Lata 90. XX wieku w Polsce charakteryzowały się kilkoma katastrofalnymi pożarami lasów, z których największy i najbardziej tragiczny w skutkach miał miejsce w 1992 roku w Nadleśnictwie Rudy Raciborskie. W tym samym okresie odnotowano również inne, znaczące zdarzenia pożarowe, jak choćby pożar na Pustyni Błędowskiej.
Historyczne zagrożenie pożarowe w lasach polskich
Tutejsze lasy od bardzo dawna były zagrożone pożarami. Już w okresie Powstań Śląskich w obrębie Rudy spłonęło około 500 hektarów lasu. W 1945 roku spłonęło kolejne 450 hektarów, a następnie w 1970 roku około 100 hektarów, w 1976 roku około 135 hektarów i w 1981 roku około 100 hektarów.
W dniu 11 kwietnia 1989 roku, wskutek zapalenia się traw od iskier z pociągu linii piaskowej, spaleniu uległo 207,21 hektara w leśnictwach Kotlarnia, Bargłówka i Borowiec.
Pożar Lasu w Nadleśnictwie Rudy Raciborskie (1992)
Zdecydowanie jednak najtragiczniejszym pożarem lat 90. był ten, który wybuchł 26 sierpnia 1992 roku. Pożar lasu w nadleśnictwie Rudy Raciborskie jest uznawany za największy pożar, jaki miał miejsce w Polsce oraz Europie Środkowej po II wojnie światowej. Warunki meteorologiczne były wyjątkowo sprzyjające pożarowi - temperatury przekraczały 32 °C, a 30 sierpnia w Kaliszu i Łodzi zanotowano nawet 38 °C.

Geneza i początkowy rozwój ognia
W dniu 26 sierpnia 1992 roku około godziny 13:50 z dwóch wież obserwacyjnych napłynęły jednocześnie meldunki o pojawiającym się dymie wzdłuż torów kolejowych PKP linii Racibórz - Kędzierzyn, przebiegających zachodnim krańcem dużego kompleksu leśnego. Prawdopodobną przyczyną zapłonu była iskra spod kół hamującego pociągu.
Pierwszy z pożarów powstał na południe od miejscowości Kuźnia Raciborska, w leśnictwie Nędza, na długości około 1100 metrów. Drugi na północ od Kuźni Raciborskiej w oddziale 96 leśnictwa Kiczowa na długości około 800 metrów, a trzeci na północ od miejscowości Solarnia na długości około 1400 metrów w leśnictwie Lubieszów. Wszystkie te pożary miały miejsce przy torach od ich wschodniej strony, a czas ich powstania różnił się kilkuminutowym odstępem, co było związane z czasem przejazdu pociągu. Liniowy układ pożarów spowodował już na początku akcji gaśniczej konieczność zwalczania szerokiego frontu ognia.
Skala zniszczeń i wyzwania dla służb
Akcję rozpoczęto natychmiast. Skierowano do niej 10 sekcji straży pożarnej, w tym dwie Państwowej Straży Pożarnej (PSP) stojące w pogotowiu pod Nadleśnictwem. Po 12-15 minutach od zaalarmowania w akcji brało udział 10 jednostek gaśniczych, z czego 8 skierowano na oddział 96 leśnictwa Kiczowa, gdyż zdaniem Nadleśnictwa ten pożar był najgroźniejszy. Znalazło to zresztą tragiczne potwierdzenie. W ciągu zaledwie kilku minut od powstania pożaru kilkumetrowej szerokości front ognia szybko zaczął przesuwać się w kierunku wschodnim w głąb zwartego, dużego kompleksu leśnego.
20 lat po pożarze w Rudach Raciborskich
Po dwóch godzinach dramatycznej akcji, pożar stał się niemożliwy do zatrzymania w krótkim czasie. Wiele prób tworzenia nowych linii obrony kończyło się niepowodzeniem. Powodem tego była duża szybkość wiatru (dochodząca do 24 m/sek.) i gwałtowna zmienność jego kierunków. Tak gwałtowne powiększenie się powierzchni pożaru, a także zmienność kierunków jego posuwania się zdecydowanie utrudniało prowadzenie akcji gaśniczej i spowodowało stały niedobór sił i środków.
