W czwartek, około południa, na poddaszu tzw. starego szpitala w Kołobrzegu, potężnego gmachu przy ulicy Szpitalnej, który obecnie zamieszkuje 50 rodzin, wybuchł pożar. Wydarzenie to wywołało szeroką akcję ratunkową i długotrwałe skutki dla mieszkańców.
Przebieg Pożaru i Akcja Gaśnicza
Początkowe zgłoszenie i skala problemu
Po godzinie 7 rano, na numer alarmowy 112 zadzwonił mieszkaniec ulicy Brzozowej, który poinformował, że widzi dym wydobywający się z okolic dachu budynku starego szpitala. Dyżurny Państwowej Straży Pożarnej zadysponował od razu 6 zastępów na miejsce wraz z podnośnikiem. Do Kołobrzegu zjechali też ochotnicy z Ustronia Morskiego, Starego Borku i Korzystna. Po sprawdzeniu z podnośnika całego dachu przy pomocy kamer termowizyjnych oraz czujników, nie odnaleziono żadnych oznak pożaru. To samo miało miejsce wewnątrz budynku, gdzie strażacy wchodzili do mieszkań, sprawdzając, czy nie ma tam żadnych niepokojących zapachów lub dymu. Po prawie godzinnej akcji zakończono działania.
Jednak tuż po południu tego samego dnia, na poddaszu budynku ponownie wybuchł pożar. Z ogniem walczyli strażacy zawodowcy z Kołobrzegu, wspierani przez kolegów z OSP Gościno, Ustronia Morskiego, Starego Borku, Siemyśla, a także zawodowe jednostki z Koszalina. Łącznie na miejscu zdarzenia działało 15 zastępów ratowniczo-gaśniczych.

Trudności w gaszeniu i zagrożenia
Akcję gaśniczą utrudniał silny wiatr, który sprzyjał szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia. Stara konstrukcja dachu zajęła się błyskawicznie. Strażacy musieli posiłkować się wodą pompowaną wprost z rzeki Parsęty. Pracowali w silnym zadymieniu, używając aparatów powietrznych. Mimo zabezpieczeń, trzech z nich uległo podtruciu i zostało odwiezionych do szpitala.
Ewakuacja i ratowanie zwierząt
Wstępne ustalenia wskazywały, że wszyscy lokatorzy zdążyli się ewakuować, opuszczając budynek błyskawicznie. Spora część mieszkańców na czas działania służb sama opuściła mieszkania, inni zjawili się pod budynkiem zaalarmowani przez swoich sąsiadów. Jedna z lokatorek mieszkających na poddaszu zdążyła chwycić na ręce psa, jednak nie udało jej się złapać trzech kotów, które rozpierzchły się po mieszkaniu, wypełnionym już kłębami dymu.
Wśród poszkodowanych znalazła się pani Jolanta Rogozińska, położna w kołobrzeskim szpitalu. W południe wyszła do sklepu, a gdy chwilę później wróciła, jej mieszkanie i kilka sąsiednich były już pełne dymu. Na szczęście ani jej syna, ani synowej nie było wtedy w domu, ponieważ byli w pracy. Pani Jolanta prosiła strażaków, by pomogli jej uratować zwierzaki. Pobiegli na poddasze razem z nią. Ostatecznie udało się uratować dwa koty, w tym tego widocznego na nagraniu, którego strażacy wydobyli spod płonącej kanapy, z zajętego już ogniem pokoju. Strażacy wyprowadzili również z pożaru psa. Pani Jolanta podziękowała za ich pomoc: „Ja wiem, że ludzie są najważniejsi, ale dzięki panom strażakom, ich opanowaniu i poświęceniu ocalały także nasze wszystkie zwierzęta, do których jesteśmy bardzo przywiązani”. Strażacy podpowiadali też, co należy zabrać, pytali o leki, dokumenty itd.

