożarami. W ostatnich latach odnotowano incydenty, w których ogień zbliżał się do zamieszkałych terenów, stwarzając poważne zagrożenie. Przykładowo, w jednym z przypadków pożar wybuchł około dziesięciu dni wcześniej, gdy w wysuszony busz uderzyły pioruny. Z ogniem walczyły zastępy strażaków, wspomagane przez załogi śmigłowców gaśniczych.

Pożar buszu na Tasmanii widziany z kosmosu (zdjęcie satelitarne)

Na terenach między Parkiem Narodowym Cradle Mountain a wybrzeżem, między Pieman Heads a Sandy Cape, aktywnych było dwadzieścia pożarów. Ogień zbliżył się niebezpiecznie do osady Zeehan, dla której władze regionu wydały ostrzeżenie, zalecając mieszkańcom „wyjechanie natychmiast lub poszukanie schronienia”. Mimo to, mieszkańcy około dziesięciu domów postanowili zostać i walczyć o swój dobytek.

Na miejscowym stadionie ustanowiono centrum ewakuacyjne, a w jednej z tamtejszych szkół przygotowano „schronienie ostatniej szansy”. Firma organizująca rejsy turystyczne po rzece Arthur odwołała wycieczki, tłumacząc, że z powodu wiatru okolicę może pokrywać gęsty dym. Zagrożone były również zabudowania elektrowni wodnej Reece, jednak przedstawiciele firmy zapewniali, że są „tak dobrze przygotowani, jak się da”, tworząc strefę bezpieczeństwa pozbawioną roślinności.

W walkę z ogniem zaangażowanych było około 50 zespołów strażaków, wspieranych przez 32 statki powietrzne i sześć buldożerów. Walkę utrudniał bardzo silny wiatr, którego podmuchy osiągały do 70 km/h. Szef tasmańskiej straży pożarnej, Jeremy Smith, podkreślił, że bez znacznych opadów deszczu opanowanie pożarów może zająć „wiele dni, jeśli nie tygodni”. Jak dotąd spłonęło ponad 70 tysięcy hektarów buszu i lasów na północnym zachodzie Tasmanii.

Tasmania, położona około 300 km na południe od wybrzeża Australii, jest domem dla unikalnej fauny, w tym słynnego diabła tasmańskiego (Sarcophilus harrisii), największego mięsożernego torbacza.

Przyczyny powstawania pożarów buszu

Pożary buszu w Australii są wynikiem połączenia czynników naturalnych i działalności człowieka. Według badań, to człowiek odpowiada za większość pożarów buszu - świadomie lub przypadkowo. Dane te są potwierdzone m.in. przez BBC, gdzie Paul Read z National Centre for Research in Bushfire and Arson stwierdził, że połowę pożarów wzniecili ludzie w wieku poniżej 21 lat, a jedną z przyczyn mogła być nawet zemsta.

Wyniki badań sprzed kilku lat, dostępne na stronie australijskiego rządu, wskazują, że 35% przyczyn to przypadek, 37% uznano za podejrzane, 13% za celowe, a jedynie 6% za naturalne. Polska Wikipedia podsumowuje główne przyczyny pożarów buszu następująco:

  • Przyczyny ludzkie:
    • Podpalenia
    • Niedopałki papierosów
    • Niesprawne maszyny rolnicze
    • Ogniska i wypalanie traw
  • Przyczyny przyrodnicze:
    • Ukształtowanie terenu
    • Czynniki pogodowe (susza, upały, silne wiatry, pioruny)
    • Łatwopalna roślinność (np. eukaliptus, który zawiera olejki eteryczne)

Warto również pamiętać o kontrolowanym wypalaniu, które jest stosowane w celu zarządzania ryzykiem pożarowym.

Globalny wpływ dymu z australijskich pożarów, a rola Tasmanii

Pożary buszu w Australii mają również znaczący wpływ na środowisko globalne. Według nowych badań, dym z pożarów buszu w Australii w latach 2019-2020 spowodował rozkwit fitoplanktonu w Oceanie Południowym, który był większy niż cały kontynent australijski. Międzynarodowy zespół naukowców, wykorzystując dane satelitarne, odkrył, że zakwit fitoplanktonu - mikroskopijnych alg morskich - wystąpił w oceanie między Ameryką Południową a Nową Zelandią, począwszy od października 2019 roku i trwał około czterech miesięcy.

Chmury dymu z australijskiego czarnego lata dotarły do stratosfery i okrążyły kulę ziemską, osadzając cząsteczki aerozolu tysiące kilometrów od Australii. Badanie opublikowane w czasopiśmie „Nature” wykazało, że zakwity były wynikiem cząstek żelaza zawartych w aerozolach dymu.

Zdjęcie satelitarne przedstawiające długie pióropusze dymu z pożarów buszu w Australii rozciągające się przez Ocean Spokojny

Współautor badania, profesor Peter Strutton z Instytutu Studiów Morskich i Antarktycznych Uniwersytetu Tasmanii, porównał zakwit fitoplanktonu do sytuacji, w której „cała Sahara zamienia się na kilka miesięcy w umiarkowanie produktywne użytki zielone”. Fitoplankton wymaga żelaza do fotosyntezy, a Ocean Południowy jest zazwyczaj ubogi w ten pierwiastek. Każda niewielka ilość żelaza, która się tam osadza, może wywołać silną reakcję, co wyjaśnia masowy zakwit w porze roku, kiedy aktywność fitoplanktonu jest zazwyczaj minimalna.

Naukowcy szacują, że ilość węgla pochłoniętego przez komórki fitoplanktonu w wyniku zakwitu odpowiada około 95% emisji generowanych przez pożary buszu w latach 2019-2020. Jednak, aby ten węgiel został trwale usunięty z atmosfery, komórki fitoplanktonu musiałyby zatopić się w głębokim oceanie. Profesor Strutton zaznaczył, że duża część węgla mogła zostać ponownie uwolniona do atmosfery, gdy komórki fitoplanktonu zaczęły się rozkładać lub zostały zjedzone. Umiarkowany wzrost aktywności fitoplanktonu w ciągu kilku miesięcy mógł również mieć wpływ na populacje ryb.

Badania profesor Martiny Doblin, dyrektor Sydney Institute of Marine Science na University of Technology Sydney, potwierdziły wyższe stężenie żelaza i innych składników odżywczych w dymie z pożarów buszu w porównaniu do normalnego zanieczyszczenia powietrza. Te składniki odżywcze, zwykle obecne w systemie lądowym, trafiły do oceanu.

Odkrycia te są częścią szerszych badań, które dokładniej oszacowały ilość dwutlenku węgla wyemitowanego w sezonie pożarów buszu 2019-2020. Międzynarodowa grupa naukowców odkryła, że pożary te wyemitowały 715 milionów ton dwutlenku węgla między listopadem 2019 a styczniem 2020 roku, przekraczając zwykłe roczne emisje pożarów i paliw kopalnych w Australii o 80%.

tags: #pozar #buszu #na #tasmanii