- Godzina 18:00, 26.08.92: około 600 ha spalone
- Godzina 22:00, 26.08.92: około 1300 ha spalone
- Godzina 7:00, 27.08.92: około 3000 ha spalone
Mobilizacja sił i środków gaśniczych
W akcji zaangażowano ogromne zasoby. Odegrało dużą rolę masowe użycie 26 samolotów PZL M18 Dromader, zrzucających wodę na czoło ognia. Ponadto w akcji gaszenia pożaru brało udział około 1100 samochodów pożarniczych, 4 helikoptery, 50 cystern kolejowych i 6 lokomotyw, a także sprzęt ciężki, taki jak czołgi inżynieryjne, pługi i spychacze. W pierwszym dniu na miejsce pożaru skierowanych zostało kilkuset pracowników leśnych, dozór, a także sprzęt i samochody. Przez 26 dni z ponad 35 nadleśnictw Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych (RDLP) Katowice kierowani byli ludzie i sprzęt. W trzecim dniu pożaru z kilkudziesięciu nadleśnictw w kraju do akcji skierowano Służbę Leśną z samochodami. Do rozprowadzania jednostek ratowniczych po terenie zaangażowano myśliwych z kół dzierżawiących tereny objęte pożarem, a także miejscową ludność, w sumie kilkadziesiąt osób. Te i inne działania pozwoliły na posiadanie w miarę pełnej, stałej informacji o sytuacji na poszczególnych odcinkach, a także na koordynację działań wielu służb biorących udział w akcji. W czasie akcji gaśniczych funkcjonowało równolegle 5 różnych systemów łączności radiowej. W pracy sztabu akcji brało udział wielu wybitnych specjalistów i ekspertów, w tym i z Instytutu Badawczego Leśnictwa (IBL).
Katastrofalne skutki pożaru
Ofiary i poszkodowani
W pożarze zginęły dwie osoby - strażacy: aspirant Andrzej Kaczyna z Komendy Rejonowej Straży Pożarnej w Raciborzu, awansowany pośmiertnie do stopnia młodszego kapitana, oraz druh Andrzej Malinowski z Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) Kłodnica z Kędzierzyna-Koźla. Ofiarą została także osoba postronna: 23-letnia Gabriela Dirska, przygnieciona śmiertelnie przez wóz strażacki jadący do akcji gaśniczej, który wpadł w poślizg i wypadł z drogi. Strażacy ucierpieli w tym wypadku, a córka Dirskiej, odepchnięta w wózku przez matkę, nie odniosła obrażeń. 50 osób odwieziono do szpitala, a lekko poszkodowanych - którym pomocy udzielono na miejscu - było około 2000. Spłonęło 15 wozów gaśniczych i 26 motopomp. Rozgrzany popiół pogorzeliska zniszczył 70 kilometrów węży strażackich. Od 1993 roku w sierpniu odbywa się w Raciborzu dwudniowy Memoriał im. mł. kpt. A. Kaczyny i dh. A. Malinowskiego.
Straty ekologiczne i finansowe
Spłonęło łącznie 9062 hektary, z czego 6212 hektarów w ówczesnym województwie katowickim i 2850 hektarów w ówczesnym województwie opolskim. Zniszczenia na terenie nadleśnictw Rudy Raciborskie, Rudziniec i Kędzierzyn miały cechy klęski ekologicznej. 1369,39 hektara drzewostanów II klasy w wyniku bezpośredniego oddziaływania ognia uległo zabiciu lub bardzo silnemu uszkodzeniu. Całość drzewostanów objętych pożarem uległa zabiciu lub bardzo silnemu uszkodzeniu.
W wyniku pożaru całkowitemu spaleniu na całej powierzchni pożarzyska uległy poziomy próchniczne gleb, stanowiące naturalny rezerwuar składników pokarmowych. Przeprowadzone badania wykazały, że na skutek tego zmianie na gorsze uległ dotychczasowy chemizm gleb. Nastąpił wzrost zakwaszenia gleb - pH spadło poniżej 4, a miejscami poniżej 3. Wystąpił także ubytek z gleb dostępnych dla roślin form azotu (azotanów), a jednocześnie wzrosła zawartość jonów żelaza, potasu, fluoru, gliny i węgla. Konsekwencją całkowitego spalenia warstwy próchnicznej gleb i niekorzystnych zmian w składzie chemicznym gleb i mikoryzie oraz znacznego obniżania się poziomów wód gruntowych, jest zdecydowane pogorszenie się warunków siedliskowych. W trakcie akcji gaśniczej w samym Nadleśnictwie Rudy Raciborskie zniszczeniu uległo 75 km dróg, 15 przepustów, 15 km rowów przydrożnych.
Szacunek strat finansowych z tytułu przedwczesnego wyrębu (według obowiązującej w Lasach Państwowych metodyki i stawek z 1992 r.) wyniósł 279,3 miliarda starych złotych, a zwiększone koszty pozyskania i zrywki drewna oraz zabiegów agrotechnicznych były również znaczne. Na skutek pożaru zaistniała konieczność pozyskania zrębami zupełnymi ponad 900 tys. m³ grubizny na całym pożarzysku, z tego w Nadleśnictwie Rudy Raciborskie około 600 tys. m³.