Szpital w Kołobrzegu bez bólu
Przyczyny Pożaru
Przyczyna pożaru jest obecnie ustalana przez biegłego w zakresie pożarnictwa. Nie wiadomo, co dokładnie spowodowało zaprószenie ognia, ale w budynku od pewnego czasu trwał remont elewacji i klatek schodowych. Ekipa remontowa miała pracować także na wysokości poddasza. Według wstępnej oceny strażaków ogień w budynku został zaprószony, co sugeruje czynnik zewnętrzny jako przyczynę.
Skutki Pożaru
Zniszczenia materialne
W czwartkowym pożarze niemal doszczętnie spłonęły trzy mieszkania na poddaszu, a kilkanaście innych zostało zalanych i wymaga remontu. Ogień strawił poddasze oraz mieszkania na ostatniej kondygnacji. Aby ugasić płomienie, strażacy musieli rozebrać stropy na niższych piętrach. W pozostałych mieszkaniach jest nawet pół metra wody. Straty wstępnie szacowane są na milion złotych. Lokatorzy z jednej klatki schodowej do mieszkań nie wrócą. 25 rodzin z 50 zamieszkujących budynek nie mogło wrócić do domów na noc, a 20 rodzin zostało całkowicie bez dachu nad głową.

Pomoc dla poszkodowanych
Administrator budynku, magistrat, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej (MOPS), a także Kościół, natychmiast zorganizowały pomoc poszkodowanym. W sumie 59 osób, czyli 20 rodzin, znalazło się w trudnej sytuacji.
Zakwaterowanie
W poniedziałek, cztery dni po pożarze, prezydent Kołobrzegu, Janusz Gromek, spotkał się z zarządcą gmachu Markiem Małetką i miejskimi służbami odpowiedzialnymi za pomoc dla pogorzelców. Cały czas potrzebne są mieszkania do wynajęcia na czas kilku miesięcy dla rodzin, których lokale ucierpiały najbardziej. Miasto ze swoich zasobów wygospodarowało 6 mieszkań, wstrzymując przydziały dla kołobrzeżan z list oczekujących na mieszkanie komunalne, ale potrzeba jeszcze kilku. Sprawa jest pilna, ponieważ mieszkańcy ulicy Szpitalnej musieli opuścić lokale tymczasowe w Centrum Kształcenia Praktycznego i Szkole im. Henryka Sienkiewicza. Prezydent Janusz Gromek podziękował dyrektorom tych obiektów, Zbigniewowi Stankiewiczowi i Mirosławowi Ołdakowi, którzy niemal od ręki znaleźli miejsca w zarządzanych przez siebie placówkach.
Na spotkaniu w Hotelu Centrum, zarządca budynku Marek Małetko, zastępca prezydenta Jacek Woźniak, dyrektorka MOPS Grażyna Foszcz-Mirecka oraz jej zastępczyni Danuta Majchrzak, zapewnili, że mieszkańcy lokali na trzecim piętrze, którzy najbardziej ucierpieli, mają już zapewnione zastępcze lokum na najbliższych kilka miesięcy.
Pomoc finansowa i materialna
MOPS dysponuje pieniędzmi, które może rozdysponować w ramach tzw. zasiłku celowego. Jego wysokość będzie zależała od strat poniesionych przez lokatorów. Aby otrzymać zasiłek, trzeba wypełnić wniosek, co część rodzin już zrobiła, a pierwsze wypłaty prawdopodobnie nastąpią w środę. MOPS planuje także ogłosić zbiórkę najpotrzebniejszych przedmiotów dla osób, których mieszkania spaliły się lub zostały zalane. Zbiórka będzie uzupełniona o sugestie, aby w przypadku odzieży, dzielić się raczej rzeczami nowymi. Ponadto, zbiórkę dla pogorzelców przeprowadzono w kołobrzeskiej katedrze, a proboszcz Jerzy Chęciński przekazał informację miastu, że wsparcie będzie przekazywane przez Caritas. Pogorzelcy otrzymają również zapomogi, których wysokość ustali kołobrzeska pomoc społeczna. Firma budowlana, która przed wybuchem pożaru prowadziła remont klatek schodowych, zaoferowała pomoc.

Dalsze działania i perspektywy
Na ulicy Szpitalnej trwa intensywne osuszanie budynku przy pomocy specjalnych urządzeń. Zarządca zachęca mieszkańców do jak najszybszego wkraczania z pracami remontowymi, a nawet do powrotu do mieszkań, gdy tylko będzie to możliwe. Podczas spotkania mieszkańcy, choć doświadczeni pożarem, byli spokojni, a największe emocje opadły. Rzeczowo pytali o formalności w MOPS-ie oraz o współpracę z ekipą remontową.
Budynek przy ulicy Szpitalnej, który kiedyś służył jako lecznica, został później przerobiony na obiekt mieszkalny i obecnie należy do wspólnoty mieszkaniowej. W związku z zaistniałą sytuacją, wspólnota i władze miasta kontynuują współpracę w celu przywrócenia normalności dla poszkodowanych rodzin.