W ostatnich miesiącach miasto Chorzów było świadkiem kilku poważnych pożarów, w których bezpośredni udział lub znacząco ucierpiały dzieci. Zdarzenia te angażowały służby ratunkowe i wymagały natychmiastowej interwencji, często prowadząc do dramatycznych ewakuacji i hospitalizacji poszkodowanych.

Pożar przy ul. Rodziewiczówny: Podejrzenie wybuchu gazu i poszkodowane dziecko
W nocy ze środy na czwartek (29 na 30 marca 2023 roku) mieszkańcy jednego z domów w Chorzowie Starym przeżyli chwile grozy. Około godziny 21.15 zauważono pożar mieszkania na pierwszym piętrze dwupiętrowego budynku przy ul. Rodziewiczówny 10a. Świadkowie zdarzenia informowali chorzowską Straż Pożarną, że ogień poprzedził wybuch, prawdopodobnie butli gazowej, co jest istotne, gdyż budynek nie jest podłączony do sieci gazowej.
Strażacy, po przyjeździe na miejsce, zastali rozwinięty pożar, który udało się szybko opanować. Mimo to, mieszkanie uległo całkowitemu spaleniu. Na miejscu znaleziono nadpaloną, lecz nieuszkodzoną butlę z gazem, co podważało początkową tezę o wybuchu. To zdarzenie będzie wyjaśniane przez policję.
W wyniku tego incydentu ewakuowano 20 osób, a trzy osoby, w tym dziecko, zostały poszkodowane. Mężczyzna z poparzeniami trafił do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Kobieta i jej dziecko, u których stwierdzono objawy podtrucia gazami pożarowymi, zostali przewiezieni do chorzowskiego szpitala przy ul. Truchana. Działania Straży Pożarnej zakończyły się około północy. Budynek, w którym doszło do pożaru, jest prywatny.
Pożar pustostanu w Pile. Alarmowo pluton, dojazdy, dowożenie wody. Akcja gaśnicza
Dramatyczna ewakuacja z ul. Styczyńskiego: Dzieci skaczą z okna
Kolejny dramatyczny incydent miał miejsce w środę, 19 marca, po godzinie 16.00, kiedy to doszło do pożaru domu w Chorzowie przy ul. Styczyńskiego. W budynku przebywała matka z dwiema córkami (17-letnią i 9- lub 10-letnią). Alarmujący sygnał o pożarze dotarł do służb o godzinie 16.04. Początkowo sądzono, że to niegroźny pożar piekarnika.
Na miejscu okazało się, że pożarem objęty był przedpokój wraz z wyposażeniem, a także klatka schodowa i wiatrołap, odcinając rodzinie drogę ucieczki. Matka ze starszą, 17-letnią córką, uciekały z parteru przez okno. Młodsza córka, znajdująca się na pierwszym piętrze, również musiała ratować się skokiem z wysokości około pięciu metrów na chodnik. Jak informował mł. kpt. Michał Adamek, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie, poszkodowane osoby zostały zaopatrzone przez zespół ratownictwa medycznego jeszcze przed przybyciem strażaków.
Wszystkie trzy osoby - matka i jej dwie córki - trafiły do szpitala na dalsze badania. U młodszej dziewczynki podejrzewano uraz kości ogonowej, spowodowany skokiem. Cała trójka miała podejrzenie zatrucia tlenkiem węgla. Ogień został szybko opanowany, a spalone elementy usunięte na zewnątrz. Przyczyna zaprószenia ognia nie została jeszcze ustalona, choć jedną z możliwych hipotez jest zwarcie instalacji elektrycznej. Policja prowadzi śledztwo w celu wyjaśnienia szczegółów zdarzenia.
Podpalenie kamienicy i ewakuacja dzieci
We wtorek, 4 listopada, po godzinie 20:00, policja w Chorzowie otrzymała zgłoszenie o pożarze jednej z kamienic. Na miejsce natychmiast skierowano wszystkie służby. Dzięki sprawnej akcji ratunkowej, ogień objął tylko część kamienicy, a wszyscy mieszkańcy zostali bezpiecznie ewakuowani. Jak potwierdziła podkomisarz Magdalena Jurkowska, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie, z budynku ewakuowano siedem osób, w tym troje dzieci.
Szybko ustalono, że ogień został celowo podłożony przez jednego z mieszkańców - 45-letniego mężczyznę, który został odnaleziony przez policjantów na sąsiedniej ulicy. Mężczyzna, będący w chwili zdarzenia pod wpływem alkoholu, miał wcześniej grozić żonie, że spali mieszkanie. Poparzony 45-latek trafił do szpitala specjalistycznego w Siemianowicach Śląskich. Z uwagi na jego stan zdrowia, przesłuchanie podejrzanego nie było od razu możliwe. Śledczy oczekują na poprawę stanu zdrowia podpalacza, a policjanci pilnują jego szpitalnej sali. W związku ze sprawą, na miejscu zdarzenia wykonywano czynności z biegłym z zakresu pożarnictwa.
Odwaga ratownika: 10-latek uratowany z płomieni
W minioną sobotę, na ul. Powstańców w Chorzowie, doszło do wydarzenia, które podkreśliło odwagę cywilną. Około godziny 15.00, 28-letni chorzowianin, pracujący na dachu jednej z kamienic, zauważył dym wydobywający się z mieszkania w naprzeciwległym budynku. W płonącym pokoju znajdował się przerażony 10-letni chłopczyk wraz ze swoim psem.
Mężczyzna, bez wahania i narażając własne zdrowie i życie, pobiegł na pomoc. Wyważył drzwi mieszkania i na rękach wyniósł 10-latka i jego czworonożnego przyjaciela z ogarniętych ogniem pomieszczeń. Z ustaleń policjantów wynika, że przyczyną pożaru była niefrasobliwość chłopca, który podczas zabawy wzniecił ogień, który szybko się rozprzestrzenił.