Długotrwałe dogaszanie i działania kontrolne
Pożar opanowano 30 sierpnia 1992 roku w godzinach rannych, a sztab akcji rozwiązano 20 września 1992 roku. Jego dogaszanie trwało do 12 września. Stan ochrony przeciwpożarowej w Nadleśnictwie Rudy Raciborskie, a także podejmowane działania, zwłaszcza w pierwszej fazie pożaru z 26 sierpnia 1992 roku, były szczegółowo kontrolowane i analizowane przez wiele organów kontrolnych i dochodzeniowych.
Pożar na Pustyni Błędowskiej koło Olkusza (1992)
Innym tragicznym wydarzeniem z lat 90., również z 1992 roku, był pożar na Pustyni Błędowskiej, który wybuchł 10 sierpnia. Wielki, zakończony olbrzymimi stratami, pożar był dziełem podpalacza. Do dziś nie znaleziono winnego. Ogień wybuchł w lasach na północ od drogi Olkusz-Bukowno.

Wybuch i rozprzestrzenianie się ognia
Wkrótce niesiony południowym wiatrem ogień przekroczył linię kolejową. Strażacy ustawieni na dwóch pasach trasy Olkusz-Katowice z niedowierzaniem patrzyli, jak płomienie przeskakują na drugą stronę drogi, pokonując ponad 50-metrowej szerokości pas dwóch asfaltowych jezdni. Potem zapłonęły lasy pomiędzy Hutkami i Kluczami. Kataklizm zatrzymał się dopiero na skraju Pustyni Błędowskiej. W walce z nim uczestniczyło kilkuset strażaków. Walczyli nie tylko z ogniem. Kilkakrotnie podczas pożaru doszło do eksplozji niewypałów zagrzebanych w lasach. Te tereny przez wiele lat stanowiły poligon, obok mieściła się jednostka wojskowa w Hutkach. Kataklizm pochłonął ponad tysiąc hektarów lasu. Paweł Zieliński i Jacek Sypień wspominali 30 lat temu największy pożar lasu w historii Polski. Lato 1992 roku było upalne i suche, co sprzyjało wybuchom pożarów. Jadąc szeroką dwupasmówką z Olkusza do Katowic, zaraz za granicami gminy, mija się niski, brzozowy las rozciągający się po obu stronach drogi. Jedenaście lat temu był tam dorodny sosnowy bór, który jednego dnia, 10 sierpnia 1992 roku, zamienił się w las płomieni. Dziesięć lat temu była tam czarna od pyłów pustynia bez ani jednego drzewa.
Pożar, jaki wybuchł na Pustyni Błędowskiej 10 sierpnia, dokładnie w jedenastą rocznicę wielkiego kataklizmu, był również dziełem podpalacza i był największym pożarem lasu w powiecie olkuskim od 11 lat. Przez 10 godzin dwustu strażaków z 30 różnych jednostek walczyło z ogniem. Poza ratownikami z powiatu olkuskiego, w walce tej uczestniczyli także strażacy z Dąbrowy Górniczej oraz kompania odwodowa z Krakowa. Spaleniu uległo ponad 50 hektarów powierzchni, w tym 20 hektarów lasu, głównie sosnowego. Rafał Krzysztofek, inżynier nadzoru Nadleśnictwa Olkusz, opowiadał, że krótko po dwunastej w południe pracownik znajdujący się na wieży obserwacyjnej na górze Czubatce w Kluczach zaalarmował o unoszącym się na skrajem pustyni dymie. Wkrótce na miejscu pojawiły się pierwsze wezwane przez leśników wozy olkuskiej Państwowej Straży Pożarnej. Strażacy mieli utrudnione zadanie: pożar wybuchł bowiem w bardzo trudno dostępnym terenie.
Specyfika akcji gaśniczej i rola OSP
Tylko niektóre wozy mogły tam dotrzeć. Już od wielu lat mówi się, że w powiecie olkuskim, gdzie przeważają gleby piaszczyste, konieczne jest wyposażenie ratowników w samochody z napędem na cztery koła. I tylko takie w przypadku ostatniego pożaru miały szansę dojechać w miejsce zagrożenia. Dopiero od dwóch lat olkuska zawodowa straż pożarna dysponuje ledwie jednym takim pojazdem. Jest to Man zakupiony z funduszy komendy wojewódzkiej w Krakowie. Jednak podczas akcji okazało się, że nawet ten nowoczesny pojazd ustępuje bardziej skutecznym tutaj uralom, którymi porusza się 6 okolicznych jednostek ochotniczej straży pożarnej. Samochody takie mają OSP Bukowno Miasto i Stare, Laski Podlipie, Bydlin i Krzykawa. Przez całe lata 90. były to jedyne pojazdy nadające się do walki z pożarami lasów i tylko ich obecność dawała nadzieję na powstrzymanie szalejącego żywiołu. Historia sprowadzenia tych samochodów do podolkuskich straży jest dosyć ciekawa. Trafiły one na ich wyposażenie na początku lat 90. Wcześniej służyły czerwonoarmistom, znajdowały się bowiem na wyposażeniu wojsk radzieckich, stacjonujących w Polsce i były przystosowane do przewożenia rakiet z baz na poligon. Kiedy armia radziecka opuszczała Polskę, sprzedawała auta na złom. Część z nich kupiły różnego rodzaju firmy, które - po wyremontowaniu i adaptacji aut - sprzedawały je potem jednostkom ochotniczych straży pożarnych. Poza napędem terenowym, urale miały jeszcze jedną zaletę: mimo formalnie zaawansowanego wieku były bardzo mało wyeksploatowane. Niektóre z nich miały tylko po kilka tysięcy przejechanych kilometrów, a ich stan był idealny. Kapitan Dariusz Wilk, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Olkuszu, oceniał: "Nie wiem, kto pierwszy sprowadził te pojazdy na wyposażenie podolkuskich OSP, ale był to bardzo dobry pomysł. Obecnie nasze jednostki jako jedyne w województwie małopolskim mają taki sprzęt. W wielu powiatach zazdroszczą nam takiego wyposażenia."
Ostatnia akcja na Pustyni Błędowskiej dowiodła, że opinia o mniejszej skuteczności OSP jest tylko częściowo prawdziwa. To głównie dzięki jednostkom ochotniczym można było w tak krótkim czasie zgromadzić na miejscu akcji ponad 200 ratowników. Ponadto okazało się, że to OSP mają lepszy sprzęt do walki z pożarami w trudnym terenie. Dodatkowo tylko dzięki posiadanym przez ochotników samochodom możliwy był stały dowóz wody do aut bezpośrednio uczestniczących w akcji. To bardzo ważne, gdyż w przypadku ostatniego pożaru najbliższe wydajne ujęcia wody znajdowały się co najmniej kilka kilometrów od miejsca akcji. Woda z przeciętnego zbiornika samochodu bojowego wystarcza na gaszenie ognia przez kilka, a najwyżej kilkanaście minut.
Odbudowa lasu i długoterminowe perspektywy
Prawie rok trwało wycinanie nadpalonych drzew. Przez kolejne trzy lata olkuscy leśnicy na spalonej pustyni sadzili las. Było to zadanie pionierskie. Spaliła się ściółka leśna i nie było wiadomo, które gatunki wytrzymają w tych ekstremalnych warunkach. Początkowo sadzono tam głównie mało wymagającą brzozę, którą potem miały zastąpić bardziej szlachetne gatunki. Szybko okazało się, że w tych warunkach lepiej sobie radzi sosna. Teraz na połowie obszaru rośnie brzoza, na 30% sosna, a na dalszych 20% - modrzew. Jak wyjaśnia Jan Gamrat, zastępca szefa Nadleśnictwa Olkusz: "Ten las ma znacznie ekologiczne, znowu jest ostoją zieleni. Ale na razie tylko w niego inwestujemy. Musimy go pielęgnować, dosadzać ubytki. Kiedy można liczyć na efekty? Po dwudziestu latach można wyciąć jakieś drzewa na żerdzie. Musi upłynąć 40-50 lat, aby z rosnących tam drzew uzyskać tzw. papierówkę, czyli drzewo sprzedawane do papierni, czy kopalniaki - sprzedawane do kopalni."

Przyczyny powstawania pożarów lasów
Jak mówi nadleśniczy Jan Gamrat, powodem pożaru lasu, poza podpaleniami, bywają iskry wydostające się spod zablokowanych hamulców pociągów lub rur wydechowych traktorów, a coraz częściej nieświadomość i nieodpowiedzialność ludzi. Potrafią oni wyrzucić niedopałki papierosów lub urządzić sobie ogniska czy grille wprost w lesie, a potem zapominają je zagasić. "Wobec pożaru lasu jesteśmy bezradni. Jedyne, co możemy zrobić, to prowadzić obserwacje z dwóch wież, tzw. dostrzegalni, które znajdują się w Żuradzie i Kluczach. Zależnie od warunków, raz lub dwa razy do roku, prowadzimy mineralizację, czyli orzemy pasy przeciwpożarowe, które znajdują się wzdłuż dróg i linii kolejowych przebiegających przez kompleksy leśne" - dodaje nadleśniczy Jan Gamrat.